Tajemnica domu Whaleyów

Napisane przez Amon w Grudzień - 25 - 2017

Wiele jest nawiedzonych miejsc, budynków czy domów. Opowieści o niektórych z nich są tylko powtarzanymi od lat plotkami, jednak sława pozostałych jest w pełni uzasadniona. Dramatyczne przeżycia, tragiczna historia czy specyficzne położenie mogą zatrzymywać duchy czy wywoływać zjawiska nadprzyrodzone.

Jeśli ktoś chciałby tworzyć listę najbardziej nawiedzonych miejsc w Stanach Zjednoczonych, a nawet na świecie, z całą pewnością nie może pominąć Domu Whaleyów. Nawiedzenie tego budynku potwierdziła nawet Amerykańska Izba Handlowa.

W połowie XIX wieku przedsiębiorca z San Francisco Thomas Whaley popada w kłopoty. W jego firmie wybucha pożar. Przyjaciele proponują mu, żeby przeniósł się do rozwijającego się miasta San Diego. Whaley po przyjeździe nauczył się hiszpańskiego i wraz ze wspólnikami otworzył sklep Tienda California. Interes świetnie prosperował. Whaley podjął decyzję o założeniu rodziny. Ożenił się z piękną panną o francuskim pochodzeniu, Anną Eloise de Launey. W 1857 roku państwo młodzi zdecydowali się na wybudowanie pierwszego murowanego domu w San Diego.

Dom Whaleyów składał się z dwóch skrzydeł – dwupiętrowego mieszkalnego oraz jednopiętrowego, które początkowo służyło jako siedziba sądu. Później mieścił się tam pierwszy teatr komercyjny i sale konferencyjne rady miasta, której przewodniczył Thomas Whaley. Jak to się stało, że ten elegancki budynek zyskał miano nawiedzonego?

Państwo Whaley mieli szóstkę dzieci. Thomas junior zmarł przed ukończeniem drugiego roku życia. Jedna z młodszych córek, Violet, popełniła w tym domu samobójstwo strzelając sobie w serce. Dziewczyna była w depresji, gdyż mężczyzna, którego poślubiła, okazał się oszustem. Skandal, jakim była samobójcza śmierć Violet, spowodował zerwanie zaręczyn najmłodszej z córek – Corrine Lilian. Wtedy senior rodu podjął decyzję o budowie nowego domu. Rodzina wyprowadziła się i dom w Old Town przez 20 lat stał pusty. Dopiero wtedy najstarszy z synów, Francis, znowu w nim zamieszkał.

Szybko okazało się, że w domu dzieją się dziwne rzeczy i krążą o nim straszne plotki. Podobno straszy w nim duch nazywany Yankee Jim. Według opowieści był to drobny przestępca James Robinson. Miał on trudnić się piractwem. W 1852 roku wraz z kompanami został oskarżony o kradzież łódki. Współtowarzyszy Jamesa skazano na rok więzienia, jednak on sam dostał karę śmierci – miał być powieszony. Okazało się jednak, że Jim jest zbyt wysoki i używana szubienica jest dla niego za krótka. Palcami stóp dotykał on ziemi. Zamiast szybkiej śmierci, konał niemal godzinę w okrutnych męczarniach. Miejscem egzekucji była ziemia, na której wkrótce stanąć miał dom Thomasa Whaleya.

Decydując się na budowę domu pan Whaley wiedział o tym, że było to miejsce egzekucji. Prawdopodobnie był jej świadkiem. Nie wierzył jednak w duchy, wszystkie plotki uważał za zabobony. Już w trakcie budowy zmienił zdanie na ten temat. Widywano tu tajemniczą, mglistą postać, która rozpływała się w powietrzu. Słychać było jęki. Kilku robotników skarżyło się na uczucie duszenia, jakby ktoś zaciskał im pętlę na szyi.

Kiedy pan Whaley pełnił obowiązki burmistrza miasta zdarzyło się, że wyjechał w interesach. W tym czasie grupa mieszkańców wdarła się do jego domu, groziła jego żonie bronią i ukradła część dokumentów miejskich. Czasem w domu scena ta się powtarza – słuchać płacz, krzyki i hałasy.

Dziećmi Whaleyów opiekowała się córka sąsiadów – Anabelle lub Carrie Washburn. Pewnego dnia biegła przez ogród i nie zauważyła mocno napiętej linki do suszenia prania. Linka zmiażdżyła jej krtań. Thomas przeniósł ją do kuchni, gdzie zmarła. Stara kuchnia została zburzona, jednak właśnie w tym miejscu zobaczyć można ducha młodziutkiej blondynki.

Dom nawiedzany jest też przez ducha adwokata pracującego dla Whaleya. Podobno był zachwycony domem. Słychać też dźwięki fortepianu, na którym grywała Anna. Czasem spotkać tu można ducha rudowłosej prawnuczki Whaleyów, która w wieku 11 lat zjadła trujący proszek i zmarła. Zjawa ta jest tak realistyczna, że często brana jest za żywe dziecko. Słychać płacz kobiety. Świadkowie twierdzą, że to Violet. Dom nawiedza także duch młodej Indianki – służącej Whaleyów. Zdarza się też, że można tam usłyszeć bawiące się dzieci. Na piętrze słychać krzyki i odgłosy spadającego ze schodów ciała. Niektórzy twierdzą, że gospodarze domu, Thomas i Anna, nigdy go nie opuścili. W niektórych pomieszczeniach wyczuć można zapach cygara lub perfum lawendowych.

Czasem postacie materializują się. Wiele osób słyszało gromki, męski śmiech i muzykę lub nucący damski głos. Zdarzały się przypadki, że po zakończeniu zwiedzania domu turyści mieli na szyjach czerwoną pręgę, wyglądającą jakby zrobił ją sznur. We wszystkich pokojach, szczególnie w dawnej sali rady miasta, wyczuwa się czyjąś obecność. Słychać kroki, westchnienia i szepty. Okiennice same otwierają się i zamykają, pościel na łóżkach jest pomięta, meble się przesuwają. Temperatura w domu ma tendencję do nagłych zmian. W powietrzu wyczuwa się coś dziwnego, smutnego, przygnębiającego. Niewidzialne dłonie dotykają zwiedzających.

Zjawiska paranormalne w domu Whaleyów nie mają miejsca cały czas. Bywa, że duchy nie ujawniają się przez wiele dni. Zaobserwowano, że największa ich aktywność występuje między Świętem Dziękczynienia, a Nowym Rokiem.

Obecnie w nawiedzonym domu w San Diego działa muzeum. Każdy chętny może przyjechać i przekonać się o tym, że duchy istnieją. Ziemia, na której Thomas Whaley zbudował dom dla swojej rodziny jest szczególna. Jest w niej energia, która sprawia, że zmarli nie mogą stąd odejść. Odtwarzane są sceny z przeszłości gospodarzy i ich dzieci, których duchy nie opuściły nigdy tego miejsca. Mimo, iż budynek liczy sobie tylko 150 lat, wszystko to sprawia, że w pełni zasługuje na miano jednego z najbardziej nawiedzonych miejsc. Tłumnie odwiedzają go miłośnicy mocnych wrażeń, łowcy duchów i naukowcy. Może kiedyś uda im się wyjaśnić tajemnice domu Whaleyów.

7 Udostępnień
Kategorie: Tajemnicze Miejsca

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat