• Pod koniec XIX w. ksiądz w niewyjaśnionych okolicznościach wszedł w posiadanie wielkich pieniędzy
  • Sugerowano, że mógł znaleźć ukryty skarb
  • W pobliżu znajdował się grób, który mógł należeć do… Marii Magdaleny

Oto jedna z najciekawszych zagadek ostatnich kilkunastu dekad. Pod koniec XIX w. wiejski proboszcz z Langwedocji w bardzo krótkim czasie staje się bogaczem. Wydaje równowartość kilku milionów euro, buduje rezydencję i zbliża się do paryskich elit. Skonfliktowany z kurią, umiera w 1917 r., zostawiając majątek gosposi. Ta nigdy nie wyjawia, skąd wziął on pieniądze i czego tak usilnie szukali razem na miejscowym cmentarzu. Rodzą się jednak pogłoski, że remontując parafialny kościół, ksiądz trafił na mapę skarbów, złoto lub trop znaleziska tak kontrowersyjnego, że ktoś płacił mu fortunę za bycie szafarzem tajemnicy lub… trzymanie języka za zębami.

Niby zwykły proboszcz

François Bérenger Saunière urodził się w 1852 r. w Montazels, jako najstarsze z siedmiorga dzieci zarządcy młyna i późniejszego burmistrza. W 1874 r. wstąpił do seminarium w Carcassonne, a pięć lat później został wyświęcony na księdza. Wikariat spędził na małej parafii Alet, następnie służył w Clat, gdzie pełnił funkcję dziekana, by potem zostać wykładowcą seminarium w Narbonie. Ci, którzy zajmowali się jego biografią, zaznaczają, że został on stamtąd usunięty za polityczną niepoprawność i „zesłany” do liczącej zaledwie 300 dusz parafii pw. św. Marii Magdaleny w Rennes-le-Château.

Parafia była uboga, a sama wieś leżała na szczycie wzgórza niedaleko słynnego Montségur – ostatniej twierdzy katarów. Saunière przybył tam latem 1885 r., zauważając bardzo zły stan lokalnego kościoła. Probostwem jednak długo się nie nacieszył, gdyż znów pokazał rogi: „Antyrepublikańskie kazania ściągnęły na niego kłopoty. W owym roku wypadały wybory i na kilka miesięcy został on stamtąd usunięty” – pisali Lynn Picknett i Clive Prince – popularni brytyjscy autorzy od lat podążający śladami tajemnic rodem z powieści Dana Browna.

Kara dla Saunière’a, nałożona przez ministerstwo, zmusiła go do powrotu do seminarium, jednak na prośbę parafian latem 1886 r. znowu objął probostwo w Rennes-le-Château. W międzyczasie za wspieranie monarchii od wdowy po Henryku hrabim Chambord (zm. 1883) – nieproklamowanym królu Francji, ksiądz otrzymał wsparcie w wysokości 3000 franków – dość dużo wobec ok. 900 franków jego rocznego dochodu. Postanowił przeznaczyć to na remont kościoła.

Świątynia w Rennes-le-Château była zabytkowa. Zbudowano ją w 1079 r. na ruinach kościoła germańskich Wizygotów, którzy zasiedlali ten region we wczesnym średniowieczu. W 1887 r. widać już było duży postęp w pracach remontowych – proboszcz zmienił podłogę, a stary kamienny ołtarz został zastąpiony nowym (środki na to pochodziły z darowizn oraz pożyczki, jaką zaciągnął u parafian).

„Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi” – mówi przysłowie, toteż wierni szybko zauważyli, że ilość gotówki, jaką dysponuje ksiądz, jest dość… podejrzana. Philip Coppens (zm. 2012) – belgijski dziennikarz i pisarz specjalizujący się w tajemnicach historii, który dogłębnie zbadał sprawę „księdza krezusa” pisał, że w okresie 1890-91 Saunière wydał sumę ponad 25-krotnie większą niż jego roczny dochód. I choć tłumaczył zwierzchnikom, że wszystko pochodziło „z tacy”, o źródłach jego bogactwa (z którym się nie krył) zaczęły krążyć plotki.

Znaleziska w starym ołtarzu

Choć Saunière nigdy nikomu nie ujawnił, skąd wziął pieniądze, wieść gminna niosła, że znalazł złoto. Mówi się, że podczas przebudowy ołtarza w wizygockim filarze, który był jego częścią, znaleziono stare pergaminy. Jednak to nie one były źródłem bogactwa, bo jak pisali Picknett i Prince, wielkie sumy proboszcz zaczął wydawać dopiero jakieś trzy lata po remoncie. Dokumenty mogły być tylko częścią zagadki. Co więcej, na początku lat 90. XIX w. kościelny z Rennes-le-Château nazwiskiem Captier miał znaleźć jeszcze coś. Wersje są różne i mówią, że były to inne dokumenty w szklanej fiolce lub tubie, które oddał on księdzu, a ten zabrał znalezisko do Paryża, do ekspertyzy.

W tym momencie drogi hipotez rozchodzą się. Jedne twierdzą, że Saunière znalazł skarb, drugie, że natknął się na coś, co mogło zmienić bieg dziejów i ktoś płacił mu za kontynuowanie poszukiwań lub… milczenie.

Nim jednak przejdziemy do szczegółów, warto przyjrzeć się bliżej działalności proboszcza, który utrzymywał ponoć żywe kontakty ze stolicą i nosił się „z paryska”, co kłuło miejscowych w oczy. Odnowił on jednak kościół, wstawił witraże i zamówił rzeźby u artysty nazwiskiem Giscard. Dużo więcej uwagi przyciągały jednak jego prywatne projekty – budowa domu zwanego Villa Betania, biblioteki Tour Magdala, a także oranżerii, basenu i klatek dla małp. Sama willa, która nazwą nawiązuje do biblijnej miejscowości, została wzniesiona w stylu renesansowym w latach 1901-1905. Wraz z ziemią miało to kosztować księdza ponad 26 tys. franków, choć przed komisją biskupią twierdził, że ów kompleks, który miał służyć księżom emerytom, kosztował aż 130 tys.

Od strony formalnej jako zleceniodawca wszelkich prac w Rennes-le-Château figurowała gospodyni księdza, Marie Dénarnaud. Picknett i Prince dodają jednak, że z jakichś powodów wraz z proboszczem nadal mieszkała ona w starej plebanii, a Villa Bethania długo stała pusta. W dalszych planach Saunière miał zakup automobilu, położenie bitej drogi do wsi, założenie wodociągu, a także inne monumentalne budowle (w tym kilkunastometrową wieżę obok kościoła).

Stary biskup Carcassonne przymykał oko na ekscentryzm księdza, ale wraz z tym, jak diecezję objął Paul-Félix Beuvain de Beauséjour, dla Saunière’a zaczęły się kłopoty. By znaleźć pretekst i zmusić go do wyjaśnień, oskarżono go o „machlojki” przy odprawianiu zamawianych mszy.

Ale to nie wszystko: „Kiedy w 1906 r. biskup odwiedził Rennes-le-Château, spotkał się ze skargami parafian. (…) Potem zauważyli oni, że proboszcz szuka czegoś na cmentarzu i złożono następną skargę. Kiedy zaś część miasta stanęła w ogniu, Saunière nie pozwolił, by do gaszenia użyć wody z należącej do niego cysterny, co pogłębiło konflikt. (…) De Beauséjour donosił również, że na plebanii rezydowała nastoletnia dziewczyna. Nie wiadomo, kto to był. Odkrył on też, że Saunière był uznawany za postać podejrzaną przez swoich kolegów” – pisał Coppens.

Ten sam autor ocenił na podstawie dokumentów z przesłuchań księdza bogacza, że wydał on równowartość 3,5 mln euro i był tak pewny swego, że miał w nosie biskupa.

Graal, wizygockie złoto czy najświętsza tajemnica?

Jedna z hipotez o źródłach bogactwa Saunière’a odnosi się do legend o Wizygotach, którzy w VI-VII w. przebywali w Langwedocji, a samo Rennes-le-Château, jak informują historycy, liczyło wówczas ok. 30 tys. mieszkańców! Zgodnie z podaniami, łupy zdobyte na Rzymianach przez wodza Alaryka (zm. 410) miały zostać ukryte gdzieś w pobliżu wsi. Nie można zatem wykluczyć, że (na przykład pod posadzką kościoła) Saunière znalazł kuferek z gockim złotem. W taki przebieg zdarzeń nie wierzy jednak większość z tych, którzy przyjrzeli się sprawie bliżej.

Zarówno cytowani tu autorzy, jak i inni, którzy zajmowali się tą zagadką, uznają, że ksiądz nie wszedł w posiadanie sumy jednorazowo, ale miał „sponsorów”, którzy okresowo łożyli duże kwoty w zamian za… nie do końca wiadomo co. Tajemnicą pozostają prace, jakim Saunière oddawał się nocą z gosposią na cmentarzu. Picknett i Prince twierdzą, że zacierali oni napisy na grobie zmarłej w 1781 r. arystokratki, Marii de Negre d’Ables. A nie był to zwyczajny nagrobek, o czym wiadomo z zachowanej dokumentacji. Z ponad dwudziestu słów, jakie na nim wyryto, zaledwie 11 było napisanych poprawnie. Reszta zawierała błędy – najwyraźniej umyślne. Przykładowo, zamiast „Requiescat in Pace” zapisano tam „Requies Catin Pace”. Autorzy zwrócili uwagę, że inskrypcje zawierały liczne odniesienia do… nierządu, a jedną z nich dało się odczytać jako „wysoka kurtyzana”. Łącząc to z imieniem zmarłej (kojarzącym się z Czarną Madonną), a także patronką miejscowego kościoła, można dojść do wniosku, że nagrobek zawierał zakamuflowane odniesienia do Marii Magdaleny – nawróconej jawnogrzesznicy z otoczenia Jezusa. Niewykluczone też, że krył klucz do jakiegoś szyfru.

„Saunière mógł uznać, że chodzi o szczątki Marii Magdaleny – albo były one we wsi, albo płyta grobowa zawierała wskazówki odnośnie ich lokalizacji” – wspominali Picknett i Prince, odwołując się do średniowiecznej legendy o tym, iż Maria Magdalena – uczennica, a według innych teorii żona Jezusa, zmarła w 63 r. w okolicach dzisiejszej Marsylii. Dotarła tam przypadkiem, kiedy Rzymianie wsadzili ją na łódź wraz z grupą innych chrześcijan i wypchnęli w morze na pewną śmierć.

Niektórzy posuwają się w dywagacjach jeszcze dalej, uznając, że Saunière znalazł Graala lub Arkę Przymierza. Pieniądze, jakie otrzymywał, przeznaczone były na budowę kompleksu, który miał być centrum nowego kultu mogącego zrewolucjonizować chrześcijaństwo, a Watykan doprowadzić do upadku. Niewykluczone, że tak samo, jak przed wiekami ruch katarski, także i to przedsięwzięcie zostało zduszone w zarodku przez żołnierzy Kościoła…

Odpowiedzi zabrane do grobu

W historii proboszczowania Saunière’a istnieje zbyt wiele luk, a każda hipoteza otwiera nowe drzwi. Jeśli jednak Picknett i Prince mają rację, a ksiądz znalazł coś związanego z korzeniami chrześcijaństwa, rodzi się pytanie, kim byli jego sponsorzy i dlaczego cała misja była owiana tak wielką tajemnicą. Wspomniani autorzy twierdzą, że trop wiedzie do skomplikowanej sieci tajnych elitarnych bractw i organizacji, z masonami na czele, których wolę spełniał ksiądz z Rennes-le-Château, za co kilkakrotnie stawał on przed komisją biskupią.

Saunière kluczył w zeznaniach i nie wyjawił źródła dochodów ani prawdziwego celu swoich przedsięwzięć. Tłumaczył na przykład, że fortunę zgromadził… z tacy i datków na msze. Zarzuty, jakie postawiono mu po przesłuchaniach z lat 1910-11, dotyczyły sprzeniewierzenia majątku poprzez decyzje, których nie konsultował z biskupem. Ponadto kuria nie mogła pogodzić się z tym, że wszystko czynił w imieniu gospodyni, więc pod względem prawnym Kościołowi nie przypadło z tego nic. Przyglądając się sporowi Saunière’a ze zwierzchnikam,i łatwo można jednak odnieść wrażenie, że biskupa nie obchodziło, skąd proboszcz ma pieniądze, tylko dlaczego się nimi nie dzieli.

Z kolei wnioski, jakoby Saunière był w potajemnym związku ze swoją gosposią, zdaniem badaczy nie wytrzymują konfrontacji z faktami. Z jego notatek wynika, że traktował ją jedynie jako pomocnicę i nie spoufalał się z nią. Inne hipotezy łączą go z tajemniczym zabójstwem proboszcza Gélisa z sąsiedniej parafii w Coustassie, który mógł wiedzieć coś o jego poczynaniach.

Jeszcze przed przesłuchaniami ks. Saunière został przeniesiony na parafię do Coustouge, jednak zbuntował się i cały czas mieszkał na plebanii w Rennes-le-Château. Dopiero kiedy przybył tam nowy proboszcz, przeprowadził się on do Villa Bethania, gdzie w przybudówce odprawiał nabożeństwa dla parafian, którzy pozostali mu wierni. Problemem było jednak to, że środki przestały napływać – „niewidzialny sponsor” najwyraźniej bał się wykrycia.

„Od ok. 1905 do 1915 r. Saunière najwyraźniej nie miał dostępu do funduszów. Mówiło się nawet, że próbował sprzedać Villa Betania, ale nie mógł znaleźć kupca. Od rozpoczęcia dochodzenia i procesu ksiądz był bowiem szczegółowo monitorowany” – wyjaśniał Coppens.

W „chudych latach” proboszcz, który dawniej szastał tysiącami franków, dorabiał sobie jako sprzedawca medalików i różańców dla żołnierzy, co sugeruje, że sumy, jakie kiedyś otrzymywał, były przeznaczone na konkretny cel, nie zaś jego prywatne potrzeby. Saunière zmarł w kwietniu 1917 r. z powodu problemów krążeniowych. Jego spowiednik był ponoć dogłębnie wstrząśnięty tym, co usłyszał od niego na łożu śmierci. Z kolei Marie Dénarnaud (zm. 1953), nie mając pieniędzy na podatki, próbowała sprzedać willę, której była właścicielką. W 1946 r. nabył ją Noël Corbu (zm. 1968) – przedsiębiorca, który po śmierci gosposi dawnego proboszcza urządził tam hotel i restaurację. Nim zginął w wypadku, odsprzedał nieruchomość, ale wcześniej wywołał sensację twierdzeniem, że zyskał dostęp do sekretów Saunière’a.

Corbu był autorem kolejnego zwrotu w tej historii, twierdząc, że proboszcz zwyczajne znalazł skarbczyk ze złotem należącym do Blanki Kastylijskiej (zm. 1252) – królowej Francji, matki Ludwika Świętego, która zbierała środki na wykupienie go z muzułmańskiej niewoli, do której dostał się podczas wyprawy krzyżowej w 1249 r. Nadwyżkę ze zbiórki miała schować w Rennes-le-Château. Była to tylko jedna z kilku jej skrytek, o czym Saunière wiedział (być może ze znalezionych pergaminów) i dlatego szukał dalej. Ile było jednak w tym prawdy, a ile próby napędzenia koniunktury przez hotelarza, trudno powiedzieć. W każdym razie to dzięki temu wieś stała się w późniejszych latach centrum turystycznym.

Zagadka ks. Saunière’a wydaje się daleka od rozwiązania, tym bardziej że jej badacze zamiast wyjaśnień oferowali swoje „trzy grosze”, które tylko komplikowały obraz sprawy. Tymczasem wszystkie odpowiedzi proboszcz zabrał ze sobą w zaświaty, choć nie wiadomo, czy nie wyjawił ich, bo bał się o utratę majątku czy o swoje bezpieczeństwo…

_____________________________

Cytaty pochodzą z:

Coppens P., The Million Dollar Priest, philipcoppens.com.

Picknett L., Prince C., The Templar Revelation, Nowy Jork 1997.