W XXI wieku nadal można natrafić na ludzi wierzących, że stanęli oko w oko z istotami, o których długimi wieczorami snuli opowieści nasi pradziadowie. Skrzaty, dziwożony i leśne licha wciąż tutaj są – przekonują świadkowie tych incydentów, choć nawet im samym czasem trudno w to wszystko uwierzyć.

  • W archiwach polskich badaczy tajemnic znaleźć można wiele relacji o współczesnych spotkaniach z demonami ludowymi.
  • Polacy nadal widują diabły, leśne licha, dziwożony i skrzaty.
  • Choć świadkowie tych incydentów wstydzą się o tym mówić, są pewni, że nie były to halucynacje.

Czeszewo pod Wrześnią, wakacje, lata 80. Do dwóch siedzących nad Wartą nastolatków podbiega trzeci, przekazując kolegom wieść o napotkanym „diable”. Wszyscy ruszają pędem w pobliże wielkiego kopca wikliny, która miała być wykorzystana do budowy faszyny – wspomina po latach jeden ze świadków tamtego zdarzenia, artysta-malarz pan Grzegorz.

Niedługo potem ujrzeli oni dziwaczną dwunożną postać, podobną nieco do „gargulca”. Miała „podwinięty ogon”, sterczące uszy i była pokryta rudawo-szarym futerkiem. Choć nie dało się dostrzec jej twarzy, w pewnym momencie stworzenie odwróciło głowę w kierunku chłopców i zaczęło się im przyglądać. Po chwili maszkaron skrył się jednak za kopcem, a pan Grzegorz z kolegami – co zdarza się nieczęsto w takich sytuacjach – nie uciekli, ale ruszyli za nim. Przeczesali okolicę, lecz „diablika” już nie znaleźli.

Co to było?

Podobne pytanie zadają sobie dziesiątki ludzi, którzy zetknęli się z „żywym folklorem”. Relacji na ten temat w archiwach polskich badaczy tajemnic jest więcej niż ktokolwiek by przypuszczał. Ich świadków trudno nakłonić do szczegółowej rozmowy. Jeśli się to uda, często (z lekkim zażenowaniem) zaczynają opowieść od słów „Wiem, jak to brzmi” – mówi Arkadiusz Miazga z Ropczyc – pisarz, ufolog i dokumentator „dziwnych przypadków”, które mogłyby przyprawić o ból głowy samego prof. Baranowskiego.

Polski folklor pełen jest opowieści o dziwnych istotach

Bohdan Baranowski (1915-93) – historyk z Uniwersytetu Łódzkiego, także regionalista i etnograf, pozostawił po sobie interesujące prace na temat ludowych wierzeń, dziś w większości zapomnianych. Po II wojnie światowej dawne demony i „strachy” zostały – jak pisał – wyrugowane z folkloru i świadomości ludu. W PRL-u, który stawiał na nowoczesną wieś, nie było miejsca na zabobony i bajania snute w długie wieczory w świetle świecy albo naftowej lampy. To rozstanie z dawnymi wierzeniami – wyjaśniał Baranowski w „Pożegnaniu z diabłem i czarownicą” – trwało długo i jeszcze w 1955 r. na jednej z mazowieckich wsi prawie dokonano samosądu na rzekomej wiedźmie, Leokadii Adaś.

Arek Miazga – autor książki „UFO nad Podkarpaciem”, uważa jednak, że istoty, jakimi straszono dzieci jeszcze kilkadziesiąt lat temu wcale nie zniknęły i niejako wciąż są między nami. Zbierając od drugiej połowy lat 90. relacje na temat UFO, szybko przekonał się, że niektórzy ludzie (zupełnie zdrowi i poważni) przeżyli coś dużo oryginalniejszego od kontaktu z kosmitą. Chodziło o spotkania z ludowymi demonami, ale nie takimi jak zmora, która pod nową nazwą „paraliżu sennego” nadal przydusza zasypiających ludzi. Relacje te wspominały o różnego rodzaju diabłach, diablętach, skrzatach, dziwożonach i leśnych lichach.

Spotkanie z tym ostatnim przeżył w woj. świętokrzyskim pan K., relacjonujący: „Stałem się świadkiem ucieczki humanoidalnej postaci. Było ze mną sześć osób. Dwie mocno to przeżyły, ponieważ postać uciekła, będąc dosłownie metr od nas. Dźwięki, jakie wydawała podobne były do ludzkiego chrapania. Była dwunożna, o długim ok. dziesięciocentymetrowym owłosieniu, wzroście ok. 1,5 m, z normalną ludzką budową, bez widocznej twarzy. Chyba nas się bała, nie szukała kontaktu, a wręcz go unikała”.

Arek Miazga ma w swoim archiwum wiele podobnych, często bardziej sensacyjnych spraw. Jedna z nich wydarzyła się na Podkarpaciu, a jej bohaterem był żołnierz, który, przejeżdżając wieczorem na rowerze przez rodzinną wieś dostrzegł stojącą przy drodze wysoką postać. Była dobrze widoczna, ponieważ niedaleko znajdowała się latarnia. Ponadto oczy istoty jarzyły się na czerwono – mówi badacz. Im dokładniej świadek jej się przyglądał, tym większe przerażenie go ogarniało. Okazało się bowiem, że ma ona też wielkie rogi, niczym u jelenia. Żołnierz był przerażony i dziś niechętnie do tego powraca.

– Wielokrotnie miałem okazję zetknąć się z osobami, które zobaczyły coś podobnego i wiem, jak trudno im otworzyć się i opowiedzieć, co przeżyli. Mówienie o spotkaniach z takimi istotami niektórym może wydawać się absurdem, ale świadkowie są pewni, że jednak „coś” zaszło – przyznaje Arek, dodając, że podobne przypadki, choć pachną światem baśni, są z reguły traumatyczne i towarzyszy im paraliżujący strach.

Polska nie jest też wyjątkiem jeśli chodzi o zetknięcia z „żywym folklorem” – jak nazywa tę kategorię spraw ufolog z Podkarpacia. Wiara w trolle powszechna jest m.in. na Islandii i w Skandynawii, zaś w Wielkiej Brytanii istnieje nawet stowarzyszenie „Fairy Investigation Society” zajmujące się zbieraniem doniesień o spotkaniach z chochlikami i gnomami, które – o czym trzeba pamiętać – zazwyczaj nie są przyjaźnie nastawione.

– Etnograf Walter Evans-Wentz, autor „Wiary w chochliki w krajach celtyckich” z 1911 r., twierdził, że istoty te nie zawsze są życzliwe ludziom. Co więcej według wierzeń mogły one przybierać dowolną postać. Psociły, straszyły i przeszkadzały, a niekiedy ich pojawienie się zwiastowało pecha albo śmierć – wyjaśnia badacz z Ropczyc.

Najczęstsze są opowieści o skrzatach

Wśród relacji o „żywym folklorze” najpowszechniejsze są opowieści o spotkaniach z różnego rodzaju karłami lub karzełkami. Obserwuje się je pojedynczo i grupkami – mówi Arek Miazga, który zarejestrował dotąd 30 podobnych przypadków z Polski. Są wśród nich historie o eterycznych „rusałkach” albo tańczących w kręgu „diabłach” podobnych do faunów z greckiej mitologii. Tych ostatnich miał napotkać pewien rolnik spod Dobczyc, który wskutek tego nieomal postradał zmysły. Z dolnośląskich Żelowic pochodzą z kolei opowieści o „krasnalach” zwodzących ludzi, jakie miały zamieszkiwać park przy tamtejszym pałacu. Widywano je tam ponoć jeszcze w latach 90.

Zbierając materiały do książki na ten temat (która czeka na wydanie), Arek natrafiał też na przypadki „bardziej niż niesamowite”.

Taki miał miejsce w jednym z miast Zachodniej Polski. Zimowym wieczorem 1995 r. ksiądz, zamykając kościół, zobaczył zgarbioną babuleńkę, która poprosiła go, by pozwolił jej pomodlić się chwilę w środku. Kapłan zgodził się i postanowił zaczekać na zewnątrz. Minuty mijały, ale kobieta nie pojawiała się. Gdy ksiądz wszedł do środka, by sprawdzić, co się dzieje, prawie zderzył się z wybiegającym i szyderczo śmiejącym się 50-centymetrowym karzełkiem.

Były też historie rzucające nieco światła na to, skąd biorą się te istoty.

– Miało to miejsce w Rybienku Leśnym k. Wyszkowa w 1975 r. Kilkuletnia dziewczynka przebywająca na koloniach zauważyła nocą, leżąc na łóżku, skrzaty poruszające się po konarach sosny. Były ubrane w dziwne stroje. Obserwacja trwała ponad godzinę. Warto dodać, że świadek tamtego wydarzenia jest osobą „sensytywną” i ma za sobą wiele innych nietypowych doświadczeń – powiedział badacz, dodając, że jak się potem okazało, karzełki widział też pewien chłopiec z kolonii.

Owa „sensytywność” może być kluczem do rozwiązania zagadki spotkań z „żywym folklorem”. Chodzi o to, że niektórzy ludzie dysponują „ekstrazmysłem” albo naturalną zdolnością do wchodzenia w zmienione stany świadomości, dzięki czemu widzą więcej niż inni. Czy te wszystkie dziwne istoty mogą być więc mieszkańcami niedostrzegalnych „zakamarków” naszej rzeczywistości?

Niewykluczone – odpowiada Arkadiusz Miazga, zaznaczając, że są też inne teorie. Według jednej z nich mamy do czynienia z tajemniczą, „parafizyczną” siłą, która potrafi przyjąć dowolną formę. Dawniej przybierała postać aniołów, boginek i płanetników, dziś manifestuje się jako przybysze z kosmosu. Czym jest? Być może czymś w rodzaju inteligentnego żywiołu albo nieświadomością zbiorową z teorii Junga – podsumowuje pisarz.

Źródło: www.strefatajemnic.onet.pl

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat