Z Indii napływają intrygujące relacje o dziwnych wydarzeniach u podnóża Himalajów. Cywile, wojskowi i naukowcy wielokrotnie obserwowali tam niezidentyfikowane obiekty latające. Popularność zyskała hipoteza, że w tym odludnym zakątku globu, na terenach będących przedmiotem sporu między Chinami a Indiami, znajduje się baza przybyszów z kosmosu.

  • Pogranicze chińsko-indyjskie w Zachodnich Himalajach to miejsce, gdzie według ufologów ma znajdować się podziemna baza Obcych.
  • W 2015 indyjscy żołnierze donieśli o ponad 100 obserwacjach UFO w rejonie jeziora Pangong Tso. Obiekty widywali także naukowcy oraz buddyjscy pielgrzymi.
  • Chiny zaprzeczyły, aby obserwacje miały związek z ich aktywnością wojskową.

Czy możliwe jest, że rejony położone na pograniczu Karakorum i Himalajów, w rejonie będącym przedmiotem sporu między Indiami a Chinami, kryją podziemną bazę Obcych? Taki scenariusz sugerują indyjskie media, twierdząc, że obszar ten stanowi centrum intensywnej aktywności UFO. Wiele niewytłumaczalnych rzeczy, których świadkami byli naukowcy i żołnierze dzieje się również w sąsiednich zakątkach Zachodnich Himalajów.

Setki obserwacji UFO na granicy chińsko-indyjskiej

Informacje o dziwnych wydarzeniach na Przełęczy Kongka (Kongka La) zaczęły pojawiać się w internecie w roku 2013, kiedy indyjskie źródła donosiły o dziwnych trójkątnych obiektach widzianych przez pielgrzymów zmierzających ku świętej górze Kajlas. Lokalni przewodnicy znali to zjawisko od lat, choć nie mieli pojęcia, czym ono jest. Pogłoski mówiły też o ciekawskich, którzy próbowali dotrzeć do miejsc, skąd startowało UFO, ale byli zatrzymywani przez indyjskich albo chińskich pograniczników.

Przełęcz Kongka, leżąca na wysokości ponad 5 tys. m n.p.m. na pograniczu Zachodnich Himalajów i Karakorum, stanowi tradycyjną granicę między Ladakhiem (stan Dżammu i Kaszmir) – dawnym królestwem administrowanym przez Indie, a Tybetem, z którym Ladakh jest ściśle powiązany kulturowo. Obecnie przełęcz leży na tzw. linii rzeczywistej kontroli, jak określa się granicę między terytoriami, o które Chiny i Indie spierają się od dekad. Zatarg ten doprowadził nawet do krótkiej wojny w 1962.

Informacje o latających obiektach widzianych przez pielgrzymów przyjęto jako humbug. W 2015 roku pojawiły się jednak dużo konkretniejsze doniesienia mówiące o ponad 100 obserwacjach UFO dokonanych w rejonie pogranicznego jeziora Pangong Tso (sto kilkadziesiąt km na południowy-wschód od Kongka). Funkcjonariusze indyjskiej policji granicznej mówili o latających kulach światła, które startowały po chińskiej stronie i często zawisały na niebie na kilka godzin. Próby ich śledzenia przy pomocy radarów nie przyniosły skutku, a wysyłane na zwiad drony nic nie zdziałały, gdyż UFO tkwiły zbyt wysoko. Astronomowie z obserwatorium w Hanle wykluczyli, by żołnierze obserwowali meteory lub inne zjawiska astronomiczne bądź atmosferyczne. Z kolei Chińczycy, poproszeni o komentarz, zaprzeczyli, aby były to ich maszyny, choć wiadomo, że w rejonie Aksai Chin, jaki znajduje się po drugiej stronie Przełęczy Kongka, są bazy wojskowe.

Sprawa obserwacji UFO u stóp Himalajów odbiła się głośnym echem w indyjskich mediach. Pytani o opinie eksperci z Instytutu Astrofizyki w Bangalore oraz Organizacji Badań nad Obronnością nie potrafili powiedzieć na ten temat nic konkretnego (ci drudzy wykluczyli, by obiekty, jakie widzieli pogranicznicy były wojskowymi dronami). Portal IndiaToday informował z kolei, że obserwacje UFO stały się w Ladakhu prawdziwą „plagą”, a żołnierze donosili o dziwnych incydentach już w 2003 i 2010, ale byli ignorowani przez dowództwo zrzucające winę na „lampiony”.

Prawdziwą „bombą” okazały się jednak doniesienia grupy naukowców z Ahmadabadu, którzy spotkali się z dziwnym „obiektem” w himalajskiej dolinie Spiti (130 km na południowy-zachód od Pangong Tso). Ekipa, której przewodził doświadczony glacjolog dr Anil Kulkarni we wrześniu 2004 wybrała się na lodowiec w rejonie jeziora Chandra Taal leżącego na wysokości ok. 4300 m n.p.m. Tamtego ranka, kiedy opuszczali namioty, zostali zaalarmowani przez jednego z członków ekspedycji, że ktoś zbliża się do obozu po stoku pobliskiej góry: „Panowie, jakiś bałwan tu idzie” – rzucił żartobliwie jeden z nich, ponieważ postać wydawała się być ubrana na biało.

Kulkarni z geologiem Sunilem Dharem postanowili przywitać gościa. Kiedy byli kilkadziesiąt metrów od niego zauważyli, że nie jest to człowiek, tylko coś w rodzaju jasnego „robota” unoszącego się nad ziemią. Jeden z uczonych sięgnął po aparat. „Postać” miała niewiele ponad metr wzrostu i posiadała podłużną „głowę”. W pewnej chwili Kulkarni i Dhar krzyknęli w jej stronę, wskutek czego wykonała ona nagły skręt i zaczęła oddalać się w górę, pozostając cały czas w zasięgu ich wzroku. Wkrótce „robot” wzniósł się w powietrze i po chwili był zaledwie punkcikiem na niebie – relacjonował Kulkarni, dodając, że przez ponad ćwierć wieku, które spędził na badaniu lodowców nie widział niczego podobnego.

Świadkowie tego niezwykłego incydentu złożyli raport przełożonym oraz przedstawicielom armii, ale nie otrzymali satysfakcjonujących wyjaśnień. Szukali ich potem na własną rękę, przeprowadzając konsultacje, także zagranicą. Choć chcieli potwierdzić, że widzieli testowy pojazd wojskowy, nie mogli znaleźć na to przekonujących dowodów. Zdjęcia, które wykonali w 2004 roku ujrzały światło dzienne dopiero po latach, a dziś można je z łatwością znaleźć w sieci, choć mówiąc szczerze, nie robią wielkiego wrażenia.

Obcy często odwiedzają Himalaje

Obiekty UFO w formie „latających talerzy” dały o sobie znać po II wojnie światowej, wywołując szereg spekulacji odnośnie ich pochodzenia. Naukowcy podkreślali, że nie mogą one przybywać z głębokiego kosmosu, gdyż odległości międzygwiezdne są tak ogromne, że Obcym zwyczajnie nie opłacałoby się bezustannie „kursować” na naszą planetę.

Ale co, jeśli posiadają oni na Ziemi stałe bazy? – pytali ufolodzy. Ich zdaniem jest całkiem możliwe, że kosmici ukrywają się w rejonach, gdzie ludzie zaglądają bardzo rzadko, np. w wysokich partiach gór lub na dnie oceanów, które – jak mówią uczeni – znamy gorzej od powierzchni Księżyca.

Jeśli chodzi o Himalaje, UFO widywane jest w ich różnych częściach i to od dawna. Jedną z najciekawszych relacji na ten temat pozostawił Nikołaj K. Roerich (1874-1947) – znany rosyjski malarz, scenograf, filozof i podróżnik, który w 1925 roku rozpoczął kilkuletnią wędrówkę po Azji. 5 sierpnia 1927, przebywając na północno-wschodnich rubieżach chińskich Himalajów, artysta zobaczył dziwny obiekt przelatujący nad górami.

„Dostrzegliśmy. jak z północy na południe porusza się coś wielkiego i lśniącego, odbijającego promienie słoneczne, przypominającego ogromne jajo. Przelatując nad naszym obozem to coś zmieniło kierunek i udało się na południowy-zachód, gdzie ujrzeliśmy, jak znika na niebie. Trwało to na tyle długo, że mogliśmy obserwować obiekt przez lornetkę” – pisał.

Sceptycy twierdzą, że Roerich mógł zobaczyć jeden z balonów meteorologicznych, jakie wypuściła ekipa szwedzkich naukowców, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Inną ciekawą historię o UFO w Himalajach przekazał znany wspinacz Reinhold Messner. W 1980 podczas nieudanej próby wejścia na Chamlang w Nepalu ujrzał niezidentyfikowany obiekt wielkości „księżyca w pełni”, który pozostawał w zasięgu jego wzroku przez trzy godziny, majestatycznie unosząc się nad ośnieżonymi szczytami.

Istnieje również teoria, że wątek bazy Obcych pod Himalajami pobrzmiewa w prastarych opowieściach o Agharti – mitycznej krainie, jaka według wierzeń buddyjskich ma znajdować się wewnątrz Ziemi. Jej władcą jest potężny Pan Świata, o którym legendy zaciekawiły bolszewików i nazistów do tego stopnia, że organizowali oni ekspedycje w poszukiwaniu wejścia do podziemnego królestwa. Ale to już zupełnie inna historia…

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat