Wielkie tajemnice Wielkiego Jeziora Słonego

Napisane przez Amon w Październik - 27 - 2017

Pośród surowej dziczy stanu Utah leży lśniące niczym miraż pośrodku wyludnionej zarośniętej okolicy, jedno z największych i najbardziej niezwykłych jezior Północnej Ameryki: Wielkie Jezioro Słone. Ze swoimi pozbawionymi ryb, lśniącymi w gorącym słońcu słonymi wodami oraz w większości niezamieszkałymi szczytami górskimi przy północnym i południowym brzegu oraz nagimi słonymi mieliznami, to ogromne, enigmatyczne jezioro jest miejscem w pewnym sensie nawiedzonym, zanurzonym w morzu przeszłości, cudów przyrodniczych, mitów, legend i tajemnic. Jest to miejsce pełne nie tylko intrygujących zjawisk przyrodniczych, ale również ogromu dziwnej historii i wielkiej osobliwości.

Leżące w północnej części stanu Utah, Wielkie Jezioro Słone jest największym słonym jeziorem na zachodniej półkuli, oraz największym jeziorem w USA, zaraz po wielkich jeziorach. Zajmuje ono obszar około 4400 kilometrów kwadratowych, choć może się to zmieniać z uwagi na wyparowywanie wód powierzchniowych, które w najgłębszym miejscu sięgają zaledwie 11 metrów głębokości. Jezioro jest na tyle duże, że wywiera silny wpływ na pogodę w rejonie setek mil. Wielkie Jezioro Słone stanowi pozostałość po jeszcze większym jeziorze Bonneville, które było jeziorem pluwialnym, czyli ulokowanym wewnątrz lądu basenem wypełnionym wodą z topniejących lodowców i osadów, które pokrywały większą część stanu Utah w epokach lodowcowych Plejstocenu, w okresie od około 2 588 000 do 11 700 lat temu. Ze swoimi rozmiarami jezioro Bonneville zajmowało obszar 58 000 kilometrów kwadratowych. Z czasem część wody z tego wielkiego jeziora wydostała się z niego i połączyła z efektami ocieplania środowiskowego, samo zaś jezioro podzieliło się na mniejsze Wielkie Jezioro Słone, jezioro Utah, jezioro Sevier oraz jezioro Rush, z czego największym jest właśnie Wielkie Jezioro Słone.

Jezioro jest unikalne z uwagi na niezwykle dużą zawartość soli. Choć Wielkie Jezioro Słone zasilane jest przez trzy duże rzeki i kilka mniejszych strumieni, nie posiada odpływów, a to w połączeniu z rezultatem stałego nanoszenia przez te dopływy milionów ton minerałów, jak również parowaniem, sprawiło że wody jeziora są ekstremalnie słone – około 5 do 6 razy bardziej niż ma to zwykle miejsce w jeziorach słodkowodnych. Pierwsi eksploratorzy, zadziwieni obecnością tak słonego jeziora tak daleko wewnątrz lądu, byli błędnie przekonani że stanowi ono rozszerzenie Pacyfiku, połączone z nim przez system podziemnych tuneli. Bardzo słona woda spowodowała, że jezioro stało się popularne wśród pływaków, z uwagi na możliwość pływania po powierzchni bez wysiłku.

Wielkie Jezioro Słone

Niezwykle wysoki poziom zasolenia spowodował, że jezioro stało się niegościnne dla większości organizmów wodnych, i choć w różnych okolicznych torach wodnych i bagnach można znaleźć ryby, nie są one w stanie przetrwać w samym jeziorze. Jedynymi naturalnie występującymi stworzeniami, dla których to miejsce jest domem, są wszechobecne słonaczki – małe skorupiaki o długości zaledwie pół cala o przezroczystych ciałach, muchówki z gatunku Ephydridae (angielska nazwa „brine flies” – przyp. Iv.) oraz kilka gatunków bakterii i roślin wodnych. Tak naprawdę żyje tutaj tak wiele słonaczków, że Wielkie Jezioro Słone jest największym na świecie eksporterem tych zwierząt i ich jaj, odpowiadając za około 90% tego rynku. Zebrane słonaczki są wykorzystywane jako pożywienie dla zwierząt akwariowych, pokarm dla farm krewetkowych w Azji, a także do testowania różnych środków chemicznych, leków i toksyn. Ta oszałamiająca ilość słonaczków jest niestety jedną z przyczyn powstawania unoszącego się nad jeziorem siarkowego odoru. W najgorętszych okresach brzegi jeziora są również pełne rojów muchówek i jest ich tak dużo, że w niektórych porach roku ich liczba przekracza 370 milionów owadów na milę plażową, przez co powietrze jest od nich całkowicie czarne.

Jednymi z częstych gości poszukujących pożywienia blisko Wielkiego Jeziora Słonego są szablodzioby (Recurvirostra americana)

Brak różnorodności życia wodnego często prowadził do określania Wielkiego Jeziora Słonego mianem „Morza Martwego Ameryki”, to stwierdzenie dalekie jest jednak od prawdy. Duża liczba obecnych tutaj słonaczków oraz muchówek służy jako pokarm dla ogromnej ilości ptaków, które przylatują w te strony milionami, oraz zamieszkujących te tereny ptaków lądowych i wodnych. Okoliczne bagna również stanowią dom dla licznego ptactwa, zaś ryby żyjące w dopływach są pożywką dla mew, a nawet pelikanów. W czasie wiosennych roztopów w dwóch obszarach jeziora – Zatoce Bear River oraz Zatoce Farmington – poziom zasolenia wody staje się niższy niż w innych częściach jeziora, niekiedy osiągając nawet stan zbliżony do wody słodkiej, co przyczynia się do zwiększenia bioróżnorodności w tych obszarach, co z kolei pozwala znaleźć tutaj większą różnorodność bezkręgowców a nawet ryb, które śmiało zapuszczają się w mniej zasolone wody. Niewiarygodna różnorodność ptactwa, które zbiera się w lub wokół Wielkiego Jeziora Słonego, spowodowała powstanie na tym obszarze kilku schronisk i ptasich rezerwatów.

Choć Wielkie Jezioro Słone jako takie jest zdecydowanie zbyt słone, by mogły w jego głębinach przetrwać złożone organizmy poza wspomnianymi słonaczkami, to jednak posiada ono bogatą i dziwną historię ludzi, którzy próbowali zapełnić jezioro różnymi wodnymi formami życia. W XIX wieku dokonywano wielu prób zasiedlenia jeziora gatunkami morskimi, takimi jak ostrygi, węgorze czy kraby, wszystkie te próby spaliły jednak na panewce – żaden z tych gatunków nie był w stanie przetrwać ekstremalnych poziomów zasolenia oraz występujących tutaj zmian temperatury. Jeszcze dziwniejsza była rzekoma próba wprowadzenia do tego jeziora wielorybów.

W książce Lindy Dunning pt. „Lost Landscapes: Utah`s Ghosts, Mysterious Creatures, and Aliens” natrafiamy na wzmiankę, że pod koniec XIX wieku hodowca wielorybów o nazwisku James Wickham wpadł na cokolwiek poroniony pomysł zasiedlenia Wielkiego Jeziora Słonego wielorybami, które – co do tego był przekonany – mogły przeżyć w słonych wodach jeziora. Wickham miał spędzić rok w Australii, gdzie wyłapywał wieloryby w specjalnie do tego celu zaprojektowanym statku, zawierającym morską wodę w ilości pozwalającej na przetransportowanie zwierząt do USA bez wyrządzania im krzywdy.

W 1873 roku dwa australijskie wieloryby o długości 35 stóp schwytano i przewieziono do Wielkiego Słonego Jeziora, gdzie przetrzymywano je w specjalnie wybudowanej zagrodzie u ujścia rzeki Bear River. Niestety, wkrótce potem wieloryby uciekły, niszcząc ogrodzenie i znikając w jeziorze. Wielorybów nie odnaleziono, w związku z czym uznano je za zmarłe, do momentu aż 6 miesięcy później zwierzęta – teraz już długości 60 stóp – zauważono jak baraszkowały po jeziorze z gromadką mniejszych wielorybów – przypuszczalnie ich potomstwa – o rozmiarach od 3 do 15 stóp. Według doniesień, wieloryby żyły w jeziorze do czasu aż kłusownicy spowodowali ich wyginięcie – aczkolwiek od tego czasu pojawiały się jeszcze sporadyczne doniesienia o obserwacjach wielorybów w jeziorze. W okolicach Wielkiego Jeziora Słonego pojawiły się doniesienia o wałęsających się tutaj wielbłądach – prawdopodobnie potomkach zbiegłych zwierząt, używanych przez wojsko do przemieszczania się po trudnych terenach na początku XIX wieku.

Jak na miejsce tak nieprzyjazne wodnym formom życia, całkiem sporo jest domniemanych tajemniczych stworzeń, o których przez długi czas mówiło się, że zamieszkują również jezioro. Rdzenni mieszkańcy tych okolic opowiadali pierwszym eksploratorom o dzikim potworze z wielką głową, który grasował nieopodal brzegu i porywało z mielizny ptaki, a nawet konie i bydło. Stworzenie często było obwiniane z powodu tajemniczych zniknięć bydła na tym obszarze. Obserwację innego zagadkowego potwora w jeziorze zgłoszono w latach 40-tych XX wieku, kiedy to mężczyzna znany jako Brat Bainbridge doniósł o zauważeniu stworzenia, które wyglądało jak delfin, i które wypływało nieopodal wyspy Antelope – największej spośród 11 znanych wysp na tym jeziorze.

Jeszcze inne tajemnicze wodne stworzenie to zwierzę przypominające aligatora, które przypuszczalnie nurkuje w głębinach jeziora. W 1871 roku pan J. H. McNeil oraz kilkoro innych pracowników Przedsiębiorstwa Kopalni Solnych Barnes and Co. doniosło o obserwacji przy Mount Point u północnych wybrzeży Wielkiego Jeziora Słonego dużego zwierzęcia, które wyglądało jak aligator z głową konia. Zgodnie z doniesieniem, zwierzę wydało z siebie głęboki grzmiący odgłos i pogoniło mężczyzn na wzgórze, gdzie ci chronili się aż do świtu. Wróciwszy w miejsce, w którym poprzedniego dnia widzieli potwora, znaleźli przewrócone otoczaki, ślady i wyżłobienie w gruncie zrobione przez biegnące zwierzę. Od tego czasu sporadycznie widywano w jeziorze zwierzęta przypominające aligatory, o rozmiarach wahających się od skromnych 5 stóp aż do naprawdę olbrzymich 75 stóp.

Wody Wielkiego Jeziora Słonego nie są jedynym miejscem, w którym przystań znalazły domniemane zagadkowe potwory. W powietrzu również grasuje dziwna kreatura, którą okoliczni tubylcy nazywają „Wielkim Komarem” lub „Wielki Komar-Potwór” – uskrzydlony natręt, który ma wysysać krew z ofiar i który posądzany jest o zabicie wielu członków plemion. Nad Wielkim Jeziorem Słonym sporadycznie donoszono o obserwacjach wielkich uskrzydlonych stworzeń, jednak najsłynniejsza obserwacja miała miejsce w 1903 roku, kiedy to kilka gazet – w tym między innymi The Denver News, The Longasport Pharos oraz The Pittsburgh Press – opublikowało artykuły opisujące obserwację ogromnego uskrzydlonego potwora, który wyglądał jak latające prehistoryczne stworzenie przypominające pterozaura. Doniesienia mówiły, że dwaj myśliwi o nazwiskach Martin Gilbert oraz John Barry w miejscu o nazwie Stansbury Island przypuszczalnie zauważyli coś, co określili jako „prehistorycznego potwora”.

Dziwna bestia została opisana jako połączenie ryby, aligatora i nietoperza, które przebywało zarówno w powietrzu jak i pod wodą. Zgodnie z doniesieniami, zwierzę miało 65 stóp długości, pokryte było zrogowaciałymi łuskami, posiadało głowę aligatora, otwartą paszczę wypełnioną szablastymi zębami, oraz przenikliwe, świecące oczy. Skrzydła przypominały skrzydła nietoperza i miały rozpiętość od czubka do czubka równą 100 stóp, wspominano również o ogonie podobnym do rybiego. Mężczyźni przypuszczalnie widzieli jak stworzenie wylatuje po zmroku i wraca jakiś czas później, niosąc w szczękach całego, mocno okaleczonego konia. Mężczyźni opisali następnie, jak stworzenie zniknęło w jaskini wraz ze swoją makabryczną zdobyczą, oraz że słyszeli przyprawiające o mdłości odgłosy chrupanych kości, po czym godzinę później postanowili ostrożnie wrócić do swojego obozu po drugiej stronie wyspy.

Poza dziwnymi wodnymi bestiami i latającymi prehistorycznymi stworzeniami, Wielkie Jezioro Słone jest też podobno domem dla małych koni o rozmiarach psa, które mają biegać po brzegach jeziora oraz niektórych wyspach, tajemniczego plemienia tubylców ujeżdżających słonie, zaginionego plemienia „białych Indian” które mieszka teraz na jeziornych wyspach, a także dziwnych białych niedźwiedzi, które sieją postrach na słonych mieliznach. Te tak zwane „Słone Niedźwiedzie” mają rzekomo całkowicie zlewać się z otoczeniem do takiego stopnia, że widoczne są tylko ich czarne oczy. Zagadkowe niedźwiedzie rzekomo terroryzują kierowców na samotnych odcinkach szos, były też oskarżane o uszkodzenia dróg przecinających ich rewir. Istnieją też dziwaczne stworzenia, które rdzenni mieszkańcy tych okolic nazywają „Wodnymi Dziećmi”. Mają to być stworzenia o rozmiarach człowieka i aparycji przypominającej klasyczną syrenę, o długich czarnych włosach i ogonie ryby. Najbardziej niezwykłą cechą tych istot były ich falujące odgłosy, które miały przypominać płacz dziecka – stąd ich nazwa. „Wodne Dzieci” postrzegano jako niebezpieczne kreatury, które miały ciągnąć ofiary w stronę wód, gdzie następnie wciągały je pod powierzchnię i topiły.

Oprócz bardziej nietypowej przyrody, Wielkie Jezioro Słone stanowi również nawiedzone miejsce, zamieszkane podobno przez dużą różnorodność duchów i dusz. Istnieje wiele legend i historii opowiadających o duchach bytujących w tej okolicy, ale przypuszczalnie najbardziej znana, złowieszcza i przerażająca z nich opowiada o szabrowniku grobów, Johnie Baptiste, niesławnym kryminaliście, który w czasie swojej ponurej kariery sprofanował i zbezcześcił nawet 300 grobów. Baptiste pracował jako grabarz, gdy spadł na niego cień podejrzeń po tym jak odkryto że kilka z wykopanych przez niego grobowców zostało sprofanowanych – włącznie z miejscami pochówku Lota Huntingtona, Moroni Clawson oraz Johna P. Smitha, którzy zostali postrzeleni i zabici w trakcie próby ucieczki przed ścigającą ich policją. Śledztwo w sprawie zbezczeszczenia grobów rzezimieszków doprowadziło funkcjonariuszy do domu Baptiste, którego później postawiono w stan oskarżenia gdy na światło dzienne wyszedł proceder sprzedawania biżuterii skradzionej ze zwłok, za co zresztą aresztowano go w 1862 roku.

Sprawie towarzyszyło duże oburzenie opinii publicznej, związane z ponurymi i pożałowania godnymi przestępstwami Baptiste – a stało się jeszcze gorzej gdy okazało się, że Baptiste pojawił się na procesie, ubrany w garnitur należący do znanego kupca, który umarł i został w nim pochowany kilka lat wcześniej. Baptiste uznano winnym, doniesienia zaś głoszą, że zamiast umieszczać go w więzieniu, zdecydowano zesłać go na wyspy Wielkiego Jeziora Słonego. Podobno na jego czole nakreślono niezmywalnym tuszem znak, tak aby wszyscy widzieli że to szabrownik grobów, niektóre doniesienia podają też że jego uszy ścięto tak jak robi się to z uszami bydła. Później Baptiste został potępiony z daleka przez wzburzony tłum, domagający się osadzenia go na odległej, jałowej i niezamieszkanej wyspie Fremont – zwanej wówczas wyspą Millera – gdzie postawiono mu obskurną chatę i zapewniono zaopatrzenie, aby swoje ostatnie dni spędził w wymuszonej samotności. Trzy tygodnie później, gdy jeden z ludzi postanowił go odwiedzić, odkrył że chałupa została rozebrana, a Baptiste nigdzie nie było. Jedynym dowodem tego, co się z nim stało, była krowia skóra która wyglądała jak przerobiona na linę do związania tratwy. Poza tym, nigdy nie znaleziono po nim żadnego śladu, nawet po długich poszukiwaniach. Wyglądało to tak jak gdyby po prostu zniknął z powierzchni planety.

John Baptiste

W następnych latach pojawiały się zwodnicze wskazówki co do jego losu, a nawet miały miejsce obserwacje jakiegoś mężczyzny, do niczego one jednak nie doprowadziły. Najbardziej obiecujący trop pojawił się w 1890 roku, kiedy to myśliwi najpierw odkryli zagrzebaną w mule ludzką czaszkę, a potem odnaleźli pozbawiony głowy ludzki szkielet z przyczepioną doń kulą i łańcuchem – władze jednak utrzymywały, że Baptiste nigdy w taki łańcuch nie został zakuty. Do dziś pozostaje więc zagadką, gdzie się udał, jeśli jednak wierzyć okolicznym mieszkańcom, miejsce pobytu jego ducha nie stanowi tajemnicy. Mówi się, że zjawa Baptiste ukazuje się na brzegu wyspy Fremont w staromodnym ubraniu i nosi łopatę, niekiedy wołając o pomstę – czasami jest też nazywana „Potworem z Wielkiego Słonego Jeziora”.

Takie gniewne duchy i zjawy są niekiedy posądzane o niewytłumaczalne katastrofy statków powietrznych, których na Wielkim Jeziorze Słonym zdarzyło się wiele. Wielkie Jezioro Słone stało się w pewnym sensie prawdziwym śródlądowym Trójkątem Bermudzkim dla zaginionych samolotów, z których wiele zniknęło w tajemniczych okolicznościach. Główny szlak powietrzny do nieodległej Bazy Sił Powietrznych w Hill znajduje się tuż nad jeziorem, nad okolicą przelatują również samoloty zmierzające do Międzynarodowego Lotniska w Salt Lake City. Przez lata na dnie jeziora swoje miejsce spoczynku znalazło wiele samolotów i helikopterów, często w dobrych warunkach i z doświadczoną załogą na pokładzie. Jeden z dziwniejszych wypadków miał miejsce kiedy pilot-weteran II wojny światowej rozbił swój samolot na jeziorze, a kilka dni później wyszedł z wody, nie pamiętając gdzie w tym czasie przebywał.

Poza pojazdami powietrznymi, w niewyjaśnionych okolicznościach zatonęło tutaj również wiele szkunerów, okrętów transportowych i innych statków. Jednym z najsłynniejszych była łódź „City of Corrine”, która – według legendy – zatonęła wypełniona złotem. Wraku statku nigdy nie odnaleziono, mówi się też, że jego cenny ładunek wciąż może spoczywać na dnie jeziora. Jako jednego ze sprawców zatonięć statków podaje się nagłe, niewytłumaczalne wiry wodne, które otwierają się bez ostrzeżenia i mają wciągać statki do bagnistych podziemnych czeluści tak, że nikt ich już więcej nie widzi. Obojętnie czy takie wiry rzeczywiście istnieją czy też nie, wielu wraków statków i samolotów istotnie nigdy nie odnaleziono – choć po części może to być spowodowane faktem, że widoczność w jeziorze jest dość słaba, zaś według nurków na dnie jeziora znajduje się gruba warstwa śmierdzącego szlamu z rozkładających się szczątków. Nie wiadomo ile wraków spoczęło na wieki w głębinach Wielkiego Jeziora Słonego, jednak z pewnością jest ich wiele, zaś samo jezioro z pewnością zyskało złowrogą reputację połykacza wytworów człowieka. Długo nawet spekulowano, że gdzieś pod jego wodami ukryte jest starożytne miasto zaginionej cywilizacji.

Poza co bardziej dziwnymi i paranormalnymi zagadkami, w Wielkim Jeziorze Słonym znajduje się również wiele zagadek przyrodniczych. Jednym z bardziej nieprzyjemnych aspektów jeziora jest paskudny odór, jakie ono sporadycznie emituje. Zapach jest w dużej mierze wytwarzany przez rozkładające się miliardy śniętych słonaczków, algi, śnięte ryby które trafiły tutaj z rzek na pewną śmierć, oraz różne inne materiały organiczne, wypalające się pod wpływem ciepła słonecznego. Zapach podobno czasami jest przytłaczający, i niewątpliwie jest powodem dla którego próby budowy kurortów w pobliżu jeziora spaliły na panewce. Choć dla gości i tubylców obecność tego smrodu nie jest niczym nowym, niegdyś wierzono w istnienie toksycznych oparów, które miały się wydobywać z nieznanego źródła i natychmiast zabijać każdego, kto stanął im na drodze. Pierwsi eksploratorzy twierdzili, że trujące opary w ciągu sekund zwalały z nóg bydło, i że byli ekstremalnie wyczuleni na najmniejszą oznakę charakterystycznego odoru.

Innym dziwnym zjawiskiem przyrodniczym związanym z tym jeziorem są domniemane „podwodne trzęsawiska”, które mają szybko wchłaniać każdego, kto na nie wejdzie. Pewne doniesienie z 1939 roku wspomina o tym, jak to pewien mężczyzna stracił sześć koni, które natychmiast zatonęły, gdy zeszły z mierzei do płytkiej wody nieopodal wyspy Fremont. Były nawet historie o całych stadach bydła, które z szokującą szybkością wpadły w otchłań po wejściu do płytkiej wody. Pomimo istnienia takich historii, eksperci stwierdzili że nie istnieje żaden dowód potwierdzający istnienie podwodnych trzęsawisk.

Dodajmy jeszcze do tych zagadek dziwną historię tajemniczej, toksycznej masy pływającej zgnilizny o grubości 8 stóp, o której po raz pierwszy doniesiono w 1966 roku, zauważonej w południowej części jeziora na głębokości 22 stóp. Według opisu, zagadkowy szlam wydzielał obrzydliwy zapach przypominający zgniłe jaja. Gdy Inspekcja Mineralogiczna i Geologiczna Stanu Utah w 1969 roku próbki tej masy w celu znalezienia odpowiedzi, okazało się że jest to intensywnie pachnący materiał o konsystencji „wałka ciasta gotowego do włożenia do pieca”.

Mulista zgniła warstwa w sposób nagły i niespodziewany zniknęła w 1991 roku i do dziś nie udało się ustalić, co to takiego było. Często sądzono, że była to masa składająca się z larw muchówek, bądź też warstwa ścieków pochodząca sprzed 1950 roku, kiedy to często zrzucano ścieki do jeziora. Gdyby rzeczywiście były to larwy muchówek, nie byłby to pierwszy przypadek takiego zjawiska – jeden ze sławnych pierwszych eksploratorów tego obszaru, John C. Fremont, doniósł kiedyś o przejściu przez wielką masę takich larw, mierzącą 10 do 20 stóp szerokości i 7 do 12 stóp głębokości wzdłuż brzegu. Mając na uwadze że Wielkie Jezioro Słone w wielu miejscach na dnie posiada warstwę obrzydliwie pachnącego mułu, opcja ze ściekami również nie wydaje się aż tak dziwaczna, choć nikt nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego tajemnicza śmierdząca masa nagle zniknęła.

Wielkie Jezioro Słone zimą

Wielkie Jezioro Słone szczyci się również tym, że jest jednym z niewielu jezior jakie można określić prawdziwymi bogami gór lodowych. Znalezienie czegoś takiego w tym miejscu pozornie wydaje się dziwne, szczególnie biorąc pod uwagę to że słona woda w jeziorze jest przeważnie zbyt mocno skoncentrowana by mogła zamarznąć. Zdarzały się jednak nietypowe przypadki, gdy warstwa słodkiej wody zamarzała nad znajdującą się pod nią warstwą wody słonej. Przy odpowiednich warunkach atmosferycznych, ta górna warstwa może zamarzać i tworzyć grube warstwy lodu, które następnie pękają i tworzą góry lodowe. W historii jeziora wystąpienie takiego niezwykłego zjawiska zarejestrowano kilkukrotnie. Jedna taka góra lodowa, zauważona w 1942 roku, miała mieć 30 stóp wysokości i 100 stóp szerokości. W 1984 roku, w okresie niezwykle niskiego zasolenia, w czasie silnych mrozów powstało wiele dużych gór lodowych, które dryfowały po całym jeziorze, zderzając się i przewracając wszystko co stanęło im na drodze, włączając ogrodzenia, samochody i drzewa.

Zachód słońca na wyspie Antelope. W tle widoczna wyspa Carrington

Wielkie Jezioro Słone w stanie Utah stanowi tajemnicę, nie tylko z powodu samego swojego istnienia i natury, lecz również z uwagi na liczne otaczające je zagadki. Jest radosne i pełne życia, a zarazem ponure i martwe, pełne szlachetnego piękna, i jednocześnie jałowe, pełne solnych mielizn i spieczonej ziemi. Stanowi ono jedyny w swoim rodzaju skarb bioróżnorodności, przyrodniczej okazałości, ekscentrycznej historii i niekiedy budzącego grozę piękna, które jednocześnie wydaje się miejscem w pewnym sensie nawiedzonym przez jakąś nieokreśloną zmorę. Z całą pewnością jest to jedna z najdziwniejszych i najbardziej intrygujących formacji naturalnych zdobiących amerykański krajobraz.

Brent Swancer, mysteriousuniverse.org
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Źródło: www.paranormalium.pl

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat