Kto z nas nie boi się szpitali? Chyba każdy na wieść że musi spędzić w nim dłuższy okres. Mówiliśmy już o nawiedzonym szpitalach, jednak ten kompleks do którego zabiorę was dzisiaj jest bezsprzecznie najbardziej nawiedzonym szpitalem w historii Stanów Zjednoczonych.

Wszystko to przez epidemie gruźlicy, która to szalała na przełomie 19-20 wieku, a w szpitalu w Kentucky zmarło ponad 69 tysięcy osób. Wyobraźcie sobie szpital, który w pewnym momencie musi pełnić rolę obiektu wręcz wojskowego, gdyż spanikowani ludzie z miasteczka Louisville, próbują wręcz dostać się do niego siłą, ogarnięci paniką, z powodu szerzącej się epidemii. Miasteczko też swojego czasu z powodu epidemii, musiało zostać odcięte od świata, sytuacja z dnia na dzień stawała się coraz gorsza..Nikt nie panował nad zaistniałą sytuacją, NIKT nie miał kontroli nad tym co tam się wtedy działo.

Dziś straszą puste korytarze, wielopoziomowego kompleksu który ciągnie się niczym labirynt. Wiele jest doniesień o duchach i zjawach, ludzi zmarłych tragicznie, duszę te zbłąkane straszą tam po dziś dzień nie mogąc, osiągnąć spokoju. Zacznijmy jednak od początku tej historii: W południowo-zachodniej części hrabstwa Jefferson mieści się miasteczko Louisville, w stanie Kentucky. Tomas H., był bardzo majętnym człowiekiem, kupił ziemie z myślą, o wybudowaniu domu dla siebie i swoich córek, chciał żyć spokojnie z dala od zgiełku i problemów wielkich miast. Kilka lat później, gdy jego córki już podrosły i osiągnęły wiek szkolny pojawił się problem, miały zdecydowanie za daleko do szkoły.

Thomas postanowił wybudować własną szkołę, dla dzieci. Tak się stało, w niedługim czasie powstał Drewniany dwupiętrowy budynek gdzie dzieci z okolic, mogłyby uczyć się bez przeszkód. Thomas zatrudnił w szkole nauczycielkę Lessie Harris, która zaproponowała zmianę nazwy szkoły na cześć bohatera swojej ulubionej powieści pt. Wawerly sześćdziesiąt lat temu” Opowiadała ona historię Edwarda Waverley. Anglika który walczył na pograniczu Szkocko-Angielskim o przywrócenie władzy dynastii Stuartów. Thomas nie widział żadnych przeciwwskazań. Wkrótce zarówno szkoła jak i majątek nosiły nazwę Waverley, ponieważ ta nazwa strasznie przypadła do gustu naszemu właścicielowi ziemskiemu.

Wkrótce w Louisville jak i w całym hrabstwie zaczęła panoszyć się epidemia gruźlicy. Postępowała w zastraszającym tempie. Hrabstwo Jefferson, wydawało się być jej swoistym epicentrum. Zarażała wszystko na swojej drodze zarówno ludzi jak i zwierzęta, a sama jej śmiertelność wynosiła wtedy 98 procent. Wydawało się wtedy jakby sam diabeł sprowadził armagedon na Ziemi, wszędzie na ulicach pojawiały się ciała, wszelkich kontaktów z ludźmi unikano. Lekarze zdali sobie sprawę, że nie dadzą sobie rady z rozprzestrzeniającą się epidemią.

Gruźlica była wrogiem nie do pokonania, stosowane prymitywne sposoby walki z tą chorobą, takie jak długotrwały wypoczynek na świeżym powietrzu, rzecz jasna nie dawał żadnych rezultatów. Lekarze mieli wtedy zerowe pojęcie o tej chorobie, próbowano izolować chorych. Jednak choroba rozprzestrzeniała się przez jakikolwiek kontakt z chorym. Drogą kropelkową, czy w kontakcie ze skórą. Trzeba powiedzieć jasno, że w tamtym okresie nie widziano, żadnej możliwości skutecznej walki z tą chorobą, a i w naszych czasach jest ona wręcz wyjątkowo groźna. Władze szukały odosobnionych miejsc na wzgórzach aby budować ośrodki izolacyjne dla chorych, posiadłość Thomasa H. Jego ziemia i szkoła, nadawały się do tego idealnie. Budynek został sprzedany z praktycznie nie zmienioną nazwą z Wawerley, został utworzony Waverly Hill.

Budowa szpitala, oraz oddanie go do użytku zajęło mniej więcej 2 lata od lutego 1908-1910 roku w Lipcu, zaczęto przyjmować pierwszych pacjentów. Jednak że z uwagi na zubożały stan sprzętu. Ponieważ większość kontraktów jeszcze wtedy nie została zawarta, a i cały sprzęt nie dojechał, stan faktyczny szpitala pozwalał przyjmować tylko ludzi w lekkim stadium Gruźlicy. Choroba zdawała się zbierać coraz większe żniwo i trzeba było bardzo szybko rozbudowywać szpital o kolejne skrzydła. Na ten cel przeznaczono niemal 30.000 dolarów. Co jak na tamte czasy było naprawdę nie bagatelną sumą pieniędzy. Do 1912 roku dobudowano kilka skrzydeł, szpital już sam w sobie liczył kilka pięter.

Zdecydowano się więc na przyjęcie, nowej liczby pacjentów. Tak jak na początku, miejsc w szpitalu było 40, tak pod koniec 1914 roku, miejsc było już 160, w większości prace szły piorunującym tempem. Jednak wszystko to poszło kosztem wykończenia pokojów. W wielu z nich brakowało chociażby gniazdek, czy dostępu do wody. Gdy trwała rozbudowa, pacjenci ponadprogramowi byli przyjmowani w prowizorycznych namiotach medycznych na terenie Waverly Hill. Sytuacja wymagała tego, aby coraz to poszerzać szpital, na jego terenie przyjmowano nawet dzieci, wraz z rozwojem sytuacji i upływem lat, drewniana konstrukcja szpitala, zaczynała zwyczajnie gnić. Drewniane Belki nie nadawały się już na wiele.

Szybko więc rozpoczęto rozpisywać nowy projekt szpitala, który ostatecznie został ukończony 1926 roku. W międzyczasie wielokrotnie zmieniał się też personel szpitala, który zdawał się wykruszać z powodu chorób i tępa pracy. Ludzie bezustannie umierali w agonii, zdecydowanej większości ludzi niestety nie sposób było pomóc. Skazani oni byli na potworną śmierć w strasznych męczarniach. Nowo otwarty szpital zaś był bardzo dobrze wyposażony i zgromadził najlepszych ekspertów w dziedzinie Gruźlicy jakich widziano w Stanach Zjednoczonych. Został w tamtym czasie okrzyknięty najlepszym ośrodkiem do zwalczania gruźlicy w całym kraju.

Szpital był tak strzeżony że niemal odcięty od świata, pilnowano aby nikt nie wchodził, ani nie wychodził poza jego terytorium bez specjalnych zezwoleń. Jeśli gdzieś miałby się potwierdzić progres w badaniu gruźlicy, to właśnie w Waverly i zdaję się że wszyscy sobie to usilnie powtarzali. Kompleks zaczynał być samowystarczalny, miał własną pocztę, piekarnie czy ogród warzywny. Także własny system uzdatniania wody pitnej. Wszystko po to aby jak najbardziej odizolować pacjentów i poddać ich restrykcyjnemu leczeniu. Jednak nieznajomość choroby i wręcz głupie decyzję ówczesnych lekarzy spowodowały, że osiągnęli oni efekt wprost odwrotny do zamierzonego. Pozwalano chorym na kontakty z rodziną, były co prawda stroje ochronne a same wizyty ściśle kontrolowane. Jednak zapomniano, o jednej podstawowej rzeczy. Jeśli nie wiesz jak dokładnie działa dana choroba, nie narażaj innych.

Nikt nie wiedział, że choroba bardzo prosto roznosi się drogą powietrzną, doprowadzano do sytuacji w której, odwiedzający przychodzili na odwiedziny zdrowi, a wychodzili chorzy. Zapytacie dlaczego? We wszystkich salach oddychano tym samym powietrzem. Zarażali się zdrowi ludzie od chorych pacjentów, zwyczajnie oddychając tym samym powietrzem co zakażeni. Wyobraźcie sobie teraz że wracając do domu, nieświadomie zarażacie swoją rodzinę, przyjaciół, a oni swoją rodzinę i swoich przyjaciół.

Takim właśnie sposobem doprowadzano do sytuacji gdzie naglę wyludniały się całe miejscowości, a tysiące ludzi po prostu było nieświadomie skazywanych na śmierć. Reakcja łańcuchowa. Ja będąc zarażony zarażę Ciebie. Ty z kolei swoją mamę i tak dalej, a błędne koło się zamyka. Lekarze próbowali opanować sytuację na wszelkie sposoby jak tylko mogli, stosowali np. metodę helioterapii. Wystawiano chorych na działanie, sztucznego światła słonecznego(Promieniowanie ultrafioletowe) Ponieważ wierzono, że pomaga ono w walce z chorobą. Naświetlano ludzi dzień i noc niezależnie od pory roku.. Byli przykryci tylko i wyłącznie kocami i dosłownie wręcz, cały ten proces nie dość że wyczerpywał organizm chorych to jeszcze był niesamowicie daremny.

Eksperymenty tam prowadzone zabijały ludzi, lekarze próbowali znaleźć sposób na chorobę więc stosowali różnorakie zabiegi i operację, często zabijając samych pacjentów. Czas uciekał ale lekarze wciąż byli bez efektów. Trupy liczone były na całym świecie w setkach tysięcy. Najlepszy ośrodek na świecie nie miał nic co mogłoby pomóc jego obywatelom. Szpital tymczasem zaczynał być pod ścianą, władzę USA oczekiwały efektów a tych nie było, ludzie umierali, a władzę nie mogły poradzić sobie z problemem.

Z czasem pojawiały się plotki, że na terenie szpitala, lekarze przeprowadzali chore zabiegi nie mające nic wspólnego z leczeniem gruźlicy, wycinano ludziom zdrowe organy, oszpecali czy wszczepiali gałki oczne, stosowali też prąd pod bardzo wysokim napięciem. Jeśli jest to prawdą ludzie Ci przeżywali wręcz nieziemskie katuszę. Plotki były tak poważne że władzę chciały przeprowadzić inspekcję aby to sprawdzić, jednak władzę szpitala nie zgodziły się z powodu zbyt wysokiego ryzyka zarażeniem gruźlicą.

Na przełomie 1943-46 roku, opanowano gruźlicę, poprzez wprowadzenie nowych leków, biała plaga została wnet opanowana, zaczynały chodzić pogłoski o tym, że kompleks jest nieopłacalny i trzeba go zamknąć, niedługo potem na terenie szpitala wybuchł wielki pożar niszcząc większość przechowywanej dokumentacji medycznej. Więc nie sposób było ustalić co działo się na terenie kompleksu.

Na terenie Szpitala jest tak zwany tunel śmierci, czyli miejsce prowadzące 150 metrów w głąb, gdzie były spuszczane martwe ciała w celu utylizacji, mówi się o strasznych jękach i krzykach w tym miejscu.. Biorąc pod uwagę że dziesiątki tysięcy ludzi zginęło w wyniku epidemii w ciężkim szoku, a być może nawet z innych powodów, nic dziwnego, że to miejsce jest najbardziej nawiedzone. Wyobraźcie sobie taką straszną śmierć w wielkich męczarniach i te wszystkie niespokojne duszę, które nawet nie miały, porządnego pogrzebu.. Duszę te są wściekłe i umęczone.. Wręcz mówi się że poprzez swoją manifestację wołają o pomoc..o pomoc i o pamięć.

Zwłoki z tunelu wywożono nocą i pociągami, personel nie chciał aby żyjący pacjenci mieli świadomość, śmiertelności epidemii.

Jedna z największych legend mówi, że 29 letnia pielęgniarka, zabiła się w pokoju 205 na ostatnim piętrze, wieszając się na kablu, z powodu? Podobno zgwałcił ją lekarz, ta kierowana depresją odebrała sobie życie, znalazł ją sanitariusz zaniepokojony zapachem rozkładających się zwłok.

Szpital zamknięto w roku 1969, po 12 miesięcznej kwarantannie, budynek wykupiono i przekształcono w dom starców, mówiono, że duszę zmarłych nawiedzają to miejsce, przechadzając się po korytarzach, strasząc ludzi. Podobno zdarzały się doniesienia o tym, że w domu starców pensjonariusze nie chcieli mieszkać, ponieważ się bali, alarmowali o tym swoją rodzinę Oficjalnie, Dom starców zamknięto z powodu braku funduszy na jego modernizację w 1972 roku.

W 2001 roku, pewne małżeństwo Matingly, wykupiło kompleks, przekształcając je w hotel. Jednak doniesienia o duchach i zjawach były tak częste, że szybko nadano hotelowi przydomek nawiedzony. Łowcy Duchów, z całego świata ściągała do tego miejsca. Mówią, o dziwnych jękach z nocy, o nawoływaniach pomocy, oraz o dziwnych ciemnych postaciach pojawiających się w pokojach. Wszystko to nabiera semsu, kiedy zdamy sobie sprawę, że mamy tutaj do czynienia z umęczonymi duszami, ludzi, którzy zmarli w okrutny sposób i nigdy nie odzyskały oraz nie odzyskają swojego spokoju.

Autor Artykułu: Anioł „Dawid” Castiel

Źródło: www.strasznehistorienafaktach.wordpress.com

Kategorie: Tajemnicze Miejsca

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat