W wizerunkach na stelach ze słynnego neolitycznego kompleksu Göbekli Tepe, uczeni z Edynburga dopatrzyli się symbolicznej opowieści o wydarzeniach sprzed ok. 13 tys. lat, kiedy w Ziemię uderzyły odłamki rozczłonkowanej komety. Według brytyjskiego eksperta od zakazanej historii, Grahama Hancocka, w kamieniu upamiętniono nie tylko kataklizm, ale też pracywilizację, która została wówczas unicestwiona.

Twórcy monumentalnego i pełnego tajemnic kompleksu Göbekli Tepe w rejonie Şanlıurfy w południowo-wschodniej Turcji mogli pozostawić potomnym wiadomość o wielkim kataklizmie sprzed ok. 13 tys. lat – ustalili uczeni z Uniwersytetu Edynburskiego. Chodzi o kolizję Ziemi z odłamkami komety, która pociągnęła za sobą ochłodzenie klimatu i powrót do warunków epoki lodowej. Był to nie tylko początek końca mamutów. Graham Hancock – brytyjski pisarz i badacz “zakazanej historii” twierdzi, że wydarzenie to spowodowało również upadek “atlantydzkiej” pracywilizacji.

Zapisane w Steli Sępa

Amerykańska misja archeologiczna, która w pierwszej połowie lat 60. ub. wieku badała wzgórze Göbekli Tepe (tur. Pępkowe Wzgórze) przy granicy turecko-syryjskiej uznała je za stary bizantyjski albo muzułmański cmentarz, niezbyt ciekawy z naukowego punktu widzenia. Dopiero kiedy w 1994 r. wykopaliska rozpoczęli tam Niemcy okazało się, że dokonano jednego z najważniejszych znalezisk w dziejach. “Göbekli Tepe zmienia wszystko” – podsumował jego znaczenie brytyjski archeolog Ian Hodder.

W najstarszej warstwie natknięto się na coś, co dr Klaus Schmidt – długoletni kierownik wykopalisk w Göbekli Tepe nazwał “neolityczną katedrą”. Były to koliste oraz eliptyczne kamienne “zagrody”, w których umieszczono charakterystyczne filary w kształcie litery “T”, zazwyczaj zdobione wizerunkami zwierząt. Największe z nich mają sześć metrów wysokości i ponad 20 ton wagi. Kto i po co je tam ustawił? Tego Schmidt nie wiedział, choć znalezione na miejscu szczątki zwierząt (najprawdopodobniej ofiarnych) sugerowały, że w X-IX tysiącleciu przed Chrystusem, na ok. 6,5 tys. lat przed wzniesieniem Wielkiej Piramidy, miejsce to było centrum pielgrzymkowym, być może związanym z kultem zmarłych.

Wszystko to zbudowano w czasach, kiedy, zgodnie z ustaleniami archeologów, prymitywni ludzie nie znali koła, ceramiki ani rolnictwa.

Badania Martina B. Sweatmana i Dimitriosa Tsikritsisa z Uniwersytetu Edynburskiego wskazują jednak na zupełnie inny scenariusz. Według teorii, jaką zaprezentowali oni w magazynie “Mediterranean Archaeology and Archaeometry” (t. XVII, nr 1/2017), Göbekli Tepe mogło służyć celom astronomicznym i stanowiło upamiętnienie kataklizmu, którego echa pobrzmiewały w tradycji budowniczych kompleksu, mimo że miał on miejsce prawie 20 wieków wcześniej.

Ok. roku 10950 p.n.e. doszło bowiem do nagłego ochłodzenia klimatu i powrotu do dopiero co zakończonej epoki lodowej. Geolodzy nazywają to prawie 1300-letnie oziębienie młodszym dryasem, spierając się od dekad o jego przyczyny.

Zdaniem Sweatmana i Tsikritsisa, wskazówek odnośnie tego, co się wówczas wydarzyło udzielają stele z Göbekli Tepe.

“Zestawiając reliefy ze stel z asteryzmem gwiazd, natrafiliśmy na ślad, że na tzw. Steli Sępa jej twórcy odnieśli się do wydarzeń z ok. 10950 r. p.n.e. (plus minus 250 lat), co odpowiada dacie początku młodszego dryasu. Ustaliliśmy również, że główną funkcją Göbekli Tepe mogła być obserwacja rojów meteorów oraz upamiętnianie komet” – pisali uczeni.

Rekonstruując układ konstelacji ze Steli Sępa (biorącej nazwę od charakterystycznego wizerunku tego ptaka) doszli oni do wniosku, że stanowi ona odniesienie do czasów, kiedy w Ziemię uderzyły odłamki rozczłonkowanej komety.

“Postać człowieka bez głowy na filarze nr 43 może wskazywać, że tamte wydarzenia doprowadziły do śmierci wielu ludzi” – dodawali uczeni, sugerując, że budowniczy Göbekli Tepe za pomocą języka symboli mogli próbować opisać zmiany w przyrodzie, jakie pociągnął za sobą kosmiczny kataklizm.

Przyszłość może przynieść więcej odpowiedzi, gdyż do tej pory odkopano zaledwie 5 procent całego kompleksu – mówił zmarły w 2014 r. na zawał dr Schmidt. Dla niego oraz innych badaczy największą tajemnicą pozostawało jednak to, dlaczego pod koniec IX tysiąclecia Göbekli Tepe zasypano, jakby chcąc zachować to miejsce w postaci “kapsuły czasu” dla potomnych.

“Kolonia Atlantydy”

Choć kataklizm z XI milenium p.n.e. przyniósł ze sobą niezwykłe zniszczenia, dał też “cywilizacyjnego kopniaka” ówczesnym nomadom, którzy zaczęli łączyć się w większe grupy, co z kolei było zaczątkiem osiadłego stylu życia, podziału pracy oraz rozwoju rolnictwa i hodowli.

Zupełnie inaczej na ten problem patrzy jednak brytyjski pisarz i badacz tajemnic historii Graham Hancock. Jego zdaniem Göbekli Tepe nie było “neolitycznym sanktuarium”, lecz monumentem ku pamięci pracywilizacji starszej o tysiące lat od Sumeru i Egiptu, która legła w gruzach w wyniku kolizji naszej planety z rojem komet.

Posilając się ustaleniami geologów, którzy natrafili na ślady materiału kometarnego w rdzeniach lodowych (m.in. z Grenlandii) oraz na będące skutkiem kolizji nanodiamenty, Brytyjczyk stwierdził, że w XI milenium przed Chrystusem w Ziemię uderzyło co najmniej 8 odłamków komety, co wywołało nie tylko monstrualne tsunami i powodzie, ale też zmiany klimatu, wskutek których upadła kwitnąca wówczas cywilizacja.

– Efektem tego był wielki kataklizm trwający ok. 1,3 tys. lat. Sprawił on, że nasz gatunek nabawił się amnezji i ludzie zapomnieli o cywilizacji, jaka istniała przed uderzeniem komety. Nie uległa ona jednak totalnemu zapomnieniu, bo niektórym jej przedstawicielom udało się przeżyć i ocalić nieco wiedzy – wyjaśniał Hancock.

Przystanią dla ocalonych z “Atlantydy” stało się jego zdaniem Göbekli Tepe, które pełniło rolę “neolitycznego uniwersytetu” i rozpowszechniało wiedzę z zakresu rolnictwa, rzemiosł i różnych nauk.

– Przedstawiciele zaginionej cywilizacji przekazywali tam swą wiedzę nowym uczniom – myśliwym-zbieraczom, którzy dopiero uczyli się, jak to wszystko rozumieć – tłumaczył pisarz.

Göbekli Tepe, starsze od Stonehenge o kilka tysięcy lat i kilkadziesiąt razy od niego większe, wyrosło bowiem niczym oaza pośród cywilizacyjnej pustyni.

– Nie da się tego wyjaśnić w świetle konwencjonalnej wiedzy historycznej, która uznaje, że ówcześni ludzie byli prymitywnymi myśliwymi-zbieraczami, niezdolnymi do tego, by wyjść z szałasów i nagle zbudować największe i najbardziej kompleksowe stanowisko megalityczne na Ziemi. Dodatkowo trzeba pamiętać, że w okolicach Göbekli Tepe znaleziono ślady działalności pionierów rolnictwa – twierdził Hancock.

Rzeczywiście, z badań botaników wynika, że kilkadziesiąt kilometrów od Göbekli Tepe występuje dzika pszenica, niezwykle zbliżona pod względem genetycznym do pszenicy współczesnej.

Ale pogranicze syryjsko-tureckie nie było jedynym miejscem, z którego wiedza pracywilizacji promieniowała w świat, a podobny ośrodek, zdaniem pisarza, miał znajdować się również w Gizie.

Zagadką pozostaje tożsamość “cywilizacji-matki”, jej zasięg oraz stopień zaawansowania. Według Hancocka, choć nie dysponowała ona supertechniką, jak wyobrażają to sobie niektórzy fantaści, była ona na dość zaawansowanym jak na tamte czasy poziomie. Jej charakter mógł być jednak zupełnie odmienny od naszej cywilizacji i skupiał się na wartościach duchowych, jak ma to miejsce w kulturach Indian czy Aborygenów – wyjaśniał.

____________________________________

Wypowiedzi Grahama Hancocka pochodzą z wywiadu, jakiego pisarz udzielił Piotrowi Cielebiasiowi (Nieznany Świat, 8/2016).

Źródło: www.strefatajemnic.onet.pl

79 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat