Koszmar XXI wieku – choroba morgellonów, nanotechniki i chemtrails

Napisane przez Amon w Październik - 16 - 2018

W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy świadkami światowej histerii z powodu możliwych epidemii pandemicznych nowych groźnych chorób: „ptasiej”, „świńskiej” grypy itp. 

Przy czym struktury Nowego Rządu Światowego, w tym Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przekazują krajom na całym świecie twarde instrukcje, dotyczące przeprowadzania obowiązkowych i kompleksowych szczepień ludzi przeciwko tym chorobom.

Ale, jak już wiemy, te choroby nie są tak straszne dla zdrowia ludzi, jak szczepionki, stosowane przeciwko nim. W rzeczywistości WHO zaraża ludzi najcięższymi chorobami i osłabia ich odporność, wywołując właśnie te pandemie. 

Ale nie tylko poprzez szczepienia zarażają ludzi, ale także przez opryskiwanie z powietrza specjalnie wyposażonymi Boeingami, które zostawiają na niebie tzw. „chemtrails” (ślady chemiczne), nieznana dotąd broń biologiczna i bakteriologiczna. Przy czym odbywa się to na całym świecie, w tym także i w Stanach Zjednoczonych Ameryki, od których, a propos, i został uruchomiony ten bioterrorystyczny atak na ludzkość. Prezydenci, rządy i odpowiedzialne służby państwowe za wszystkie publiczne pytania w tej sprawie zachowują grobowe milczenie.

Ale nie tylko milczą o tym, co rozpyla się na całym świecie z powietrza na ludzi, ale także o tym, że pojawiły się zupełnie nowe, nieznane dotąd choroby, na które nie ma żadnych lekarstw. Ponadto naukowcy nie mogą nawet sklasyfikować tych chorób, ponieważ ich symptomy i przejawy nie są podatne na naukowe wyjaśnienie.

Jedną z tych chorób jest tak zwana choroba Morgellonów, która w ciągu ostatnich kilku lat dotknęła w Stanach Zjednoczonych według różnych źródeł od kilkuset tysięcy do kilku milionów ludzi. Zdarzały się już przypadki śmierci od tej tajemniczej choroby.

Jednak WHO i amerykańskie medyczne służby medyczne milczą i nie wykazują zainteresowania tymi faktami. Dopiero w styczniu 2008 roku, jak dotąd jedyna, została przyznana pierwsza dotacja na badanie choroby Morgellonów.

Choroba Morgellonów przypomina sceny z filmów – horrorów.  Całe ciało u ludzi swędzi. Odczucie jest takie, jakby ktoś cały czas pełzał pod skórą. Następnie pojawiają się czyraki. Kiedy pękają, zaczynają z nich wychodzić wielobarwne nici i podobne do piasku ciemne ziarna. Rany częściowo goją się, pozostawiając blizny, ale wkrótce pojawiają się one gdzie indziej.

Pierwszym naukowcem, który zaczął poważnie badać tajemniczą chorobę, był profesor Randy Vymore, szef programu badawczego Morgellons Research Foundation. Stwierdził on: „To nie są ani włókna tekstylne, ani robaki, nie owady, i nie fragmenty ludzkiej skóry czy włosów. Ogólnie rzecz biorąc, nici te nie pojawiają się z zewnątrz – one materializują się wewnątrz ciała”. Składają się z pewnej substancji, która powstaje w organizmie, prawdopodobnie w wyniku, możliwie,  niezrozumiałej infekcji.

Nici udostępniono kryminologom.

W laboratorium poddano je najpierw analizie spektroskopowej, ale nie znaleziono podobieństwa do żadnego z 800 włókien, znajdujących się w bazie danych. Następnie wykonano analizę chromatograficzną. Wynik był taki sam. W bazie danych było zarejestrowanych około 90 tysięcy (!) substancji organicznych, ale żadna z nich nie przypominała nici.

Okazało się również, że włókna od różnych pacjentów są do siebie bardzo podobne, ale mimo to nie są podobne do żadnego z włókien lub organizmów znanych nauce.

W innym badaniu, Witalij Citowskij, profesor biochemii i biologii komórkowej na Uniwersytecie Nowojorskim odkrył, że włókna zawierają rodzaj bakterii Gram-ujemnych, zdolnych genetycznie transformować nie tylko rośliny, ale także komórki ludzkie!

Według profesora Citowskie’go nie oznacza to, że choroba Morgellonów jest spowodowana przez te bakterie lub że jest to choroba zakaźna. Konieczne jest jeszcze gromadzenie statystyk. Inne objawy choroby Morgellona obejmują: chroniczne zmęczenie, zmuszające pacjentów do opuszczenia pracy i pozostawania w domu; gwałtowny spadek zdolności umysłowych, zwłaszcza pamięci, „mgłę w mózgu”; ciężką depresję, obrzęk stawów i bóle stawów, wypadanie włosów i paznokci, skurcze mięśni; trudności w porozumiewaniu się, wyobcowanie z rodziny, stany depresyjne i nawet myśli samobójcze. 

Ogólnie rzecz biorąc, opis tej choroby jest odpowiedni tylko dla science fiction. „Człowiek ma wrażenie, że coś pełza po skórze i pod skórą”, – opowiada Judy Johnson, – a wyłaniające się ze skóry kolorowe włókna wydają się być istotami żywymi, co więcej, są rozumnymi”. Są to jakieś  najcieńsze nici, pajęczynki, czasem – podobne do granulek, nasionka lub żuczki. Wszystkiemu temu towarzyszy uczucie mrowienia, pieczenia i, co najważniejsze, nieznośnego świądu.

Szczególnie przerażające są fizyczne cierpienia. „To są takie bóle, że gdybym mogła, to wybrałabym amputację nóg, żeby się tylko tego wszystkiego pozbyć”, – mówi Judy.

W Internecie są tysiące informacji od osób cierpiących na tę tajemniczą chorobę. Wszyscy oni opisują te same objawy. Daniel Elkan w czasopiśmie „New Science” opisał jednego z pacjentów, który od lat odkrywa „włókna, wyglądające jak elastyczny plastik, niektóre z nich skręcają się zygzakowato. Są cienkie, jak jedwab pajęczynek, ale wystarczająco mocne, by nawet przerwać skórę, jeśli się je pociągnie”.

Dokładna liczba pacjentów na dzień dzisiejszy jest nieznana. Na stronie internetowej Centrum Badawczego Chorób Morgellonów (Morgellons – ang.) zarejestrowało się ponad 14 tysięcy osób. Ale to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej. Ktoś nie ma komputerów, ktoś nie wie o istnieniu Centrum, a ktoś po prostu machnął na wszystko ręką, wierząc, że nic mu już nie pomoże i zamierza skończyć z życiem.

Są pacjenci nie tylko we wszystkich 50 stanach amerykańskich, ale także w Wielkiej Brytanii, Australii, Holandii. Jak leczyć tajemniczą chorobę, – lekarze nie wiedzą. Pacjenci próbują leczyć się sami – palą meble, ubrania i dywany, przenoszą się do innych mieszkań i innych domów, ale dziwna dolegliwość nie ustępuje.

Istnieje wiele wersji przyczyn choroby, ale żadna z nich nie jest ostateczna.

Teraz powstała się jeszcze inna wersja – że choroba Morgellon pojawia się z tzw. śladów chemicznych, pozostawionych na niebie przez jakiś tajemnicze samoloty, o których wspomniano powyżej.

Ludzie, którzy trafili pod rozpylane aerozole, cierpią na bóle głowy, nudności, gorączkę, wysypkę na skórze, astmę itp. Ktoś celowo rozpyla jakieś „chemikalia”, które mogą stanowić nowy typ broni.

Ale jest i taka koszmarna wersja: z nieba są rozpylane maleńkie, stworzone na bazie nanotechnologii, sensoryczne czujniki, które trafiają do powietrza, wody i jedzenia, a wraz z nimi do ludzkiego ciała.

Niedawno trzech naukowców zebrało próbki tych i innych włókien (z chemtrails – chemicznych śladów i ofiar choroby Morgellonów) i wysłało je do zbadania do czterech różnych laboratoriów.

Rezultat był oszałamiający. Okazało się, że chemtrails nad Teksasem i, powiedzmy, nad Włochami są prawie takie same według składu.

Ale – i to jest szczególnie ważne – włókna rozpylane z samolotów są jakby „młodzieńczą” wersją tych włókien, które wyrastają z ciała chorych, tj. to jest jakby ich „stadium przedmorgellońskie”. U ofiar choroby Morgellonów te włókna są bardziej rozwinięte i przypominają najcieńsze nanoprzewody .

Zwycięzca prestiżowej nagrody dziennikarskiej Peabody Jeff Rense, który dokładnie zbadał ten temat i skonsultował się z najlepszymi specjalistami w dziedzinie nanotechnologii, opracował nową definicję choroby Morgellonów.

Najprawdopodobniej jest to spowodowane inwazją w wyniku nanotechnologii z zewnątrz do ludzkich tkanek, przejawiającą się w postaci samoreplikujących się rurek, cienkich przewodów i kolorowych włókien, z mnóstwem czujników lub „anten” i obiektów innych widocznych konfiguracji, część z których przenosi to, co może się okazać genetycznie zmodyfikowanymi DNA / RNA .

Te (nanozmodelowane) „maszyny” doskonale zakorzeniają się w środowisku alkalicznym i wykorzystują do swojej żywotnej aktywności energię bioelektryczną ludzkiego ciała, jego minerały i inne elementy.

Nanocząsteczki mogą dostać się do płuc, mózgu i innych części ciała przez krwioobieg. Tam kopiują one DNA drobnoustrojów lub komórek, z którymi się kontaktują, wytwarzając jeszcze więcej bakterii, więcej komórek i – poprzez „samoorganizację, samołączenie” – przekształcają się w pełnowymiarowe nanodruciki.

Według dra Castle’a co najmniej milion Amerykanów, a może nawet dwadzieścia milionów, nosi już w swoich ciałach te czujniki, anteny, przewody, sondy, matryce, siatki, kratownice itp. – wszystkie w nanoparametrach. Choroba Morgellonów rozprzestrzenia się w tempie około 1000 (!) ofiar dziennie, a wskaźnik ten będzie wzrastał z każdym rokiem.

Poprzez natryskiwanie z góry, można potajemnie wszczepiać do ludzi biologiczne nanoczujniki, cieńsze od „ludzkiego włosa”. A co już można robić z „zaznaczonymi”, każdy może to zrozumieć. Nie tylko odczytywać myśli, intencje, emocje, ale także prowadzić zdalną  psychotropową obróbkę ludności. Mikroskopijne czujniki mogą przeniknąć gdziekolwiek, nazywa się je „inteligentnym, mądrym pyłem”, i jest on zaprogramowany chemicznie – na przykład, aby wprowadzić go tylko do określonej substancji, do samodzielnej replikacji, na przyczepienie do ubrania itp.

Teraz eksperci już opracowują czujniki, które wyśledzą określonego człowieka po jego indywidualnym zapachu. Innymi słowy, nacisk zostaje przeniesiony na nanoczujniki, zdolne słyszeć, wąchać i dotykać.

Bezzałogowe pojazdy powietrzne do zbierania danych z „naziemnych czujników” (w tym również  tych, które znajdują się w ludzkim ciele) mogą być bardzo różnorodne – od platform kosmicznych i satelitów szpiegowskich po miniaturowych urządzeń naziemnych.

Choroba Morgellona, ​​a dokładniej – epidemia nanotechnologiczna, rozprzestrzeniająca się za pomocą chemtrails (śladów chemicznych), jest niewątpliwie koszmarną rzeczywistością naszych dni. I jeśli się nie podejmie pilnych środków, to w najbliższej przyszłości wszyscy ludzie na planecie zostaną zainfekowani.

Zdjęcia objawów choroby Morgellonów :

Źródło: www.wolna-polska.pl

31 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat