Archeologiczne enigmy i preastronautyka

Napisane przez Amon w wrzesień - 21 - 2022


„I wstąpiła chwała Pańska od cheruba aż do progu domu; i dom był napełniony obłokiem, a dwór pełen chwały Pańskiej. I słychać było skrzydła cherubinów pędzących na dwór zewnętrzny!” (Ezechiel, 10:4)

Czy ten fragment Biblii opisuje pozaziemski statek kosmiczny („cherub(im)”), czy jest to jedynie ludzka parafraza boskiego objawienia? Podobne tradycje znajdujemy również wśród Sumerów, Indian i innych ludów. W indyjskim narodowym eposie Mahabharata, na przykład, jest napisane: „Kiedy nadszedł ranek, Rama zamontował niebiański rydwan („Vimana”). Moc rydwanu jest nieograniczona. Rydwan miał dwie kondygnacje z kilkoma przedziałami i oknami. (…) Był kolorowy i potężny (…) Gdy wzniósł się w powietrze, rozległ się niebiański dźwięk.”

To właśnie tradycje takie jak te powodują, że liczba tych, którzy wierzą w pozaziemski wpływ na historię ludzkości, z roku na rok wciąż rośnie. Najpopularniejsza teza tych prehistorycznych wizyt pozaziemskich – zwana też „preastronautyką – mówi, że bogami ludzkości były istoty pozaziemskie z innej planety, które uczyniły z preludzi bogów poprzez mieszanie się z ich rodzajem i celowy rozwój genetyczny.

Pionierem tej tezy jest Erich von Däniken – szwajcarski badacz, który w ponad 30 książkach próbował uzasadnić swoje teorie o pozaziemskich przybyszach. Nie jest on jednak osamotniony – szereg znanych i jeszcze bardziej nieznanych badaczy i autorów ma podobne teorie do von Dänikena – czyżby wszyscy oni byli wariatami? A może w tych czasem dziwnych pomysłach kryje się coś więcej?

Już w 1965 roku – trzy lata przed pierwszym dziełem Dänikena – francuski autor Robert Charroux opublikował pracę „Secrets Betrayed”, w której donosił o pozaziemskich bogach, wojnie nuklearnej i zniszczeniu dawnych zaawansowanych cywilizacji ludzkich. Bezsporne jest, że istnieje szereg znalezisk archeologicznych, które nie pasują do doktrynalnego obrazu historii ludzkości. Równie bezsporne są wczesne przedstawienia obrazowe i tradycje pisane o tajemniczych przedmiotach i nieznanych istotach – jednak wartość dowodowa tych tradycji zależy głównie od daru interpretacyjnego autora. Główny problem w związku z tymi sensacyjnymi znaleziskami – czy to artefaktów, czy źródeł pisanych i obrazkowych: Jako laik często nie sposób odróżnić falsyfikatów od oryginałów – na pewno nie bez możliwości zbadania samych obiektów.

A badania akademickie w większości milczą na ten temat z obawy o własną reputację naukową. W rzeczywistości każdy uczony akademicki, który odbiega od przekonań swojego promotora doktoratu lub kolegów z cechu, manewruje nieomylnie w kierunku naukowego ostracyzmu – to jest powód, dla którego najistotniejsze ustalenia dotyczące wczesnej historii zawdzięczamy często laikom lub uczonym spoza dziedziny: na przykład archeologom doświadczalnym Thorowi Heyerdahlowi i Dominique Görlitz, którzy niestrudzenie kompilują dowody na wczesne historyczne kontakty między kulturami oraz wysoki poziom wiedzy żeglarskiej i astronomicznej wczesnych ludzi.

Powstaje jednak pytanie, czy przedstawiciele preastronautyki to także pionierzy na ścieżce wiedzy, czy może w końcu tylko fantaści? Aby móc to ocenić, przyjrzyjmy się bliżej niektórym z prezentowanych raz po raz znalezisk.

Znaleziska archeologiczne przeczą panującej doktrynie

Kilka lat temu sensację wywołał reportaż z Jesús de Machaca w pobliżu jeziora Titicaca na boliwijskim Altiplano: Odkrycie skamieniałego śladu człowieka w warstwie skały liczącej miliony lat. Ale to nie wszystko – w różnych miejscach w USA (m.in. w Glen Rose) odkryto nawet skamieniałe odciski ludzkich stóp obok śladów dinozaurów – czy zatem ludzie żyli w tym samym czasie co dinozaury, które podobno wyginęły 65 milionów lat temu? A może dinozaury nie wymarły tak dawno temu, ale znacznie później?

Taką przynajmniej tezę stawia dr Hans-Joachim Zillmer. Dla inżyniera budownictwa z doktoratem wiele obowiązujących dziś doktryn dotyczących geologii, klimatu i historii Ziemi jest błędnych. Jeśli chodzi o skamieniałości, Zillmer uważa je za procesy, które w określonych warunkach mogą zachodzić w ciągu kilkudziesięciu lat.

Jego sztandarowy przykład: skamieniała stopa w kowbojskim bucie z lat 50. Zastanawiające są też podobne znaleziska: aluminiowy klin Aiud (zwany też Obiektem z Aiud) – znaleziony w 1974 roku podczas prac budowlanych w pobliżu rumuńskiego miasta Aiud – ma podobno 89% aluminium i pokryty jest grubą warstwą tlenku. Mówi się, że grubość tej warstwy tlenku jest tak mocna, jak w przypadku bryły aluminium leżącej w ziemi przez ponad milion lat. Równie zastanawiający jest żelazny młot obudowany kamieniem oraz spirala otoczona kamieniem. Zgodnie z obowiązującymi doktrynami na temat skamieniałości, muszą więc mieć miliony lat. Chyba, że dr Zillmer ma rację ze swoimi teoriami.

Choć żelazny młot często nazywany jest dziś falsyfikatem, ponieważ drewniana rękojeść, która rzekomo również jest skamieniała, skurczyła się od czasu jego odkrycia, dr Zillmer został niedawno utwierdzony w jednym punkcie przez ekspertów: Naukowcy w Chinach odkryli 164-milionowe skamieniałe szczątki pierwotnego bobra. Oznacza to, że już w czasach dinozaurów istniały ssaki, które były zadziwiająco zaawansowane. Nie mniej kontrowersyjne niż skamieniałości Zillmera są dwa stanowiska, które podobno dostarczyły różnorodnych obiektów obrazkowych, pisanych i artystycznych: Mowa o Glozel w południowej Francji i amerykańskiej Burrows Cave. Ta ostatnia, nazwana tak od jej domniemanego odkrywcy Russela Burrowsa, przyniosła serię wyrytych kamieni, na których znajdują się wizerunki ludzi najwyraźniej z różnych okresów kulturowych i czasowych: Głowy o wyglądzie północnoeuropejskim, Fenicjanie, Egipcjanie, Olmekowie, Indianie, etc….

To co je łączy to pozornie nowoczesny styl przedstawiania, który znacznie odbiega od starożytnych przedstawień ludzi. Postacie też wydają się być rzucone na dziko. Więc to surowe fałszerstwo? Wszystko na to wskazuje, bo odkrywca, Burrows, do dziś odmawia podania nazwy miejsca znaleziska, a przez wielu badaczy, którzy podjęli sprawę, nazywany jest bezczelnym oszustem.

Podobne miejsce zostało odkryte we Francji w 1918 roku. Tutaj, mimo podobnych artefaktów, fakty wydają się być inne. Znalazca, Emile Fraudin, który zmarł w lutym 2010 roku, nie jest fałszerzem artefaktów. Ani nie próbował sprzedawać artefaktów, ani nie miał czasu, by w bardzo krótkim czasie samodzielnie wykuć prawie 12 tysięcy znalezisk. Niektóre egzemplarze wykonane z rogu poroża zostały datowane na wiek 17 000 lat.

( Tablica rysunkowa od Glozela)

Inne miały zaledwie 4-5000 lat. Głównym kontrargumentem przeciwko autentyczności będzie natomiast opinia biegłego z 1929 roku, który operuje jasnym językiem. Eksperci kryminalistyczni byli w stanie udowodnić, że gliniane płyty ze znaleziska nie zostały wypalone, a więc nie mogły przetrwać w glebie przez dłuższy czas. Ponadto na niektórych znaleziskach można było wyraźnie odnaleźć pozostałości młodej roślinności. Dla oponentów znalezisk Glozela sytuacja od tego czasu stała się jasna. Zwolennicy są innego zdania: twierdzą, że część znalezisk rzeczywiście została wykonana jako kopie w celu zarobienia pieniędzy, ale większość jest autentyczna.

Znaki pisane zostałyby naniesione na starsze artefakty przez celtyckich mieszkańców w I tysiącleciu p.n.e. W sumie trudno o jednoznaczne rozstrzygnięcie za i przeciw. W każdym razie wiele wskazuje na to, że fałszerz naniósł różne znaki na autentyczny materiał ze starej epoki kamienia i neolitu – motyw i autorstwo pozostają jednak niejasne i przynajmniej to powinno być zachętą do dalszych badań.

Niemal bardziej fascynujące – przynajmniej jeśli chodzi o motywy – są znaleziska z Acambaro w Meksyku. Od 1944 roku wydobyto tu około 30 000 figurek i rzeźb, przedstawiających nie tylko różne rasy ludzkie, ale także motywy dinozaurów, czasem razem z ludźmi. W 1968 roku materiał organiczny, który podobno zachował się podczas procesu produkcji rzeźby, można było określić datą: 6500 lat poświadczyli eksperci Laboratoriów Izotopów w Westwood / New Yersay.

(Rzeźby dinozaurów z Acambaro)

Choć sceptycy wciąż wskazywali, że pojedyncze datowanie jest niewątpliwie niewystarczające do określenia wieku 30 tysięcy figur, to jednak na początku lat 70. dokonano kolejnych oznaczeń wieku rzeźb – tym razem metodą termoluminescencji. Ponownie wyniki wskazały na okres neolitu – 2400-2700 lat p.n.e.

Ponieważ pierwotny znalazca, niemiecki kupiec Waldemar Julsrud, a także okoliczni mieszkańcy nie chcieli sprzedać odzyskanych w ostatnich dekadach figurek, ich autentyczność była dla różnych badaczy pewna. Najbardziej znany, Charles Hapgood, prowadził własne wykopaliska, podczas których również natrafił na tajemnicze rzeźby. Według ostatniej ekspertyzy Laboratoriów Geochromowych z 1995 roku, przedstawione do badania egzemplarze są autentyczne i mają około 4000 lat.

Jednak na pytanie, dlaczego ówcześni ludzie wpadli na pomysł przedstawiania konspiracji razem z dinozaurami, nie mogła odpowiedzieć nawet ta ekspertyza. Albo artyści inspirowali się jakimiś tradycjami czy mitami, albo przedstawiali to, co widzieli. W tym drugim przypadku historia rzeczywiście musiałaby zostać napisana na nowo. Tego zdania jest również Uwe Topper. Opisuje on mur na Odilienberg w Alzacji, zbudowany z wielkich bloków kamiennych ważących kilka ton i osiągających długość kilku kilometrów i wysokość prawie 4 metrów. Ponadto kamienie były połączone ze sobą metalowymi hakami – wskazują na to przynajmniej ślady na kamieniach. Ponieważ mur mógłby być w pełni strzeżony ze względu na niewielką liczbę mieszkańców żyjących za nim, uważa, że jego wykorzystanie przeciwko atakującym dinozaurom jest możliwe. Ciekawa, choć co prawda słaba linia argumentacji.

(Rzeźby astronautów z epoki kamienia?)

Zagadkowe istoty pochodzenia zwierzęcego w starożytności

Innym gatunkiem tajemniczych zjawisk, które dosłownie „rozpaliły” wyobraźnię ufologów i preastronautów są zwierzęco-ludzkie hermafrodyty, tzw. chimery, które często pojawiają się w starożytnych tekstach.

Można je znaleźć jako rzeźby – często przedstawiane jako centaury z głową i ramionami człowieka, a ciałem i nogami konia – w mitach – np. jako Minotaurowa mieszanka byka i człowieka – oraz w przedstawieniach obrazkowych. Osławiony założyciel zakonu Neutemplariuszy, Jörg Lanz von Liebenfels, który został znienawidzony jako twórca idei Hitlera, widział w nich dowód na to, że dawni bogowie spółkowali z istotami małpopodobnymi i że w ten sposób kultura ulegała powolnej degeneracji. Jego postulatem było więc zapobieganie mezaliansowi między „boskimi Aryjczykami” a „bestiami”, które nazywał „małpami z Sodomy”.

Pomijając wnioski Lanza von Liebenfelsa, które zostały naznaczone jako rasistowskie, uderzające jest to, jak daleko wstecz sięga idea mieszania bogów z małpopodobnymi prehumanami. Szef SS Heinrich Himmler podobno również w swoim najbliższym kręgu odrzucał teorię ewolucji, według której człowiek powoli „hodował się” jak inne organizmy biologiczne. Dla niego przodkowie Aryjczyków wyrośli z gwiazd. To, co na pierwszy rzut oka brzmi jak szaleństwo ze strony rolnika znanego z otwartości na teorie okultystyczne, jest niczym innym jak przyjęciem starych legend, takich jak te z tradycji irlandzkiej, które donoszą to samo o plemieniu „Tuatha de Danann”.

Ten „lud bogów, którego matką jest Dana” kojarzy się z nordycką siedzibą pierwotną Hyperborei. Niesławny szef SS inspirował się również Edgarem Dacque, który wywrócił do góry nogami teorię ewolucji i widział człowieka nie jako produkt końcowy, ale jako punkt wyjścia stworzenia, z którego wyewoluowały ssaki. A może to ukrywanie informacji przed „wtajemniczonym”?

W każdym razie dzisiejsza preastronautyka uważa za całkiem wyobrażalny pomysł, że pozaziemskie istoty odwiedziły kiedyś Ziemię – jako nową kolonię lub jedynie przypadkowo jako goście – i spółkowały z małpopodobnymi preludzmi. Dla nich interwencja pozaziemska była decydującym impulsem, który uruchomił ewolucyjny kamień wzrostu inteligencji. Dla niektórych jest też do pomyślenia, że genom przedludzki był celowo manipulowany genetycznie. Według Zechariasza Sitchina, bogowie genetycznie stworzyli ludzi, aby wykonywali pracę bogów. Ci obcy, zwani Anunnaki, mieliby za zadanie wydobywać złoto potrzebne dla ich macierzystej planety Nibiru. Scenariusze, które nie wydają się już niewyobrażalne w obliczu szybkiego postępu inżynierii genetycznej w dzisiejszych czasach. Podczas niektórych eksperymentów genetycznych popełniono podobno błędy, które doprowadziły do powstania hermafrodytów.

Nawet dziś w badaniach wykorzystuje się komórki embrionalne pochodzące od zwierząt, usuwa się główny materiał genetyczny z jądra komórkowego i wstawia do komórki jajowej ludzki genom.

Uważa się to za nieszkodliwe, ponieważ mitochondria nie byłyby ” ani zwierzęciem, ani człowiekiem” z pochodzenia, a jedynie „bakteriami”. Łatwo też nawiązać do rozwoju embrionalnego zwierząt i ludzi, którzy we wczesnych fazach rozwoju są bardzo podobni. Wydaje się, jakby embrion w ciągu kilku dni cofał się w ewolucji stawania się człowiekiem przez miliony lat: Od ryby, przez gada, ptaka, aż do ssaka i w końcu do człowieka. Nawet dziś raz po raz rodzą się istoty, które wydają się łączyć cechy różnych gatunków.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

jedna odpowiedz jak na razie.

  1. Maciek pisze:

    Ciekawy artykuł ! W całej historii ludzkości jest mnóstwo takich historii, na szczęście system nie był w stanie ich ukryć, ani zniszczyć wszystkich pozostałości… Tak, Wedy opisują pojazdy Vimana.
    Napisałem właśnie o ufo , to dla ludzi którzy mało znają ten temat ale zwykle szukają jakiś sensacji, i jest szansa że zwrócą uwagę na tzw ukrytą rzeczywistość :

    https://gazetabaltycka.pl/promowane/niezidentyfikowane-fenomeny-powietrzne

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat