Niezidentyfikowane Obiekty Latające, czym one są?

Napisane przez Amon w Wrzesień - 22 - 2017

Wszystkich, którzy interesują się NOLami *[Niezidentyfikowane Obiekty Latające, UFO], widzieli je lub słyszeli o nich, nurtuje pytanie, czym one są. Podobnie jak w innych, również i w tej kwestii nie ma wśród ufologów idealnej zgodności. Istnieje wiele teorii na ich temat. I w różnych okresach czasu poszczególne teorie cieszyły się różną popularnością. Ich najtrafniejszej klasyfikacji dokonał Richard Hali w swojej znakomitej książce Uninvited Guests (Nieproszeni goście; 1988). Wszystkie teorie podzielił na trzy grupy.

1. Wydumki.

2. Teorie proweniencyjne.

3. Teorie intencjonalne.

Pierwsza grupa stanowi bardzo szeroką klasę i nie sposób wymienić wszystkich teorii, które obejmuje, gdyż jest ich niemal tyle, ilu oponentów. Nie mają one jakiejś jednej wyraźnej cechy wspólnej jak dwie pozostałe, poza tą, że są wynikiem pragnień ich autorów, aby za wszelką cenę wyjaśnić zjawisko NOLi w oparciu o dotychczasową wiedzę naukową bez mieszania w to obcych inteligencji.

Mechanizm ich tworzenia jest bardzo prosty. Wybiera się pewną grupę danych obserwacyjnych, a następnie tworzy się teorię, która ma wyjaśnić ich występowanie, po czym tak skonstruowaną teorię uogólnia się na całe zjawisko NOLi, nie bacząc na to, że nie tłumaczy ona lub stoi w sprzeczności z innymi danymi obserwacjami.

Tak na przykład powstała głośna teoria „gazu błotnego”, którą stworzył nie kto inny, jak sam J. Allen Hynek. Było to w roku 1966, kiedy Hynek współpracował z siłami powietrznymi jako konsultant projektu badań NOLi noszącego nazwę „Niebieska Księga” *[Nazwa oryginalna Project Blue Book. Projekt sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, którego zadaniem było zbieranie i badanie doniesień na temat obserwacji NOLi. Był następcą Projektu Uraza (Project Grudge). Działał w latach 1952-1969.]. Miała ona wyjaśnić przede wszystkim ciąg obserwacji NOLi widzianych przez wielu ludzi na niebie w bagnistym rejonie stanu Michigan w dniach 14, 17, 20 i 21 marca tego samego roku. Została w pewnym sensie wymuszona na Hyneku. Było to efektem nacisku opinii publicznej, która domagała się od władz wyjaśnienia owych obserwacji. Siły powietrzne chcąc zadowolić ludzi, bez konsultacji z Hynekiem zorganizowały pośpiesznie konferencję prasową nie dając mu czasu na przemyślenie całej sprawy i wyciągnięcie ostatecznych wniosków. Usłyszawszy od jednego z botaników miejscowego uniwersytetu o gazie błotnym podchwycił ten pomysł, zwłaszcza że pasował do miejsca obserwacji, i przedstawił go prasie jako możliwe wyjaśnienie. Hipoteza ta przypadła bardzo do gustu oponentom, gdyż została wysunięta przez doktora astronomii i profesora uniwersytetu, a więc autorytet naukowy, i chętnie się nią posługiwali w „walce” z NOLami. Hynek był naukowcem dużego formatu i potrafił przyznać się do błędu. Co więcej, ze zdecydowanego sceptyka stał się z czasem pod naporem faktów rzetelnym czołowym badaczem zjawiska NOLi.

Najgłośniejszy w Stanach Zjednoczonych i chyba na świecie oponent istnienia NOLi, Philip Klass, stworzył w roku 1966 teorię mówiącą o tym, że NOLe to skupiska plazmy podobne do piorunów kulistych. Wyjaśnił w niej nawet mechanizm, w jaki świetlne kule mogą pojawiać się w pobliżu samolotów i lecieć za nimi, a także powstawać w sąsiedztwie linii wysokiego napięcia, w pobliżu których dość często widuje się NOLe. Jak stwierdza Hali, Klass w obecności świadka powiedział mu kiedyś, że jeżeli okaże się, że plazma nie jest odpowiednim wyjaśnieniem, to będzie to znaczyło, że NOLe są najprawdopodobniej pozaziemskiego pochodzenia. Kiedy jego koncepcja została odrzucona nawet przez naukowców, wycofał się z niej, lecz nie stał się zgodnie ze swoją deklaracją zwolennikiem teorii pozaziemskiego pochodzenia NOLi.

Mimo iż pioruny kuliste same w sobie są zjawiskiem kontrowersyjnym, niedostatecznie zbadanym przez naukę, a więc nie mającym jednoznacznego naukowego wyjaśnienia, Klass nie zawahał się wymyślić bliźniaczego zjawiska ignorując całkowicie relacje mówiące o materialnych obiektach z metaliczną z wyglądu powłoką oraz takich nieplazmatycznych tworach, jak humanoidzi.

Taką samą wartość, jak teoria Klassa z punktu widzenia ufologii przedstawia teoria tryboluminescencyjna, zwana również piezoelektryczną. Jako pierwszy zaproponował ją w roku 1954 Francuz Fernand Lagarde, jednakże utożsamia się ją z nazwiskami Michaela A. Persingera i Gyslaine Lefreniere’a, którzy jako pierwsi poświęcili jej książkę Space-Time Transient and Unusual Events (Niezwykle ulotne zdarzenia czasoprzestrzenne; 1977), w której opisali ją szczegółowo łącząc wynikające z niej wnioski z obserwacjami NOLi, głównie nocnymi światłami (NL). Według niej w wyniku tarcia skał, które najczęściej zachodzi w miejscach występowania uskoków tektonicznych, następuje emisja widzialnego zimnego promieniowania. Nasuwa się w związku z tym pytanie: Co to ma wspólnego z obserwacjami NOLi w miejscach, gdzie takich uskoków nie ma, a także z obserwacjami dziennych dysków czy bliskich spotkań. Zgadzam się, że przy pomocy tego zjawiska można wyjaśnić niektóre obserwacje nocnych świateł, generalnie jednak ma ono tyle wspólnego z NOLami, co na przykład zorza polarna.

Podobnie „wartościową” teorię wysunął w roku 1959 Donald Robey, która miała wyjaśnić wiele obserwacji NOLi, w tym również dziennych dysków z kopułami. Według tej teorii były to wlatujące z przestrzeni kosmicznej do atmosfery ziemskiej lodowe meteoryty („kometoidy”). W swojej teorii Robey wyposażył lodowe meteoryty we wszystkie cechy niezbędne do wyjaśnienia obserwacji NOLi w kształcie dysków, a więc wirowanie, kołysanie się, odpowiednie kolory, syczenie i nagłe znikanie.

Tak się składa, że istnienie lodowych meteorytów nie jest powszechnie akceptowane, a co za tym idzie należycie wyjaśnione. W znanych obserwacjach spadających z nieba lub znajdowanych na ziemi odłamków lodu nie ma ani jednej wzmianki o przypisywanych im przez Robeya cechach występujących podczas obserwacji NOLi. Ciekawy jestem, jak Robey wyjaśniłby takie obserwacje dziennych dysków, które mówią o wypalonej trawie lub humanoidach.

Myślę, że te cztery przykłady teorii-wydumek w zupełności wystarczają do wyobrażenia sobie, czym one są i jaka jest ich wartość. Jeden główny wniosek, jaki z nich wypływa, sprowadza się do stwierdzenia, że ich autorzy są gotowi wymyślić i podpisać się pod każdą bzdurą, aby uniknąć uznania faktu, że w przypadku NOLi mamy do czynienia z obcą, pozaziemską inteligencją. Mam nadzieję, że nie wynika to z kompleksu, którego podłożem jest niemożność pogodzenia się z myślą, że są we Wszechświecie istoty doskonalsze i inteligentniejsze od nas, które potrafią robić rzeczy, o których możemy tylko marzyć, które w naszych oczach noszą znamiona cudów; istot, które wyprzedzają nas w rozwoju o setki, tysiące, a może nawet miliony lat. 

Dwie pozostałe grupy teorii przedstawia poniższa tabela.

Teorie proweniencyjne

Pochodzenie

Kryteria obserwacyjne

Pozaziemskie

Zachowywanie się poza możliwościami ziemskich technologii, humanoidzi; kontakt – porozumiewanie się; instrumentacja atmosfery; eksploracja kosmosu.

Inne wymiary – wszechświat równoległy

Nagłe pojawianie się lub „materializacja” i znikanie; ukazywanie się zjaw; przenikanie przez materię.

Czas

Anomalie związane z percepcją czasu.

Ludzki umysł (zbiorowa podświadomość)

Zachowywanie się – działalność będące odbiciem ludzkiej myśli i zachowania.

Kosmiczny umysł

Niewytłumaczalne zjawiska; brak zrozumiałej wymiany myśli.

TEORIE INTENCJONALNE

CEL

KRYTERIA OBSERWACYJNE

Pomoc (anioły stróże)

Anielskie, noszące znamiona pomocy zachowanie.

Szkodzenie (demony)

Zachowanie typowe dla złych mocy.

Manipulacja (szalbierze maskujący prawdziwy cel lub plan gry z ukrytych pobudek)

Sprzeczne i wprawiające w zakłopotanie zachowanie.

Kontrola (ze względu na swój wojowniczy charakter stanowimy zagrożenie)

Militarno-kosmiczne powiązania; spotkania z samolotami wojskowymi; inwigilacja obiektów wojskowych.

Podbój

?

Kontakt (przygotowania do nawiązania kontaktu lub osiedlenia się)

?

Zabawa (kosmiczni kawalarze)

Dziwaczne zachowanie, głupota.

Badanie (kosmiczne wyprawy badawcze)

Pobieranie próbek; zainteresowanie ludzką fizjologią, technologią etc.

Spośród teorii proweniencyjnych na szczególną uwagę zasługuje teoria postulująca pozaziemskie pochodzenie NOLi, która w literaturze ufologicznej znana jest powszechnie pod postacią skrótu ETH wywodzącego się od pierwszych liter jej angielskiej nazwy Extraterrestial Hypothesis. Jej popularność ulegała w czasie różnym zmianom w zależności od panujących mód na inne teorie, zawsze jednak pozostawała blisko centrum zainteresowania. W chwili obecnej jest to zdecydowanie najpowszechniej akceptowana przez ufologów i tę część opinii publicznej, która wierzy w istnienie NOLi, teoria, gdyż jako jedyna jest w stanie wytłumaczyć niemal wszystkie ich obserwacje. W ostatnim czasie opowiedzieli się za nią również niektórzy autorzy i wyznawcy innych teorii. Główną przyczyną, która do tego doprowadziła, jest ogromne nasilenie badań wzięć, które w dużej liczbie wypłynęły na światło dzienne w ostatnich latach.

Zasadniczym kontrargumentem wysuwanym przez jej przeciwników są wnioski wynikające z teorii względności. Jej przeciwnicy uważają, że odległości pomiędzy gwiazdami, zwłaszcza tymi, które zrodziły życie rozumne zdolne do eksploracji kosmosu, są zbyt wielkie, aby podróże odbywane w poszukiwaniu innych cywilizacji lub w innych celach były opłacalne i skuteczne. Jeżeli rzeczywiście założy się, że materia nie może przemieszczać się z prędkością większą od prędkości światła, a badanie kosmosu będzie próbowało się prowadzić za pomocą prymitywnych rakiet odrzutowych (nieważne, czy będą to rakiety z napędem chemicznym, elektrycznym, jądrowym czy fotonowym – nie zmienia to faktu, że ta idea napędu jest prymitywna, a intensyfikowanie prac nad jej rozwojem to przejaw krótkowzrocznego myślenia), to trudno odmówić temu stanowisku racji. Jeżeli istnieją w naszej galaktyce inne cywilizacje – w co nie wątpię – to muszą być wśród nich również starsze od naszej. Czy wobec tego słuszne jest w tej sytuacji przypisywanie im naszych ograniczeń i naszej niewiedzy?

Drugą pod względem popularności jest teoria równoległego wszechświata. Choć szczyt jej popularności przypadł na lata siedemdziesiąte, to jednak nadal ma wielu zwolenników. Są wśród nich tacy znani badacze, jak John A. Keel oraz Jacques Vallee. Opowiedział się za nią także J. Allen Hynek. Według niej oprócz znanych nam trzech wymiarów przestrzennych, nie licząc czasu, który niektórzy naukowcy traktują jako czwarty wymiar, istnieją inne wymiary, a co za tym idzie inne wszechświaty, które współistnieją razem z naszym, lecz na innym poziomie wibracji. Istoty pochodzące z takich równoległych wszechświatów byłyby widoczne dla nas tylko w czasie ich przenikania przez nasz wszechświat.

Powstała ona z konieczności wyjaśnienia wielu obserwacji z przeszłości, które – jeśli brać je dosłownie – nie pasują do współczesnych obserwacji NOLi, oraz jako kontrpropozycja do teorii ich pozaziemskiego pochodzenia, której jedną ze słabych stron jest według jej przeciwników zdecydowany nadmiar obserwacji. Uważają oni bowiem, że skoro Ziemia leży na peryferiach Galaktyki, to za często jesteśmy odwiedzani. Oczywiście za tym rozumowaniem kryje się wspomniane wcześniej ograniczenie wynikające z teorii względności. Jeżeli jednak przyjmiemy, że cywilizacji kosmicznych, to znaczy takich, które podróżują swobodnie po kosmosie, jest wiele i że zdołały one ominąć barierę prędkości światła, na co wygląda, to ta duża liczba obserwacji, czyli częstych odwiedzin, nie powinna nikogo dziwić. Na przykład będący w stałym kontakcie ze wspomnianym Eduardem „Billym” Meierem Plejadanie przylatują – jak sami twierdzą – ze swojej planety znajdującej się w odległości około 500 lat świetlnych od Ziemi w ciągu około 7 ziemskich godzin. Przy czym te 7 godzin zabiera im wyjście poza ich układ planetarny z wykorzystaniem napędu „konwencjonalnego” i po niemal bezczasowym przeskoku w pobliże naszego układu planetarnego przylot na Ziemię. Jeżeli jest to prawdą i jeżeli inne cywilizacje potrafią to także, to zarzut stawiany teorii pozaziemskiego pochodzenia NOLi o zbyt częste odwiedziny Ziemi należy odrzucić jako mało zasadny.

Trzecia z kolei teoria proweniencyjna mówi o tym, że NOLe są pojazdami, w których przybywają do nas z przyszłości nasi potomkowie. Jest to sympatyczna teoria, lecz niestety najmniej przekonywająca i najmniej popularna, gdyż bazuje na koncepcji podróży w czasie, którą trudno zaliczyć do prawdopodobnych. Ponadto stoi ona w sprzeczności z danymi obserwacyjnymi. Antropolodzy przewidują, że człowiek przyszłości będzie miał dużą gruszkowatą głowę i wątłe ciało o rachitycznych kończynach. I rzeczywiście opisywane w niektórych relacjach istoty mają podobny wygląd. Ale jak wytłumaczyć tą teorią obserwacje istot, których wygląd w żaden sposób nie pasuje do tych przewidywań? Koncepcja przemieszczania się w czasie wydaje się o wiele bardziej nieprawdopodobna od koncepcji szybkich podróży w odległe rejony Galaktyki lub Wszechświata. Myśl, że nasi potomkowie już istnieją, stoi w rażącej sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i naszą percepcją rzeczywistości. Koncepcja ta mogłaby nosić w sobie ziarno prawdopodobieństwa, gdy nie niezliczone obserwacje wskazujące niezbicie na oddziaływanie NOLi i ich załogantów na otoczenie i ludzi, które nie sposób pogodzić z tak zwanym „kompleksem dziadka” *[„Kompleks dziadka” jest hipotetyczną historią, w której dana osoba cofa się w przeszłość i uśmierca swojego dziadka w wieku jeszcze przed poczęciem jednego ze swoich rodziców. Jeżeli czas ma charakter ciągły, to to zdarzenie nie powinno się wydarzyć, gdyż w przypadku takiego uśmiercenia swojego dziadka dana osoba nie może istnieć, a tym samym zabić go. Jest to klasyczny paradoks mogący wystąpić w podróży w czasie.]. Zakładając, że czas ma charakter ciągły, każde oddziaływanie na nas i nasze otoczenie wywoływałoby nieodwracalne zmiany w przyszłości. Tak więc mogłoby się okazać, że oddziaływując fizycznie na nas i nasze otoczenie, nasi potomkowie wróciwszy do swojej przyszłości mogliby zastać ją całkowicie zmienioną. Wydaje mi się, że zbyt mało wierny o czasie i konsekwencjach wynikających z manipulowania nim, aby brać na serio tę teorię. Należy ją traktować raczej jako ciekawostkę i nic więcej.

Teoria zbiorowej podświadomości została wysunięta w połowie lat siedemdziesiątych przez Jerome’a Clarka. Bazuje ona na koncepcji zbiorowej podświadomości stworzonej przez wybitnego psychologa szwajcarskiego Carla G. Junga. Clark poszedł w swoich rozważaniach dalej od Junga i wysunął przypuszczenie, że zbiorowa ludzka podświadomość może psychicznie tworzyć obiekty materialne, które w obecnych czasach przybierają formę NOLi. Według niego „zjawisko NOLi wchłonęło wiele dawnych archetypowych form, w które ludzie tradycyjnie wierzyli, które były im niezbędne do uzupełnienia swojego świata”. Jest to teoria, która z pewnością może połechtać dumę niejednego psychologa. Mimo iż ma z pozoru wygląd naukowy, jest jednak kompletną bzdurą.

Po pierwsze, archetypowe wyobrażenia ludzi – bez względu na kulturę – aniołów, diabłów i innych bożków i demonów są odmienne od wyglądu ufonautów. Nie znany jest mi żaden przypadek, w którym zaobserwowane istoty miałyby skrzydła, rogi, ogon czy inne atrybuty przypisywane w mitologiach i religiach nieziemskich istotom. Po drugie, wydaje się nieprawdopodobne, aby wyobrażenia różnych ludzi i ich podświadome pragnienia były na tyle zbieżne ze sobą, żeby potrafiły „zjednoczyć się” i przybrać w ogóle jakąkolwiek formę, nie mówiąc już o NOLach i ich załogantach. Po trzecie, jest absolutnie nie do przyjęcia myśl, że zmaterializowane pragnienia ludzkie (ufonauci) zabierają ludzi na pokłady NOLi, poddają ich różnym badaniom i eksperymentom genetycznym, po których pozostają na ich ciałach blizny, oraz wszczepiają im do mózgów mikroskopijne urządzenia, które zobaczyć można na zdjęciach wykonywanych za pomocą tomografów komputerowych.

W ostatnich latach Clark odstąpił od tej teorii i opowiedział się za teorią pozaziemskiego pochodzenia NOLi. W artykule „Two Cheers for American Ufology” („Dwa słowa otuchy dla amerykańskiej ufologii”) zamieszczonym w International UFO Reporter (marzec-kwiecień 1989 r.) napisał nawet, że najchętniej zapominałby o swojej „głupiej” książce The Unidentified (Niezidentyfikowane), w której przedstawił i bronił tej teorii.

Teoria kosmicznego rozumu jest pokrewna poprzedniej, lecz bardziej od niej enigmatyczna, bowiem zakłada istnienie jakiegoś kosmicznego rozumu lub kosmicznej świadomości, która jest czymś w rodzaju niematerialnego bytu utworzonego z istot, które osiągnęły bezcielesny, energetyczny poziom istnienia. NOLe i ich załoganci są w tym przypadku zmaterializowaną projekcją myśli służącą do manipulowania bądź stymulowania rozwoju ludzkości.

Druga grupa teorii jest zbieżna z pierwszą i odzwierciedla inne spojrzenie na problem NOLi przy milczącym założeniu, że NOLe są przejawem odwiedzających nas (Ziemię) obcych inteligencji. Teorie tej grupy koncentrują się na celu, jaki sprowadza tu ich przedstawicieli.

Dotychczas zgromadzone dane wskazują na to, że żadna z tych teorii nie jest w stanie wyjaśnić wszystkich obserwacji. Wynika to stąd, że cele, w jakich odwiedzają nas przedstawiciele obcych cywilizacji, są najwyraźniej różne. Znakomicie ujęli to dwaj Australijczycy R. DeLillo i R. H. Marx w artykule „The Tourist Theory Or… Why They Are Here” („Teoria turystyczna albo… dlaczego tutaj są”) zamieszczonym w brytyjskim magazynie ufologicznym Flying Saucer Review (vol. 25, nr 2, 1979 r.), przytaczając poniższą analogię.

„Aby zilustrować złożoność problemu, posłużmy się przykładami z naszej własnej historii: Hawaje i Australia. Pomiędzy nimi rozciąga się cała gama powodów, z których ludzie przybyli do tych obcych i nowych miejsc.

Hawaje pozostawały niezamieszkałe do czasów Polinezyjczyków. Lud ten przybył na te wyspy w ucieczce przed konfliktem religijnym i przeludnieniem. Kapitan Cook zawitał tam gnany ciekawością, chęcią pogłębienia wiedzy, a także rozszerzania granic Imperium Brytyjskiego. Wielorybnicy przybijali na odpoczynek, a także w celu wyremontowania sprzętu i uzupełnienia zapasów. Misjonarze zjawili się powodowani pragnieniem krzewienia nowej wiary. Biali biznesmani zamierzali zbić majątek na wykorzystaniu miejscowych bogactw naturalnych. Emigranci z Azji szukali tam pracy, pieniędzy i szansy na lepsze życie. Statki handlowe zawijały z towarem na sprzedaż, a przy okazji uzupełniały zapasy. Jednostki marynarki wojennej USA stacjonowały w celu obrony, zaś turyści ciągnęli w poszukiwaniu rozrywki wabieni klimatem i pięknem krajobrazów.

Australia ma odmienną historię i choć wiele powodów zasiedlania i odwiedzin powtarza się, niektóre przyczyny były zupełnie inne. Kto wie, dlaczego przybyli do niej Aborygeni? Może zostali wyparci z ojczyzny przodków? Skazańcy nie mieli wyboru, gdyż angielskie więzienia były straszliwie zatłoczone. Irlandczycy przybyli z powodów politycznych, dobrowolni osadnicy widzieli tu lepsze szansę niż w Anglii, zaś poszukiwacze złota liczyli na szybkie wzbogacenie się. I tak dalej. Motywów jest doprawdy wiele”.

Biorąc to pod uwagę oraz wiedząc, że w przypadku NOLi mamy do czynienia z przedstawicielami wielu różnych cywilizacji, należy przyjąć, że poszczególnym cywilizacjom mogą przyświecać zgoła odmienne cele.

Szczegółowe omawianie teorii należących do tej grupy jest zbędne, gdyż ich nazwy mówią same za siebie. Jedynie dwie spośród nich wymagają bliższego przyjrzenia się, gdyż łączą się z nimi pewne obsesje i złudne nadzieje.

Pierwsza z nich mówi o dokonywanym lub planowanym podboju Ziemi, druga zaś o przygotowaniach do nawiązania kontaktu z nami. Źródłem i pożywką teorii podboju są tandetne powieści i filmy science-fiction, które straszą czytelników zagładą części ludzkości wśród kłębów dymu i ognia i zniewoleniem pozostałych przy życiu niedobitków. Na szczęście wizja ta jest mało prawdopodobna. Jest niemożliwe, aby wszystkie lub większość cywilizacji były do nas wrogo nastawione i mogły zmówić się przeciwko nam. Z jakiego powodu bądź w jakim celu? Miałaby to być kara za grzechy? Zemsta? Chęć zniewolenia nas lub zawładnięcia naszą planetą? Wszystko to są bzdury. Być może chęć zniszczenia nas w celu odebrania nam naszej planety byłaby w jakimś stopniu możliwa, gdybyśmy mieli do czynienia z jedną wrogo do nas nastawioną cywilizacją. Tak się jednak pomyślnie dla nas składa, że cywilizacji interesujących się Ziemią jest wiele, co może właśnie stać na drodze takim zakusom.

Istnieją dwie podstawowe grupy istot, które przejawiają stałe zainteresowanie nami. Są to tak zwane „szaraki” („greys”) i „nordycy” (nordics”). Szaraki charakteryzują się niskim wzrostem, wątłą budową ciała, dużymi gruszkowatymi głowami i szarym odcieniem skóry. Nordycy z kolei są wysocy, niejednokrotnie wyżsi od nas, mają bardzo jasne włosy i niebieskie oczy – ogólnie mówiąc, nie różnią się zbytnio wyglądem od mieszkańców krajów skandynawskich. Różnice w budowie ich i naszych ciał są z reguły tak znikome, że na pierwszy rzut oka niedostrzegalne. Mogą oni swobodnie chodzić między nami nie zwracając na siebie uwagi większej niż normalny nordyk.

Szaraki są tą grupą, która dokonuje wzięć i przeprowadza na ludziach różne eksperymenty. Takie postępowanie ze strony nordyków zdarza się zdecydowanie rzadziej. Niektórzy nordycy, którzy są rzekomo blisko z nami spokrewnieni, to znaczy z białą rasą, jeśli wierzyć w to, co mówią Plejadanie, są nastawieni do nas przyjaźnie i uchodzą za strażników naszej planety i cywilizacji. Jeżeli istnieje jakakolwiek groźba podboju Ziemi – co wydaje mi się mało prawdopodobne – to jedynie ze strony szaraków, którym jak wynika z niektórych informacji, jesteśmy do czegoś potrzebni. Argumentów przemawiających przeciwko teorii podboju jest zdecydowanie więcej. Sam fakt, że Ziemią interesuje się i odwiedza ją wiele cywilizacji wystarcza w zupełności do uznania teorii podboju za bezzasadną.

Tak nawiasem mówiąc, gdyby kiedykolwiek doszło do inwazji i podboju Ziemi w celu zniewolenia nas i zawładnięcia nią, odbyłoby się to z całą pewnością cicho i spokojnie, tak że nawet nie bylibyśmy tego świadomi. Gdyby jakiejś pozaziemskiej cywilizacji chodziło natomiast wyłącznie o naszą planetę, to zniszczyłaby nas naszymi własnymi rękoma, prowokując na przykład wojnę, lub skorzystała z pomocy innych sprzymierzeńców, na przykład specjalnie skonstruowanych wirusów atakujących najważniejsze ośrodki naszych organizmów. Z niektórych raportów wynika, że jest pewna cywilizacja zainteresowana nami i co najmniej dwie zainteresowane samą Ziemią. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że ich plany i oczekiwania nie ziszczą się.

Druga ze wspomnianych teorii mówi o przygotowaniach do nawiązania z nami kontaktu. Nie można odmówić słuszności temu przypuszczeniu. Wiąże się z nim jednak pewne złudne oczekiwanie. Wielu ludzi akceptujących istnienie NOLi oraz ich pozaziemskie pochodzenie mniema, że w ciągu kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu najbliższych lat odwiedzający nas w NOLach przedstawiciele obcych cywilizacji nawiążą z nami oficjalny kontakt. Ludzie, którzy snują takie przypuszczenia, nie zadają sobie widocznie zasadniczego pytania: Czy jako cywilizacja spełniamy warunki niezbędne do nawiązania takiego kontaktu? Zanim padnie odpowiedź na to pytanie, należy wyjaśnić, co rozumie się pod pojęciem oficjalnego kontaktu. Otóż, jest to kontakt, jaki jedna cywilizacja nawiązuje z drugą poprzez swoich reprezentantów (rządy) w sposób całkowicie jawny. Jeżeli weźmie się pod uwagę taką formę kontaktu, odpowiedź może być tylko jedna: Nie!

Dlaczego?

Po pierwsze, jako cywilizacja nie stanowimy jedności. Jesteśmy podzieleni na państwa i mówimy różnymi językami, ponadto cechują nas ogromne różnice w poziomie życia.

Po drugie, jesteśmy cywilizacją bardzo dziką i z gruntu amoralną. Powodowani żądzą i chciwością jedni ludzie żerują na drugich, ba całe narody żerują na całych narodach, czego wymownym przykładem są trwające nieustannie wojny oraz współczesny neokolonializm przejawiający się w postaci światowego zadłużenia wynikającego z reguły z nieuczciwego sposobu udzielania kredytów, które powodują coraz większe uzależnianie się dłużników od wierzycieli. Tysiące, dziesiątki tysięcy a nawet miliony ludzi morduje się bestialsko, nieraz w wyrafinowany sposób, w imię schizofrenicznych antyhumanitarnych idei, takich jak na przykład faszyzm, bolszewizm czy khmeryzm, wprowadzanych siłą przez psychopatów i ich popleczników przy gromkim aplauzie miernot. Ogólnie cechuje nas pogarda dla życia i to nie tylko ludzkiego, ale również zwierzęcego. O ile można zrozumieć konieczność zabijania zwierząt na pokarm, o tyle trudno pogodzić się z mordowaniem ich dla rozrywki, czym jest po części myślistwo. I nie ma tu znaczenia fakt, że na zwierzęta poluje się głównie po to, aby zachować stałą ilość osobników na danym terenie. W oczach cywilizacji stojących na wyższym poziomie moralnym może to wyglądać na objaw zwyrodnienia. To, że zdarzają się wśród nas ludzie bez skazy, nie zmienia negatywnego obrazu całej naszej cywilizacji. Przypominamy rozwydrzone dzieci, które nie potrafią kontrolować swoich instynktów. Czynimy nie mniej zła niż dobra.

Po trzecie, nienawiązywanie oficjalnego kontaktu z nami pozwala przedstawicielom obcych cywilizacji na swobodne, całkowicie bezkarne działanie na terenie Ziemi. Dodatkowo ułatwia im to oficjalny brak zainteresowania rządów różnych państw NOLami. Nawiązanie oficjalnego kontaktu wiązałoby się z ustaleniem zasad ich postępowania i zachowania na Ziemi. Na każdy przelot nad terytorium danego państwa lub lądowanie musieliby zapewne uzyskiwać specjalne zezwolenie, nie mówiąc już o zgodach na prowadzenie badań na zwierzętach i ludziach. Nieprzestrzeganie tego prowadziłoby do zadrażnień i konfliktów i stawiałoby rządy państw w niezręcznej sytuacji. Aby zachować twarz i być może naciskane przez opinię publiczną, musiałyby reagować, protestować, grozić etc. Jaki byłby tego skutek, nietrudno przewidzieć.

Po czwarte, nawiązanie oficjalnego kontaktu wiązałoby się – z naszego punktu widzenia – na przykład z wymianami delegacji, tworzeniem ambasad, misji etc. W jaki sposób wysyłalibyśmy swoich delegatów na ich planety lub do siedziby kosmicznego ONZ, jeżeli coś takiego w ogóle istnieje? Nie liczmy na to, że pozaziemskie istoty okazałyby się dobrymi wujkami i użyczałyby nam swoich środków transportu do tego celu lub sprezentowały nam technologię, która pozwoliłaby nam na samodzielne budowanie statków kosmicznych umożliwiających szybkie przemieszczanie się w przestrzeni kosmicznej. Chyba każdy myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że danie nam takiego narzędzia, oznaczałoby podbój innych nadających się do zamieszkania planet, nawet takich, na których istnieje już rozwinięte życie. Byłby to początek nowej konkwisty. Nie łudźmy się, nikt z nich nam na to nie pozwoli. Uważam, że nie tylko nie dadzą nam swoich statków kosmicznych czy wiedzy i technologii niezbędnych do ich budowy, ale nawet mogą nam w ich budowie dyskretnie przeszkodzić, jeżeli miałoby do tego dojść w najbliższym czasie, gdyż posiadanie ich przez nas na obecnym etapie naszego rozwoju umysłowego stanowiłoby poważne zagrożenie dla innych cywilizacji stojących na nieco niższym od nas szczeblu rozwoju.

Podsumowując należy stwierdzić, że nie dorośliśmy jeszcze do oficjalnego kontaktu z pozaziemskimi cywilizacjami. Decydującym czynnikiem spośród wymienionych jest z pewnością drugi. Dopóki nie będziemy stanowili jedności i szanowali się nawzajem, dopóty możemy wybić sobie z głowy marzenia o nawiązaniu z nami oficjalnego kontaktu. Przy tym tempie naszego rozwoju cywilizacyjnego nie należy oczekiwać tego wcześniej niż za kilkaset lat.

Tak w ogromnym skrócie przedstawiają się teorie wyszczególnione przez Richarda Halla. Inni autorzy podają jeszcze inne teorie. Są one jednak mało prawdopodobne, a niektóre wręcz bzdurne. W Encyklopedia of UFOs (Encyklopedia NOLi; 1980) pod redakcją Ronalda D. Story, J. Richard Greenwell wymienia dodatkowo następujące cztery teorie.

1. Teoria tajnej broni (The Secret Weapon Theory). Według niej NOLe są tajną bronią jednego z wielkich mocarstw – przede wszystkim USA. W ramach tej teorii głoszone są również poglądy, że są to pojazdy zbudowane przez zbiegłych z Trzeciej Rzeszy przed końcem II wojny światowej nazi-stów, którzy osiedlili się w jakimś odludnym, niedostępnym miejscu na Ziemi. Uważam, że ten pomysł o nazistach nadaje się bardziej na temat powieści science-fiction niż do poważnych rozważań.

2. Teoria wydrążonej Ziemi (The Hollow Earth Theory). Koncepcja wydrążonej Ziemi powstała na początku naszego stulecia i została szeroko spopularyzowana w latach 60-tych przez Raymonda A. Palmera i dra Raymonda Bernarda. Jej zwolennicy utrzymują, że Ziemia jest wewnątrz pusta i że jej wnętrze zamieszkuje jakaś tajemnicza cywilizacja, której przedstawiciele odwiedzają nas w NOLach wydostając się na zewnątrz przez „otwory” znajdujące się na biegunach. Komentarz chyba zbyteczny.

3. Teoria podwodnej cywilizacji (The Underwater Civilization Theory). Teoria ta powstała pod wpływem licznych obserwacji różnych nieznanych obiektów wlatujących i wylatujących z wody, a także przemieszczających się pod jej powierzchnią, często z prędkością znacznie przewyższającą prędkość najszybszych łodzi podwodnych. Składa się ona z dwóch wariantów. Pierwszy zakłada, że te obiekty są pojazdami jakiejś cywilizacji, która rozwinęła się przed nami i żyje w głębi oceanów. Drugi mówi natomiast, że są to pojazdy kosmiczne jakichś pozaziemskich cywilizacji, które mają swoje bazy na dnie lub pod dnem mórz i oceanów. Spośród tych wariantów drugi wydaje się zdecydowanie bardziej prawdopodobny, zwłaszcza że wiele osób wziętych na pokłady NOLi wspomina w swoich relacjach o tym, że były informowane przez ufonautów o posiadaniu przez ich podwodnych baz. Jest wielce prawdopodobne, że to prawda, gdyż żadne inne miejsce na Ziemi nie nadaje się tak bardzo na ich lokalizację, jak właśnie głębie oceanów, które są dla nas niemal całkowicie niedostępne.

4. Teoria kosmicznych zwierząt (The Space Animals Theory). Według tej teorii NOLe to żyjące w atmosferze ziemskiej żywe organizmy. Po raz pierwszy koncepcja ta została ogłoszona w prasie 27 kwietnia 1949 roku przez podległy siłom powietrznym USA Projekt „Saucer” (Projekt „Spodek”). Pod koniec lat 50-tych rozwinął ją Trevor James Constable, a następnie w latach 60-tych Ivan T. Sanderson. Jej zwolennikiem był nawet sam Kenneth Arnold. Teoria ta nigdy nie wzbudziła większego zainteresowania opinii publicznej i nigdy nie była poważnie brana pod uwagę przez większość ufologów.

Oprócz wymienionych już teorii Brad Steiger podaje w swojej książce Alien Meetings (Spotkania z obcymi; 1978) jeszcze trzy dalsze.

1. Teoria astronautów z Atlantydy (The Astronauts from Atlantis Theory). Według tej koncepcji ufonauci są odwiedzającymi od czasu do czasu Ziemię potomkami starożytnej ziemskiej cywilizacji, która posiadła umiejętność podróży kosmicznych.

2. Teoria planetarnego ducha (The Planetary Poltergeist Theory). W tej teorii NOLe i ich załoganci są efektem działania jakiegoś jeszcze nie poznanego prawa fizycznego lub energii, które może uaktywniać lub być uaktywniana przez podświadomość. To prawo lub energia może przejawiać się w absorbowaniu, odzwierciedlaniu lub naśladowaniu ludzkiej inteligencji.

3. Teoria teatru magii (The Magie Theater Theory). Teoria ta postuluje, że pojawianie się NOLi jest wynikiem manipulacji elfów i innych znanych z mitologii istot o magicznych zdolnościach, które współistnieją z ludzkością jako niezależny gatunek i w jakiś sposób uczestniczą w jej ewolucji.

W literaturze ufologicznej spotkać się można jeszcze z innymi teoriami, niewarte są one jednak większego zainteresowania, ponieważ powstały pod wpływem nielicznych specyficznych, nietypowych obserwacji i tym samym nie nadają się do wyjaśniania innych.

To, co przedstawiłem na tych kilkudziesięciu stronicach, to zaledwie mikroskopijny odprysk obrazu ufologii, którego w miarę wyczerpujące przedstawienie zajęłoby objętość co najmniej kilkunastu opasłych tomów. Nie było moją intencją szczegółowe przedstawienie tego wszystkiego, co dzieje się obecnie na świecie w tej dziedzinie, gdyż nie jest to możliwe w tak skrótowej formie, a jedynie pokazanie złożoności zjawiska NOLi i jego związku z obcymi inteligencjami. Pewnych spraw nie poruszyłem w ogóle, jak chociażby tego, że rząd Stanów Zjednoczonych jest od dawna w kontakcie z jedną z cywilizacji „szaraków”, o czym mówią uporczywe plotki dochodzące z różnych źródeł. Jest to ciekawa sprawa, jednak zbyt niepewna i niedostatecznie jeszcze sprawdzona, aby o niej mówić. To może być również element dezinformacji szerzonej przez CIA, NSA lub inne amerykańskie rządowe służby specjalne.

Głównym celem tej książki, jak już wcześniej wspomniałem, jest szczegółowe przedstawienie polskim czytelnikom wybranych dziesięciu przypadków wzięć zaczerpniętych z obszernej literatury poświęconej temu aspektowi zjawiska NOLi. Konieczność tej prezentacji wynikła z faktu, że dotychczasowi popularyzatorzy zagadnienia NOLi skrzętnie omijają ten temat. Już to z obawy przed nagonką ze strony homogeocentrystów, już to z niewiedzy, to jest nieznajomości problemu wzięć. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że niniejsza książka rozbudzi ich zainteresowanie i nakłoni do sięgnięcia po odpowiednią literaturę, co być może zaowocuje w niedalekiej przyszłości innymi podobnymi książkami ku zadowoleniu zainteresowanych tymi sprawami czytelników.

OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA WZIĘĆ

Problem wzięć stał się w ostatnich latach kluczowym zagadnieniem zjawiska NOLi, gdyż bardzo szybko uzmysłowiono sobie, że jeżeli kiedykolwiek uda się znaleźć odpowiedź na pytanie, czym są NOLe i skąd przybywają, to właśnie odbędzie się to w wyniku badań prowadzonych w tej dziedzinie, chyba że ufonauci sami odkryją wcześniej karty, na co się jednak nie zanosi.

Chociaż sprawa wzięć zakorzeniła się już na dobre w ufologii, to jednak nie ma w tej kwestii jednomyślności wśród ufologów. Rozbieżność poglądów jest dwojakiej natury.

Pierwsza dotyczy samej istoty wzięć i różni ufologów bez względu na ich pochodzenie. Jest to spór o to, czy wzięcia są rzeczywistymi zdarzeniami, to znaczy, czy są dokonywane przez żywe, cielesne istoty pozaziemskiego pochodzenia, czy też tworami wyobraźni świadków wymyślanymi przez nich podczas hipnozy.

Druga jest mniejszej rangi i ma w dużym stopniu charakter terytorialny. Jest to spór, w którym ufolodzy zgadzając się ze sobą, że wzięcia są rzeczywistymi zdarzeniami, głoszą różne opinie na temat pochodzenia ufonautów. Amerykanie uważają, że ufonauci są istotami pozaziemskiego pochodzenia, Europejczycy zaś (oczywiście, nie wszyscy), że są to istoty z innych wymiarów lub przejaw jakiejś siły manipulującej ludzkością. Bez wątpienia europejscy ufolodzy, którzy głoszą ten pogląd lub się z nim utożsamiają, cierpią na kompleks Einsteina. Pewien wpływ na to stanowisko może mieć częściowa odmienność wyglądu ufonautów obserwowanych w Europie oraz mniejsza częstotliwość występowania wzięć. Odmienność wyglądu ufonautów można by wytłumaczyć podziałem Ziemi – do pewnego stopnia – na strefy wpływów pomiędzy poszczególne cywilizacje, zaś mniejszą liczbę wzięć większą gęstością zaludnienia występującą w Europie, która utrudnia w pewnym stopniu ufonautom działanie w sposób niezauważony, oraz bardziej przyjaznym nastawieniem do ludzi cywilizacji działających na naszym kontynencie. To oczywiście tylko przypuszczenie. Jak jest w rzeczywistości – nie wiadomo.

Z badań Amerykanów, którzy są najbardziej zaawansowani w tej dziedzinie, wynika, że racja jest po ich stronie. W roku 1987 organizacja Fund for UFO Research (Fundacja Na Rzecz Badań NOLi) opublikowała blisko siedemsetstronicowe dwutomowe studium UFO Abduction: The Measure of the My stery; Volume I: Comparative Study of Abduction Reports, Volume H: Catalog of Cases (Wzięcie – Miara tajemnicy; tom 1: Studium porównawcze raportów dotyczących wziąć, tom II: Katalog przypadków) autorstwa doktora etnologii Thomasa E. Bullarda.

Bullard wybrał z obszernej angielskojęzycznej literatury ufologicznej wszystkie opisy przypadków wzięć i poddał je drobiazgowej analizie porównawczej. Łącznie przebadał 271 przypadków, z których blisko połowa pochodziła z terenu Stanów Zjednoczonych.

W wyniku analizy stwierdził, że wzięcia są zjawiskiem realnym należącym do współczesnych nam czasów, które zaczęło przybierać na sile od początku lat siedemdziesiątych. Wiąże się to – jak sądzę – z dość późnym wzrostem zainteresowania ufologów tym aspektem zagadnienia NOLi. Wzięci stanowią grupę, która jest dość dokładnym odzwierciedleniem przekroju społecznego rozpatrywanego pod względem zawodów, wykształcenia i poziomu umysłowego. Jedynym kryterium, które odbiega od przeciętnej, jest wiek. Wzięci to przede wszystkim ludzie młodzi. Ludzie, którzy przekroczyli 30 rok życia, mają niewielkie szansę trafienia w szeregi wziętych. Osoby w wieku 7, 12-13, 16-17 i 20 lat stanowią najliczniejsze grupy.

Ufolodzy badający wzięcia zwracali baczną uwagę na kolejność zdarzeń. Pozwoliło to Bullardowi wyodrębnić 8 głównych faz, które występują zazwyczaj podczas wzięć.

1. Pojmanie. Świadek zostaje zniewolony i zabrany na pokład NOLa.

2. Badanie. Ufonauci poddają świadka badaniom psychofizycznym.

3. Rozmowa. Świadek rozmawia przez chwilę z ufonautami.

4. Zwiedzanie. Ufonauci oprowadzają świadka po statku.

5. Podróż do innego świata. Świadek odbywa wraz z ufonautami podróż w jakieś miejsce w innym świecie.

6. Teofania. Świadek doznaje religijnego przeżycia lub otrzymuje posłanie od jakiejś boskiej istoty.

7. Powrót. Świadek wraca na Ziemię i opuszcza statek.

8. Następstwa. Po wzięciu dzieją się w obecności świadka przez pewien czas dziwne rzeczy.

 

POJMANIE. Jest to najdokładniej i najczęściej opisywany epizod każdego wzięcia. Do pojmania dochodzi najczęściej podczas jazdy samochodem nocą, w domu lub na otwartej przestrzeni w odludnym miejscu. Poszczególne jego elementy tworzą pewien stały wzór i zachowują stałą kolejność.

A. Wtargnięcie. W 168 na 214 przypadków wzięcie zaczyna się od dostrzeżenia przez świadka NOLa. W pozostałych przypadkach zaczyna się od obserwacji snopa światła lub nieoczekiwanego pojawienia się obcych istot w pobliżu świadka.

B. Strefa dziwności. Po niezwykłej obserwacji na początku w 77 przypadkach otoczenie świadka nabiera dziwnych cech. Na początku ogarnia to przedmioty, na przykład gasną reflektory i silnik, milknie radio etc. Następnie świadek zaczyna odczuwać, jakby dostał się do wnętrza próżni i stopniowo traci poczucie kontaktu z otaczającym go światem.

C. Luka w czasie. Do tego momentu świadek jest w stanie kontrolować swoje zachowanie i myśli. W 177 przypadkach w tym trzecim stadium traci tę kontrolę. Zaczyna odczuwać paraliż lub zapada w letarg – jego zachowanie cechuje bezwolność i blokada pamięci.

D. Przeniesienie. W tym stadium następuje przejęcie całkowitej kontroli nad świadkiem i przetransportowanie go na pokład NOLa. Przeniesienie ma dającą się opisać strukturę. „Zaczyna się, kiedy [1] snop światła trafia świadka i [2] jakaś siła ciągnie go ku [3] istotom, które [4] rozmawiają z nim, aby go uspokoić i udzielić mu wyjaśnień. [5] Sprawowana nad nim przez nie fizyczna i psychiczna kontrola łagodzi jego niepokój lub paraliżuje jego świadomość. Następnie istoty [6] eskortują go do statku, często dotykając go lub niosąc, i [7] wchodzą z nim do jego wnętrza. W tym momencie, w chwili przechodzenia przez otwór wejściowy, pojawia się [8] chwilowy zanik pamięci”.

 

BADANIE. W 133 przypadkach istoty wprowadzają świadka do jakiegoś pomieszczenia i przygotowują do realizacji głównej fazy wzięcia, którą jest najczęściej nieprzyjemne badanie. Można tu wyróżnić sześć elementów.

A. Przygotowanie. W jednej czwartej przypadków świadek rozbiera się lub jest rozbierany. W niektórych z nich jego skóra jest pokrywana oleistą substancją. W którymś momencie większość świadków zostaje ułożonych na stole do badań lub unosi się nad nim. Niekiedy stół do badań zastępuje stołek lub fotel. Innego typu czynności przypominające przygotowanie do badania występują w 98 innych przypadkach.

B. Badanie ręczne. Przygotowawszy świadka do badania, istoty zaczynają rękoma lub jakimiś trzymanymi w rękach przyrządami dotykać go i zginać poszczególne części jego ciała. Ten rodzaj badania występuje w 16 przypadkach.

C. Badanie instrumentalne. W 31 przypadkach w tej fazie świadek jest badany bezdotykowe jakimś urządzeniem, które może emitować służący do tego celu snop światła. W 28 przypadkach do ciał świadków podłączone zostały elektrody lub były one nakłuwane jakimiś innymi wymyślnymi przyrządami.

D. Pobór próbek. W 29 przypadkach istoty pobrały od świadków próbki ciał – najczęściej krew i fragmenty skóry – pozostawiając na nich ślady nakłuć i niewielkie blizny.

C. Badanie reprodukcji. W blisko jednej piątej przypadków badań badanie dotyczyło reprodukcji. Jeżeli świadek jest mężczyzną, ogranicza się ono zazwyczaj do pobierania spermy i badania w okolicy pachwiny. W przypadku kobiet prowadzone są testy na płodność. Istoty, które przeprowadzają badania, zdają się znać na naszej anatomii. W kilku przypadkach doszło do stosunków płciowych w ramach eksperymentów genetycznych.

D. Badanie neurologiczne. System nerwowy i mózg świadka wzbudza duże zainteresowanie istot. W 13 przypadkach istoty wprowadzały do mózgów świadków poprzez nos długie igły, za pomocą których umieszczały lub usuwały z nich jakieś srebrzyste kuliste przedmioty wielkości ziarnka grochu. Przed lub po implantowaniu tych przedmiotów świadek może zostać poddany testom. Czasami dochodzi także do zdalnego penetrowania umysłu świadka.

 

ROZMOWA. Po zakończeniu badania istoty stają się bardziej przyjazne w stosunku do świadka. W 79 przypadkach doszło do rozmów. Dotyczą one najróżniejszych rzeczy – najczęściej przeprowadzonego badania oraz ludzkiej psychiki, która stanowi dla nich swoistą zagadkę. Pytania, które zazwyczaj zadają świadkowie istotom, odnoszą się do tego, kim one są i skąd przybywają. Zwykle istoty odpowiadają chętnie, lecz unikają podawania szczegółów. Jeżeli już decydują się je podać, to są to często bzdury; na przykład odpowiadając na pytanie, skąd pochodzą, mówią: czwarty system słoneczny, 163.000 mil świetlnych stąd lub inne nonsensy. Czasami udzielają wyjaśnień, dlaczego dana osoba została wybrana. Jako kryterium podają „odbiorczy umysł” lub „szczególną strukturę chemiczną organizmu”. Prawie zawsze unikają odpowiedzi na pytania dotyczące ich samych.

Istoty mówią często świadkowi, aby zachował to zdarzenie w tajemnicy. Znacznie rzadziej chcą, aby dowiedzieli się o nim inni. W takich przypadkach uczulają świadka, żeby podkreślał, że są przyjaźnie nastawione do ludzi. Podczas rozmów mogą przekazywać świadkom posłania do ludzkości będące ostrzeżeniem przed samozagładą, a także przepowiednie.

Porozumiewanie się w 98 spośród 124 przypadków, w których doszło do rozmowy, odbywało się na drodze telepatii. W niewielkiej ilości przypadków istoty rozmawiały ze świadkami za pomocą głosu w językach świadków, w kilku innych natomiast w zupełnie nieznanych. Do rzadkości należą przypadki, w których głos wydobywał się z mechanicznych urządzeń translacyjnych. Porozumiewając się ze sobą, istoty rozmawiają częściej głosem niż telepatycznie za pomocą krótkich szybko wypowiadanych dźwięków, buczenia lub brzęczenia. Przekaz telepatyczny cechuje kierunkowość, która sprawia, że świadek „słyszy” wyraźnie przekazywane mu myśli tylko wtedy, gdy istota kieruje je bezpośrednio do niego.

 

ZWIEDZANIE. W zaledwie 16 przypadkach doszło do zwiedzania statku po rozmowie. Ten epizod najwyraźniej nie ma żadnego innego znaczenia poza zwykłą grzecznością w stosunku do świadka w celu zaspokojenia jego ciekawości. Pozwala to świadkowi czuć się w tym momencie bardziej jako gość honorowy niż królik doświadczalny.

 

PODRÓŻ DO INNEGO ŚWIATA. Inną formą uprzejmości, która może spotkać świadka jest krótki lot na pokładzie statku. Miało to miejsce w 15 przypadkach. W 31 dalszych przypadkach lot odbył się poza znane ziemskie środowiska. Jest to przypuszczalnie bardziej jednak związane z samym wzięciem niż ze sprawieniem przyjemności świadkowi. Bullard używa nazwy „inny świat” z uwagi na to, że taka podróż odbywa się zazwyczaj w bardzo krótkim czasie, w związku z czym pojawia się wątpliwość, czy na pewno na inną planetę. Innym argumentem przytoczonym przez Bullarda, który przemawia za takim postawieniem tej sprawy, jest podziemny charakter tych innych światów oraz ich osobliwy wygląd, bardziej kojarzący się ze sztucznym środowiskiem niż z naturalną powierzchnią planety.

 

TEOFANIA. W 6 przypadkach przeżycie religijne wieńczy podróż do innego świata. Najbardziej jego obrazowym przykładem jest opisane w dalszej części książki doznanie Betty Andreasson w obecności feniksa.

 

POWRÓT. Will przypadkach wzięcie kończy się wyjściem świadka ze statku i wejściem w normalną ziemską rzeczywistość. Ten epizod jest często lekceważony w raportach, gdyż stanowi odwrotność pojmania i z reguły nie wnosi nic nowego do całej historii. Istoty żegnają się niekiedy ze świadkiem obiecując powrót i przekazując mu końcowe posłanie. Kiedy świadek opuszcza statek, ponownie doznaje zaniku pamięci. Obserwuje odlot statku i powraca do normalnych czynności. W miarę jak odzyskuje pełną świadomość, zanika w nim wspomnienie wzięcia.

 

NASTĘPSTWA. Wzięcia rzadko kończą się odlotem statku. Świadek może nosić w sobie piętno tego przeżycia przez całe życie. W 151 przypadkach, w których występują następstwa, przybierają one różne formy. W pierwszych dniach lub tygodniach po wzięciu dominuje przede wszystkim szok. Zadrapania i rany są fizycznymi śladami noszonymi przez świadków. Niekiedy rany otwierają się i krwawią, jak gdyby spinający ich krawędzie klej był zbyt słaby. Innym rodzajem obrażeń są piekące oczy, uczulenie na światło i opalona, łuszcząca się skóra. Zdarzają się również nudności, biegunka, podenerwowanie i kłopoty z zachowaniem równowagi. W kilkunastu przypadkach występuje silne pragnienie i odwodnienie organizmu. W obecności wziętego zwierzęta mogą reagować strachem, a przedmioty i urządzenia, takie jak zegarki i samochody, psuć się. Podczas gdy większość fizycznych następstw mija po kilku tygodniach, uczulenia oczu mogą trwać znacznie dłużej, podobnie jak niektóre drobne zadrapania stać się poważnymi infekcjami trwającymi kilka miesięcy. W 13 przypadkach świadkowie stwierdzili uleczenie z chronicznych dolegliwości. W tym samym okresie do świadomości świadka zaczynają przenikać wspomnienia wzięcia. W niektórych przypadkach może nastąpić podświadome przeniesienie związanych z nim lęków na normalne sytuacje życiowe, jak na przykład lęk przed szpitalem. Koszmary i sny obrazujące wzięcie należą do najliczniejszych następstw i początkują zazwyczaj odkrycie zapomnianego przeżycia. W części przypadków świadek przypomina sobie samoczynnie po pewnym czasie całe przeżycie. Świadka mogą nawiedzać dziwne zdarzenia nawet po upływie długiego okresu czasu od wzięcia, jak gdyby świadek został naznaczony jakimś piętnem „wabiącym” różnego rodzaju zjawiska paranormalne. Świadka mogą odwiedzać MIB-y *[Skrót od pierwszych liter angielskiego terminu Men in Black, który oznacza ubranych na czarno osobników o ciemnej karnacji skóry i często azjatyckich rysach twarzy nękający ludzi, którzy zaobserwowali NOLe, i badaczy tego zjawiska. Uważa się, że są to agenci tajnych służb rządowych lub przebrani za ludzi przedstawiciele pozaziemskich cywilizacji.] a także pojawiać się w jego obecności zjawy i występować zjawiska typu poltergeist. Czasami wzięci zaczynają objawiać zdolności paranormalne. Mogą także wystąpić u nich zmiany osobowości, zarówno na lepsze, jak i na gorsze. Jednym z najczęstszych następstw są kolejne wzięcia lub obserwacje NOLi, do których dochodzi znacznie częściej, niż to wynika z rachunku prawdopodobieństwa. Ma to miejsce w 69 przypadkach. Wskazuje to na to, że wzięci są obserwowani całymi latami. Niezwykłe zbiegi okoliczności i dziwne zdarzenia znaczą niekiedy ich drogi życia.

 

Z porównania wszystkich wzięć pod względem występowania poszczególnych epizodów i faz wynika, że w żadnym przypadku nie występują one wszystkie razem.

Oprócz analizy przebiegu wzięć Bullard dokonał również porównania szczegółów opisów dotyczących wyglądu statków, istot i wywoływanych przez nie efektów.

 

STATEK. W 136 przypadkach spośród 162 występujące w relacjach statki mają wygląd, który można określić ogólnie jako dyski, które z kolei ze względu na zróżnicowany kształt można podzielić na cztery kategorie: dysk kopułą, gruby dysk, jajo i kula. W pozostałych 26 przypadkach statki mają inne kształty – głównie cygar. Wymiary poszczególnych statków mogą różnić się znacznie; ich wielkość może wahać się w granicach od 2 do 100 metrów. W dwóch trzecich przypadków ich średnica wynosiła około 15 metrów. Poszczególne statki różnią się znacznie w szczegółach dotyczących wyglądu zewnętrznego. Zewnętrzna powłoka może emanować poświatę lub świecić się różnokolorowymi światłami, a także światłem wydobywającym się zza iluminatorów. Statek ląduje zazwyczaj na trzech lub czterech podporach, zaś do wejścia prowadzi pochyły pomost lub schodki. Drzwi zewnętrzne i wewnętrzne są czasami tak szczelnie dopasowane, że nie widać ich w ogóle zarówno przed otwarciem, jak i po zamknięciu. W 61 przypadkach świadkowie oświetleni zostali snopem światła, którego rola jest jednak niejasna. W 20 przypadkach statek otaczała mgła lub dym, których zadaniem mógł być kamuflaż. Lot statków w fazie pojmania cechuje kilka typowych manewrów. Lecąc za samochodem mogą one podążać za nim w pewnej odległości, okrążać go, unosić się nad nim, opadać i unosić, lecieć zygzakiem lub ruchem schodkowym, a także opadać ruchem wahadłowym niczym spadający liść. W momencie odlotu statek często unosi się wolno na wysokość od 15 do 100 metrów od ziemi, a następnie oddala się z ogromną prędkością niczym pocisk. Często statek ma trzy pokłady. Na górnym znajdują się pomieszczenia nawigacyjne, na środkowym – pomieszczenia do badań i innych bliżej nieznanych celów, na dolnym – komora silnikowa i siłownia. Mniejsze statki mogą posiadać tylko jedno pomieszczenie. W kilku przypadkach świadkom dane było obejrzeć na własne oczy komorę silnikową. Silnik wygląda zazwyczaj jak kryształowa kula łącząca się z jakimś wirnikiem, którego obrót wytwarza odpowiednią siłę nośną. Wnętrze statku wyposażone bywa w urządzenia przypominające komputery i stoły sterownicze. Najczęściej opisywanym przez świadka pomieszczeniem jest to, w którym odbywa się badanie. W 53 spośród 67 przypadków jest ono okrągłe lub jajowate ze sklepieniem w kształcie kopuły. Zaledwie w 10 przypadkach ma ono kształt trójkąta, którego zewnętrzna ściana jest łukiem stanowiącym część okręgu o średnicy nieco mniejszej od średnicy zewnętrznej statku. Ma zazwyczaj biały lub niebieski kolor. W 55 przypadkach jest oświetlone nie rzucającym cieni światłem emanującym zewsząd. W niewielu przypadkach występuje miejscowe źródło światła, w kilku innych pomieszczenie pogrążone jest w półmroku. W 26 przypadkach wewnątrz panuje chłód, rzadko jest tam ciepło lub gorąco, czasami jest wilgotno. Powietrze wypełniające wnętrze statku sprawia niekiedy kłopoty w oddychaniu – zapewne ze względu na swój nieco odmienny skład. W niektórych przypadkach jego skład może powodować nudności i wymioty.

 

ISTOTY. W 137 z 203 przypadków ufonauci są humanoidami, w 52 nie różnią się zbytnio od ludzi, zaś w 14 są niehumanoidalni. Wśród humanoidów występują znaczne różnice zarówno pod względem wzrostu, jak i wyglądu poszczególnych części ciała.

Określenie „humanoid” oznacza istotę człekopodobną, to jest mającą głowę, tułów, ręce i nogi, które różnią się wielkością i wyglądem od analogicznych części ciała człowieka.

Standardowy humanoid występujący w relacjach świadków jest niskiego wzrostu, ma dużą gruszkowatą głowę, szarą pozbawioną owłosienia skórę, w miejscu nosa lekkie wybrzuszenie z dwiema pionowymi szczelinami i bezwargie usta w kształcie wąskiej szczeliny. W przeciwieństwie do nosa i ust, które są jakby w zaniku, ma duże nie mrugające, często skośne oczy, które zachodzą na boki głów. Reszta jego ciała ma dwojaką budowę. W jednych relacjach jest on wątły z cienkimi, jakby pozbawionymi mięśni kończynami, w innych – krzepki, z szeroką klatką piersiową. Ma zazwyczaj długie ręce zakończone dłońmi z trzema lub czterema palcami. Jego nogi są z reguły krótkie i dziwnie zbudowane. Często porusza się szybując tuż nad ziemią, kiedy jednak chodzi, wygląda to tak, jakby poruszał się na szczudłach. W jego wyglądzie nie występują żadne różnice pod względem płci w przeciwieństwie do istot „ludziopodobnych”.

W niektórych przypadkach świadkowie zaobserwowali wśród humanoidów istoty nie różniące się wyglądem od ludzi, które pełniły rolę pomocników.

W 82 ze 105 przypadków istoty ubrane były w jednoczęściowy kombinezon, który najczęściej zakrywa całe ciało z wyjątkiem twarzy i dłoni. Jako nakrycie głowy służy najczęściej kaptur lub hełm, przy czym hełmy, takie jakie noszą ziemscy astronauci należą do rzadkości.

Z relacji świadków niewiele można wywnioskować w sprawie charakteru ich społeczeństwa, kultury i ich osobowości. W 41 przypadkach świadkowie stwierdzili obecność dowódców lub inaczej mówiąc, istot, które wydawały polecenia innym członkom załogi. W kilku z nich dowódca był nieco wyższy od pozostałych. Zdarzają się sytuacje, które wskazują, że mimo tej różnicy w hierarchii ich zachowanie nosi cechy demokracji, jak na przykład w przypadku Hillów, kiedy załoga sprzeciwiła się zabraniu przez Betty książki, którą dał jej dowódca. Inną istotą, która czasami różni się od reszty załogi, jest ta, która przeprowadza badanie świadka.

Z zasady ufonauci nie okazują emocji ani nie popełniają przypadkowych omyłek w zachowaniu. Nie złoszczą się nawet wtedy, kiedy świadkowi udaje się je uderzyć. Jedynym wyjątkiem jest podniecenie, które widać wyraźnie w ich zachowaniu, kiedy natrafiają na coś dla nich niezwykłego, jak na przykład blizna pooperacyjna na ciele świadka, sztuczna szczęka czy nawet samo dziecko. Do czasu zakończenia badania świadka, które wydaje się być głównym celem ich misji, całe ich działanie nacechowane jest dużą koncentracją i metodycznością. W wyjątkowych sytuacjach, kiedy w trakcie badania lub przed nim dzieje się coś niezgodnego z ich planem, okazują niezadowolenie lub zniecierpliwienie. Kilku świadków stwierdziło, że czuło się podczas badania jak króliki doświadczalne i że istoty zdawały się być obojętne na ich ból i strach.

W 64 przypadkach z kolei istoty zachowywały się przyjaźnie. Aby podkreślić swoje życzliwe nastawienie do świadków, witały się z nimi, żegnały, dziękowały, a nawet przepraszały za ból, który sprawiły. Trudno ocenić, czy to zachowanie jest objawem pozytywnego nastawienia do świadków i ludzi w ogóle, czy tylko wybiegiem taktycznym mającym na celu przyjazne usposobienie świadka i innych ludzi do siebie. Ostatecznie słowa nic nie kosztują. Z większości relacji wynika, że potrafią kontrolować ludzki umysł do tego stopnia, że świadek wykonuje wszystkie ich polecenia z przekonaniem, że sam podjął decyzję o ich wykonaniu.

Z obserwacji świadków wynika, że ufonaci nie lubią być obserwowani i często sprawiają, że świadek musi trzymać zamknięte oczy lub spuszczony wzrok. Ich odpowiedzi na pytania świadków dotyczące ich samych są zazwyczaj nonsensowne lub rodzajem dezinformacji. Najczęściej jednak unikają mówienia czegokolwiek.

 

EFEKTY. Wzięcia otacza aura różnych zjawisk, które można podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy dotyczy oddziaływań na otoczenie, drugi zaś na umysł świadka.

Efekty fizyczne. Cisza lub spokój, które spowijają otoczenie świadka niczym jakaś próżnia, są pierwszymi efektami wywoływanymi przez ufonautów. Swobodne unoszenie się (lewitacja) istot tuż nad ziemią podczas poruszania się jest efektem występującym w 90 przypadkach. Obejmuje on także świadków eskortowanych przez istoty. Najbardziej charakterystycznym efektem należącym do tej grupy jest oddziaływanie na urządzenia, zwłaszcza samochody. Najczęściej przejawia się on w blokowaniu układu elektrycznego. Czasami może to być kontrola samochodu podczas jazdy połączona sporadycznie z projekcją obrazu mijanego otoczenia będącą swego rodzaju kamuflażem.

Efekty psychiczne. Głównym efektem tego typu w zjawisku wzięć jest występująca w 164 przypadkach luka w czasie polegająca na czasowej amnezji. Luka w czasie występuje najczęściej podczas obserwacji NOLa, której świadome wspomnienie charakteryzuje się z reguły brakiem płynnej ciągłości zdarzeń, to znaczy we wspomnieniu obserwacji następuje w pewnym momencie jakby przeskok z jednej fazy do drugiej. Luka w czasie ukrywa niemal we wszystkich przypadkach, w których występuje, wspomnienie kilku spośród siedmiu pierwszych faz wzięcia, od pojmania do powrotu. Zazwyczaj wzięcie odbywa się przy pełnej świadomości świadka. Świadkowie z rzadka są podczas niego nieprzytomni lub na wpół przytomni. Umiejętność manipulowania świadomością i pamięcią świadka jest jedną z wielu, jakie posiadają ufonauci. Mogą na przykład wpływać na zachowanie świadka do tego stopnia, że robi to, czego normalnie by nie zrobił. Pod ich wpływem wojowniczo nastawiony świadek może zmienić się w potulnego baranka. Przestraszonego świadka mogą napełnić spokojem i akceptacją tego, co się z nim dzieje. Sprawiając ból świadkowi podczas badania, mogą go uśmierzyć dotknięciem dłoni. Najczęściej istoty manipulują umysłem świadka za pomocą dotknięcia, spojrzenia lub własnego umysłu, czasami jednak używają do tego celu przyrządów emitujących wiązki światła lub dźwięki. Na końcu wzięcia świadek często czuje smutek z powodu konieczności rozstania, co jest groteskowe w zestawieniu z traktowaniem go wewnątrz statku i wskazuje wyraźnie, że jest to jeszcze jeden efekt manipulacji jego umysłem.

 

Badanie porównawcze opisów wzięć dowodzi, że w ich przypadku nie może być mowy o jakiejś przypadkowości. Te same zdarzenia występują w tej samej kolejności w poszczególnych przypadkach. Różni świadkowie z różnych części świata opowiadają podobne historie. Noszą one zbyt wiele wspólnych cech, aby można było je traktować jako fantazje lub oszustwa. Ich podobieństwo nasuwa trzy możliwe wyjaśnienia:

1. Wzięcia są obiektywnymi zdarzeniami,

2. Wzięcia są subiektywnymi zdarzeniami,

3. Wzięcia są zwykłymi opowieściami.

 

WZIĘCIA SĄ OBIEKTYWNYMI ZDARZENIAMI.

Najważniejszym argumentem przemawiającym za tą wersją są odczucia samych świadków. Mimo iż te przeżycia są często niewiarygodne nawet dla nich samych, ich przekonania o ich autentyczności są tak silne, że nie są ich w stanie zmienić opinie psychologów bądź psychiatrów, którzy starają się je wyjaśniać z reguły w kategoriach subiektywnych.

Drugim argumentem uzasadniającym słuszność tej tezy jest niezwykła zbieżność zdarzeń mających miejsce podczas wzięć wykraczająca daleko poza prawdopodobieństwo dopuszczające jej przypadkowe wystąpienie. Dotyczy ona nie tylko podobieństwa poszczególnych faz, ale również ich kolejności. Jest niemożliwe, aby ludzie nic nie wiedzący o swoich przeżyciach, mieszkający w odległych krajach, wywodzący się z różnych kultur mogli wymyślać takie same historie, które dodatkowo cechuje wewnętrzna spójność. Ponadto ludzie ci z reguły domagają się zachowania anonimowości, co przeczy przypuszczeniu, że wymyślili te historie dla pieniędzy czy rozgłosu.

Co bardziej prymitywni oponenci starają się w oczach opinii publicznej kreować obraz wziętych jako niegroźnych dla otoczenia pomyleńców. W latach 1980-1982 znana w Nowym Jorku doktor psychologii Elizabeth Slater przeprowadziła finansowane przez organizację Fund for UFO Research badanie wybranych drogą losowania dziewięciu wziętych (pięciu mężczyzn i czterech kobiet). Celem badania było ustalenie, w jakim stopniu ludzie ci odbiegają od normy pod względem psychicznym. Badanie było tak zaaranżowane, że dr Slater nic nie wiedziała o ich związku ze zjawiskiem NOLi, co gwarantowało pełny obiektywizm. Dr Slater poinformowano o tym dopiero po przedłożeniu przez nią końcowego sprawozdania.

Przeprowadzone przez dr Slater różne testy wykazały niezbicie, że ludzie ci nie posiadają żadnych cech ani skłonności psychopatycznych.

Trzecim argumentem przemawiającym na rzecz tej wersji jest niezwykle silne pod względem emocjonalnym „ponowne przeżywanie” wzięć podczas hipnozy. Jest nieprawdopodobne, aby świadek będący w stanie głębokiej hipnozy mógł udawać takie napięcie psychiczne i oszukać w ten sposób doświadczonego hipnoterapeutę, a także, aby wymyślona świadomie czy podświadomie tego typu historia mogła spowodować takie przeżycia.

Różne blizny i rany pozostawione na ciałach wziętych przez ufonautów w wyniku przeprowadzonych przez nich badań i eksperymentów są kolejnym świadectwem realności wzięć. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że to efekty rozmyślnego samookaleczenia, podchodząc jednak do tej sprawy w ten sposób można zanegować wszystko. Takie podejście byłoby z całą pewnością nienaukowe. Poza tym byłoby nieuzasadnionym traktowaniem wziętych obdarzonych takimi „pamiątkami” jako oszustów, co stoi wyraźnie w sprzeczności ze wspomnianym wcześniej wynikiem badań dr Slater.

Innym argumentem, który można przytoczyć na poparcie tej wersji, są fizyczne ślady pozostawione przez statki w miejscach lądowań w postaci zwęglonych bez użycia ognia roślin, odcisków po podporach, czy zmian w wierzchniej warstwie gruntu, których skutki można obserwować niekiedy jeszcze długo po lądowaniu.

W rzeczy samej jest niezwykle trudno udowodnić wprost prawdziwość tej wersji z uwagi na brak takich dowodów, które zadowoliłyby najbardziej sceptycznych naukowców. Jedyne, co można w tej sytuacji robić, to dowodzić jej słuszności nie wprost, to jest przez zaprzeczenie przeciwstawnych lub konkurencyjnych tez.

 

WZIĘCIA SĄ SUBIEKTYWNYMI ZDARZENIAMI.

Niezwykły charakter wzięć, towarzysząca im atmosfera nierealności i inne zjawiska sprawiają, że zdają się one mieć więcej wspólnego ze snem i halucynacjami niż rzeczywistością. To właśnie było podłożem powstania tej koncepcji i kilku teorii mających ją uzasadnić. Dwie z nich z uwagi na duży rozgłos, jaki zyskały, zasługują na szczególną uwagę.

Pierwszą jest głośna teoria urazu porodowego (Birth Trauma Hypothesis) zaproponowana przez drą Alvina Lawsona. Według niej wzięcie jest niczym więcej jak zarejestrowanym przez podświadomość wspomnieniem momentu narodzin. Na jej poparcie Lawson przytacza podobieństwa występujące między wzięciami a stanem przed i poporodowym. Istoty z dużymi głowami i wątłymi ciałami to płód, pomieszczenie z kopułą – łono, uczucie unoszenia się – pływanie w płynie owodniowym, badanie – oględziny dokonywane przez lekarzy obecnych w sali porodowej. Hipoteza ta niestety nie wyjaśnia, w jaki sposób płód może siebie widzieć, ponadto stoi w zdecydowanej sprzeczności z kolejnością faz mających miejsce podczas wzięć. Aby opuścić statek, świadek musi najpierw do niego wejść, badanie z kolei odbywa się wewnątrz statku, a nie na zewnątrz. Już zupełnie bez jakiegokolwiek związku z przeżyciem przed i poporodowym jest rozmowa, podróż do innego świata czy posłanie przekazywane świadkowi przez ufonautów. Całą tę historię należy traktować wyłącznie jako ciekawostkę wskazującą na pewne podobieństwa występujące między wzięciami a stanem przed i poporodowym człowieka, bowiem na nic więcej nie zasługuje.

Druga teoria mówi, że wzięcia są historiami wymyślanymi przez ludzi podczas hipnozy z własnej woli bądź pod wpływem hipnotyzera. Wynikła ona z pewnego eksperymentu, który przeprowadzili dr W.C. McCall i wspomniany dr Lawson. Celem eksperymentu było sprawdzenie wiarygodności historii opowiadanych przez wziętych podczas hipnozy i tym samym samej hipnozy jako narzędzia służącego do odblokowywania ich pamięci i uzyskiwania szczegółowych relacji.

McCall i Lawson wybrali do swojego eksperymentu ośmiu studentów charakteryzujących się bujną wyobraźnią i dużą elokwencją i po zahipnozywowaniu ich przekazali im osiem dyspozycji i pytań.

1. Wyobraź sobie, że jesteś w swoim ulubionym miejscu, w pełni odprężony, i nagle dostrzegasz NOLa. Opisz, co widzisz.

2. Wyobraź sobie, że jesteś na pokładzie tego NOLa. Jak się tam dostałeś?

3. Wyobraź sobie, że jesteś wewnątrz niego. Opisz, co tam widzisz.

4. Wyobraź sobie, że widzisz tam jakieś istoty. Opisz je najdokładniej, jak tylko potrafisz.

5. Zostajesz poddany badaniu fizycznemu. Opisz, co się z tobą dzieje.

6. Od załogantów NOLa otrzymujesz swego rodzaju posłanie. Co ono mówi i w jaki sposób je otrzymałeś?

7. Wracasz bezpiecznie w miejsce, w którym się znajdowałeś, zanim zobaczyłeś NOLa. Jak się tam dostałeś i co czujesz?

8. Wyobraź sobie, że upłynął już jakiś czas od tego zdarzenia. Czy jest coś, co by wskazywało, że to przeżycie wpłynęło w jakiś sposób na twoją osobowość lub twoje fizjologiczne i/lub psychologiczne funkcje?

Wynik eksperymentu zaskoczył samego McCalla i Lawsona. Historie opowiedziane przez poddanych eksperymentowi studentów były podobne do oryginalnych. Wniosek, jaki z niego wynikał, był dla Lawsona oczywisty. Według niego opisy wzięć uzyskiwane za pomocą hipnozy mogą być wytworami wyobraźni rzekomych wziętych.

Oczywiście większość badaczy nie podzieliła tej konkluzji. Po pierwsze, badacze nie zadają świadkom podczas hipnozy takich pytań, a wręcz przeciwnie unikają pytań, które mogłyby sugerować odpowiedź. Po drugie, podobieństwa między opowieściami studentów a prawdziwymi relacjami nie były wcale takie wyraźne. Aby wykazać istnienie tego podobieństwa, Lawson powinien był przynajmniej zestawić razem opowieści studentów z prawdziwymi relacjami i nie zaznaczając, które są które, dać je do oceny innym badaczom. Brak różnic w ocenie niezależnych osób potwierdzałby oczywiście jego wniosek. Po trzecie, opowieści studentów były całkowicie pozbawione ogromnego ładunku emocjonalnego, który cechuje prawdziwe wzięcia. Po czwarte, wzięci są niezłomnie przekonani, że ich przeżycie miało rzeczywiście miejsce, podczas gdy studenci oczywiście nie byli. Po piąte, eksperyment McCalla i Lawsona nie wyjaśnia, jak to się dzieje, że różne, nie znające się nawzajem, osoby opowiadają identyczne przeżycie, jak na przykład Betty Andreasson i Sara Shaw, której przypadek nie jest opisany w tej książce.

Co ciekawe, niedługo potem Lawson zmienił zdanie i przyznał, że wspomniane różnice między prawdziwymi a wymyślonymi wzięciami są znaczące i że w świetle tego jego wcześniejszy wniosek był zbyt pochopny.

Jak dotąd nie ma dostatecznie przekonywającej teorii, która stawiałaby na równi bądź wyżej tę wersję od poprzedniej.

 

WZIĘCIA SĄ ZWYKŁYMI OPOWIEŚCIAMI.

Jest to bez wątpienia atrakcyjna z punktu widzenia oponentów koncepcja, lecz niestety równie trudna do udowodnienia, jak dwie poprzednie. Według niej wzięcia są historiami przekazywanymi sobie przez ludzi w oparciu o wcześniej zasłyszane opowieści tego typu. Jej fundamentem jest pierwowzór, od którego wywodzą się wszystkie pozostałe relacje. Ponieważ przed wzięciem Hillów nie znane były historie tego rodzaju (znane były oczywiście przypadki kontaktów ludzi z ufonautami, ale miały one zupełnie inny przebieg i w żadnym przypadku nie przypominały wzięć), ich przypadek można w tej sytuacji uznać za ów pierwowzór, zwłaszcza że był i jest szeroko znany na świecie zarówno dzięki książce Johna Fullera The Interrupted Journey (Przerwana podróż) czy innym, w których był opisywany, jak i filmowi The UFO Incident (Zdarzenie z NOLem). Jedynym kontrkandydatem do tej roli mógłby być jedynie przypadek Antonia Villasa Boasa, który miał miejsce w Brazylii blisko cztery lata przed wzięciem Hillów. Wypłynął on jednak na światło dzienne dopiero w roku 1961, zaś niewielka część angielsko i hiszpańskojęzycznej opinii publicznej z uwagi na niewielki zasięg publikacji, w których ukazała się o nim informacja, dowiedziała się o nim na początku roku 1965. Do dziś dnia jest on znacznie mniej znany od przypadku Hillów.

Różnice, które występują w opowieściach poszczególnych wziętych, można wytłumaczyć tym, że każda kolejna osoba przekształca wcześniej zasłyszaną historię i dodaje od siebie lub pomija pewne rzeczy.

Wersja ta znajduje także silne poparcie w literaturze i filmach science-fiction, gdzie można doszukać się elementów, które również można uznać za pierwowzór. Najbardziej znane filmy z lat pięćdziesiątych, w których występują wyraźnie elementy wzięć to: The Day The Earth Stood Still (Dzień, w którym zamarła Ziemia), Invaders from Mars (Najeźcy z Marsa), This Island Earth (Ta wyspa Ziemia) Killers from Space (Zabójcy z kosmosu).

W filmie Dzień, w którym zamarła Ziemia olbrzymi dysk ląduje w Waszyngtonie i wychodzą z niego ubrane w srebrzyste kombinezony istoty pozaziemskie, które przybyły na Ziemię z posłaniem pokoju i miłości bliźniego. Demonstrują swoją wyższość nad ludźmi, pokazując im, że potrafią całkowicie kontrolować przepływ energii elektrycznej etc. W Najeźdźcach z Marsa wrogo nastawione do ludzi istoty zabierają mieszkańców naszej planety do swoich statków, gdzie poddają ich odpowiednim „przeróbkom”, aby mogli służyć im w realizacji ich celów. W Tej wyspie Ziemi jest scena, w której do wnętrza NOLa zostaje wciągnięty samolot. W Zabójcach z kosmosu pozaziemskie istoty porywają pewnego pilota, leczą jego uszkodzone serce w pomieszczeniu przypominającym pomieszczenia opisywane przez wziętych, a następnie hipnotyzują go i przekazują mu odpowiednie rozkazy.

Tak więc pierwowzorów nie brakuje. Koncepcja ta ma jednak pewne słabe punkty, które nie pozwalają traktować jej na równi z pierwszą. Po pierwsze, nie tłumaczy silnych emocji przeżywanych przez wziętych podczas hipnozy, stresów, jakie ogarniają ich po wzięciu, a także koszmarnych snów. Po drugie, stoi w sprzeczności z tymi przypadkami, w których wzięci konsekwentnie twierdzą, że nigdy wcześnie nie słyszeli o podobnych zdarzeniach, a także żądaniem zachowania pełnej anonimowości. Przypadków tego typu jest aż tyle, że tworzą wręcz regułę.

Akceptacja tej wersji pociąga za sobą nieuzasadnione podważanie szczerości wszystkich wziętych, wśród których jest wielu ludzi o bardzo wysokim statusie społecznym, których nie sposób posądzać o takie maniakalne odchylenia.

 

Spośród wszystkich trzech wersji pierwsza jest zdecydowanie najbardziej prawdopodobna, ponieważ tłumaczy wszystkie aspekty wzięć. Ponadto przemawiają za nią inne obserwacje NOLi, z których wynika, że są one obiektami zbudowanymi i kierowanymi przez przedstawicieli obcych cywilizacji.

Źródło: Książka „Bezpośrednie spotkania”
Autor: Ryszard Z. Fiejtek

jedna odpowiedz jak na razie.

  1. pejot napisał(a):

    Fajne opracowanie, duży szacun za włożoną pracę.

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat