O szczepieniach z perspektywy toksykologa i farmaceuty

Napisane przez Amon w Wrzesień - 15 - 2017

Jednym z argumentów zwolenników przymusowych szczepień jest przeświadczenie, iż temu ryzykownemu zabiegowi medycznemu sprzeciwiają się jedynie osoby niewykształcone lub wykształcone w zupełnie innym, niepokrewnym kierunku – czyli po prostu tacy, którzy niewystarczająco rozumieją temat i których mainstream w żadnym przypadku nie mógłby otwarcie zakwalifikować jako „ekspertów”. Zobaczmy zatem, co na temat szczepień ma do powiedzenia były farmaceuta, a obecny toksykolog.

Jako farmaceuta w UK przez wiele lat sam szczepiłem ludzi, tam tak jest, że farmaceuci wykonują dużo więcej działań, niż w Polsce. Dziś nie mogę się już nazywać farmaceutą, ponieważ nie pracuję z pacjentami, jestem natomiast toksykologiem. To znaczy, że zawodowo pracuję z oceną narażenia wpływu substancji na organizm człowieka. 

Szczepienia to niezłe szambo

Temat szczepień ląduje na moim biurku od co najmniej roku. Pyta rodzina, pytają znajomi. Powiem szczerze, że temat jest ciężki.

Szczepienia to niezłe szambo. Chciałbym zupełnie otwarcie powiedzieć, że nie zaszczepiłbym dziś swojego dziecka w narzuconych terminach, w przypadku niektórych szczepień nie zrobiłbym tego wcale. Jestem całym, całym sercem z ludźmi walczącymi o prawo wyboru i prawo do decydowania o zdrowiu swoich dzieci.

To jest koszmar. NOPy są faktem, a większość farmaceutów, lekarzy i pielęgniarek nie posiada choćby szczątkowej wiedzy o temacie. Ja również taki byłem. Gdy próbuję podjąć temat najpierw słyszę serię sloganów reklamowych, potem kręcenie głową, potem się zaczyna… wyznania.

Lekarze nie zgłaszają NOPów, bo często są przepracowani i wycieńczeni stresem.

(nie mówię tylko o polskich, w UK jest bardzo źle – sam znałem ‚rodzinnego’, który pracował 3 dni w przychodni i 2 dni jako… ogrodnik. Bo stres i przepracowanie). To znaczy, że statystyki efektów ubocznych są zaburzone. Ogromna ilość NOPów jest nieobecna w statystykach.

To nie jest temat na jeden post i nie wiem co zrobię dalej, ale wiem, że jest wielu ludzi, którzy potrzebują naszego wsparcia.
To nieprawda, że nie ma lekarzy i farmaceutów, którzy Was nie wspierają. Największym mitem jest stwierdzenie, że szczepienia popierają eksperci, a tzw. antyszczepionkowcy to osoby niewykształcone.

Nigdy nie namówiłbym nikogo do nie szczepienia lub do szczepienia. Namawiam do edukacji.

Jeśli to czytasz, a jesteś rodzicem, który szczepi, to wiedz, że niczego Ci nie zarzucam, ani nie mam dla Ciebie żadnego słowa krytyki. Dziś jest zbyt wielu, którzy zastraszaniem chcą nas do czegoś zmusić. To jest ta różnica, ja nie lobbuję strachu.
Nie daj się też zastraszyć opowieściami o zaburzonej „odporności stada” przez nie szczepiących.

Odporność stada nie istnieje w kontekście szczepień! Nie istnieje!

To jest termin oryginalnie ukuty dla innego zjawiska epidemiologicznego. Potwierdzają to dane Państwowego Zakładu Higieny i inne tego typu dane ze świata. Ludzie, którzy lobbują ten termin o tym wiedzą i robią to niemoralnie.

Jeśli jesteś rodzicem i nie godzisz się na utratę kontroli nad zdrowiem swojego dziecka, to pamiętaj, że masz do tego pełne prawo. Przestępcą jest aparat państwa, a nie Ty.

Możesz wybrać termin podania szczepienia i typ szczepionki, nikt nie ma moralnego prawa, by Cię tego pozbawiać.

Odporność stadna nie istnieje

Termin „odporność stada” pochodzi z eksperymentu A. W. Hedricha z 1933, gdzie obserwacji podlegały fale epidemii odry przechodzące przez kontrolowaną społeczność. Hedrich miał na celu ustalenie przy jakim wysyceniu chorych cykl epidemii ustanie. Osiągnął wynik 68% populacji z przebytą odrą. 
Skąd pochodzą wytyczne WHO mówiące o 95%? Mimo najszczerszych chęci nie umiem skomentować inaczej jak wskazując na dość arbitralne podnoszenie poprzeczki przez lata. Jeszcze w 1991 r. ustalono standard na 70-80%.

Jest tylko drobny problem… odporność stada Hedricha dotyczy odporności nabytej na całe życie w procesie pełnego cyklu choroby.

Odporność poszczepienna oscyluje w granicach 10-15 lat. 

To znaczy, że żadne z nas nie jest już odporne na choroby, na które zaszczepieni zostaliśmy jako dzieci. Nie istnieje odporność stadna, paradoksalnie, w przypadku niektórych chorób istniała silniejsza odporność stadna przed epoką szczepień.

Stwierdzenia, iż z jakiegoś powodu społeczeństwo MUSI osiągnąć 95% odporności są pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia, ponieważ:
a) w praktyce należałoby szczepić się przez całe życie w cyklach niezależnie od wieku,
b) taki poziom odporności nie istnieje, nie istniał i moim zdaniem nigdy nie zaistnieje. A świat się kręci, nic się nie dzieje, wszyscy żyją… W jakim więc celu MUSIMY osiągnąć ten cel? Na to nikt nie zna odpowiedzi. 

Mam nadzieję, że ta odpowiedź kieruje we właściwym kierunku. Odnośnie grania na zwłokę. Jest to niewątpliwie znakomity pomysł! 

Załączam harmonogram z UKNie ma szczepień przed 8 tygodniem życia dziecka.

Wg dostępnych mi danych tylko w PL i Bułgarii szczepi się w pierwszej dobie. Jest to karygodne nagięcie współczesnych praktyk medycznych. 

Proszę zauważyć, że rozwój układu nerwowego noworodka jest bardzo intensywny w pierwszych miesiącach. Również dając dziecku czas na rozwój zmniejszamy ekspozycję na substancje pomocnicze szczepionki, ponieważ rośnie masa ciała dziecka.

Czy dane szczepienie/szczepienia można całkowicie zignorować nigdy nie podjąłbym się mówić bez uczciwego przeanalizowania indywidualnych warunków danej osoby. To nie jest zdrowe podejście. 

Zwracam tylko uwagę iż od 2017 obowiązkowe jest szczepienie przeciw pneumokokom. PZH pokazuje (pozycje 115-118), że w okresie wprowadzenia tego szczepienia nastąpił znaczący wzrost zachorowań na chorobę, z którą ma ono walczyć, w stosunku do roku ubiegłego.

Może przypadek. Ale jest.

Źródło: www.aia.pcriot.com

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat