Czym tak naprawde jest Czarna msza?

Napisane przez Amon w Listopad - 15 - 2017

W niektórych popularnych opracowaniach dotyczących praktyk czarnoksięskich poczesne miejsce zajmuje czarna msza, bluźniercza parodia mszy katolickiej, w trakcie której dochodzi do perwersyjnych stosunków seksualnych i po dzień dzisiejszy jedynie kilku uczonych przebadało wnikliwie ten problem. Na przykład Jules Michelet, skądinąd wybitny dziewiętnastowieczny historyk francuski, postrzegał czarną mszę jako symbol chłopskiego buntu przeciwko Kościołowi. Braterstwo człowieka z człowiekiem, wyzwanie rzucone chrześcijańskiej koncepcji Niebios, kult Boga Natury w niezwykłych i perwersyjnych formach – takie było najgłębsze znaczenie czarnej mszy”. Z kolei występujący z pozycji ortodoksji katolickiej Montague Summers czarną mszę uznawał za punkt zborny czcicieli szatana w jego rzeczywistej, fizycznej postaci.

Uważano, że każdy sabat czarownic zawierał elementy liturgii diabelskiej, niemniej czarnej mszy nie odnajdujemy w żadnej z pierwszych wzmianek o czarownictwie, a sam termin wszedł w obieg dopiero w wieku dziewiętnastym, w kontekście satanizmu (po raz pierwszy użyto go w Anglii w roku 1806). Bez względu na to jak fascynujące, „wszystkie (poza jedną) wzmianki o czarnych mszach należy odrzucić jako czcze spekulacje. Zarówno Michelet, jak i Summers przyjmowali za dobrą monetę zeznania samych czarownic, tymczasem nie można dawać wiary oświadczeniom przygotowanym zawczasu przez prowadzących śledztwo, a potwierdzanych przez oskarżonych jedynie pod wpływem okrutnych tortur. Istotnie, niektórzy z nich, w nadziei złagodzenia zadawanych im cierpień, udzielali bardzo szczegółowych odpowiedzi na stawiane pytania, niemniej czarna msza, traktowana jako fakt historyczny, to jedna z największych iluzji intelektualnych, jaką starano się wmówić laikom.

Nie ma w tym nic dziwnego, że inkwizytorzy i naśladujący ich świeccy łowcy czarownic myśleli o czarnoksięstwie jako o przeciwieństwie znanej im religii, biorąc czarną magię za świadomą parodię chrześcijaństwa. Aby podkreślić zbrodniczy charakter czarnoksięstwa i uzasadnić konieczność jego wytępienia, demonolodzy kładli szczególny nacisk na karykaturę najświętszego obrządku kościelnego – mszy. I tak ojciec Gaufridi w czasie swego procesu w Aix-en-Provence (1611) napomykał (pod wpływem tortur) o mszy, w czasie której żegnał się znakiem krzyża świętego na opak, błogosławieństwo zaś zastąpił słowami: „Idźcie, w imieniu Szatana”. Skoro zaś wymysły demonologów odziane zostały w togę największych autorytetów, któż ośmieliłby się podać je w wątpliwość.

Wśród licznych opisów zbezczeszczenia Najświętszego Sakramentu, co było powszechnym zarzutem stawianym heretykom i czarownicom od najwcześniejszych czasów, znajdujemy relację Nicholasa Jacquiera (1458), inkwizytora na Francję i Czechy, dotyczącą księdza, który odbywał stosunki płciowe w kościele, gromadził własną spermę i mieszał ją z krzyżmem. Czyn ten nie był bynajmniej zapowiedzią zjawiska czarnej mszy, należy uznać go za zwykłe bałwochwalstwo lub świętokradztwo. Inny z łowców czarownic, Paulus Grillandus (ok.1525), opisuje mszę ku czci diabła, w czasie której palono świece i modlono się. W roku 1335 inkwizytor z Carcassonne ujął pewnego pasterza, który parodiował mszę świętą w stanie całkowitej nagości. Na podstawie tych wzmianek komponowali swoje relacje pisarze późniejsi, tak że sto i dwieście lat potem wierzono już powszechnie w najbardziej obsceniczne rytuały, jakie na przykład odprawiali ojciec Picard i ojciec Boulle dla zakonnic z Louviers.

Łatwowierny mnich Francesco-Maria Guazzo (1608), jeden ze znamienitszych łowców czarownic, powołuje się na sporządzone przez Florina de Raemonda sprawozdanie z procesu, który w roku 1594 odbył się w Akwitanii. Młoda dziewczyna opisuje wówczastypowy przebieg sabatu, obejmujący akt podpisania przymierza z diabłem, śpiewy i nierządne praktyki z kozłem – bóstwem czarownic.

Odbyła się też parodia mszy odprawionej przez kogoś odzianego w czarną kapę, na której nie widniał znak krzyża. W porze najświętszej ofiary i Podniesienia Przenajświętszego Sakramentu uniósł on poczerniały plaster rzepy, na co wszyscy zakrzyknęli jednym głosem; „Dopomóż nam, Mistrzu!” Kielich zawierał wodę zamiast wina, a substytut wody święconej uzyskiwano w taki oto sposób: kozioł oddawał mocz do wykopanej w ziemi dziury i taką to wodą skraplał wszystkich obecnych, używając do tego celu czarnego kropidła, u innego sławnego demonologa, Pierre’a de Lancre’a (1612), znajdujemy unikalną wzmiankę o odzianym w ornat koźle, który modli się z oprawionego w skórę wilka mszału o czerwonych, białych i czarnych stronicach.

W potwierdzonych źródłowo praktykach czarnoksięskich doby nowożytnej (do roku 1750) msza sataniczna pojawia się dopiero u samego schyłku siedemnastego stulecia w związku ze sprawą Chambre Ardente, Zakładając, że praktyki czarnoksięskie mogą mieć wpływ na bieg przyszłych zdarzeń, grono arystokratów z dworu Ludwika XIV najęło od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu księży katolickich, znanych zresztą z imienia i nazwiska, którzy mieli odprawiać msze o charakterze specjalnym.

Wizja księdza, celebrującego mszę świętą na brzuchu nagiej dziewczyny leżącej na ołtarzu, mszę, podczas której wypowiada się dodatkowo pewne zaklęcia, mające zapewnić wierność osoby ukochanej, wywodzi się ze znacznie wcześniejszych, mieszczących się w ramach ortodoksji, tzw. mszy miłosnych. Jeśli mszę odprawia się w intencji wzbudzenia czyichś uczuć, orzeka Grillandus, to „wydaje się, że nie trąci to herezją, bowiem przykazania boże zalecają miłość i dobre uczynki”. Kiedy pewien bawiący z wizytą w Rzymie ksiądz hiszpański zakochał się w czterech zakonnicach jednocześnie i namówił kilku mnichów, by odprawili mszę za sukces w zaspokojeniu jego żądz, skazany został jedynie na okresowe wygnanie z miasta. Dr Johan Weyer (1563) podaje, że jeden z księży próbował wyegzorcyzmować pewną zakonnicę z konwentu o bardzo ostrej regule, odprawiając mszę na jej brzuchu.

Podobnie tzw. msze śmiertelne odprawiane, by spowodować zgon osoby żyjącej, nie były uważane za heretyckie, niemniej zarówno tego, kto za podobną mszę zapłacił, jak i odprawiającego ją duchownego winno się ukarać banicją (Grillandus). Nie należy też zapominać, że orgie, do jakich dochodziło podczas mszy opisanych przez ojca Guibourga w czasie sprawy Chambre Ardente, pojawiają się w materiałach procesowych dopiero pod koniec śledztwa i to w zeznaniach złożonych na torturach bądź też pod groźbą ich użycia. Podobnie Małgorzata, córka La Voisin, wydaje się przesadzać w opisie zwykłej w istocie rzeczy i niewinnej mszy miłosnej, przedstawiając ją w sposób następujący:

Ilekroć w czasie mszy ksiądz winien ucałować ołtarz, tyle razy całował ciało dziewczyny. Konsekracji Najświętszego Sakramentu dokonał nad jej częściami intymnymi, w które też włożył maleńki kawałek hostii. Gdy msza dobiegła wreszcie końca, ksiądz podszedł do owej kobiety i zanurzywszy dłonie w kielichu obmył jej organa płciowe.

W rzeczywistości msza sataniczna jest w znacznej mierze wymysłem literackim. Jeden z bardziej znanych jej opisów dał markiz de Sade w Justynie. Grono nikczemnych mnichów przebrało młodą dziewczynę, Florette, na podobieństwo Dziewicy Marii; wykonując szereg najwyraźniej magicznych gestów miała ona zapewnić sławę i dobrobyt ich kościołowi. Justyna opowiada, że po dopełnionym już świętokradztwie: libertyni, dla podkreślenia swego bluźnierstwa, pragnęli, aby Florette wystąpiła na wieczornej orgii w tym samym stroju, który wzbudził tyle hołdów. Każdy z nich rozpalał w sobie obrzydliwe żądze po to, by w tym kostiumie poddać ją wynaturzonym zachciankom. Świętokradcy, podnieceni pierwszą profanacją, wcale na niej nie poprzestali. Kazali dziewczynce rozebrać się do naga, położyli ją na brzuchu na dużym stole, zapalili świece, na biodrach umieścili wizerunek naszego Zbawiciela i na jej pośladkach ośmielili się dokonać najświętszej z naszych tajemnic.

Podczas tej strasznej sceny zemdlałam, gdyż nie mogłam jej znieść. Ojciec Severino, widząc mnie w takim stanie, orzekł, iż oswojenienie z tym wymaga, abym ja z kolei posłużyła za ołtarz. Pochwycono mnie i umieszczono na miejscu Florette. Ofiara się dokonała, a hostię… ten święty symbol naszej religii… Severino wziął i zagłębił w bezwstydnym zakątku swych zbrodniczych przyjemności… Wtłaczał ją, znieważając, wciskał poniżając zdwojonymi ruchami monstrualnego narzędzia [darc] i bluźniąc wypuścił na ciało swego Zbawiciela nieczysty strumień własnej lubieżności [przekł. Marka Bratunia].

Dopiero w końcu dziewiętnastego stulecia, kiedy problem czarnoksięstwa należał już do przeszłości, narodziły się żywe do dziś koncepcje czarnej mszy jako liturgii poświęconej Antychrystowi czy też reliktu antychrześcijańskich wierzeń ludowych.

Opracował: Amon

Na podstawie: „Rossell Hope Robbins Encyklopedia Czarów i Demonologii”

Dla www.strefa44.pl

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat