Borys Kiprijanowicz z Żirnowska kilkanaście lat temu wywołał sensację. Miał pamiętać poprzednie życie, w którym był… mieszkańcem Marsa. Dysponował również zaawansowaną, wrodzoną wiedzą o kosmosie. Potem zrobiło się o nim cicho. Co stało się z „dzieckiem z Marsa”?

  • Borys Kiprijanowicz zwany Boriską został okrzyknięty cudownym „dzieckiem indygo”, pamiętającym swoje poprzednie wcielenie, w którym był Marsjaninem.
  • Chłopiec twierdził, że tysiące lat temu na Ziemi i Marsie istniały zaawansowane cywilizacje, które upadły w wyniku wielkich kataklizmów.
  • Boriska został przeniesiony do szkoły dla dzieci szczególnie uzdolnionych w Moskwie. Potem słuch o nim zaginął.

Historia o Borisce żyje własnym życiem w internecie, gdzie regularnie przypomina się o niezwykłym chłopcu z Żirnowska, który zaskakiwał swoją wrodzoną wiedzą o kosmosie oraz wspomnieniami z poprzedniego życia, jakie wiódł na Marsie. Mówił też o ziemskiej supercywilizacji unicestwionej przez potworny kataklizm oraz zbliżającej się wielkimi krokami globalnej transformacji świadomości.

 

W poprzednim wcieleniu Borys miał żyć na Marsie

Na świat przyszedł 11 stycznia 1996 r. jako syn lekarki Nadieżdy Kiprijanowicz i byłego oficera Jurija Towstiniewa (w internecie chłopiec występuje pod nazwiskiem matki). O tym, że malec rozwija się intelektualnie w stopniu nadzwyczaj szybkim jego rodzice przekonali się, gdy miał kilkanaście tygodni. Borys wypowiedział pierwsze słowo w wieku czterech miesięcy, a kiedy miał rok rozpoczął naukę czytania.

W wieku 2 lat trafił do przedszkola, gdzie zauważono, że jest ponadprzeciętnie inteligentny, szybko uczy się języków i ma talent plastyczny. W tamtym czasie aktywowała się również u niego pamięć z poprzedniego wcielenia, dzięki czemu stał się znany także poza granicami Rosji.

– Zaczął siadać w pozycji lotosu, chociaż nikt go tego nie uczył. Mówił też wiele na temat Marsa, Układu Słonecznego i różnych cywilizacji. Skąd małe dziecko mogło o tym wszystkim wiedzieć? To były jego stałe tematy do rozmów, odkąd skończył dwa lata – relacjonowała jego matka.

Pani Kiprijanowicz – sama zainteresowana ezoteryką, postanowiła opowiedzieć o przypadku Borysa specjalistom od nauk z pogranicza. Tak trafiła na prof. Giennadija Bielimowa, który przez kolejne lata przyglądał się Borysowi i dokumentował opowiadane przez niego historie. O chłopcu zrobiło się głośno, kiedy napisała o nim „Prawda”, nazywając go „dzieckiem z Marsa”. Czerwona Planeta była bowiem centralnym punktem jego historii o poprzedniej inkarnacji.

– Na Marsie, gdzie mieszkałem, doszło do katastrofy. Żyli tam tacy sami ludzie jak my, ale wybuchła wojna atomowa i wszystko spłonęło – mówił z przejęciem.

Na Marsie i Ziemi istniały według niego zaawansowane cywilizacje

– Oddychano tam powietrzem składającym się głównie z dwutlenku węgla – relacjonował Boriska. – Nienawidziliśmy ziemskiego powietrza, bo powodowało starzenie. Na Marsie wszyscy byli młodzi i zawsze wyglądali jakby mieli 30 lat.

Życie tam nie było jednak lekkie. Chłopiec wspominał, że musiał nosić ochronne okulary. Ponadto na Czerwonej Planecie toczyły się nieustanne walki. Wszystko to – pisze Bielimow – miało dziać się kilkadziesiąt tysięcy lat temu, kiedy na Marsie istniała zaawansowana cywilizacja, która miała nawet swój program kosmiczny. Borys twierdził, że brał w nim udział jako pilot i odwiedzał Jowisza, Saturna oraz Ziemię, gdzie również miały żyć rozwinięte technicznie istoty. Z jedną z nich Boriska zdołał się w swoim poprzednim wcieleniu zaprzyjaźnić.

– Potem doszło na Ziemi do katastrofy. Góry dosłownie eksplodowały i wielki kontynent poszedł na dno – mówił z przejęciem, jakby ciągle miał to przed oczyma. – Na budynek, gdzie był mój przyjaciel spadł nagle wielki kamień. Nie mogłem nic zrobić…

Choć Borys nie pamiętał nazw miejsc ani imion ludzi spotkanych w poprzedniej inkarnacji, pewnego dnia, przeglądając książkę o „historii alternatywnej”, natknął się na opis legendarnej Lemurii – kontynentu, który miał leżeć na Oceanie Indyjskim i według nauk Heleny Bławatskiej stanowił ojczyznę zaginionej cywilizacji. Z tego powodu uznał Ziemian ze swoich wspomnień za Lemurian, dodając, że zgubiło ich zbytnie oddalenie się od spraw ducha.

Ale nie tylko Błękitna Planeta ucierpiała wskutek wielkiego kataklizmu. Coś znacznie gorszego stało się z Marsem, ale chłopiec nie potrafił sprecyzować, jakie były tego przyczyny. Stopniowo tracił on atmosferę i pustynniał, a pozostali przy życiu mieszkańcy musieli szukać schronienia w podziemnych bazach, których ruiny mogły zachować się do dziś. Pamiątkę po tamtym zagadkowym kosmicznym Armagedonie stanowi Księżyc, który – wedle słów Boriski – miał niegdyś znajdować się bliżej Marsa, ale został wypchnięty w przestrzeń i powiązany grawitacyjnie z Ziemią.

Boriska spotkał się z krytyką otoczenia i zamknął się w sobie

Kilkulatek z Żirnowska został okrzyknięty przez media „dzieckiem indygo” – przedstawicielem doskonalszego pokolenia, które ma zmienić oblicze Ziemi i wprowadzić ludzkość w nową erę. Specjaliści od ezoteryki wierzą, że dzieci te mają aurę w niespotykanym kolorze indygo i przewyższają zwykłych ludzi inteligencją oraz stopniem rozwoju nadprzyrodzonych zdolności. Boriska również miał posiadać „szósty zmysł” i, jak zapewniała jego matka, wiedział, co czeka Ziemię.

Indagowany przez Bielimowa chłopak odparł, że informacje o przyszłości czerpie „z wnętrza”. Zapowiadał nadejście czasów, w których mieszkańców Ziemi czeka transformacja świadomości, z której dobrodziejstw nie wszyscy będą jednak mogli skorzystać.

Choć Borys zyskał sławę, łatka „chłopca z Marsa” utrudniała mu codzienne funkcjonowanie. Wiele osób było do niego sceptycznie, a nawet wrogo nastawionych. Sugerowano, że zmyślał bądź powtarzał informacje zasłyszane w domu lub telewizji.

– Chciałabym wierzyć, że to wszystko dziecięce wymysły, ale jest w tym zbyt dużo szczegółów, o jakich nie mógł się od nikogo dowiedzieć – wyznała Nadieżda Kiprijanowicz.

A co dzieje się z Boriską dziś?

Prof. Bielimow odnotował, że po wejściu w wiek szkolny zaczął się zmieniać. Musiał stawiać czoło rówieśnikom i dorosłym, którzy uważali go za dziwadło (dochodziło na tym polu do wielu nieprzyjemnych sytuacji, np. matka jego kolegi z klasy zażądała usunięcia Borysa ze szkoły za opowieści o poprzednim wcieleniu). W reakcji na docinki „chłopiec indygo” wdawał się w bójki, mimo że wcześniej wygłaszał uduchowione pogadanki o przebaczaniu.

„Jego uprzednia otwartość odegrała niestety negatywną rolę w dalszym życiu” – odnotował Bielimow, dodając, że z czasem „chłopak z Marsa” coraz mniej interesował się dawną inkarnacją i sprawami ducha, za to pasjonowały go i pochłaniały gry komputerowe.

Ostatecznie, ok. 2004 r. matka przeniosła Borysa do szkoły dla dzieci wybitnie uzdolnionych w Moskwie. Wciąż odwiedzających go dziennikarzy i badaczy prosił, aby dali mu spokój. O życiu na Marsie mówił rzadko, stając się coraz bardziej podobny do swoich rówieśników. Jego stan psychiczny pogorszył rozwód rodziców, a ślad po Borisce urwał się ok. 2006 r., kiedy przestały napływać nowe informacje na jego temat.

„Przybysz z Marsa”, choć jest internetową legendą, nie został celebrytą. Nie wiadomo, gdzie dziś jest i co robi ten już ponad dwudziestoletni młodzieniec. Poszukiwanie jego profili na portalach społecznościowych nie przynosi rezultatów (na Facebooku istnieje jedno „fake konto” z jego zdjęciem sprzed kilkunastu lat), zaś w rosyjskim internecie wciąż pojawiają się te same treści, co przed laty, jakby Boriska z Żirnowska nadal był małym chłopcem…

Autor: Piotr CielebiaśŹródło: Onet

47 Udostępnień
Kategorie: Tajemnice Świata

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat