Listy z Głębi Ziemi

Napisane przez Amon w Wrzesień - 16 - 2017

We wczesnym okresie moich badań podziemnych baz i tuneli zacząłem otrzymywać od czytelników i słuchaczy moich odczytów listy i e-maile zawierające często pochodzące z pierwszej ręki relacje. Otrzymuję je do dzisiaj. Wiele z nich jest bardzo interesujących. Są tak frapujące, że postanowiłem przedstawić zawarte w nich informacje. Jestem pewien, że będą one równie interesujące dla wszystkich czytających ten artykuł, jak były dla mnie. Uważam, że w tych opisach jest ziarno prawdy. Chcę podkreślić, że z braku czasu i funduszy nie mogę pozwolić sobie na podróże po kraju i świecie w celu weryfikacji szczegółów każdej sensacyjnej historii, z którą się stykam. W konsekwencji zmuszony jestem polegać na swoim doświadczeniu badawczym i znajomości tematu, które pozwalają mi odsiewać ewidentnie zmyślone historie.

W dalszej części przedstawiam część tego, co pozostało po przepuszczeniu przez ten filtr. Uważam, że jest w tym coś z prawdy. Często zdumiewały mnie starannie zaaranżowane i podtrzymywane iluzje, które traktujemy jako konsensualną rzeczywistość codziennego życia. Propagandowe wiadomości podawane przez radio, telewizję, gazety i magazyny, fałszywe komunikaty rządowe, głęboko zakorzeniona dziennikarska i naukowa cenzura oraz inne źródła kłamstw i oszustw sączące się z instytucji religijnych i edukacyjnych – wszystko to służy zaszczepianiu nam urojeń mówiących, że wszystko jest w rzeczywistości takie, jakim wydaje się być. Otóż, nic bardziej mylnego – zwłaszcza w głęboko położonych królestwach podziemnych i podwodnych baz i tuneli, gdzie obowiązuje zasada: „Co z oczu, to i z głowy”! Tak więc przejdźmy do przeglądu wiadomości z podziemnej skrzynki pocztowej!

PODZIEMNY LABIRYNT POD NSA W FORT MEADE W STANIE MARYLAND

Głęboko pod kwaterą główną NSA1 w Fort Meade w stanie Maryland, w połowie drogi między Waszyngtonem i Baltimore, mieści się supertajny podziemny kompleks. W swoim mistrzowskim dziele na temat NSA zatytułowanym The Puzzle Palace (Pałac Tajemnic) James Bamford czyni aluzje do gigantycznego ośrodka komputerowego położonego pod główną kwaterą NSA2: …ogromna piwnica NSA o rozmiarach całych kwartałów miejskich pod Budynkiem Operacyjnym Kwatery Głównej prowadzi niewątpliwie największe i najbardziej zaawansowane operacje komputerowe na świecie.

To elektroniczna maszyneria, którą NSA stosuje do podsłuchu elektronicznego przekazu wiadomości na całym świecie, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi. James Bamford utrzymuje, że ta „piwnica” ma rozmiary „miejskich kwartałów”. Jeden z moich informatorów, który przez krótki czas stacjonował w Fort Meade w latach siedemdziesiątych, wszedł pewnego dnia zupełnie przypadkowo do tej gigantycznej „piwnicy”. Jego relacja w pełni zgadza się opisem podanym przez Bamforda. Oto jego wersja: W ramach specjalnego przydziału zostałem przeniesiony na kilka tygodni do NSA. Pewnego dnia podczas pracy w tym „budynku” zauważyłem drzwi usytuowane obok schodów przy wschodnim wejściu, przez które przeszedłem. Na drzwiach nie było żadnych oznaczeń, w związku z czym uznałem, że mogę przez nie przejść nie przysparzając sobie tym kłopotów. Za drzwiami znajdowały się schody prowadzące w dół. Przekroczyłem próg i spojrzałem w dół między poręczami. Nie liczyłem pięter, ale odniosłem wrażenie, że było ich od 15 do 20. Droga w dół była długa.

Zszedłem jedno piętro w dół i po przeciwnej stronie dostrzegłem drzwi, które musiały znajdować się już pod poziomem gruntu po wschodniej stronie budynku. Otworzyłem je i wsunąłem głowę do środka. Spojrzałem w lewo i w prawo i ujrzałem biegnący prosto w obu kierunkach tunel, hen, poza zasięg wzroku. Tunel z całą pewnością ciągnął się poza obręb budynku i parkingu dla samochodów, który znajdował się na poziomie gruntu. Po przeciwnych stronach tunelu były drzwi położone w odległości około 9–12 metrów od siebie. Ściany tunelu wykonane były z betonu, zaś na podłodze widniały kolorowe oznaczenia. Rozejrzałem się w poszukiwaniu kamer, ale nie zauważyłem żadnej. Nie czułem się zbyt bezpiecznie, niemniej postanowiłem sprawdzić jeszcze kilka pięter i w tym celu zszedłem piętro niżej, gdzie były kolejne drzwi. Otworzyłem je, rozejrzałem się. Moim oczom ukazał się ten sam widok – drzwi i tunel biegnący w obu kierunkach tak daleko, jak sięgał wzrok. Zszedłem jeszcze piętro niżej. To, co tam zobaczyłem, nie różniło się od tego, co widziałem na dwóch poprzednich. Jedyną różnicą był widoczny z oddali golfowy wózek z dwoma siedzącymi w nim ludźmi. Wózek zbliżał się w moim kierunku, w związku z czym szybko się stamtąd oddaliłem.

Te trzy tunele były bardzo rozległe. Jeśli pozostałe poziomy miały podobne tunele, to mogę stwierdzić, że pod Fort Meade rozciąga się potężny kompleks tuneli. Pragnę podkreślić, że jest to relacja pochodząca z lat siedemdziesiątych. Wcale nie zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że kompleks pod siedzibą NSA rozrósł się w międzyczasie jeszcze bardziej, pogłębił i rozbudował. Przypuszczam, że wiele ważnych agencji rządowych i baz wojskowych posiada porównywalne gigantyczne podziemne kompleksy.

PODZIEMNA BAZA W CHINA LAKE W KALIFORNII

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych od lat posiada ogromną bazę w China Lake w Kalifornii. W swojej pierwszej książce Underground Bases and Tunnels (Podziemne bazy i tunele)3 przedstawiłem wojskową dokumentację z roku 1964, która wskazywała, że Korpus Inżynieryjny Armii Stanów Zjednoczonych rozważał projekt budowy ogromnej podziemnej jaskini na głębokości 1200 metrów pod rozległym obiektem w China Lake. Jak to się czasami zdarza, kilka lat temu po wygłoszeniu przeze mnie odczytu skontaktował się ze mną pewien człowiek, który oświadczył mi, że jest dobrze poinformowanym oficerem marynarki wojennej. Kiedy w trakcie rozmowy wspomniał, że przez pewien czas stacjonował w China Lake, nastawiłem uszu. Zapytałem go, czy pod China Lake znajduje się jakiś podziemny kompleks. Potwierdził i dodał, że jego rozmiary i głębokość robią ogromne wrażenie. Zapytałem następnie, czy był w nim kiedykolwiek. Odrzekł twierdząco, dodając, że nie był jednak na najniższych poziomach.
Zapytałem, jak głęboko sięga najniższy poziom. Spojrzał na mnie uważnie i powiedział niemal szeptem: — Ma głębokość jednej mili [1600 m]. Na pytanie, co się tam znajduje, odrzekł: — Broń. — Jaka broń? — zapytałem nieco zdziwiony. — Bronie znacznie potężniejsze od jądrowej — odparł bez wahania.

Jego odpowiedź wstrząsnęła mną do głębi. Skutki tajnej i wysoce niebezpiecznej broni nowej generacji, której siła rażenia przewyższa destrukcyjną moc bomby atomowej i wodorowej, to jest coś, co musi działać na wyobraźnię. Zaraz potem nasza rozmowa skończyła się, ponieważ mój rozmówca miał wyraźne opory przed kontynuowaniem tego tematu. Jestem skłonny uwierzyć w to, co powiedział mi ten były marynarz. China Lake jest od dawna jednym z głównych ośrodków badań nad nowymi rodzajami broniami Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Jego opis doskonale współbrzmi z innymi informacjami, jakie udało mi się uzyskać w trakcie moich badań

GŁĘBOKO POD POLIGONEM RAKIETOWYM WHITE SANDS W NOWYM MEKSYKU

 

Na przestrzeni wielu mil wzdłuż pustyni, wzgórz i skalistych łańcuchów górskich w południowej części Nowego Meksyku rozciąga się ogromny poligon rakietowy armii Stanów Zjednoczonych. Przez wiele lat docierały do mnie strzępy informacji dotyczące podziemnych obiektów i prac prowadzonych pod powierzchnią Poligonu Rakietowego White Sands. Poniższa relacja, którą otrzymałem pocztą elektroniczną od innego byłego oficera marynarki wojennej, stanowi doskonały przykład tego, o co mi chodzi. Podał w niej opis pochodzący z drugiej ręki, od człowieka zajmującego się wierceniem studni w Nowym Meksyku, którego zatrudniono do wykonania pewnych prac na poligonie rakietowym. …mówił o pracy, jaką wykonywał na Poligonie Rakietowym White Sands.

Wynajęto go do wywiercenia otworów o średnicy 25-30 cm pod tamę, które miały mieć, o ile sobie przypominam, głębokość od 240 do 300 metrów. Nie miał żadnych podejrzeń w tej sprawie. W czasie wiercenia jego urządzenie wiele razy przebijało się do pustej przestrzeni. Z wywierconych otworów wydostawało się na zewnątrz zimne powietrze. O ile sobie przypominam, powiedziano mu, aby się tym nie przejmował. Później doszedł do wniosku, że przypuszczalnie wiercił szyby wentylacyjne. Sądzę, że jest bardzo możliwe, iż ten specjalista od wiercenia studni został zatrudniony do wywiercenia szybów wentylacyjnych prowadzących do położonych głęboko pod ziemią tuneli i konstrukcji. Z moich badań wynika, że Nowy Meksyk stanowi główne miejsce lokalizacji tajnych podziemnych zakładów i Poligon Rakietowy White Sands znajduje się na czele tej listy.

PODZIEMNE PROMY MAGNETYCZNO-LEWITACYJNE?

To wręcz niewiarygodna historia. Nieustannie natykam się na pogłoski mówiące o supertajnych, superszybkich magnetyczno-lewitujących pociągach 4, które śmigają głęboko pod ziemią tam i z powrotem pod północno-amerykańskim kontynentem. Kolega badacz Bill Hamilton przekazał mi poniższy, pochodzący z drugiej ręki, opis uzyskany w wyniku wymiany informacji między jego przyjacielem i znajomym jego przyjaciela.

Przyjaciel: Powiedz mi, jak się jeździ tym podziemnym wahadłowcem…?

Znajomy przyjaciela: Cholernie szybko! Podróż od wejścia w Górach Cheyenne do Pentagonu trwa niecałą godzinę. Według moich obliczeń to ponad 3200 kilometrów na godzinę.5 Dziwne, ale mimo wszystko nie odczuwa się prędkości, bo jest się w zupełnie zamkniętym pomieszczeniu bez okien. Poza tym jest jeszcze środek znacznie szybszy, tyle że nie przemieszcza się on pod ziemią.

Przyjaciel: 3200 kilometrów na godzinę? Nieźle! Co za przejażdżka. Czy odczuwa się przeciążenie, kiedy się rusza? Czy jest obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa?

Znajomy przyjaciela: Nie większe niż przy ruszaniu autobusu lub pociągu. Ten pojazd nie rusza od razu z prędkością 3200 kilometrów na godzinę, ale osiąga ją stopniowo, przy czym znacznie szybciej niż można to sobie wyobrazić. Nie trzeba zapinać pasów, są natomiast światła ostrzegające, że pojazd rusza, i pod koniec podróży, kiedy następuje hamowanie. Mają tam również głośniki nad głowami, przez które przekazywane są informacje. Tak naprawdę to niewiele się czuje. Kiedy lecimy samolotem z prędkością 970 kilometrów na godzinę, możemy wstać i przejść się między fotelami, jak gdyby nic się nie działo, prawda? Tak samo jest w tych magnetyczno-lewitujących pociągach.

Czy takie historie mogą być prawdziwe? Czy ta szczególna historia jest prawdziwa? Z moich badań wynika, że tak. W mojej poprzedniej książce Underwater and Underground Bases (Podwodne bazy i tunele)6 poświęciłem cały rozdział na przedstawienie rządowej dokumentacji dotyczącej planowanej budowy sieci magnetyczno-lewitujących pociągów. Po zbadaniu danych doszedłem do wniosku, że budowa sieci takich pociągów pod ziemią jest możliwa. Czy potrafię udowodnić, że do tego doszło? Otóż nie, obecnie nie jestem w stanie tego dowieść. Mogę natomiast dowieść, co też uczyniłem, że rząd Stanów Zjednoczonych jest zainteresowany budową takiej sieci pociągów magnetyczno-lewitujących. Udokumentowałem również szeroko zakrojoną budowę w ostatnich latach i dekadach podziemnych tuneli realizowaną przez różne agencje, zarówno rządowe, jak i pozarządowe. W moich poprzednich książkach podałem również solidne dowody na istnienie budżetu tajnych operacji, który osiąga rocznie wartość dziesiątków miliardów dolarów.

Tak więc biorąc pod uwagę całość dostępnych danych, które obejmują chęć budowy przez rząd sieci pociągów magnetyczno-lewitujących, na co wskazuje odpowiednia dokumentacja, ogromne, niemożliwe do oszacowania fundusze tajnych czarnych budżetów oraz techniczne możliwości wykonywania wykopów i drążenia tuneli, a także uporczywie pojawiające się historie mówiące o supertajnych i superszybkich pociągach wahadłowych jeżdżących głęboko pod powierzchnią północno-amerykańskiego kontynentu, o których Amerykanie nic lub prawie nic nie wiedzą, doszedłem do wniosku, że istnienie tych tuneli i pociągów jest możliwe.

NUKLEARNY DŻIN POD BURLINGTON W STANIE MASSACHUSETTS

Kilka lat temu natknąłem się przypadkiem na człowieka, który doznał niezwykłego przeżycia w okresie młodości. Wiele lat temu, po ukończeniu studiów, podjął pracę w jednej z amerykańskich agencji federalnych, której nazwy nie chciał wyjawić. Jego praca była bardzo dziwna. Wchodził do całkowicie normalnego budynku w Burlington w stanie Massachusetts (niedaleko Bostonu), a następnie długo zjeżdżał windą w dół, bardzo głęboko, do tajnego podziemnego laboratorium. Jak wynika z jego opisu, laboratorium zajmowało się badaniem materiałów radioaktywnych oraz ich wpływu na inne materiały.

W jego opowieści występuje wiele interesujących aspektów: tajne podziemne laboratorium na terenie miasta, długa jazda windą do podziemnego obiektu, tajny podziemny szyb windy znajdujący się pod normalnie wyglądającym budynkiem. Jednak prawdopodobnie najbardziej interesujący ze wszystkiego jest jego opis niektórych starszych inżynierów, techników i naukowców, którzy pracowali pod ziemią. O dziwo, niektórym z nich brakowało pewnych części ciała: jednemu brakowało nosa, innemu części ręki i tak dalej. Byli tak oddani swojemu nuklearnemu dżinowi, któremu służyli, że poświęcili mu części swoich ciał, które utracili w wyniku promieniowania radioaktywnego, a wszystko to w celu rozwinięcia nuklearnych badań zimnowojennego kompleksu wojskowoprzemysłowego. Ta opowieść jest również niemożliwa do udowodnienia, a także do całkowitego odrzucenia, podobnie jak inne historie, które przekazali mi moi informatorzy.

Po prostu, brak mi środków na czołganie się setki i tysiące metrów pod ziemią w Massachusetts, Nowym Meksyku czy też Kalifornii, aby zweryfikować istotne szczegóły wszystkiego, co mi opowiedziano. To jest, po prostu, niemożliwe do wykonania, zarówno przeze mnie, jak i kogokolwiek innego. Szczegóły tej historii są bardzo bliskie w treści do innych odprysków informacji, jakie wydłubałem tu i tam z setek różnych rozmów i niezliczonych fragmentów dokumentacji.

WYDRĄŻONE GÓRY W NORWEGII

Większość moich badań w sprawie podziemnych i podwodnych baz i tuneli koncentruje się na amerykańskich planach, projektach, możliwościach i obiektach. Takie zogniskowanie uwagi wynika głównie z dwóch powodów: po pierwsze, jestem rodowitym Amerykaninem, a, po drugie, mieszkając w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych jest mi wygodniej prowadzić badania amerykańskich poczynań w tym zakresie. Z tego względu nie przyszło mi w trakcie moich badań do głowy, że Skandynawowie są jednymi z najlepszych na świecie podziemnych kopaczy i inżynierów. Jakość i wyrafinowanie ich prac są naprawdę bardzo wysokie.

Stąd z zainteresowaniem przeczytałem list pochodzący od człowieka, który był wewnątrz ogromnej, tajnej podziemnej bazy zbudowanej wewnątrz góry znajduącej się w Norwegii. Ponieważ list został napisany na papierze firmowym amerykańskiej formacji wojskowej, uznałem, że nie powinienem reprodukować go w charakterze ilustracji, bowiem naraziłbym w ten sposób mojego, chcącego zachować anonimowość, informatora na zdemaskowanie. Jedyne, co mogłem zrobić, to zreprodukować schemat przedstawiający wnętrze bazy sporządzony przez autora listu. Tę część listu zmieniłem nieznacznie, tak aby nie było widać nazwiska, rangi i rodzaju wojsk mojego informatora.

Szkic tajnej poziemnej bazy w Norwegii. Proszę zwrócić uwagę na ogrom jej rozmiarów – ponad 550 metrów szerokości. Rozmiary poszczególnych odgałęzień są wręcz gargantuiczne. Niewykluczone że jest to tylko jeden poziomów tej konstrukcji. Jeśli nawet jest tylko jeden poziom, to i tak jest ona imponująco wielka. (Źródło: Prywatny list do autora od członka sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych)

Moja jednostka rezerwy została powołana pod broń tuż przed operacją Pustynna Burza. Jesteśmy Jednostką Zimnej Pogody, w związku z czym wysłano nas do Norwegii w celu wzięcia udziału w grze wojennej NATO – operacji opatrzonej kryptonimem Battle Griffin [Bitwa Gryf]. To właśnie w czasie tej operacji wysłano mnie do wykonania pewnej pracy wewnątrz jednej z kilku „wydrążonych” gór. W tym czasie byłem [tu autor listu podaje swój stopień wojskowy] i skierowano mnie razem z [tu autor listu podaje dane pozostałych żołnierzy] do wnętrza góry. Byłem mocno podekscytowany tą pracą [usunięty fragment zdania]. Przed udaniem się do pracy w górze poddano nas badaniu i przeprowadzono instruktaż, co było dość niezwykłe, jak na pracę, która nas czekała. Powiedziano nam, byśmy nie starali się ustalać, dokąd się udajemy i jakimi drogami jedziemy.

Obowiązywał absolutny zakaz zabierania ze sobą aparatów fotograficznych, nie wolno nam też było wynosić z góry niczego o charakterze poufnym. Wyruszyliśmy w towarzystwie norweskiej eskorty, ponieważ tylko oni wiedzieli, którymi drogami należy tam jechać. (Jak poinformowano nas w trakcie instruktażu, drogi krzyżują się, tworząc coś w rodzaju labiryntu, tak by wprowadzić w błąd kierowców czołgów nieprzyjaciela. Tylko Norwedzy wiedzieli, która droga prowadzi do celu. Zostaliśmy umieszczeni wewnątrz samochodu w całkowitej ciemności. Był dzień, jednak pojazd był szczelnie zakryty). Jechaliśmy jakiś czas, a kiedy zatrzymaliśmy się, usłyszeliśmy odgłos otwieranych wrót, po czym wjechaliśmy do wnętrza góry, gdzie po około minucie ponownie się zatrzymaliśmy. (Tym razem jechaliśmy wolno).

Wysiedliśmy z samochodu i rozejrzeliśmy się dookoła. Pomieszczenie było ogromne! Najmniejsze było samo wejście, ale jednocześnie na tyle duże, że z łatwością mógł przez nie przejechać duży czołg. Pomieszczenie, w którym pracowaliśmy, miało około 300 metrów długości, 30 szerokości i około 12 wysokości. Było tak obszerne, że nikt nie odczuwał ciasnoty ani klaustrofobii. Byliśmy tylko w jednej sekcji. Na końcu listu zamieszczam własnoręczny szkic przedstawiający to, co widziałem. Cała jaskinia była wyłożona białym plastykowym materiałem, w którym znajdowały się różnej wielkości przesuwne drzwi.

Z ciekawości otworzyliśmy kilka z nich, ale za nimi była tylko lita skała. [Usunięte całe zdanie]. Byliśmy wewnątrz kilka godzin, układając sprzęt, którego używała nasza jednostka w czasie operacji. Po zakończeniu pracy wyjechaliśmy, poddając się tej samej procedurze, co przy wjeździe. Na tym kończy się list mojego informatora. Chociaż jego relacja jest bardzo krótka, wystarczająco oddaje ogrom pomieszczenia, do którego go zabrano. Niewykluczone, że to ogromne pomieszczenie, które widział, było tylko częścią znacznie większej podziemnej bazy. Co więcej, sugeruje on istnienie wielu wydrążonych gór. Podziemna baza, w której pracował, była najwyraźniej jedną z wielu.

GDZIEŚ GŁĘBOKO POD WSCHODNIM WYBRZEŻEM STANÓW
ZJEDNOCZONYCH

Poniższą historię zrelacjonował mi człowiek, który pracował w Korpusie Inżynierskim Armii w czasie wojny wietnamskiej. W ramach treningu, jeszcze na ziemi amerykańskiej, zanim wysłano go do Azji Południowo-Wschodniej, skierowano go na krótki objazd po podziemnych bazach usytuowanych na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Na pytanie o ich lokalizację odrzekł: „Nie pamiętam”. Ta wykrętna odpowiedź jest prawdopodobnie kłamstwem wynikającym z posiadanej przez niego klauzuli bezpieczeństwa. Jak się łatwo przekonać, podany przez niego opis obiektów jest zbyt interesujący, aby osoba, zwłaszcza związana z wojskiem, mogła zapomnieć,
gdzie są one położone.

Poprosiłem go, aby opowiedział mi coś o tych bazach. Powiedział, że kiedy musieli odciąć się od zewnętrznego świata, mogli zrobić to bardzo szybko – w ułamku sekundy. Masywne, wielotonowe, wzmocnione wrota, takie jak w bankowych skarbcach, zatrzaskiwały się dosłownie natychmiastowo! Stojąca w nich osoba zostałby zmiażdżona jak pomidor pod prasą! Wszystko to działo się zbyt szybko, aby można było zareagować i uniknąć natychmiastowej śmierci. Zapytany o dostawy żywności odrzekł, że widział w podziemnych bazach hydroponiczne ogrody przeznaczone do hodowania pożywienia na wypadek przedłużających się okresów odizolowania od świata na górze. W tym miejscu nasza rozmowa zakończyła się. Nie powiedział już ani słowa na temat podziemnych obiektów, które odwiedził. Ta niewielka ilość informacji, jaką zdradził, mówi bardzo wiele. Można z nich wywnioskować, że istnieją plany na wypadek konieczności przetrwania pod ziemią przez długi czas, w izolacji od świata zewnętrznego. Te plany ewidentnie pochodzą z końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych.

TAJNE BAZY W LASACH PAŃSTWOWYCH W KALIFORNII?

Coś takiego usłyszałem po raz pierwszy w roku 1995 tuż po wydaniu mojej pierwszej książki Underground Bases and Tunnels. Któregoś razu rozmawiałem o moich badaniach z kobietą w średnim wieku, która znała rdzennego Amerykanina (Indianina) z Denver w stanie Kolorado. Kobieta powiedziała mi, że w latach osiemdziesiątych z tym młodym mężczyzną skontaktowali się w tajemnicy ludzie z administracji Reagana. Chodziło im o zdobycie oryginalnych nasion, nie skrzyżowanych z innymi, zdrowych nasion rodzimych amerykańskich roślin uprawnych, właściwych dla zachodnich stanów. Chcieli je zmagazynować w podziemnym kompleksie, który budowano wówczas w jednym z Państwowych Lasów w Kalifornii.

Ich rozumowanie zdawało się brać pod uwagę to, że oryginalne, rdzennie amerykańskie odmiany roślin uprawnych mają większą żywotność i dają lepsze plony w niekorzystnych warunkach klimatycznych niż ma to miejsce w przypadku mniej żywotnych, zmodyfikowanych odmian nasion dostępnych na rynku rolniczym. W przypadku katastrofy, która zakłóciłaby warunki hodowli (takiej jak wojna nuklearna, geologiczne wstrząsy, burze słoneczne, zderzenie z kometą lub asteroidą), potrzebne byłyby nasiona, które niezawodnie wytworzyłyby przynajmniej pewną ilość pożywienia oraz umożliwiły odtworzenie rolnictwa, co pozwoliłoby ludziom wyjść z podziemnych baz.

PODWODNE BAZY W ZATOCE MEKSYKANSKIEJ

Około pól roku po wydaniu Underground Bases and Tunnels skontaktował się ze mną człowiek, który oświadczył, że wie o niezwykłym podwodnym przedsięwzięciu na Oceanie Atlantyckim. Odpowiadając na moje pytania uściślił, co rozumie przez Ocean Atlantycki. Okazało się, że chodziło o basen Oceanu Atlantyckiego, które to pojęcie oprócz właściwego Oceanu Atlantyckiego obejmuje także wszystkie zatoki, cieśniny, kanały i morza. W toku dalszego uściślania człowiek ten stwierdził, że chodzi o przedsięwzięcie zlokalizowane pod dnem Zatoki Meksykańskiej, którego wykonawcą jest firma Parsons. Dalej poinformował, że firma ta zakupiła sprzęt konieczny do prowadzenia prac na głębokości 850 metrów poniżej dna morskiego. Było to w roku 1997. Uważał, że prace są prowadzone we wschodniej części zatoki, jednak nie był tego całkowicie pewien. Mój informator pracuje w firmie produkującej sprzęt, który jest rutynowo stosowany przy pracach górniczych i wykopaliskowych.

Realizował zamówienie firmy Parsons związane z podwodnym przedsięwzięciem, które rozbudziło jego ciekawość do tego stopnia, że zaczął zadawać pytania. Oświadczono mu, że ten sprzęt jest przeznaczony do prac na dnie Zatoki Meksykańskiej. Nie udało mu się poznać faktycznego celu tego przedsięwzięcia. Dodał, że oprócz Parsons również inne spółki zamówiły w jego firmie sprzęt przeznaczony do prowadzenia prac pod wodą. Ten sprzęt jest na tyle charakterystyczny, że jednoznacznie sugeruje obecność ludzi w miejscach, w których jest instalowany.

Do artykułu opublikowanego w magazynie Look z 14 czerwca 1955 roku dołączono ilustrację z następującym podpisem: „Przyszłe porty przeznaczone dla pionowo startujących spodków, które nie będą potrzebowały używanych obecnie długich, narażonych na niebezpieczeństwa pasów startowych. Cała operacja może odbywać się pod ziemią. Tunele zaopatrzone w szyby startowe prowadzące na powierzchnię, wyposażone w warsztaty remontowe, paliwo i kwatery dla załóg, byłyby jednocześnie dobrymi schronami dla eskadr spodków. W celu kamuflażu i ochrony szyby byłyby po starcie szczelnie zamykane”.

W chwili obecnej nie jestem w stanie udowodnić istnienia lub nieistnienia obiektów zbudowanych przez firmę Parsons pod dnem Zatoki Meksykańskiej w ostatnich latach XX wieku, tym niemniej ta historia rodzi cały szereg interesujących pytań. Moje badania wyraźnie dowodzą, że firma Parsons jest głównym wykonawcą podziemnych robót inżynierskich w Stanach Zjednoczonych oraz że wykonuje podziemne konstrukcje i drąży tunele dla dużej liczby spółek i agencji rządowych, w tym wojskowych. Co więcej, moje badania niedwuznacznie wskazują, że Zatoka Meksykańska znalazła się w centrum licznych wierceń prowadzonych przez koncerny naftowe oraz rządowych oceanografów i geologów. Mogę jeszcze dodać, że w ogólnodostępnej literaturze ukazały się artykuły mówiące o prowadzeniu wielkich wykopów pod dnem Zatoki Meksykańskiej przeznaczonych na magazyny ropy naftowej.

Jest niezaprzeczalnym faktem, że dno Zatoki Meksykańskiej jest wypełnione mnóstwem solnych kopuł, które doskonale nadają się do podmorskich wykopów przeznaczonych na głęboko położone, załogowe bazy. Tak więc wcale nie wzdragam się przed założeniem, że firma Parsons, po prostu, poszła do przodu i wykonała to, o czym wszyscy pozostali tylko rozprawiają. Takie przedsięwzięcie doskonale mieści się w możliwościach bogatej, potężnej i technicznie zaawansowanej firmy, takiej jak Parsons.

Z moich badań wynika, że wydrążenie pieczar pod Zatoką Meksykańską i umieszczenie w nich jeszcze czegoś innego oprócz ropy naftowej, nie byłoby problemem nie do pokonania. To „jeszcze coś” praktycznie mogłoby być wszystkim: tajnym genetycznym laboratorium, tajnym więzieniem, maksymalnie zabezpieczonym magazynem CIA przeznaczonym do przechowywania narkotyków w tranzycie między Ameryką Łacińską a odbiorcami w Ameryce Północnej, tajnymi magazynami broni jądrowej, wspólną bazą sektora wojskowego USA i istot pozaziemskich, superbezpiecznym prezydenckim centrum dowodzenia, superbezpiecznym bunkrem dla korporacyjnych dostojników firmy Parsons, arką zasiedloną wyselekcjonowanymi ludźmi mającymi przeżyć możliwą apokalipsę. Resztę możliwości niech podpowie wyobraźnia…

Doszły do mnie jeszcze dwie, pochodzące z drugiej ręki, nie potwierdzone relacje o tajnych bazach zlokalizowanych pod Zatoką Meksykańską – jednej położonej rzekomo pod wschodnią częścią zatoki w pobliżu Florydy i drugiej umieszczonej w jej zachodniej części blisko Teksasu. Są również nie potwierdzone dane pochodzące z rejonu wód przybrzeżnych Puerto Rico mówiące o działaniach Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, które pokrywają się z pogłoskami mówiącymi o budowie w tamtym miejscu pod dnem morza jednej lub większej liczby baz z zastosowaniem metod Rock-Site, które omówiłem w książce Underwater and Underground Bases.

Jestem skłonny przypuszczać, że historia przekazana mi przez mojego korporacyjnego informatora zawiera jądro prawdy – to, że istnieje tajna baza podmorska w Zatoce Meksykańskiej oraz że w jej budowę była zaangażowana firma Parsons. Zaczynam podejrzewać, że istnieje wiele tajnych nadzorowanych przez ludzi obiektów charakteryzujących się wysokim poziomem technicznym ulokowanych głęboko pod dnem Zatoki Meksykańskiej. Gdybym miał zgadywać, postawiłbym na to, że są w to zaangażowane tajne amerykańskie jednostki wojskowe, jeden lub kilka czołowych koncernów naftowych oraz inne agencje, a być może nawet pewne elementy z kryjącego się w cieniu świata zorganizowanej przestępczości grup neonazistowskich, które opanowały jądro wojskowoprzemysłowo-szpiegowskiego aparatu od momentu wprowadzenia w życie operacji Paperclip 7 realizowanej w latach czterdziestych XX wieku. Po II wojnie światowej do Stanów Zjednoczonych przemycono tysiące „byłych” nazistów i osadzono na wpływowych stanowiskach w Pentagonie, NASA oraz w tak zwanym „prywatnym przemyśle”.

Ostatecznie wyszli ze swoich nor i poszli do pracy, tworząc sieć infiltrującą od środka amerykański wojskowo-przemysłowoszpiegowski kompleks. W trakcie badań nieustannie natykałem się na ich ślady w rozmowach, czasami osobiście, a czasami w pokrytych kurzem dokumentach. Nacisk nazistów na świat nie skończył się w roku 1945 wraz z ustaniem otwartego konfliktu wojskowego między krajami Osi i siłami Sprzymierzonych. O nie! Ruch nazistowski zmienił trochę swój wizerunek i przeniósł się za ocean, gdzie wniknął w najciemniejsze zakamarki rozczłonkowanej tajemnicy, by tam lizać swoje rany i czekać na lepsze dni, wciąż śniąc sen o podboju świata. Tak uważam i jest wiele historycznych danych popierających ten punkt widzenia.

CZYŻBY ZBLIŻAŁ SIĘ KATAKLIZM

do czego jest potrzebna ta tajemniczość, te tajne podziemne i podmorskie bazy? Czyżby zbliżał się Armagedon? Czy Apokalipsa jest tuż za rogiem? Czy tajni działacze i harcownicy związani z wojskowo-przemysłowo-szpiegowskim kompleksem wiedzą coś, czego reszta nas nie wie? Czy jesteśmy jak lemingi, które suną bezwolnie w kierunku zabójczej przepaści, z której istnienia nie zdajemy sobie sprawy? Czasami mam wątpliwości. Być może jest to jeden z powodów masowej budowy podziemnych baz i tuneli. Czyżby nadchodziło coś wielkiego? Takie pytanie postawiłem jednemu z moich informatorów i uzyskałem cudownie wymijającą, podobną do udzielanych przez Sfinksa, odpowiedź, która w rzeczy samej rodzi w mojej głowie dalsze pytania, zamiast udzielić odpowiedzi na już istniejące.

Starając się jak najlepiej wyrazić to, co czuję, mogę powiedzieć, że przynajmniej niektóre podziemne i podmorskie bazy i tunele są wyrazem przygotowywania się do mającej stosunkowo niedługo wystąpić ewentualności (w okresie kilku następnych lat, a najdalej kilku dekad) w postaci:

• wojny jądrowej;
• rozchwiania się Ziemi (zmiany parametrów fizycznych jej obrotu);
• odwrócenia kierunku ziemskiego pola magnetycznego;
• wtargnięcia Ziemi w chmurę galaktycznego pyłu;
• zderzenia z asteroidą lub kometą;
• nagłej zmiany klimatu w ogólnoplanetarnej skali;
• społecznego, politycznego i ekonomicznego chaosu będącego następstwem
którejś z wyżej wymienionych klęsk;
• kombinacji dowolnych wyżej wymienionych klęsk.

Inaczej mówiąc, wydarzenia o bardzo dramatycznym charakterze mogą czaić się tuż za rogiem. Albo też nie. Nie roszczę sobie pretensji do tego, że wiem, co nas czeka, niemniej wydaje mi się, że coś się może jednak wydarzyć, skoro wtajemniczeni czynią tak szeroko zakrojone i bardzo kosztowne przygotowania.

PODSUMOWANIE

Być może najbardziej interesującym aspektem przytoczonych tu opisów jest to, że większość z nich przekazali mi ludzie, którzy pracowali dla kompleksu wojskowo-przemysłowego, a w niektórych przypadkach byli członkami mundurowych służb wojskowych. Jest to stały element moich badań. Co jakiś czas docierają do mnie byli członkowie personelu wojskowego, a niekiedy wciąż pełniący czynną służbę. Dlaczego tak się dzieje? Uważam, że dzieje się tak dlatego, że niektórzy ludzie związani z sektorem wojskowym Stanów Zjednoczonych widzą rzeczy, które budzą ich niepokój. Przekazując te informacje takiemu badaczowi, jak ja, mają nadzieję, że część informacji o tym, co widzieli lub co kazano im wykonać, dotrze do świadomości społeczeństwa i spowoduje wzrost jego świadomości.

Nie znam ich prawdziwych motywów i mogę w tej sprawie snuć jedynie przypuszczenia. Sadzę, że ich niepokoje wynikają w niektórych przypadkach z ich etycznych wątpliwości i głębokiego niezadowolenia z politycznych krętactw, nadużywania tajemnic i niekonstytucyjnego postępowania rządu. Na przykład jest technicznie możliwe opracowanie, budowa i rozmieszczenie międzykontynentalnych broni, których siła rażenia znacznie przekracza destrukcyjną moc broni jądrowej, ale czy z moralnego punktu widzenia należy to robić? Jaki mógłby być przekonywający zestaw okoliczności upoważniający sektor wojskowy do rozpętania takiego piekła na Ziemi, że zniszczeniu uległyby regiony kontynentów lub nawet całe kontynenty? Jaka obłąkana istota mogłaby uruchomić taki bieg wydarzeń? Jaka obłąkana istota może sądzić, że jest możliwe zaludnienie planety, która została zredukowana do tlącego się, radioaktywnego popielnika? W jakim szatańskim umyśle taki rezultat mógłby być traktowany jako „zwycięstwo”? A może podziemna i podwodna infrastruktura wszystkich tajnych baz i tuneli tak się rozrosła i stała się tak wyrafinowana, że pozostaje już poza nadzorem konstytucyjnych środków kontroli cywilnego rządu i stanowi obecnie poważne zagrożenie dla dobra narodu amerykańskiego i innych narodów na świecie – zagrożenie, za którym czają się pozostające w ukryciu, potężnie finansowane, zaawansowane technicznie podziemne i podmorskie moce, o których istnieniu nie mają oni (rząd) zielonego pojęcia.

Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że podobne do wyżej wymienionych obawy gnębią nie tylko kilku moich, podobnych do Sfinksa, informatorów. Obserwują oni rzeczy, których nie aprobują, ale są ograniczeni przez rygory tajemnicy służbowej, które grożą ostrymi karami w przypadku ich pogwałcenia. Co zrobilibyście państwo na ich miejscu, gdybyście zobaczyli coś, z czym byście się zupełnie nie zgadzali, i jednocześnie nie moglibyście powiedzieć tego otwarcie z obawy przed skazaniem na wieloletnie więzienie lub inną ciężką karę, z likwidacją włącznie? Moglibyście jedynie w tajemnicy ujawnić trochę informacji autorowi o zacięciu dochodzeniowym pisującemu do alternatywnej prasy o niewielkim zasięgu, w nadziei, że znajdzie się to w jego następnej książce, magazynie lub w wywiadzie radiowym i w ten sposób wypłynie na światło dzienne, alarmując tysiące, a ostatecznie być może nawet miliony, innych ludzi.

O autorze:

Dr Richard Sauder urodził się w Wirginii i mieszka obecnie w San Antonio w Teksasie. Jego
zainteresowania koncentrują się wokół różnych nie wyjaśnionych i tajemniczych zjawisk. Jest
autorem trzech książek Underground Bases and Tunnels (Podziemne bazy i tunele), Kundalini Tales (Opowieści Kundalini) i Underwater and Underground Bases (Podwodne bazy i tunele).
Zainteresowanych dalszymi informacjami zachęcamy do odwiedzenia stron internetowych www.eventhorizonchronicle.blogspot.com i www.richarddolanpress.com.

Przełożył Jerzy Florczykowski

Przypisy:
1. National Security Agency (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) – amerykańska agencja
wywiadowcza podległa Departamentowi Obrony, założona w roku 1952 na mocy prezydenckiej dyrektywy. Nie będąc tworem kongresu, jest stosunkowo odporna na kontrolę z jego strony. Najtajniejsza ze wszystkich amerykańskich agencji wywiadowczych. Jej dyrektorem jest wysoki rangą wojskowy – generał lub admirał. – Przyp. red.
2. James Bamford, The Puzzle Palace: A Report on America’s Most Secret Agency (Pałac Tajemnic –
raport w sprawie najtajniejszej amerykańskiej agencji), Houghton Mifflin Company, Boston, 1982.
3. Richard Sauder, Underground Bases and Tunnels: What is the Government Trying to Hide?
(Podziemne bazy i tunele — co rząd stara się ukryć?), Adventures Unlimited Press, Kempton, Illinois,
1995.
4. Magnetyczno-lewitujące pociągi to pojazdy unoszące się w powietrzu i przemieszczające się w
ruchomym polu elektromagnetycznym.
5. Prędkość dźwięku (w powietrzu) wynosi 331,29 m/s, czyli 1192,6 km/h, a więc 3200 km/h to 2,68
razy szybciej od dźwięku, czyli 2,68 machów. – Przyp. tłum.
6. Richard Sauder, Underwater and Underground Bases, Adventures Unlimited Press, Kempton,
Illinois, 2001. Polskie wydanie: Richard Sauder, Podwodne bazy i tunele, przekład Jerzy Lewiński,
Wydawnictwo Amber, Warszawa, 2001.
7. Chodzi o operację, w ramach której zaraz po zakończeniu II wojny światowej do Stanów
Zjednoczonych przerzucono w tajemnicy przed amerykańskim społeczeństwem ogromną liczbę nazistów,
głównie naukowców, w tym słynnego konstruktora rakiet dra Wernhera von Brauna, w celu wykorzystania
ich wiedzy do rozwoju własnych broni i zaawansowanych technologii. – Przyp. tłum

Źródło: www.kontestator.eu

 

Kategorie: Polecane, Tajne projekty

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat