Eksperyment „Filadelfia”

Napisane przez Amon w Marzec - 6 - 2016

4eef622ba907b6a354bf041c59a5f8b0

Jeśli wierzyć pogłoskom, w 1943 roku przeprowadzono eksperyment, który zakończył się tragicznie. Celem amerykańskiego wojska w tamtych czasach była możliwość ukrycia okrętu przed radarami. Wyglądające na standardowe badania, przyniosły jednak niespodziewane zagrożenia nie tylko dla członków projektu, ale i dla całego nieuświadomionego świata.

Eksperymenty prowadzono podobno na statku USS „Eldridge”. Stacjonował on w Filadelfii. Oczywiście nie znamy szczegółów technicznych przedsięwzięcia, wiemy natomiast, że mówi się, iż okręt przez chwilę był niewykrywalny dla radarów. To, co przez moment uznawano za sukces, ostatecznie przerodziło się w koszmar całej załogi. Nagle bowiem USS „Eldridge” rozpłynął się w powietrzu.

cc23f92f30a7dd860624796ee959343d

Nie wysyłał żadnych sygnałów radiowych. Pojawił się ponownie po kilku godzinach. Okazało się wtedy, że jest mocno uszkodzony. Większy problem stanowiła jednak kondycja psychofizyczna ludzi na pokładzie. Ponad połowa stacjonujących na okręcie kompletnie zwariowała. Jedni unosili się w powietrzu, a drudzy wtopili się w kadłub. Ci, którzy pozostali przy zdrowych zmysłach, oświadczyli, że przenieśli się w przyszłość do roku 1983. Mimo konsekwencji, eksperyment prawdopodobnie przeprowadzono dwukrotnie. Całość okryto ścisłą tajemnicą. Ludzie zamieszani w „Projekt Monatuk” byli zastraszani, nieposłusznych zaś eliminowano. Skutki nieodpowiedzialności nadzorujących badania nad niewidzialnością mogły doprowadzić do zagłady cywilizacji.

Kilka miliardów duchów

Jeden z fizyków jądrowych wyjaśnił, na czym polegała specyfika eksperymentu filadelfijskiego. Gdy w 1905 roku Einstein opracował teorię pola niestatecznego, stwierdzono, że po upływie pewnego czasu zmienia ono strukturę cząsteczek. Gdyby cząsteczki, z których zbudowany jest człowiek, oddaliły się od siebie, stalibyśmy się tak rozrzedzeni, że nie widzielibyśmy przed sobą żywych postaci. Z praktycznego punktu widzenia nie byłoby nikogo. To samo stałoby się z całą planetą. Badania prowadzone przy okazji tego eksperymentu mogły więc doprowadzić do upadku ludzkiej rasy. Ryzyko było ogromne, a potencjalne korzyści nie byłyby w stanie powetować strat poniesionych w trakcie projektu. W świecie, w którym nie ma już ludzi, wiedza o przemieszczaniu się w czasie i przestrzeni jest co najmniej zbędna. Po eksperymencie wielu członków załogi poddano wielomiesięcznej opiece w specjalnych naukowych ośrodkach. Część z nich wykazywała zdolności parapsychiczne. Stawała się spontanicznie niewidzialna lub potrafiła pojawiać się w różnych miejscach jednocześnie. Niektórzy zapadali na dziwny stan tkwienia w bezruchu. Byli oni w istocie zamrożeni. Proces odmrażania trwał od kilku godzin do kilku miesięcy!

serveimage

Bielek i podróże w czasie

Jednym z ocalałych był niejaki Alfred Bielek, oficjalnie znany jako Edward Cameron. To absolwent Harvardu, fizyk, który był na pokładzie w czasie realizacji feralnego eksperymentu wraz ze swoim bratem Duncanem. Nieżyjący już Bielek opowiadał o tym, że udało mu się wyskoczyć za burtę w czasie, gdy okręt znikał, jednak nadal był on w zasięgu pola magnetycznego, które przeniosło jego, Duncana oraz wszystkich na USS „Eldridge” w przyszłość. Bielek miał w tej sprawie do powiedzenia znacznie więcej. Z podziemnego wywiadu krążącego po internecie, jakiego udzielił pewnemu niezależnemu badaczowi zjawisk paranormalnych wynika, że to nie był incydentalny przypadek w jego życiu. Później bowiem wielokrotnie przenosił się w czasie. Mało tego, odseparowano jego duszę i wstawiono w nowe ciało, zaś pamięć i świadomość tamtych wydarzeń mocno zaburzono.

Bielek opowiada o tym, jak swego czasu przeniósł się do roku 2749. Od razu trzeba zaznaczyć, że mamy do czynienia z interaktywną podróżą w czasie. Istnieje bowiem do tej pory przekonanie, że nawet gdyby taka podróż była możliwa, odbywający ją odgrywałby rolę biernego obserwatora, niemającego wpływu na wydarzenia dziejące się w tym czasie. Z relacji Bieleka wynika jednoznacznie, że oddziaływał on na czasoprzestrzeń, w której się znalazł. Od razu po pojawieniu się w roku 2749, został on zinwigilowany przez sztuczną inteligencję w postaci kryształów. Momentalnie rozpoznano w nim przybysza z innej epoki. Po przesłuchaniu Bielek stał się pilotem wycieczek po jednym z latających miast, które w XXVIII wieku są normą. Interesujące jest to, co zobaczył. Okazało się, że rolę nadzorców przejęły inteligencje syntetyczne. Stało się tak w wyniku wielu błędnych decyzji podjętych wcześniej przez ludzi. Panuje socjalizm. Wszystko jest dostępne dla każdego, a pracuje się jedynie charytatywnie. Religie nie istnieją, zaś mieszkańcy Ziemi nadal korzystają z dobrodziejstw techniki i kultury w sposób podobny do współczesnego. Na co zwraca uwagę Bielek? Otóż problemem dla ludzi z przyszłości jest brak motywacji do działania. Sztuczna inteligencja na podstawie skomplikowanych obliczeń stwierdziła, że w roku 3000 nie ma już cywilizacji. Za główną przyczynę uznano zanik kreatywności. Staliśmy się najzwyczajniej w świecie zbyt leniwi, by pracować nad postępem. Brzmi to mocno niewiarygodnie, ale tak wygląda relacja Alfreda Bieleka, jednego z nielicznych ocalałych po eksperymencie „Filadelfia”. Opowiada on także o kulisach pracy w tajnych laboratoriach wojskowych.

Tajne projekty wielkich umysłów

Bielek często wymienia także nazwisko Johna von Neumanna. Ten amerykański uczony węgierskiego pochodzenia znany był ze swojej niezwykłej inteligencji. Julian Bigelow, jego współpracownik przy budowie komputera, wspomina jego bezbłędne myślenie, za którym nikt nie był w stanie nadążyć. Marzeniem von Neumanna było odczytanie ludzkich myśli. Przy okazji pracował jednak nad wehikułem czasu. I to właśnie on według Bieleka odegrał nadrzędną rolę w rozwoju technologii podróży międzywymiarowych. Zaczęto tworzyć stabilne tunele czasoprzestrzenne, dzięki którym wysyłano ludzi na zwiad do przyszłości bądź przeszłości, w zależności od potrzeb. Początkowo aparatura była dość pokraczna i mało mobilna, z czasem jednak, wraz z rozwojem miniaturyzacji przyrządy do podróży w czasie stawały się coraz wygodniejsze. Kontynuowano także prace nad niewidzialnością. Bielek wspomina o pewnym zdjęciu, na którym widnieje były prezydent USA George Bush senior wraz z siedzącymi obok dwoma agentami Secret Service. Zostali uchwyceni przy łowieniu ryb. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jeden z agentów był niewidzialny. Na zdjęciu widać jedynie unoszącą się w powietrzu wędkę. Oznacza to, że wewnątrz oficjalnego rządu amerykańskiego praktykuje się takie zabiegi. Chodzi zapewne o możliwość przenikania tajemnic wroga przy użyciu technologii rozpływania się w powietrzu.

Co z tego wynika?

Po projekcie „Montauk” zaczęto rozwijać inne, na przykład projekt „Phoenix”, którego założeniem było zbadanie możliwości kontroli ludzkich umysłów. Wszystko to zaczęło jednak przerastać pomysłodawców. Badania przynosiły rezultaty, ale były okupione wielkimi kłopotami nie do końca znanej natury. Ludzie, którzy zniknęli w wyniku eksperymentu filadelfijskiego, trafili do wymiaru, który przypomina zawieszoną animację. Istnieje ryzyko, że nie ma stamtąd powrotu. Mogą tam tkwić przez miliony lat, nie wiedząc, jak dużo czasu upłynęło w naszym świecie. Co gorsza, nie ma możliwości, by ich ściągnąć z powrotem. Tym samym oficerowie USS „Eldridge” stali się ofiarami demiurgicznych zapędów jajogłowych, których nikt z ich ambicji nie rozliczył. Sam Bielek jest dziś mocno krytykowany. Istnieje podejrzenie, że podkoloryzował całą historię i uczynił swoją osobę ważniejszą niż była. Uważa się, że był raczej agentem rządowym, który miał za zadanie testowanie reakcji społecznych. Pozostają domysły i gdybanie. O prawdzie możemy raczej zapomnieć.

Źródło: www.strefatajemnic.onet.pl

37 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat