Czym jest Sabat?

Napisane przez Amon w Kwiecień - 13 - 2017

Spośród wszystkich aspektów czarnoksięstwa sabat budził największe zainteresowanie zarówno dociekliwych sędziów, jak i profesjonalnych demonologów. Łączył on w jeden spójny system dawne legendy o tajemnych obrzędach z nowo powstałą koncepcją czamoksięstwa jako herezji; bluźniercze parodie rytów chrześcijańskich w połączeniu z rzekomymi wyuzdanymi orgiami – tematem skądinąd uważanym za tabu – splatały się z wizją spisku przeciwko prawu i porządkowi społecznemu, wspieranego przez wszystkie potęgi Zła, oraz teologicznymi wywodami traktującymi owe zgromadzenia czarownic i demonów jako kwintesencję kultu Szatana.

Wszystko wskazuje na to, że taka właśnie wizja sabatu kształtowała się stopniowo w ciągu czternastego i piętnastego stulecia w głównej mierze za sprawą powiązanych z inkwizycją urzędników śledczych l sędziów. W zalążkowej postaci stykamy się z nią w materiałach sądowych z procesu, który odbył się w roku 1335 w Tuluzie. Około roku 1440 Martin le Franc przytacza w swoim Champion des dames zeznania pewnej starej kobiety, dość szczegółowo opisującej takie spotkania, w których uczestniczyć miała od chwili ukończenia szesnastego roku życia, czyli mniej więcej od roku 1400.

Jeden z pierwszych demonologów europejskich, Johannes Nider (1435), zdaje się w ogóle o sabacie nie wiedzieć, niemniej anonimowy traktat francuski Errores Ga2:ariorum(.l450) przedstawia dokładny opis “synagogi”. Około roku 1458 Nicholas Jacquier używa jako pierwszy pojęcia “sabat”, aczkolwiek opis tej ceremonii, jaki podaje, jest nader pobieżny; słowo sabat pojawia się też w sprawozdaniach z prześladowań czarownic w Lyonie w roku 1460 (ta Yauderye de Lyonois). Około roku 1460 dwaj północnowłoscy księża zdołali się dostać na sabat, zostali jednak odkryci przez tłum rozwścieczonych czarownic, które poturbowały ich tak dotkliwie, że zmarli nie zdoławszy podzielić się swoimi wrażeniami z nikim. Mimo to bulla papieża Innocentego z roku 1484 nie zawiera żadnych wzmianek o sabacie, podobną powściągliwość w tej materii zachowuje również MalleusMaleflcarum.

Ale już od wieku szesnastego sabat staje się integralną częścią praktyk czarnoksięskich. Zarówno Bernard de Como (1510), jak i Barto-lommeo Spina (1523) prezentują mocno zaawansowaną jego koncepcję. Złożone i nader szczegółowe analizy zgromadzeń sabatowych znaleźć można w dziełach wszystkich prawie klasyków demonologii – Francuzów Bodina /1580), Remy’ego (1595) i de Lancre’a (1612), a także Włocha Guazzo (1608).

Pochodzenie samego terminu “sabat” tłumaczyć można na różne sposoby, wiele jednak przemawia za tym, by uznać, że to hebrajskie określenie siódmego dnia tygodnia nabrało zwłowrogiej treści poprzez odniesienie go do spotkań czarownic, które w ten sposób postawiono na równi z Żydami jako głównymi wrogami wiary chrześcijańskiej. Przemawia za tym również fakt, że we wczesnych traktatach demonologicznych często spotykamy się z określaniem sabatu mianem synagogi.

Daleko istotniejszy od etymologii pojęcia sabatu jest jednak zespół konotacji znaczeniowych, jaki narósł stopniowo wokół tego określenia – sabat to nie tylko zgromadzenie czarownic składających cześć diabłu, ale także miejsce, w którym odprawiana jest liturgia diabelska i w którym dochodzi do wyuzdanych orgii. W koncepcji sabatu zdają się splatać trzy następujące wizje:

1. Po pierwsze, kiedy około 1400 roku, głównie zresztą za sprawą inkwizycji, skrystalizowała się koncepcja czamoksięstwa jako zorganizowanej grupy czy też sekty religijnej, naturalną niejako koleją rzeczy przypisano jej odprawianie obrzędów i ceremonii, będących bluźnierczą parodią liturgii chrześcijańskiej – czarownice dopuściły się przecież zdrady samego Boga (warto zauważyć, że kilka stuleci później uczoną parodią mszy katolickiej stanie się tzw. czarna msza). Większość opisów sabatu zadziwia swą monotonią, przedstawiając go jako antychrześcijań-ski obrządek odprawiany tajemnie w kościołach. Inkwizytor Sebastian Michaelis utrzymywał na przykład, że czarownice śpiewają psalmy: “Magowie i ci, którzy potrafią czytać nuty, śpiewają pewne psalmy, tak jak się to zazwyczaj czyni w kościele, zwłaszcza Laudatc Dominum decoclis […], traktując je jako pieśni na chwałę Lucyfera” – Admirable History (1613). W roku 1678 w protestanckiej Szkocji diabeł udzielał czarownicom z Loudian “komunii, czyli sakramentu świętego; chleb miał postać opłatka, a pito bądź krew, bądź niekiedy czarną wodę z torfowiska”.

2. Po drugie, w nadziei wzbudzenia powszechnej ciekawości, a przy okazji także i wrogości wobec nowej sekty czarownic, teolodzy zaczęli przypisywać im wszelkie plu-gastwa, o jakie wcześniej oskarżano innych heretyków, na przykład waldensów c/y katarów. Dlatego też jako zapowiedź sabatu czarownic możemy traktować opisy tajemnych spotkań austriackich waldensów z roku 1336 i 1387, które kończyły się aktami zbiorowej rozpusty z przypadkowo wybranymi partnerami, oraz zeznania, jakie udało się wydobyć od przesłuchiwanych katarów z polowy XV stulecia albo włoskicli fraticellisch (odłam franciszkanów przeciwny cli oficjalnej regule zgromadzenia). Także i ich oskarżano o duszenie niemowląt, których zwłoki mieli następnie palić w celu sporządzenia proszku używanego rzekomo przy udzielaniu sakramentów. U schyłku piętnastego stulecia papież Innocenty VIII zorganizował krucjatę przeciwko waldensom w Delfinacie, skąd wygnał, jak to określił, “synagogę Szatana”.

3. Po trzecie, co może mniej istotne, teologiczna koncepcja sabatu obrosła otoczką wywodzących się jeszcze z epoki klasycznej pierwiastków pogańskich. Zgromadzenia przypominające sabat, związane zapewne z misteriami ku czci Bachusa i Priapa, opisywali Petroniusz, Apulejusz i Horacy; niebagatelną rolę w ukształtowaniu się jego nowożytnego wizerunku odegrały też wczesnośredniowieczne, niejasne zresztą i rozproszone, wzmianki o różnych tajemniczych zgromadzeniach nocnych. Do tej kategorii należy, na przykład, niezmiernie interesująca opowieść Oderyka Vitalisa o wędrujących nocami zastępach jeźdźców i pieszych płci obojga, utrzymujących, że pokutują za grzechy popełnione za życia. Nieco później Walter Mapes nawiązuje do legendy o jeźdźcach

Herli (władcy anglosaskiego), przemierzających gwiaździste niebo – oddział ten po trwającym dwieście lat bankiecie w towarzystwie gnomów skazany został na wieczną jazdę w siodle. Ostatnia wzmianka o pojawieniu się rycerzy Herli pochodzi z 19 grudnia 1154 roku. Podobne zjawiska widywano też w Bretanii. Wspominano także o innych gromadach nocnych wędrowców, między innymi o nieszkodliwym orszaku kobiet towarzyszących Pani Obfitości – reminiscencji rzymskiej bogini Hery, rozumianej później jako coś w rodzaju żeńskiego odpowiednika świętego Mikołaja. Wiele niewiast, powiada piszący w połowie czternastego stulecia Giacopo Pas-savanta, wyobrażało sobie, iż podąża w je) orszaku, czyniąc rozliczne cuda. Fakt, że kobiety te nie miały później żadnych poważniejszych kłopotów z prawem, dowodzi, iż nie znano jeszcze wtedy koncepcji heretyckiego sabatu czarownic.

Niektórzy z autorów łączyli zloty wiedźm z datami tradycyjnych świąt druidzkich: wigilią dnia Wszystkich świętych (31 października) i Nocą Walpurgii (30 kwietnia), czyli wigilią dnia pochodzącej z Devonshire świętej, która miała dokonać żywota w Niemczech w roku 777, Co więcej, tak zwane wielkie sabaty (grand sabbatś) odbywać się miały podczas czterech pogańskich świąt pór roku (zaadaptowanych później do kalendarza chrześcijańskiego): zimowego – 2 lutego (Matka Boska Gromniczna), wiosennego – 23 czerwca (w wigilię świętego Jana Chrzciciela), letniego – l sierpnia (dożynki), oraz jesiennego – 21 grudnia (na świętego Tomasza). W roku l66l szkockie czarownice z Forfar spotkać się miały na wielkich sabatach na Matkę Boską Gromniczną, w dzień Świętego Krzyża (3 maja), w dożynki i na Wszystkich Świętych (l listopada).

Niekiedy trafiamy też na wzmianki o krajowych bądź regionalnych zlotach czarownic organizowanych przy takich właśnie okazjach w najrozmaitszych budzących grozę miejscach – na Brocken czy Blocksburgu w Górach Harzu w Niemczech, na górze Venusberg w Niemczech środkowych (Geiler von Kaysersberg i Albertini), na Heubergu w południowym Szwarcwaldzie, nad rzeką Jordan, przy dębie Bonawentury (Spina), w szwedzkiej Blokuli, w domu otoczonym rozległą łąką, czy też w Puy-de-Dóme we francuskiej Owernii, o czym wspominają Raymond i Guazzo. Związki te, silne zwłaszcza w wierzeniach ludowych, rzadko jednak znajdują odbicie w oficjalnych traktatach demonologicznych i dokumentach sądowych; nigdy też nie odegrały większej roli w teoretycznych rozważaniach z dziedziny demonologii.

Dla większej jasności wykładu proponujemy wydzielić pięć zasadniczych elementów sabatu, z których każdy zostanie następnie omówiony w sposób bardziej szczegółowy:

1. Gromadzenie się na sabat [patrz także:
Maść powodująca latanie, Transwek-cja].
2. Hołd składany Diabłu. Akt oddania Szatanowi czci boskiej miał otwierać sabat; w tym samym czasie publicznie deklarowano zawarcie przymierza z Diabłem, a nowo przyjęte w skład zgromadzenia czarownice znaczone były diabelskim piętnem.
3. Uczta.
4. Zabawa, zwłaszcza taniec.
5. Powszechna rozpusta, kończąca każde zgromadzenie sabatowe [patrz także: Inkub, Sukkub, Stosunki płciowe z Diabłami].

1. Gromadzenie się i przybycie na sabat. Czarownica sama przygotowywała się do lotu na sabat; po natarciu całego ciała maścią zapewniającą jej umiejętność latania dosiadała rozdwojonego na końcu drąga lub miotły i unosiła się w powietrze. W pewnych przypadkach diabeł mógł przysłać po nią kozła, tryka lub psa – wtedy podróżowała na ich grzbiecie. Sabaty odbywały się w najrozmaitszych miejscach: na rozstajach dróg, w lasach i na pustkowiach, a niekiedy nawet w kościołach.

Demonolodzy nie byli zgodni, który z dni tygodnia jest ulubionym terminem spotkań czarownic, ale z rzadka tylko wymieniali sobotę, był to bowiem dzień poświęcony Dziewicy Marii. Nicholas Jacquier (ok. 1458) opowiadał się za czwartkiem, a i Bernard de Como (1510) był zdania, że sabaty odbywają się “w noc poprzedzającą piątek”. Spina (1523) uważał, że dniami sabatów są środa i niedziela. Podczas swego procesu Louis paufridi wymienił środę i piętek, czarownice z Essex – Jeśli wierzyć Hopkinsowi – spotykały się w piątek. De Lancre jest zwolennikiem poglądu, że sabaty odprawiano w poniedziałki, środy i piątki. Te trzy dni należą też do najczęściej wymienianych przez czarownice sądzone w Bambergu. Guazzo był zdania, że sabaty zwoływane są w różnych porach, w zależności od obyczajów lokalnych: we Włoszech w czwartki, a w Lotaryngii, na przykład, w środy. Boguet, który poświęcił aż cały rozdział swego dzieła problemowi “Du jour du sabbat”, wyróżnia czwartek, chociaż z drugiej strony przyznaje, że czarownice spotykają się też w poniedziałki, piątki i niedziele – wniosek stąd jednoznaczny, że zbierały się one wtedy, kiedy uznały to za stosowne.

Remy należał do pozostające) w mniejszości grupy demonologów, którzy uważali, że -większość^ sabatów odbywa się w soboty. Interesującą próbę uzasadnienia tego poglądu przedstawił dziewiętnastowieczny historyk okolic Bćam (rodzinnych stron de Lancre^), Cartier, który był zdania, że źródłem opowieści o sabatach były chłopskie bale maskowe, organizowane w sobotnie noce, aby ich uczestnicy mogli odpocząć w niedzielę – jedynym w tygodniu dniu wolnym od pracy.
George B. Harrison jest z kolei zdania, że w Anglii legendom o sabacie mogły dać początek hulanki urządzane przez Cyganów, żebraków i innych włóczęgów. Na poparcie swej tezy cytuje on diariusz Johna Mannigha-ma z roku 1605:

Jakieś trzy lata temu w Berkshire pojawiła się gromada obwiesiów, którzy co noc gromadzili się po owczarniach. Przedstawiciele prawa, których poinformowano o owych orgiach, powzięli stanowczy zamiar pojmania tych wyrzutków i około północy zdybali ich w pewnej szopie, gdzie sześć par – mężczyzn i kobiet – tańczyło nago, reszta zaś spoczywała wokół.

Sabat odbywał się wyłącznie nocą. Z reguły kobiety najpierw kładły się spać, a dopiero potem wstawały z łóżek i ulatywały w powietrze. Guazzo i Remy ustalili, że odbywało się to na dwie godziny przed północą; większość czarownic z Bambergu utrzymywała natomiast, że udawały się na zgromadzenia o godzinie jedenastej. Sabat trwał aż do brzasku bądź do piania kogutów. Pewna czarownica, o imieniu Latoma, wyjawiła Remy’emu, że pianie koguta jest sygnałem do zakończenia święta.

Liczba czarownic biorących udział w sabacie mogła być dowolna – zależała jedynie od wyobraźni ich samych bądź imaginacji prowadzącego śledztwo. Poglądu, że musiało być ich trzynaście, nie można traktować serio. Jak wynika z materiałów sądowych, w St.-Di6 zbierało się ich pięćdziesiąt do stu. Kilku sędziów wspomina też o zlotach zaiste gigantycznych. Pewien renomowany lekarz z Ferra-ry opowiadał Bartolommeo Spinie o sześciu tysiącach ludzi tańczących i pląsających wokół ognisk. Pewne zadziwiające zeznanie z roku 1440 mówi o dziesięciu tysiącach kobiet, które dosiadły drągów, by ulecieć na zebranie w Yalpute w Burgundii. De Lancre, opierając się na zeznaniach, które osobiście wydobył z podejrzanych, jeszcze swobodniej popuszcza wodze fantazji: “Sabat przypomi- na Jarmark, cfa którym wściekli i na wpół oszalali handlarze mieszają się ze sobą nawzajem, a ze wszystkich czterech stron świata ciągną dalsze ich rzesze – falujący tłum setek tysięcy sług Szatana”.

W miarę zdobywania przez demonologów kolejnych doświadczeń sabat stawał się obrzędem wysoce sformalizowanym. Opętana przez demony siostra Madeleine de Deman-dolx zeznała inkwizytorowi Sebastianowi Michaelisowi, że w sabacie brały udział trzy klasy społeczne, od “ludzi plugawej i niskiej kondycji” poczynając, na “dobrze urodzonych” kończąc. Siostra Madeleine stwierdziła:

Od czasu mego nawrócenia się [na czarnoksięstwo] sabat odbywał się codziennie, ale przedtem odprawiano go trzy razy w tygodniu. Zaczynał się o Jedenastej wieczorem, a kończył godzinę po północy. […3 Czarownicy, dzięki mocy pewnych maści, których zwykli używać, przenoszeni są w powietrzu przez diabły. Mijając innego diabła, kłaniają mu się i oddają mu cześć. W taki oto sposób spieszą do synagogi w miejscu wyznaczonym.

Zgromadziwszy się tam, wiedźmy i czarownice, którzy są ludźmi plugawej i niskiej kondycji i których obyczajem i zajęciem Jest mordowanie dzieci, a następnie przynoszenie ich wykopanych z grobów zwłok na sabat, jako pierwsze przystępują do oddania czci Księciu Synagogi […] składają hołd diabłu, który zasiada na tronie Jak władca. Następnie nadchodzą guślarze i guślarki, wywodzący się z klasy średniej, których zadaniem jest rzucać urok i miotać zaklęcia […] Jako trzecia grupa zbliżają się magowie, będący ludźmi dobrze urodzonymi; ich zadaniem Jest ze wszech sił bluźnić Bogu.

2. Złożenie hołdu Diabłu. Bez względu na to, czy przewidziane są ceremonie dodatkowe w rodzaju powtórnego chrztu lub ślubów czarowników z czarownicami, częścią składową każdego sabatu jest akt oddania się w poddaństwo Szatanowi. W Anglii, gdzie sabat nieczęsto pojawia się w relacjach z procesów o czary, ceremonia ta była, zgodnie z tradycją protestancką, surowa i skromna. W wydanej w roku 1597 Demonologii król Jakub I każe Epistemonowi, swojemu specjaliście w tej materii, opisać sabat w następujących słowach;

Co się zaś tyczy ich narad, to najczęściej odprawują je po kościołach, gdzie zbierają się, by oddawać cześć swemu panu; pyta on wtedy wszystkich, czymże się parali, a każda z nich przedstawia mu Jakiś zły uczynek, którego mogłaby dokonać, czy to w celu zdobycia bogactw, czy też wzięcia pomsty na ludziach, od których doznała krzywdy, ów zaś czyniąc zadość ich prośbom (a bez wątpienia z wielką robi to ochotą, jako że chodzi tu o wyrządzanie zła), podpowiada im sposoby osiągnięcia tych celów.

Niektóre z czarownic, na przykład te, które sądzono w Bambergu, wyznały, że diabeł odczytuje listę obecności, wywołując je po imieniu z czerwonej księgi. Podobną rolę miał rzekomo pełnić skryba czarownic z North Berwick, niejaki John Pian. Przy okazji mogły odbywać się śluby czarownic. “Zamiast wręczania sobie upominków ślubnych nowożeńcy powinni wypiąć się i dmuchnąć sobie wzajemne w zadek”.

Z kolei Guazzo opisuje sabat typowy dla Europy kontynentalnej, sabat, którego głównym punktem jest akt poddaństwa składanego diabłu, występującemu w klasycznej postaci kozła. W swoim Compendium Malefi-carum (1026) przedstawia tę ceremonię w sposób następujący:

Zebrawszy się, stronnicy diabła rozpalają zazwyczaj cuchnące i wstrętne ognisko. Zgromadzeniu przewodniczy diabeł; zasiada na tronie, przybrawszy wprzódy jakąś obmierzłą postać – już to kozła, już to psa, wszyscy zaś podchodzą doń, by złożyć mu cześć, wszelako ^ nie zawsze w ten sam sposób. Bywa bowiem, że padają na kolana jak błagalni-cy, niekiedy zaś stoją odwracając się doń plecami, innymi razy idąc zadzierają nogi tak wysoko, że głowa odchyla im się mocno do tyłu, a podbródek mierzy prosto w niebo. Odwracają się tyłem i poruszając wspak, na podobieństwo krabów, wyciągają ręce za plecy w geście błagania. Kiedy mówią, kierują twarz ku ziemi, a wszystko, co czynią, czynią w sposób odmienny niż normalni ludzie.

Następnie przychodzi kolej na osculum infame, zwane też osculum obscoenum, czyli “pocałunek hańby”:

Wręczają mu potem smolistoczarne świece albo pępowiny niemowląt i na znak złożonego hołdu całują w pośladki [ad si-gnum homagii eum in podicem osculan-tur\. Dokonawszy tych i innych obmierzłych czynów, przechodzą do dalszych zbrodniczych bezeceństw.

Opis owego pocałunku zajmuje poczesne miejsce w dziełach większości autorów i na tym tle niezwykła wydaje się powściągliwość jednego z wybitniejszych demonologów, Jeana Bodina: “Trudno o większy wstyd, pohańbienie i dyshonor niż ten, który znosi czarownica oddając cześć Szatanowi w przebraniu śmierdzącego kozła i całując go w miejsce, o którym skromność nie pozwala napomknąć ni w mowie, ni w piśmie”. Wzmianki o tej ceremonii znajdujemy nawet w materiałach z procesów szkockich; na przykład Agnes Sampson zeznała pod przysięgą, że “diabeł nakazywał całemu towarzystwu podejść i pocałować go w dupę, która – jak powiadali -była zimna jak lód”.

  Na synkretyczny charakter przedstawianej przez demonologów wizji sabatu wskazuje fakt, że oskarżenia o składanie “pocałunku hańby” wysuwano zarówno przeciw waldensom, jak i w czasie procesu templariuszy w roku 1307. Dostojnicy tego zakonu poddani zostali przez inkwizycję torturom i zmuszeni do złożenia zeznań bliźniaczo podobnych do tych. jakie później wydobywano z przesłuchiwanych czarownic. Były wśród nich zarzuty o podeptanie krzyża, “pocałunek hańby” i oddawanie czci bałwanom (niekiedy kotom), a także o sodomię i utrzymywanie diabłów jako duszków służebnych. Przed egzekucją templariusze odwołali wszystkie swoje zeznania. Także i w Errorcs Gciza-riorum (1450) czarownice wrzucono do jednego worka z katarami i waldensami; zresztą przez cały wiek piętnasty czarownice w okolicach Lyonu określano mianem ..Vaudois”.

3. Uczta. Demonolodzy starali się przedstawić sabat jako wyuzdaną orgię obżarstwa i rozpusty, nie chcąc Jednak nawet w swej obscenicznej wyobraźni dopuścić myśli, by ich przyszłe ofiary mogły zaznać najmniejszej nawet rozkoszy, ze wszystkich sil starali się wymusić na nich zeznania świadczące, że podawane potrawy były obrzydliwe, a stosunki płciowe sprawiały im ból. Co prawda Alphon-so de Castro (1547) był zdania, że to głównie rozkosze cielesne skłaniają kobiety do stania się czarownicami, ale już Guazzo powraca do standardowego opisu sabatowej uczty:

Po ustawieniu i nakryciu stołów zasiadają za nimi i przystępują do jedzenia potraw, które przygotował dla nich diabeł albo które sami ze sobą przynieśli. Ale wszyscy, którym zdarzyło się zasiąść za takim stołem, przyznają zgodnie, że potrawy wyglądają i pachną tak wstrętnie, że mogłyby przyprawić o torsje nawet największego głodomora, […l Powiadają też, że wszystkiego jest tam w bród, krom chleba i soli.

Opinii Guazza wtóruje Remy: “Powiadają, że smak potraw jest tak nieznośny, ostry i gorzki, że natychmiast po ich zjedzeniu spluwają z obrzydzenia”.

W roku 1611 siostra Madeleine de Deman-dolx dorzuciła kilka dodatkowych szczegółów:
Napojem, którego używali, była małma-zja, pobudzająca ciało do wyuzdanej rozpusty i czyniąca je bardziej ku niej podatne. […] Mięsem, jakie jadali zazwyczaj, były ciała małych dzieci gotowane i pieczone w synagodze; dzieci te dostarczano niekiedy na miejsce żywcem, kradnąc je z domów rodzicielskich, jeśli’ tylko nadarzała się po temu okazja. Nie używali w ogóle noży w obawie, by nikt nie położył ich na krzyż. […] Nie było tam także soli, symbolizuje ona bowiem wiedzę i pojęcie, nie pojawiały się też oliwki ani oliwa jako symbole miłosierdzia.
Po zakończeniu uczty czarownice mogły spróbować magicznego ciasta upieczonego z czarnego jęczmienia zmieszanego z mięsem nie ochrzczonych niemowląt, o którym mniemano, że pozwoli im w milczeniu znieść tortury.

Z pierwszą wzmianką o uczcie sabatowej w Anglii spotykamy się pięćdziesiąt lat po rozpoczęciu polowań na czarownice w tym kraju, w trakcie przewlekłego procesu czarownic z Lancashire w roku 1612. Jedna z głównych oskarżonych, Stara Chattox, opowiedziała o zjeździe familijnym z udziałem innej czarownicy, Starej Demdike, który odbył się w Malking Tower.

Było tam jadło, to znaczy mięso, masło, ser, chleb i napitki […], a gdy już zjedli, diabeł zwany Fancy i jakiś inny duch o imieniu Tibbe wynieśli resztki. I powiedziała też, że chociaż zjedli, mimo to nie poczuli się syci. W czasie uczty rzeczone duchy oświetlały ich, by mogli wiedzieć, co czynią, chociaż ani nie zapaliły świec, ani nie miały ze sobą ognia. Były tam zarówno diabły, jak i demony płci żeńskiej.

Oskarżenie o tańce i uprawianie rozpusty z diabłami, jakie wysunęła czternastoletnia Grace Sowerbutts przeciwko czarownicom z Salmesbury, okazało się przygotowane przez wrogiego im jezuitę, dzięki czemu, korzystając z antypapistowskiego nastawienia sądu, wyszły one z całej sprawy obronną ręką. Fakt, że w historii czarnoksięstwa angielskiego sabat pojawia się stosunkowo rzadko, jest rzeczą godną uwagi, dzieła autorów katolickich (Malleus Maleflcarum czy Bodin) cieszyły się bowiem sporą popularnością i były chętnie cytowane przez ich angielskich kolegów. W Szkocji natomiast o sabacie mówi się podczas procesu czarownic z North Berwick w roku 1590, a także w czasie toczącej się w roku l66l rozprawy przeciwko wiedźmom z Forfar, które zapiwszy piwo okowitą “weseliły się potem wielce”.

4. Tańce i zabawa. Po uczcie przychodziła pora na “tańce, odprawiane wkoło, ale zawsze w lewą stronę. […] Niekiedy tańczono przed ucztą, innymi razy po deserze. […] Wszystkie figury taneczne wykonywane są w wirującym frenetycznie kręgu, w którym tancerze odwróceni do siebie plecami trzymają się za ręce” – Compendium Maleflcarum.Podobny rodzaj tańca, częsty w średniowieczu wśród chłopstwa i niższych warstw miejskich, widocznie uważany był wówczas za nieprzystojny. W kontekście sabatu po raz pierwszy wspomina o nim Paulus Grillandus, a czyni to zapewne w tym celu, by podkreślić, iż wirowanie tanecznego kręgu z prawa w lewo symbolizuje również wywrócenie na opak całego porządku świata chrześcijańskiego, podobnie Jak żegnanie się znakiem krzyża z prawa na lewo czy też odwracanie kolejności słów mszy świętej wypowiadanych podczas ofiary.

Do tańca przygrywały same czarownice na “skrzypcach oraz innych instrumentach, przynoszonych przez tych, co potrafili na nich grać” (Michaelis). W Szkocji grywano na harfie Dawida. Compendium Maleficarum Guazza zawiera rycinę przedstawiającą grajków, którzy rozsiedli się na drzewie. W Ań Antidote Aga-instAtheism (1653) Henry Morę z pełnym zaufaniem przytacza jedną z opowieści Re-my’ego.Jako młody chłopak John z Heinbach siadywał na drzewie i przygrywał w czasie sabatu na dudach. Tańczący wydawali się chłopakowi tak śmieszni, że powiedział głośno:

“Boże, Boże, cóż to za szalona kompania”. Wspomnienie świętego imienia spowodowało, że tancerze rozpłynęli się w powietrzu, a John spadł z drzewa. Henry Morę znalazł także namacalny dowód tańców czarownic z diabłami o rozdwojonych kopytach – dowód, który Morę, magister sztuk uniwersytetu w Cambridge, uznał za nie do obalenia.

Ponadto w miejscu, w którym odbywały się tańce, odkryto krąg, a w nim znaleziono wyraźne odciski rozdwojonych kopyt, widniejące tam od dnia, w którym Nico-lea odkrył całą sprawę, aż do następnej zimy, kiedy je zaorano; a działo się to w roku 1590.

5. Powszechna rozpusta. Zainteresowanie związanych celibatem księży najdrobniejszymi szczegółami stosunków płciowych było wręcz przeogromne, ponieważ jednak problem kontaktów płciowych z diabłami został szerzej omówiony w innym miejscu, ograniczymy się tu do kilku jedynie przykładów. “Po zakończeniu tańców czarownice oddają się kopulacji: syn nie oszczędza matki, brat siostry, a ojciec córki; kazirodztwo szerzy się powszechnie”. Jednakże, zdaniem demonologów, większości czarownic stosunek płciowy sprawia ból. De Lancre powołuje się na zaprzysiężone zeznanie szesnastoletniej Jeanette d*Abadie:

Zeznała też, iż widziała, jak wszyscy łączą się w pary kazirodczo i z pogwałceniem praw natury, […] obwiniała się też o to, że Szatan pozbawił ją kwiatu dziewictwa i miała nieskończenie wiele razy [une in-finitćdefoi^ sprawę cielesną z jednym ze swych krewnych, a także z innymi, którzy zechcieli się z nią zadawać. Powiedziała też, że bała się stosunku z diabłem, ponieważ jego członek pokryty był łuską i zadawał jej nieznośny ból, co więcej, (ego nasienie było wyjątkowo zimne, tak zimne, że nigdy nie zaszła z nim w ciążę; po prawdzie także i żaden ze zwykłych mężczyzn, jacy bywali na sabatach, nie zdołał pogrubić jej w pasie.
Kilka nowych szczegółów dorzucił do tych opisów inkwizytor Michaelis. Siostra Madele-ine de Demandolx wyznała mu, że podążała na sabat co noc i co noc uprawiano tam odmienny rodzą) praktyk seksualnych:

W niedziele brukali się plugawym spółko-waniem z diabłami w postaci sukkubów i inkubów; w czwartki plamili się sodomią; w soboty zniżali do obmierzłe) bestiofilii; w pozostałe zaś dni czynili użytek ze zwykłych sposobów, jakie przewidziała natura.

Kwestię sabatu można by podsumować zeznaniem pewnej czarownicy, przytoczonym przez de Lancre’a, zeznaniem, w którym jest mowa o wszelkich praktykach z obrzędem tym związanych, od lotu na zgromadzenie poczynając, a na kopulacji kończąc:

Marguerite Brement, żona Noela Lave-reta, zeznała, że w zeszły poniedziałek po zapadnięciu zmierzchu udała się wraz ze swą matką Marion na zgromadzenie, które odbywało się na łące nieopodal młyna Fra-nquisa de Longny. Jej matka ujęła między uda miotłę i, wypowiedziawszy słowa, których ona nie mogła zrozumieć, uleciała nagle wraz z nią w powietrze. JUedy przybyła na wspomniane miejsce, spotkała tam Jeanne Robert, Jeanne Guillemin, Marie, żonę Simona d’Agneau, oraz Guil-lemette, żonę mężczyzny zwanego Le Gras; każda dosiadała swej własnej miotły. W miejscu tym było również sześciu diabłów pod postacią mężczyzn, szpetnych jednak wielce. […] Kiedy zakończyły się tańce, diabły spały z nimi i cieszyły się ich towarzystwem. Jeden z nich, z którym wcześniej tańczyła, objął ją, ucałował dwukrotnie i czynił sobie z nią zadość przez pół godziny; wytrysk jego nasienia był wyjątkowo zimny. Jeanne Guillemin zeznała podobnie w tej sprawie; stwierdziła, że trwali w zespoleniu cielesnym dobre pół godziny l że jej diabeł wstrzyknął w nią niezwykle zimne nasienie.

Opracował Amon na podstawie “Rossell Hope Robbins Encyklopedia Czarów i Demonologii”

Dla www.strefa44.pl

7 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat