Sfingowane lądowanie na Księżycu

Napisane przez Amon w Kwiecień - 30 - 2017

W ostatnich latach obserwujemy wręcz wysyp filmów i publikacji poddających w wątpliwość to, że Amerykanie wylądowali na Księżycu. Wykorzystując dobrodziejstwa Internetu postanowiłem dokładniej przyjrzeć się rzekomym zdjęciom z Księżyca, wykorzystując do tego przede wszystkim oficjalne serwisy http://www.apolloarchive.com/apollo_gallery.html oraz http://grin.hq.nasa.gov/.

Obydwa serwisy korzystają z tego samego źródła: archiwów Amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA. Dla porządku przy zdjęciach podaję w nawiasach kwadratowych oznaczenia zdjęć. Większość z nich pochodzi z pierwszego źródła, zdjęcia z drugiego źródła mają oznaczenia rozpoczynające się literami GPN.

Niektóre zdjęcia poddawałem niewielkiej obróbce, żeby uwidocznić pewne fakty. Przekształcenia były wykonywane na zdjęciach w wysokich rozdzielczościach, które następnie były poddawane zmniejszaniu rozdzielczości w celu umieszczenia ich na tej stronie. Dlatego też ewentualne przekształcenia wykonane przez Czytelników na zamieszczonych tu zdjęciach wyjściowych mogą dać nieco inny wynik. Wszelkie powiększenia wykonywałem również ze zdjęć wykonanych w wysokich rozdzielczościach. Przekształcenia zdjęć wykonywałem z użyciem funkcji whitepoint oraz blackpoint, ale podobne rezultaty można uzyskać poprzez zmianę jasności i kontrastu zdjęć. Zdjęcia pochodzą z różnych wypraw księżycowych.

Starałem się zachować jak najlepszą jakość zdjęć, przez co ich objętość jest dosyć duża i strona może ładować się przez dłuższy czas.

Opracowanie zaledwie sygnalizuje problem, koncentrując się na najbardziej widocznych i ewidentnych niezgodnościach.

Na wstępie ogólna uwaga do zdjęć. Biorąc pod uwagę dobrą lub bardzo dobrą jakość techniczną tych zdjęć, rozkład oświetlenia, kontrasty, kolory, sposób kadrowania zdjęć, kompozycje kadrów trzeba stwierdzić, że większość tych zdjęć ma jakość studyjną. Ale Księżyc bynajmniej nie jest najlepszym miejscem do robienia tak dobrych zdjęć biorąc pod uwagę ogromne kontrasty jakie tam występują, ekstremalne temperatury oraz fakt, że astronauci nie mieli możliwości dokładnego kadrowania scen.

Na początek przyjrzyjmy się mapie Księżyca z zaznaczonymi miejscami lądowań poszczególnych misji.

Jak widać na zamieszczonej mapce, w przypadku czterech z sześciu misji księżycowych lądowania następowały w okolicach okołorównikowych. Narażałoby to astronautów, jak również lądowniki oraz wszystkie urządzenia, na oddziaływanie ekstremalnych temperatur. Skutkowałoby to również dużymi kątami padania światła słonecznego, ale na prawie wszystkich zdjęciach z powierzchni Księżyca Słońce świeci nisko nad horyzontem. Może to być spowodowane fazami Księżyca.

Dnia 16 lipca 1969 roku cały świat patrzył z podziwem na Amerykę, gdzie wraz ze startem rakiety Saturn V rozpoczęło się przedstawienie zatytułowane „Amerykanie lecą na Księżyc”.

W czasie podróży na Księżyc amerykańscy astronauci wykonali szereg zdjęć, w tym również zdjęcia Ziemi.

Ponieważ krzywizna Ziemi zwróciła moją uwagę, postanowiłem opisać na niej okrąg. Niestety, nie udało mi się zrobić tego tak, żeby pokrywał on krzywiznę Ziemi. Zawsze w którymś miejscu okrąg przecinał krzywiznę lub w wyraźnie się od niej oddalał. Oznacza to, że widoczna na zdjęciu Ziemia nie jest okrągła. Oczywiście wiadomo też, że Ziemia jest nieco spłaszczona na biegunach, ale widoczna na zdjęciu różnica jest zbyt duża, jak na spłaszczenie wynoszące około 20 kilometrów.

4 dni później, 20 lipca 1969 roku Amerykanie po raz pierwszy wylądowali na Księżycu.
Pomimo tego, że Księżyc pokryty jest warstwą pyłu, który w miejscu lądowania zostałby uniesiony wysoko ponad powierzchnię Księżyca w wyniku oddziaływania strumienia wylotowego silnika rakietowego lądownika, na podporach lądowników nie ma nawet najmniejszego śladu jakichkolwiek zanieczyszczeń.

Kolejne zdjęcie przedstawia księżycowy lądownik i wychodzącego z niego jednego z amerykańskich astronautów.

Jeżeli fotografujemy w kierunku mocnego źródła światła lub takie źródło światła znajduje się poza kadrem, ale blisko fotografowanej sceny, na zdjęciu powstaną charakterystyczne ślady wywołane odbiciem światła w soczewkach obiektywu. Na zdjęciu widzimy 4 pary takich odbić, które rozróżniłem kolorami. Proste prostopadłe do odbić wskazują kierunki rozchodzenia się światła. Wzajemne usytuowanie odbić nie pozostawia wątpliwości, że źródłem każdej z par odbić nich jest oddzielne źródło światła. Oznacza to, że widoczna na zdjęciu scena została oświetlona przez co najmniej 4 niezależne, oddzielne źródła światła. Jak możemy się domyślać, źródeł światła musiało być jeszcze więcej, ponieważ konieczne było rozświetlenie części lądownika znajdującego się w cieniu tak, aby wszystko było widoczne.

Strzałką zaznaczyłem kolejne źródło światła. Nie jest to światło odbite, ponieważ jak widać na podstawie wzajemnego usytuowania podpór lądownika, ta część lądownika znajduje się w cieniu. W tym obszarze musiałoby zatem istnieć coś, co samodzielnie wytwarzałoby światło.

Równie ciekawe rzeczy zobaczymy, jeżeli poddamy zdjęcie prostej obróbce poprzez użycie funkcji whitepoint. Uzyskamy rozjaśnienie zdjęcia, a efekt widoczny jest na kolejnym zdjęciu.

Czerwonymi strzałkami zaznaczyłem obszary, na które chcę zwrócić uwagę. Widzimy, że mamy do czynienia z wyraźnym źródłem światła widocznym teraz jako dwa współśrodkowe koła. Widzimy również, że z jakichś przyczyn cień rzucany przez lądownik ma niejednakową strukturę, tak samo jak księżycowe niebo. To co widzimy nie pozostawia wątpliwości, że zdjęcie było retuszowane, że niektóre obszary zdjęcia nie wyglądały tak, jak powinny, więc je „poprawiono”. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku nie było jeszcze komputerów w takiej formie, w jakiej istnieją one dzisiaj. Wszelkie ulepszenia zdjęć możliwe były do wykonania tylko bezpośrednio na materiale filmowym czy zdjęciowym. I to, co na takim zdjęciu dla laika było czy jest niewidoczne, dzisiaj dzięki prostym przekształceniom komputerowym staje się widoczne. Mimo wszystko zagadką „artystów” z NASA, a może raczej z Hollywood pozostanie to, dlaczego bawili się w taką „wycinankę” na niebie.

Zwracam również uwagę na to, że na większości zdjęć z Księżyca nie jest widoczne ziarno filmu fotograficznego na obszarze nieba. Niebo jest tutaj newralgicznym obszarem, ponieważ księżycowe niebo powinno być jednakowo czarne na całej powierzchni widocznej na zdjęciu z ewentualnymi śladami gwiazd. Na Ziemi spełnienie tego warunku jest bardzo trudne, o czym jeszcze się przekonamy. Tak więc ogromna część zdjęć została w sposób analogowy, jak również zapewne cyfrowy, przetworzona tak, że niebo ma jednakową czerń na całej powierzchni. Ale z kolei zniknęła ze zdjęć podstawa rzecz: ziarno emulsji fotograficznej. Jak wygląda takie ziarno, zobaczymy na jednym z kolejnych zdjęć.

Zobaczmy teraz jedno z najsłynniejszych zdjęć z Księżyca: zdjęcie Edwina „Buzza” Aldrina i przyjrzyjmy mu się dokładniej.

To, czego nie widać na małych zdjęciach, widać dokładnie na zdjęciach wykonanych w wysokich rozdzielczościach. Na lewej ręce Aldrina widać, że z jego kombinezonu wystają jakieś nici czy też kosmyki materiału. To musiałoby oznaczać, że szczelność takiego kombinezonu podobna jest do szczelności sita. Ale jak widać, w wysokiej, księżycowej próżni, w temperaturze dochodzącej lub przekraczającej +100 stopni Celsjusza i będąc wystawionym na działanie promieniowania słonecznego znacznie bardziej intensywnego, niż promieniowanie powstałe w wyniku eksplozji bomby atomowej, w tym również znacznie bardziej przenikliwego i niszczycielskiego promieniowania gamma, według Amerykanów po powierzchni Księżyca można sobie spokojnie spacerować nawet w prującym się kombinezonie.

Uwagę na tym zdjęciu zwraca również wyraźnie widoczne nierównomierne oświetlenie fotografowanej sceny. Im dalej od kosmonauty, tym scena jest coraz ciemniejsza.

Przy okazji kombinezonu zwróćmy uwagę na pewien historyczny fakt. 18 marca 1965 roku radziecki kosmonauta Aleksiej Leonow odbył kosmiczny spacer jako pierwszy człowiek w historii. Przebywał poza statkiem orbitalnym w otwartej przestrzeni kosmicznej przez 10 minut, będąc przez cały czas przywiązany do statku specjalną liną. Przy powrocie do statku okazało się, że na skutek różnicy ciśnień pomiędzy ciśnieniem w kombinezonie a ciśnieniem otwartej przestrzeni kosmicznej, kombinezon napęczniał do tego stopnia, że Leonow nie mógł zmieścić się do włazu statku Woschod 2. Życie uratowało mu obniżenie ciśnienia w kombinezonie, przez co kombinezon zmniejszył objętość do rozmiarów umożliwiających przejście Leonowa przez śluzę. Takie były problemy z przebywaniem w otwartej przestrzeni kosmicznej, a trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że w tym czasie Rosjanie znacznie wyprzedzali Amerykanów w dziedzinie techniki kosmicznej.

Kilka miesięcy po Leonowie podobnego wyczynu dokonał pierwszy amerykański astronauta, Edward White. A nieco ponad 4 lata później Amerykanie spacerowali sobie po powierzchni Księżyca jak po własnym podwórku… W prujących się kombinezonach.

Amerykańscy astronauci aparaty fotograficzne mieli przymocowane do kombinezonów na wysokości klatki piersiowej. Mogli orientacyjnie ustawiać ostrość na zasadzie „blisko – dalej – daleko” oraz mogli regulować czas naświetlania zdjęcia prawdopodobnie również na zasadzie „ciemno – jasno – bardzo jasno”. Nie mieli możliwości kadrowania scen, ponieważ nie byli w stanie umieścić aparatu na wysokości oczu. Tak więc zdjęcia robili niejako „na wyczucie”. Tymczasem niewiele jest zdjęć, które wyglądają na zrobione w ten sposób. Większość jest dobrze skadrowana i naświetlona.

Widzimy również, że astronauci mieli w hełmach ciemne przesłony mające chronić ich oczy przed bardzo intensywnym światłem słonecznym. Tymczasem aparaty fotograficzne nie posiadają żadnych filtrów na obiektywach mających zmniejszyć natężenie światła naświetlającego film, ani też nie mają osłon termicznych mających chronić aparaty, a przede wszystkim filmy, przed oddziaływaniem skrajnych temperatur oraz promieniowania kosmicznego.

Na kolejnym zdjęciu widzimy również lądownik i wychodzącego z niego astronautę.
Zobaczmy, jak to samo zdjęcie będzie wyglądać po przekształceniu funkcją whitepoint.

Tutaj również widzimy, że niebo emituje (a raczej odbija) światło w sposób nierównomierny.

Na kolejnym zdjęciu podobno widzimy Słońce oświetlające powierzchnię Księżyca.
Gdybyśmy zrobili zdjęcie centralnie „pod słońce” z naświetleniem „na słońce”, reszta zdjęcia byłaby czarna lub bardzo ciemna. Na Księżycu ten efekt powinien być jeszcze większy. Jednak na zdjęciu widzimy wyraźnie szczegóły księżycowego gruntu. Ponadto emulsja fotograficzna filmu zapewne zagotowałaby się pod wpływem bardzo wysokiej temperatury.

Zobaczmy, jak będzie wyglądało zdjęcie po zastosowaniu tym razem funkcji blackpoint powodującej „przyciemnienie” zdjęcia.

Nie mam wątpliwości, że widocznym na zdjęciu źródłem światła jest reflektor. Prawdziwe Słońce wytwarza światło o tak wielkim natężeniu, że wszelkie ogólnodostępne aparaty fotograficzne czy kamery rejestrują to światło jako jednakowe na całej powierzchni Słońca. Tutaj widzimy wyraźnie, że tak nie jest.

Na niektórych zdjęciach z Księżyca widać, że znaczniki w postaci krzyżyków są przesłaniane przez różne, z reguły jasne przedmioty. Zwolennicy prawdziwości lotów na Księżyc twierdzą, że jest to spowodowane dużym natężeniem odbitego światła, które prześwietla swoim blaskiem fragment znacznika. Tutaj widzimy, że pomimo tego, że znaczniki znajdowały się w centralnej części źródła światła, to w dalszym ciągu są widoczne. Jednoznacznie świadczy to o stosunkowo małej sile świetlnej widocznego reflektora.

Zobaczmy kolejne zdjęcie.

Można się zastanowić, jak możliwe było tak dobre skadrowanie tego ujęcia z aparatu umieszczonego na piersiach.

Na zdjęciu widać wyraźnie, że światło odbijające się na brzegu hełmu kosmonauty oraz rozpraszające się na przedniej osłonie hełmu, pada pod wyraźnie innym kątem, niż światło oświetlające Ziemię. A przecież mogło istnieć tylko jedno źródło światła: Słońce.

Należy tu zwrócić uwagę na rzecz bardzo istotną dla kolorystyki wszystkich zdjęć z Księżyca. Ziemska atmosfera rozprasza dużą część składowych światła słonecznego o krótszych długościach fal, przede wszystkim światło niebieskie. Światło to jest rozpraszane przez ziemską atmosferę, dzięki czemu widzimy właśnie niebieskie niebo. Ponieważ Księżyc nie ma atmosfery, do jego powierzchni dociera całe widmo światła słonecznego. Oznacza to, że zdjęcia z Księżyca powinny być wyraźnie bardziej niebieskie niż analogiczne wykonane na Ziemi. Bardzo dobrym miernikiem tego zjawiska jest amerykańska flaga. Jej barwy w niczym jednak nie różnią się od barw widzianych na Ziemi.

Zobaczmy teraz, jak wygląda to zdjęcie poddane obróbce przy użyciu funkcji whitepoint.

Po raz kolejny widzimy „wycinankę”. Czarny obszar otaczający kosmonautę świadczy o tym, że jego postać została doprawiona do zdjęcia, które jako całość jest ewidentnym fotomontażem.

Wspomniałem wcześniej o ziarnie filmu, które na tym zdjęciu jest znakomicie widoczne, przede wszystkim na obszarze nieba. Samo niebo jednak też w niczym nie przypomina nieba księżycowego. Księżyc nie ma atmosfery, która rozpraszałaby światło. Księżycowe niebo powinno być jednolicie ciemne lub czarne, ewentualnie z niewielkimi odbiciami od przedmiotów znajdujących się w polu widzenia obiektywu. Tu widzimy bardzo dużą część nieba podświetloną rozproszonym światłem.

I kolejna rzecz na którą trzeba zwrócić uwagę: te same zdjęcia znajdujące się w bazach, o których wspomniałem na początku opracowania, różnią się między sobą. Dotyczy to bardzo dużej liczby zdjęć. Również zamieszczone powyżej zdjęcie pobrane z pierwszego źródła i poddane tej samej obróbce wygląda zupełnie inaczej niż zamieszczone tutaj: nie ma na nim czarnej otoczki wokół kosmonauty, a obszar nieba jest jednolicie gładki i ciemny, całkowicie pozbawiony przy tym ziarna na obszarze nieba. Nie mam wątpliwości, że zdjęcia są przeglądane i komputerowo usuwane są wszelkie niezgodności, które mogłyby zostać zauważone.

Przyjrzyjmy się dwóm kolejnym zdjęciom i spróbujmy znaleźć różnice w wyglądzie znajdującej się na zdjęciach drabinki.

Uwzględniając różnicę w sposobie oświetlenia widać, że obrazy te nie różnią się od siebie jeśli chodzi o kolorystykę, jakość obrazu, kontrasty. Z ich opisu wynika, że pierwsze zdjęcie zostało wykonane na Ziemi przed startem, a drugie na Księżycu. Ale te zdjęcia wyglądają tak, jakby zostały zrobione w tym samym miejscu i w takich samych lub bardzo zbliżonych warunkach oświetleniowych.

Przyjrzyjmy się teraz zdjęciom z Księżyca pochodzącym z innych źródeł.

Zwróćmy uwagę na pojazd księżycowy, a dokładniej na miejsca wskazane strzałkami. Zagadkowy jest sposób, w jaki pojazd znalazł się w tym miejscu, ponieważ w księżycowym gruncie nie ma śladów jego kół, które na pewno byłyby widoczne, gdyby pojazd poruszał się. Co więcej, pojazd ten wydaje się być zupełnie nieważki, ponieważ koła nie zagłębiają się w księżycowy pył pokrywający grunt.

Dwa kolejne zdjęcia to znany nam już efekt whitepoint i jego rezultaty.

Kolejne zdjęcie pokazuje w sposób szczególny, jak łatwo jest oszukać ludzkie zmysły. Zapewne większość osób oglądających to zdjęcie po raz pierwszy weźmie je za prawdziwe. Ale wystarczy dokładniej mu się przyjrzeć. Czerwoną strzałką zaznaczyłem linię, która oddziela źle dopasowane części zdjęcia. Rozjaśnienie zdjęcia odsłania inny świat.

Na drugim zdjęciu widać wyraźne łaty na niebie. Ziemia jest ewidentnie wstawiona do zdjęcia. Niebo pozbawione jest ziarna, a do tego jest bardzo kiepsko zrobione, bo oprócz ewidentnie widocznych łat widać wyraźnie niedoróbki wokół części lądownika znajdującej się na tle nieba.
Zdziwienie może budzić fakt, że nie ma ani jednego zdjęcia księżycowego nieba.

Amerykańscy astronauci mieliby na Księżycu możliwość wykonania setek znakomitej jakości zdjęć gwiazd. Warunki ku temu na Księżycu są idealne. Ale nie ma ani jednego takiego zdjęcia. Nie ma ich głównie z tego powodu, że ich podrobienie było praktycznie niemożliwe, a nawet dzisiaj byłoby bardzo trudne. Przerobienie zdjęć wykonanych z Ziemi nie wchodziło w grę, ponieważ położenie każdej gwiazdy musiałoby zostać skorygowane o odległość Księżyca od Ziemi. A to bez użycia komputerów było niewykonalne.

Kolejne zdjęcie to kiczowata panorama Księżyca z wschodzącą w tle Ziemią.

Pierwszą rzeczą która rzuca się w oczy jest całkowicie płaska powierzchnia Księżyca. Kratery, które widzimy na zdjęciu, nie wystają ponad powierzchnię Księżyca. Z racji tego, że zdjęcie zostało wykonane znad powierzchni Księżyca, powinna być widoczna przynajmniej nieznaczna krzywizna Księżyca. Tutaj jej nie ma, ale za to na innych zdjęciach jest stanowczo przesadzona.
Słońce oświetla Ziemię z prawej strony z góry nieco z tyłu osoby fotografującej. Kiedy spojrzymy na te niby kratery na powierzchni Księżyca zauważymy, że rzucane przez nie cienie musiałyby zostać wywołane oświetleniem padającym dokładnie zza osoby fotografującej, ponieważ kratery rzucają cienie tylko w kierunku na wprost patrząc wgłąb zdjęcia.

Pomimo odległości prawie 400,000 kilometrów oraz istnienia ponad 100 kilometrowej, ruchomej, zróżnicowanej termicznie atmosfery ziemskiej, kontury Afryki są ostre jak brzytwa. Moim zdaniem taki efekt jest nie do uzyskania w tych warunkach.

I jeszcze dwa zdjęcia powierzchni Księżyca pochodzące z oficjalnych źródeł.

Moją uwagę zwróciły ogromne rozmiary kraterów w stosunku do krzywizny Księżyca. Można to od biedy zaakceptować, ale trudno już zaakceptować to, że na obydwu zdjęciach na powierzchni Księżyca nie ma nawet śladu cienia.

Proszę zwrócić uwagę na sposób oświetlenia Ziemi na drugim zdjęciu. Słońce musiałoby świecić z góry i daleko z przodu (jeśli można użyć takich określeń), żeby mógł powstać widoczny na zdjęciu ostry sierp Ziemi. Oznacza to, że światło słoneczne padałoby na powierzchnię Księżyca pod dosyć ostrym kątem. Ale na powierzchni Księżyca nie ma nawet śladu jakiegokolwiek cienia. Na próżno też szukalibyśmy na Ziemi choćby zarysu kontynentów – nie ma ani oceanów, ani śladów lądu. Ziemia jest biało – szara. Jest niemożliwe, aby tak duży obszar Ziemi był zasnuty chmurami. Ziemia z tego zdjęcia wygląda zupełnie inaczej, niż prezentowana wcześniej i zupełnie nie przypomina „błękitnej planety”.

Polecam obejrzenie serii pięciu zdjęć rozpoczynających się od zdjęcia AS-11-44-6547. Seria ta jest kolejną serią przedstawiającą wschód Ziemi nad powierzchnią Księżyca. Na zdjęciach Ziemi widać oceany, lądy i chmury. Proszę zauważyć, że sekwencja musiałaby zostać wykonana w czasie kilku minut lub dłuższym. Dysponując zdjęciami w najwyższej rozdzielczości widać, że pomimo upływu tego czasu układ chmur na Ziemi jest taki sam, co oznacza, że na wszystkich zdjęciach użyto tego samego obrazu Ziemi.

Czas na powrót, sławę, entuzjazm Amerykanów i podziw całego świata. W asyście władz, reporterów, kamer, mediów i rozentuzjazmowanych tłumów przedstawienie trwa dalej…

W opracowaniu przedstawiłem jaskrawe niezgodności, jakie można znaleźć na materiałach fotograficznych dostępnych w oficjalnych źródłach. Oczywiście każdy ma prawo do wyciągania własnych wniosków z tych informacji.

Dla mnie jest sprawą oczywistą, że zdjęcia pochodzące rzekomo z amerykańskich misji księżycowych są fałszywe i że zostały wykonane w specjalnie przygotowanym do tego celu studiu znajdującym się na Ziemi.

Skoro fałszywe są podstawowe dowody amerykańskich lotów księżycowych, moim zdaniem należy uznać, że Amerykanie nigdy na Księżycu nie wylądowali, a cała ta historia jest tylko kolejną iluzją, którą ludzie wzięli za prawdę. Dowodzi to po raz kolejny tego, że Amerykanie doskonale opanowali sposoby manipulowania ludźmi, o czym zapewne jeszcze wiele razy się przekonamy.

Źródła: www.analizyrynkowe.cal.pl, www.prawdaxlxpl.wordpress.com

 

Kategorie: Polecane, Tajne projekty

jedna odpowiedz jak na razie.

  1. Gayka napisał(a):

    Świetna robota. Doskonały materiał. Nie zgadzam się jednak z konkluzją. To, że zdjęcia są sfabrykowane, wcale nie znaczy, że Amerykanie nie wylądowali na Księżycu. Może tak, może nie. Ewidentnie jednak coś ukrywają…

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat