Łotewskie Stonehenge

Napisane przez Amon w Kwiecień - 23 - 2018

W lesie Pokaini (fot. Adonis / Panoramio)


Rejon ten bywa nazy­wany europe­jską Strefą 51. Niek­tórzy uważają, że mieści się tam brama do innego wymi­aru. Inni twierdzą, że to święte miejsce, w którym pogańscy kapłani dawnych bał­tyjs­kich ludów odpraw­iali mag­iczne rytu­ały. Swego czasu Amerykanie pode­jrze­wali, że źródłem zare­je­strowanego na tym obszarze przez satelity promieniowa­nia jest ukryta w pod­ziemnych silosach broń jądrowa. Okazało się to pomyłką.

Ten, jeden z najbardziej tajem­niczych obszarów na świecie zna­j­duje się na Łotwie. Chodzi o las o powierzchni około 400 hek­tarów, ros­nący w graniczą­cym z Litwą rejonie Semi­galia, 190 km od Rygi i 14 od najbliższego miasta Dobele.

Semi­galia to płaska, nizinna kraina, któ­ra tery­to­ri­al­nie w pewnej części pokrywa się z regionem określanym his­to­rycznie ja­ko Żmudź. Przez kilka­set lat księstwo Kur­landii i Semi­galii stanow­iło lenno Rzeczy­pospo­litej Obo­jga Nar­o­dów. Ros­nący tam las pokaiński to aut­en­ty­czny fe­nomen przy­rod­niczy, geo­log­iczny i meteorologiczny.

Tworzą go przede wszys­tkim sosny i dę­by. Są wyższe niż gdzie indziej, a przy tym nien­at­u­ral­nie poskrę­cane i zde­for­mowane. Wiele z nich ma liś­cie tylko z jed­nej stro­ny. Poszy­cie obfi­tuje w roz­maite grzyby oraz rośliny lecznicze. Część z nich osią­ga gigan­ty­czne rozmiary.

Mimo iż teren w promie­niu przeszło stu kilo­metrów wydaje się pozbaw­iony ja­kichkolwiek for­ma­cji skalnych, w lesie leży mnóstwo kamieni. Jest tu trzy­dzieści skalistych wzgórz, sporo wiel­kich głazów o niezwykłych ksz­tał­tach oraz niezliczo­ne usypiska drob­nych kamyków. Znawcy zjawisk anom­al­nych uważają, że są tam kamie­nie emanu­jące niewidzialną energią, którą da się wyczuć nawet gołą ręką. Niek­tóre aż parzą — także zimą! Inne, na­wet w najwięk­szy upał, pozostają zimne.

Ludzie odwiedza­jący to miejsce utrzy­mują, że promie­ni­u­jące głazy leczą wiele schorzeń, od reumatyzmu poczy­na­jąc, a na bezpłod­ności kończąc. Jed­nak z drugiej strony, mogą także wywołać lub zaostrzyć stan chorobowy. Są tam ponoć kamie­nie, których dotknię­cie przynosi szczęś­cie, a także takie, którym w celach wróżeb­nych zadaje się pyta­nia. W żad­nym razie nie wolno ich jed­nak zabrać na pamiątkę, gdyż człowieka spotka tragedia.

Świad­kowie twierdzą, że w lesie Pokaini dzieją się rzeczy naprawdę niezwykłe. Ponoć zawsze świeci tam słońce, a gdy nad­cią­gają chmury deszc­zowe, zatrzy­mują się na jego granicy. W zielonym gąszczu psuje się sprzęt elek­tron­iczny i błyska­wicznie wyład­owują baterie. War­i­ują kom­pasy i zegarki, nawet te mechan­iczne, a te­lefony komórkowe głuchną, tracąc zasięg.

Ludzie mówią, że czas płynie tam ina­czej. Turyści często błądzą w gąszczu, wpadają w panikę lub zaczy­nają odczuwać — co doprawdy trudno wyjaśnić — jakieś obce emocje. Niek­tórzy robią się nad­miernie spoko­jni, inni bardzo agresywni.

Cza­sem po paru godz­i­nach wędrówki nie odczuwają zmęczenia, głodu ani pragnie­nia. Na uroczysku serca biją moc­niej, a puls znacząco przyspiesza. Jeśli jest ci­cho, osoby sto­jące na wzgórzach mogą komu­nikować się nawet szeptem. Prze­wodnicy twierdzą, że nie należy odwie­dzać lasu poje­dynczo, a jeśli ktoś zgubi drogę, powinien głośno śpiewać, bo jego krzyków nikt nie usłyszy.

Święty Graal i Hiperborea

We wcześniejszym okre­sie lasem Pokaini intere­sowali się tylko myśliwi i grzy­biarze. Za odkry­wcę niezwykłych właś­ci­wości tego miejsca uważa się łotew­skiego inżyniera budowy maszyn Ivara Wiksa, który uprzed­nio pra­cował w jed­nej z rys­kich fab­ryk. Gdy przeszedł na emery­turę, zajął się medy­cyną niekon­wencjon­alną. Poszuki­wał też zagin­ionych skar­bów oraz dawnych świę­tych miejsc.

W lat­ach 90. ub. wieku Wiks zauważył anom­alie pogodowe wy­stępujące w lesie pokaińskim, dokąd często jeździł z Rygi auto­busem. Zawsze wracał stamtąd w dobrym humorze i, jak to określał, napełniony energią. Naj­bardziej fas­cynowały go tamte­jsze kamie­nie. Ut­rzymywał, że leczą wszy­stkie jego schorzenia.

Inżynier zas­tanaw­iał się, w jaki sposób pow­stały zbu­dowane z głazów wzgórza i doszedł do wniosku, że pokaińskie pa­górki są w isto­cie podobne do egip­s­kich piramid i do zespołu bloków megalitycz­nych w Stone­henge w połud­niowej An­glii. Nagle wszys­tko wydało mu się jasne: w dawnych cza­sach w Egip­cie, Bry­tanii i na Łotwie dostępna była jakaś tajemni­cza siła, dzięki której przenosze­nie z miej­sca na miejsce ogrom­nych kami­en­nych bloków stawało się niezwykle łatwe! Mogli nią dys­ponować tylko kapłani. Czy zatem Pokaini było kiedyś miejscem świętym?

Inżynier wierzył, że dwa tysiące lat te­mu ludzie posi­adali o wiele więk­szą wie­dzę, niż to się obec­nie zakłada. Podej­rzewał, że mieszkańcy północno-​wschod­niej Europy kon­tak­towali się z Indi­ami oraz z Grecją i odkrył, że w 1076 r. nie­miecki geograf Adam z Bremy pisał o odwiedzanym przez żeglarzy tajem­niczym kraju Kurów. Zdaniem Wiksa, kraina ta to nic innego jak dawna Hiper­borea — mi­tyczne miejsce szczęśli­wości, o którym opowiadały greckie mity. A zna­j­dowała się ona właśnie na Łotwie!

Następ­nie inżynier sporządził mapę świę­tych miejsc na Łotwie, w Litwie i Estonii. Anal­izu­jąc jej wskaza­nia odniósł wraże­nie, że w całej tej układance brakuje jed­nego ogniwa. W jego hipotezie okazało się nim pokaińskie uroczysko. Ostate­cznie Wiks doszedł do wniosku, że wszys­tkie zna­j­du­jące się w lesie kami­enne for­ma­cje tworzą pewną złożoną całość; że jest to ja­kaś niezwykła maszyna zdolna wywołać rodzaj rezo­nansu mag­ne­ty­cznego. Był przeko­nany, że urządze­nie to nadal działa.

Dowo­dem tego miałyby być olbrzymie rozmi­ary tamte­jszych grzy­bów oraz po­skręcane korony drzew. Inżynier podejrze­wał też, że w Pokaini funkcjonuje starożytny kom­puter, na którym zapisano ukrytą wiedzę przod­ków. Dlat­ego nie wolno prze­mieszczać ani zabierać stąd kamieni, bo w ten sposób nieświadomie niszczy się za­chowane na nich informacje.

Inna teo­ria Wiksa zakładała, że las Pokaini to… święty Graal! Nie miał on jed­nak na myśli żad­nego skarbu ani kieli­cha, lecz promień kos­micznej energii. Uważał, że nie może się nim posługi­wać byle kto, a jedynie ludzie szla­chetni i wybrani do tego celu. Tak samo nie można po prostu pojechać do Pokaini: człowiek musi do takiej podróży zostać przygoto­wany, a wtedy las sam go wezwie i wskaże ścieżki.

W roku 1996 Ivar Wiks przed­stawił swoje rewelacje dzi­en­nikar­zom i został naty­ch­mi­ast wyśmi­any. Lokalny his­to­ryk Yanis Graudo­nis stwierdził wów­czas, że z lasem nie należy wiązać żad­nych mi­tycznych wątków. Kupy kamieni zwieźli do lasu ze swoich pól okoliczni chłopi, a sta­ło się to nie tak dawno, bo na początku XX wieku. Tyle tylko — doda­jmy od siebie — że… w pobliżu nie ma żad­nych gospodarstw!

Inny mędrzec orzekł, że wszys­tkie głazy zgro­mad­zono tu pier­wot­nie jako bud­ulec dla zamku, który jed­nak nigdy nie po­wstał. Przeprowad­zone w lesie wykopaliska arche­o­log­iczne nie przyniosły żad­nych nowych odkryć. Nie znaleziono też gro­bów. Ogólny wniosek badaczy brzmiał ja­sno: miejsca tego nigdy nie zamieszki­wali ludzie.

Nieco światła na tę kwestię rzu­ciły anali­zy doko­nane w opar­ciu o miejs­cowy folk­lor. Odszukano mianowicie podanie mówiące, że kamie­nie przynieśli do lasu piel­grzymi, którzy w dawnych wiekach przy­by­wali tu z naj­dal­szych stron. Był to ponoć sposób na skuteczne odkupi­e­nie grzechów.

Nieoczeki­wanym sojusznikiem Wiksa w jego niecodzi­en­nych rozważa­ni­ach okazał się, zupełnie mu niez­nany pro­fe­sor z Kali­fornii Jim Hur­tock, który ujawnił, że już w połowie lat 70. ub. wieku satelity NASA obser­wowały na tere­nie Łotwy olbrzymi krąg energii. Jego epi­cen­trum zna­j­dowało się właśnie w pokaińskim lesie. Takie kręgi są ponoć często widoczne na zdję­ci­ach satelitar­nych, ale bywają znacznie mniejsze i li­czą ok. 20 km śred­nicy. Nato­mi­ast ten promień miał aż 350 kilo­metrów długo­ści! Nigdzie indziej na Ziemi nie zauwa­żono czegoś podobnego.

Z początku Amerykanie pode­jrze­wali, że źródłem owego promieniowa­nia jest ukryta w podziem­nych silosach broń ją­drowa. Okazało się to pomyłką.
 Nigdzie na świecie nie ma miejsca o sil­niejszej energii — pod­sumował swe donie­sienie prof. Hur­tock.
Po paru lat­ach badań nad lasem Pokaini Ivar Wiks zapadł na tajem­niczą chorobę. Praw­dopodob­nie był to nowotwór. Nie od­krywszy tajem­nicy odlud­nego uroczyska zmarł w wieku siedemdziesię­ciu paru lat.

Lata­jące kule straszą ludzi

Niek­tórzy pode­jrze­wają, że przy­czyną śmierci Wiksa był las. — Tyle razy mu po­wtarzałem, żeby nie jeździł tam zbyt czę­sto — mówi radioelek­tronik z Rygi Jew­gienij Sidorow, prezes łotewskiego Cen­trum Badań Zjawisk Anom­al­nych. Podobno wielu ludzi opowiadało mu, że w Pokaini widzieli UFO.

Sidorow twierdzi, że na obszarze lasu zna­j­duje się tzw. dolina duchów. Jego zdaniem świad­czy o tym fakt, iż na wy­konywanych tam zdję­ci­ach można do­strzec lata­jące w powi­etrzu świ­etliste ku­le. On sam wielokrot­nie widział je na własne oczy. Amerykańska dzi­en­nikarka Holly Moris­son zan­otowała następu­jącą relację Sidorowa: pewnego razu wybrał się on do Pokaini samo­cho­dem razem ze zna­jomymi. Kiedy dojeżdżali do lasu, pojazd nagle sam się zatrzy­mał. Mężczyźni wysiedli, by ustalić, co dzieje się z sil­nikiem, a w aucie pozostała kobi­eta. Nagle tuż przed nią zma­te­ri­al­i­zowało się wielkie oko. Pod­niosła krzyk, lecz wtedy zjawisko zniknęło. Później, gdy razem chodzili pośród drzew, widzieli lata­jące wokół nich niebiesko-​fioletowe kule. Potem wsiedli do samo­chodu, by wró­cić do Rygi.

– One lecą za nami! — zawołała w pew­nej chwili kobi­eta. Obró­cili się i ujrzeli po­dążające za samo­cho­dem świ­etlne rozbły­ski. Niestety, dla turys­tki, która ujrzała dzi­wne oko, tajem­nicze zdarzenia nie za­kończyły się wraz z powrotem do miasta.

W Rydze zaczęły prześlad­ować ją różne dźwięki i obrazy. Jej syn wołał wiec­zo­rami:
– Mamo, mamo, w mojej syp­i­alni latają fio­letowe kule! W domu pojaw­iło się widmo niewysok­iego mężczyzny, który stał oparty o drzwi, a także duch kobi­ety prze­chodzący przez pokój i przenika­jący ścianę. Zjawiska ustały dopiero wtedy, gdy nieszczęsna tu­rystka zawezwała księdza, który wyświę­cił wszys­tkie pomieszczenia.

Anita, uspokój się!

– Najpierw myślałam, że tam nie ma nic dzi­wnego, bo wierzę tylko w to, co sama zaob­ser­wuję. Ale teraz mogę powiedzieć jed­noz­nacznie, że w Pokaini naprawdę coś się dzieje! — mówi Anita Bisenice, na­uczycielka geografii i autorka przewodni­ków turysty­cznych, która od paru lat mieszka z rodz­iną w maleńkim chutorze w odległości kilkudziesię­ciu metrów od lasu. Jej zdaniem miejsce to jest przepeł­nione kos­miczną energią, a jed­nocześnie to rodzaj dra­biny prowadzącej do nieba. Spotkanie z Bisenice Holly Moris­son opisała w artykule Pokaini — There »s some­thing out there.

Na zlece­nie nauczy­cielki bada­nia lasu przeprowadz­iły sprowad­zone z całej Łotwy osoby jas­nowidzące. Nie wiedzi­ały o swej obec­ności, więc nie mogły się kon­taktować. Nie otrzy­mały też wskazówki, czego tak naprawdę mają szukać. Jed­nak wszys­tkie pow­tarzały to samo, każda kierowała się do tego samego miejsca i przekazy­wała iden­ty­czne informacje.

– Trudno zaprzeczyć, że kryje się tu coś misty­cznego, kiedy abso­lut­nie obce osoby mówiąc o tym uży­wają zbliżonych określeń — stwierdza Bisenice, która jest przeko­nana, że na pod­stawie obrazów ujrzanych przez ekstrasen­sów zdołała poz­nać prze­szłość lasu. Sama również przeżyła nie­zwykłe zdarze­nie. Pewnego razu spacero­wała w miejscu o ksz­tał­cie litery U. Spotkała tam małego chłopca, który po­wiedział jej, że zakątek ten powinien na­zywać się ucho Boga. — Jeśli usiądziesz tutaj i zadasz Bogu pytanie, usłyszysz Jego odpowiedź — dodał.

Słowa dziecka zdzi­wiły ją, ale potem zapom­ni­ała o tym zdarze­niu. Pewnego ranka spacerowała tam, pogrążona w głę­bokiej depresji, mówiąc do siebie: — Co mam robić? Prze­cież tylko pow­tarzam cu­dze słowa i doświad­czenia… Wtedy nagle usłyszała wyraźny męski głos, który od­rzekł: — Anita, uspokój się. Robisz dokład­nie to, co trzeba. Kobi­eta jest od tej chwi­li przeko­nana, że słyszała głos Boga.

Święty las czy Szambala?

Według opinii jas­nowidzą­cych, w daw­nych cza­sach tereny otacza­jące Pokaini zamieszki­wała pewna duża społeczność. Liczyła około 200 tysięcy mieszkańców.

Można przy­puszczać, że święty las był dla nich czymś w rodzaju cen­trum religij­nego. Kul­ty­wowali podobno taki zwy­czaj, że w pewnych określonych dni­ach roku na każdym z trzy­dzi­estu wzgórz pokaińskiego lasu stawali kapłani, po czym wspól­nie, siłą umysłów wpły­wali na zmi­any pogody. Umieli też przepowiadać przyszłość, a nawet ksz­tał­tować jej bieg. Do świętego lasu przy­chodz­iły młode pa­ry, aby skon­sumować swe związki przy tzw. kamie­niu kobiet.

Sug­estie te potwierdzają miejs­cowe po­dania, które infor­mują, że w okre­sie śre­dniowiecza, około 800 lat temu, w Pokaini zbier­ali się członkowie plemion mieszka­jących w Semi­galii. Byli to doskon­ali rol­nicy i dzielni wojown­icy. Zasłynęli tym, że szczegól­nie długo opier­ali się chrześ­ci­jaństwu, które chcieli tam zaprowadzić członkowie ryc­er­skiego zakonu Kawa­lerów Miec­zowych. Niezwykle odważny okazał się leg­en­darny bał­tyjski wódz Name­jtis, który swą siłę otrzy­mał właśnie od pokaińs­kich kamieni, dzięki czemu długo pozostawał niezwyciężony. Ranni w bojach wojown­icy przy­chodzili do lasu i leczyli rany w jeziorku z uzdraw­ia­jącą wodą. Ten zbiornik ist­nieje do dzisiaj i lu­dzie obdarzeni zdol­noś­ci­ami paranormal­nymi przekonują, że emi­tuje niezwykle silną energię.

Pod­czas najazdów krzyżac­kich kobi­ety i dzieci chroniły się na jed­nym z pagór­ków, a po przepro­wadzeniu pewnych mag­icznych rytu­ałów stawały się niewi­dzialne dla wro­gów! Według jed­nych, wzgórze to na­zywało się Zikku­rat, według innych — Teva Akmens, czyli Skała Ojca. Zaob­ser­wowano również, że kamie­nie zostały na nim ustaw­ione zgod­nie z czterema stron­ami świata. Niek­tórzy uważają, że pod spo­dem zna­j­duje się grobowiec Name­jtisa. Są też tacy, co twier­dzą, że w lesie można natknąć się na grób jego córki, a w pobliżu ukazują się zjawy czterech kobiet.

W roku 1290 bał­tyjscy wojown­icy zo­stali poko­nani przez krzyżow­ców w bitwie pod Saule. Po śmierci swego wodza semi­galianie uciekli na Litwę, zabier­a­jąc ze sobą wszys­tkie sekrety mag­icznego la­su. Dzisiaj możemy tylko zgady­wać, co tak naprawdę się tam kryje: dawne święte miejsce, radioak­ty­wny mete­o­ryt, strefa mag­ne­ty­cznych anom­alii, miejsce spotkań Ziemian z kos­mi­tami, czy jesz­cze coś innego.

Od momentu, kiedy Ivar Wiks ogłosił swe rewelacje światu, do lasu zjeżdżają gro­mady ludzi chcą­cych przeżyć tete-​a– tete z Niez­nanym. Przy­by­wają naukowcy, uzdrowiciele i zwykli ciekawscy. Pod ko­niec lat 90. ub. wieku została tu wytyczo­na trasa turysty­czna oraz liczne ścieżki. Pracują prze­wod­nicy, funkcjonuje park­ing, pobiera się opłaty za wstęp. W kasie moż­na kupić mapki z zaz­nac­zonymi najcie­kawszymi kamieni­ami.

– Ludzie obyci w sprawach ezoterycz­nych twierdzą, że w Pokaini zna­j­dują się wrota wiodące wprost do Szam­bali — mó­wi dok­tor filo­zofii Solveiga Kru­mina– Konkova, która w kwiet­niu 2003 r. na kon­fer­encji zor­ga­ni­zowanej na uniwersy­tecie wileńskim wygłosiła referat pod ha­słem Może Szam­bala jest tutaj — współcze­sne ezoteryczne poszuki­wa­nia na Łotwie.

Podobno najlep­szy moment na wiz­ytę w pokaińskim lesie to późna wiosna, kiedy jego teren jest jeszcze czysty. Znawcy twierdzą, że liczne wycieczki i prz­eróżne rytu­ały, jakie tam się odby­wają, powodują, że las aż do jesieni emanuje negaty­wną energię. Prze­wod­nicy przekonują nato­miast, że na każdego odwiedza­jącego Pokaini dzi­ała indy­wid­u­al­nie. Nie trzeba nastaw­iać się ani na wielkie cuda, ani na lęki. Ostrze­gają jed­nak, by nie przy­jeżdżać na początku listopada, kiedy to — według wierzeń bał­tyjs­kich — po uroczysku błąka­ją się duchy przodków.

Autor: Józef Budny
Niez­nany Świat 5/​2011

9 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat