Dulce – podziemna baza obcych?

Napisane przez Amon w Maj - 27 - 2017

Oficjalnie nie istnieje, ale pogłoski na jej temat krążą od dekad. Według zwolenników teorii spisku, część podziemnej bazy Dulce ma należeć do współpracujących z rządem USA istot pozaziemskich, które przeprowadzają tam mrożące krew w żyłach eksperymenty…

Ten wielki, a zdaniem niektórych największy sekret Stanów Zjednoczonych, leży na północnych rubieżach Nowego Meksyku, gdzie diabeł mówi dobranoc.

„Miasto Dulce położone jest w dolinie otoczonej malowniczymi szczytami górskimi” – pisze o tej okolicy dziennikarz śledczy George Knapp, od lat zajmujący się tematyką spiskową. „Po głównej ulicy hula wiatr i wałęsają się bezpańskie psy. Nie ma kin, centrów handlowych… Jest tylko hotel Best Western – klejnot okolicy. A obok niego sklep monopolowy”.

Zamieszkane głównie przez Apaczów Jicarilla miasteczko, obok pijaństwa i biedy, zasłynęło w przeszłości z budzących grozę okaleczeń bydła, które w latach 70. stały się plagą lokalnych ranczerów i które łączono z widywanymi tam często latającymi talerzami.

Niedługo potem światło dzienne ujrzały jeszcze bardziej sensacyjne informacje dotyczące miejsca, gdzie flota owych UFO miała stacjonować.

Jako pierwszy rewelacje o podziemnej bazie pod górą Archuleta na pustyni w pobliżu Dulce ujawnił na początku lat 80. Paul Bennewitz (1927-2003) z Albuquerque – właściciel firmy Thunder Scientific Corporation pracującej na kontrakcie dla wojska. Ten pasjonat ufologii, szukając odpowiedzi na zagadkę okaleczonych krów, zarejestrował pewnego razu dziwne sygnały, których pochodzenia nie potrafił ustalić.

Po konsultacjach z lokalną bazą lotniczą Kirtland, od której nie uzyskał satysfakcjonujących wyjaśnień, Bennewitz doszedł do wniosku, że sygnały pochodzą spod ziemi. Węsząc po okolicy, ufolog dotarł do informacji o pracach budowlanych, jakie na szeroką skalę przeprowadzano na pustyni w rejonie Dulce od 1947 r. Przez kilka lat przywożono tam do pracy brygady żołnierzy, jednak nikt nigdy nie widział tego, co mieli zbudować.

Choć brzmiało to jak bajka dla dorosłych, w ciągu kilku lat pojawili się kolejni informatorzy nie tylko potwierdzający teorię Bennewitza, ale dodający do niej przerażające szczegóły…

Siedem poziomów tajemnicy

John Lear – pilot oblatywacz, syn założyciela fabryki lotniczej Lear Jet, a prywatnie pasjonat ufologii, był jedną z osób, które interesowały się tajemnicą Dulce. Pod koniec lat 80. dowiedział się on o niejakim „Thomasie Castello” – byłym pracowniku tej bazy, który, targany emocjami, postanowił wyjawić swój ściśle tajny sekret przyjacielowi, a ten opowiedział o tym Learowi.

Castello od początku lat 70. pracował w bazie koło Dulce jako specjalista od monitoringu. Już na wstępie dowiedział się, że placówka ma ponury sekret i przeprowadza się tam testy medyczne na osobach ciężko chorych psychicznie.

Wkrótce okazało się, że była to tylko część prawdy, a pełny obraz sytuacji był dużo mroczniejszy.

Baza Dulce zajmowała siedem poziomów. Najpłycej pod ziemią znajdowały się centrale komunikacyjne i kwatery pracowników. Niższe piętra zajmowały laboratoria, gdzie wojsko prowadziło eksperymenty genetyczne, a także badania nad kontrolą umysłu oraz zjawiskami parapsychicznymi.

Dolne poziomy zajmowali współgospodarze bazy – obcy. Castello twierdził, że widział tam zarówno reptilian – humanoidy o cechach gadów, jak i wątłe istoty o szarej skórze i dużych oczach zwane „Szarakami”, dysponujące ponoć zdolnością telepatii.

Kosmici byli szyją, która kręciła głową i to oni – zdaniem Castello – stali za eksperymentami na ludziach, których więziono w bazie. Przetrzymywano tam rzekomo setki mężczyzn, kobiet i dzieci porwanych przez obcych. Najbardziej przerażającym miejscem była leżąca na poziomie szóstym „Sala koszmaru”, gdzie trzymano mutanty, chimery oraz inne mniej lub bardziej udane efekty eksperymentów genetycznych.

Castello widział je na własne oczy, widział też więzionych ludzi. Po jakimś czasie coś w nim pękło i nagle rzucił pracę. Musiał się jednak ukrywać, by nie dopadli go dawni mocodawcy, tym bardziej że przeszmuglował kilka zdjęć przedstawiających wnętrze supertajnego podziemnego kompleksu.

Jednak Castello nie był jedynym z pracowników Dulce, który nie wytrzymał nerwowo.

Lear twierdził, że pod koniec lat 70. ziemska kadra bazy podniosła bunt, w wyniku którego doszło do starcia z obcymi. Nie obyło się ponoć bez ofiar, ale wkrótce sytuacja ustabilizowała się.

Cała ta historia brzmi zbyt sensacyjnie i naiwnie. Na tak wielkie słowa trzeba wielkich dowodów, tymczasem Thomasa Castello nikt nigdy nie widział. Lear i inni wielbiciele spisków twierdzili co prawda, że nie było nic dziwnego w tym, że działał on incognito, ale wątpliwości pozostały.

Wkrótce pojawił się jednak ktoś, kto nie tylko twierdził wprost, że rząd USA współpracuje z kosmitami, ale też przyznawał, że odwiedził Dulce i spotkał tam bardzo wrogo nastawionych obcych.

Tym kimś był Phil Schneider.

W gnieździe obcych

Schneider to legenda w świecie teorii spiskowych. W 1994 r. ujawnił on światu wstrząsające informacje. Mówił, że w 1979 r., jako pracownik firmy Morrison-Knudsen, brał udział w drążeniu szybów mających stanowić „przybudówkę” do kompleksu Dulce.

Podczas prac coś poszło nie tak. Natrafiono na podziemną jamę, ponadto doszło do awarii sprzętu. Schneider opowiadał, że w dół wysłano ekipę rozpoznawczą, która odkryła, że dowiercono się przypadkiem do czegoś w rodzaju „bunkra”.

– Jama pełna była obcych znanych jako „Wysocy Szarzy” – mówił Schneider podczas jednego z wystąpień. – Zastrzeliłem dwóch. Gdy doszło do starcia, na dole znajdowało się jakieś 30 osób. Potem dojechało 40 kolejnych. Prawie wszyscy zginęli. Byliśmy zszokowani tym, że trafiliśmy na „ich” bazę. Dowiedzieliśmy się potem, że zamieszkują oni Ziemię od bardzo dawna – być może nawet od miliona lat – mówił.

Schneider był jednym z kilku, którzy wyszli cało z tej potyczki, choć odniósł liczne poparzenia i został napromieniowany. Gdy doszedł do siebie, postanowił, że ujawni społeczeństwu skrywane przez rząd fakty.

Mężczyzna opowiadał o tajnym pakcie amerykańskiego rządu z obcą rasą, który zawarto w latach 50., o planie depopulacji, „latających talerzach” przechowywanych w wojskowych hangarach oraz o podziemnych bazach, o których społeczeństwo nie miało pojęcia, a które pełniły funkcję tajnych fabryk lub więzień.

Schneider dodawał, że pracował nad budową/rozbudową 13 tego rodzaju kompleksów. W całej Ameryce miało być ich ok. 130, a szczególną rolę pełniła wśród nich Dulce.

Za ujawnienie tych tajemnic ktoś postanowił go w końcu uciszyć. W styczniu 1996 r. jeden z przyjaciół, zaniepokojony jego długim milczeniem, wszedł do domu Schneidera i znalazł go martwego na podłodze. Mężczyznę uduszono ponoć gumowym przewodem, co utwierdziło w niektórych przekonanie, że Schneider zawadzał niektórym kręgom.

Opowieści o paktach z kosmitami i potwornych eksperymentach jeżą włosy na głowie. Czy mają one jakiekolwiek ugruntowanie w rzeczywistości?

Choć w internecie można wyczytać, że wokół Archuleta znajduje się ponad 100 ukrytych wejść do podziemnej bazy, nikt nigdy żadnego z nich nie widział. Niedomówienia i budzące wątpliwości teorie sprawiają, że dla wielu baza Dulce to jedynie legenda, która powstała, by odwrócić uwagę obywateli od naprawdę tajnych lokalizacji i projektów.

Ufolodzy wyjaśniają, że agenci Biura Sił Powietrznych ds. Dochodzeń Specjalnych (AFOSI) celowo wprowadzili w błąd naiwnego Bennewitza, wmawiając mu istnienie bazy kosmitów. Chcieli w ten sposób odwrócić jego uwagę od tego, co działo się w bazie Kirtland w Albuquerque, którą Bennewitz natrętnie obserwował, szukając dowodów na współpracę wojska i obcych.

Zdaniem politologa prof. Michaela Barkuna – autora książki „Kultura konspiracji”, mit o Dulce był potem wykorzystywany do maskowania kolejnych niejawnych („czarnobudżetowych”) projektów. Znając skłonność Amerykanów do sensacyjnych historyjek, służby rozpowszechniały je celowo. Chodziło o to, by społeczeństwo szukało kosmitów i nie interesowało się tym, co dzieje się w prawdziwych tajnych bazach jak Groom Lake czy Tonopah.

Więc czy to wszystko tylko współczesny mit?

I tak, i nie. Koniec końców, próba racjonalnego wytłumaczenia legendy o Dulce prowadzi do wniosku, że gdzieś w USA naprawdę istnieją placówki, w których rząd robi rzeczy, o jakich tamtejszy obywatel wiedzieć nie powinien…

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat