Położone za posiadłością lasy były przepiękne. Idealne miejsce na biwak. Mimo iż teren był publiczny, to jednak znajdował się bardzo blisko domu. Ze strachu przed wiedźmą nikt z miejscowych się tam jednak nie zapuszczał.Tak było aż do lat dwudziestych. Jak głosi legenda, pewnego dnia do lasu za Dunlora Mansion przybyła sześciosobowa grupka skautów. Nie pochodzili z Charlottesville i nie słyszeli o złej sławie wiedźmy. Dlatego też zdecydowali się na rozbicie obozu. Dla ich drużynowego był to pierwszy kemping w tej roli. Brakowało mu doświadczenia.

Wieczorem chłopcy długo siedzieli przy ognisku, a potem wszyscy poszli do namiotów. W nocy drużynowego obudziły dziwne hałasy. Początkowo myślał, że jego koledzy, zamiast spać, grają w jakieś gry lub się wygłupiają. Poszedł ich uciszyć, jednak okazało się, że pozostałe namioty były puste. Myślał, że to część gry i chłopcy się przed nim schowali. Nawoływał ich bez skutku. Przerażony zaczął szukać kolegów. Pobiegł w kierunku Dunlora Mansion. Dom wyglądał na opuszczony, było w nim ciemno, ale w jednym z okien stała zapalona świeca. Chłopiec zaczął wolać o pomoc, jednak nikt nie odpowiadał. Wszedł do domu i usłyszał hałasy dochodzące z piwnicy. Przestraszony poszedł w ich kierunku. Na schodach zobaczył harcerski kapelusz, obok którego leżała zapalona latarka. Nagle usłyszał szmer za plecami. Odwrócił się i zobaczył wiedźmę. Uśmiechała się w dziwny sposób. Chłopiec wybiegł z domu z krzykiem. Przed domem zobaczył sześciu swoich kolegów. Stali w równym rzędzie. Każdy z nich miał rozcięty brzuch, ze środka wylewały się wnętrzności. Cali byli we krwi. Oszalały ze strachu drużynowy stracił przytomność.

Następnego dnia odwiedzając las turyści trafili na bełkoczącego o wiedźmie, otępiałego chłopca w lesie. Opowiedział im o wydarzeniach minionej nocy. Odwieziono go do szpitala i uznano za niepoczytalnego. Krążą plotki, że turyści znaleźli obozowisko. Było zdemolowane, w namiotach znajdowały się zakrwawione zwłoki, a przy ognisku leżała kłoda, w którą wbita była finka drużynowego. Stwierdzono, że to właśnie on zabił swoich kolegów. Jednak jego stan nie pozwolił mu odpowiadać za ten czyn przed sądem. Miał spędzić resztę życia w szpitalu psychiatrycznym.

Miejscowi opowiadają, że okoliczne lasy nawiedzają duchy sześciu zamordowanych skautów. W innej wersji tej legendy, po miesiącu na drodze do obozowiska wyrosło siedem wielkich drzew – za dusze sześciu zabitych i ich drużynowego.

Historia o zamordowanych harcerzach i wiedźmie to jedna z wielu legend miejskich w tym rejonie. Jest jednak niezwykle popularna. Plantację podzielono na mniejsze posiadłości i sprzedano. Do Dunlora Mansion często przyjeżdżają łowcy duchów i grupy nastolatków. Zakłócają oni spokój zamieszkującej posiadłość rodziny. Dlatego wydała ona oświadczenie, że cała historia jest fikcją i nigdy nie miała miejsca. Władze Charlottesville również nie potwierdzają tej opowieści.