Droga do poznania tajemnic okultyzmu

Napisane przez Amon w Listopad - 24 - 2019

Dowieść komuś prawdy to niełatwe zadanie.  Wynika to chociażby z tego, że każdy człowiek ma inne zapatrywanie na tę samą sprawę czy zjawisko.  Mamy swoje własne upodobania, bronimy pewnych zasad, inne odrzucamy – a fakty i otoczenie przemawiają do każdego z różnorodną wyrazistością.  Nie wszystko zresztą jest łatwe do zrozumienia.  Prawda jest nieraz ukryta jakby w niezrozumiałych symbolach, i to jeszcze pozornie bez większego warzenia, a szczególnie ukryta jest dla tych, którzy w naślepieniu niskich pożądań pozbyli się możności odczucia prawdy.

Droga do prawdy kryje się w tajemnicach natury.  Odkrycie tych tajemnic zbliża, więc człowieka do celu, jaki opatrzność mu wyznaczyła. Jednak tajemnice natury kryją w sobie również takie siły, które we władaniu złych ludzi mogłyby być wykorzystane na szkodę ludzkości.  Nic, więc dziwnego, że opatrzność postawiła na drodze do poznania tajemnic świata szereg przeszkód, które stanowią jak gdyby filtr, przez który przejść mogą tylko ci, którzy godni są poznania prawdy. Bo wyobraźmy sobie na przykład, co by się działo, gdyby tak sami ludzie doszli do poznania wszystkich sit natury i mogli nimi swobodnie oddziaływać.  Znamy już przecież obecnie grożące ludzkości niebezpieczeństwo, wynikające z odkrycia tajemnic energii atomowej, a co nam może grozić z poznania dalszych sił, jeszcze nie wiemy.

W duszy człowieka również ukryte są takie siły, które, dobrze użyte, mogą zniżyć szczęściu ludzkości, ale źle użyte mogą działać też na jej zgubę.  Bo przecież tymi siłami można działać bezpośrednio od człowieka na człowieka, można by bezpośrednio pomagać lub bezpośrednio szkodzić, nawet nie kontaktując się z nim, względnie bez udziału jego świadomości.  Tutaj jednak opatrzność zastosowała juki szereg filtrów, gdyż dla poznania tajemnic kryjących się w samym człowieku musi on przejść drogę do swojego centrum poprzez wszystkie płaszczyzny pośrednie. A wiemy już, że droga ta nie jest łatwa, – ale wiemy też, że jest ona dostępna dla każdego, niezależnie od jego stopnia wyksztalcenia.  Że nie jest łatwa, to uzmysławia nam fakt, ile przeciętny człowiek operuje tylko pięcioma zmysłami, które pozwalają mu zaledwie działać na płaszczyźnie świadomości, podczas gdy o płaszczyźnie podświadomości wie on tak mało, a z nadświadomości korzysta jedynie chwilami, i to przeważnie tylko podświadomie – w momentach przebłysku intuicji.

O płaszczyźnie astralnej przeważnie nic nie wie, a jeżeli próbuje się do niej wdzierać, czyni to bardzo nieudolnie, jak wykazaliśmy to w rozdziale o doświadczeniach spirytystycznych. Ci natomiast, którzy świadomie do niej chcą dotrzeć, ale nie są do tego przygotowani, są narażeni na liczne niebezpieczeństwa, które zagrażają im pod względem fizycznym i psychicznym.  Zdawałoby się, że człowiek zainteresuje się przede wszystkim swoją silą życiową (praną), bez której byłby przecież tylko bezwładną bryłą. Ale i w tej dziedzinie wykazuje on zadziwiającą niewiedzę, chociaż zdaje sobie sprawę, że jakaś siła go ożywia i potrafi nawet jej przejawy oznaczać i mierzyć, to samej istoty tej siły nie zna.  Z rozumu instynktowego korzysta człowiek, na co dzień, i to we śnie i na jawie. Z tego zdaje sobie sprawę, bo przecież wie o tym, że pracą jego napadów wewnętrznych kieruje jakiś rozum, i to automatycznie. Rozum ten oddaje mu również przysługi w różnych sytuacjach życiowych, na przykład w chwilach niebezpieczeństwa i zagrożenia fizycznego, kiedy automatycznie zasądza pewnymi czynnościami, zastępując zbyt powolnie reagujący umysł.

Ten sam człowiek przeważnie jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, że istnieje pomost między świadomością a automatyką, którą steruje rozum instynktowy, a tym samym, że może on mieć wpływ – za pośrednictwem świadomej myśli – na swój układ automatycznego sterowania.  Z intelektu (plan piąty) człowiek jest już bardzo dumny.  Jest to zresztą płaszczyzna, która go już wyraźnie odróżnia od świata zwierzęcego i innych ożywionych form organicznych.  Z tej płaszczyzny korzysta obficie rozum człowieka, a taki, który intelektem swoim wybija się z ogółu, otrzymuje nawet zaszczytny tytuł intelektualisty.  Nie zapomnijmy jednak o tym, że nie ma wyraźnego przejścia pomiędzy rozumem instynktowym a intelektem, że nawet u niejednego zwierzęcia rozum instynktowy przechodzi już w pewne formy nazwijmy to „prostej świadomości”.  Dopiero u człowieka – wraz z ewolucyjnym rozwojem intelektu – świadomość ta przeradza się w świadomość własną, która dalej przy współudziale rozumu duchowego może przejść w świadomość kosmiczną albo wszechświata.  Chociaż więc intelekt odróżnia człowieka od zwierzęcia, (które posiada cztery niższe pierwiastki), to jednak mogą w nim jeszcze brać górę cechy charakteryzujące te niższe pierwiastki. A cechy objawiają się w tym, że istota posiadająca należycie rozwinięte cztery pierwiastki niższe może objawiać namiętności, lecz nie rozum; wzruszenie, lecz nie intelekt; pragnienia, lecz nie rozumną wolę.

Wiadomo poza tym, że zwierzęta niższe mają bardzo mało tego, co możemy nazwać świadomością. Ich świadomość to niewiele więcej ponad czucie, a życie na jeszcze niższych szczeblach jest już prawie automatyczne. Dopiero u człowieka na skutek samoświadomości zaczyna powstawać pojęcie o swoim, ja”, a dzieje się tak tylko wtedy, gdy na jego intelekt działa impuls z następnego wyższego pierwiastka, jakim jest rozum duchowy.  Impuls ten może człowiek chwilowo otrzymywać w formie intuicji.  Jeżeli tak nie jest i człowiek nie otrzymuje tych impulsów od rozumu duchowego (inaczej powiedziawszy-nie jest wrażliwy albo uczulony na głos sumienia), a jest natomiast jeszcze gęsto osnuty powłokami niższymi, charakteryzującymi zwierzęta, to budzący się w nim intelekt daje mu jedynie większą siłę do zaspokojenia swoich niższych pragnień i skłonności, a wtedy człowiek, jeżeli zechce, jest zdolny w swojej „zwierzęcia” przewyższyć najdziksze zwierzęta (przeżyliśmy to szczególnie w ostatniej wojnie).  To, co więc ostatecznie odróżnia człowieka od zwierzęcia, jest jego rozum duchowy, gdyż wszystko, co uważamy za dobre, szlachetne i wielkie w umyśle człowieka, może jedynie od niego pochodzić.

W miarę wnikania rozumu duchowego w zwykłą świadomość rodzi się w człowieku świadomość duchowa, która daje mu z jednej strony poczucie istnienia potęgi wyższej, rządzącej wszechświatem, a z drugiej strony wytwarza w nim poczucie braterstwa i pokrewieństwa wszystkich ludzi.  Rozum duchowy nie jest sprzeczny z intelektem, stoi on po prostu ponad intelektem, jako pierwiastek (plan) wyższy może przenikać niższy.  Charakteryzując w sposób ogólny obydwa te pierwiastki, można powiedzieć, że intelekt jest „chłodny”, podczas gdy świadomość duchowa jest „gorąca”, szczególnie, gdy ożywiona jest szlachetnymi uczuciami.  To właśnie świadomość duchowa jest źródłem natchnienia wielkich malarzy, rzeźbiarzy, poetów, kaznodziejów itp. W tych krótkich rozważaniach doszliśmy już właściwie do określenia drogi, która prowadzi do celu, pozostaje nam jedynie zebrać razem środki i metody postępowania, umożliwiające wkroczenie na tę drogę.

A więc do poznania tajemnic własnej duszy, a tym samym tajemnic okultystycznych, prowadzi przede wszystkim etyka i wysoki poziom moralny. Jest to konieczne, a zarazem logiczne, bo wnikanie do wyższych płaszczyzn bez etyki dawałoby również szanse złym ludziom oraz czarnej magii, której zasadniczym celem nie jest miłość bliźniego. Ten, więc, który pragnie postępu własnego i innych, musi unikać postępowania, które w skutkach przyniosłoby ujemne wartości dla otoczenia. Są czyny dobre, piękne i wzniosłe, które, jak piękno przyrody, stwarzają w nas samych harmonię i działają też harmonijnie na otoczenie, w niczym nie zakłócając spokoju otaczających nas osób – w odróżnieniu od czynów brzydkich i złych, stawających ogólną dysharmonię i niepokój.  W zdobywaniu zdolności okultystycznych bogactwo zasadniczo nie stoi na przeszkodzie.   Przeszkodę stanowi jedynie egoistyczne pożądanie dóbr materialnych i w ogóle wszelki egoizm.

W kroczeniu drogą prawdy trzeba stale kształcić swoją wolę, która musi być wzbogacona w siłę wewnętrzną, nad którą również należy pracować.  Tu można nadmienić, że nie ma chyba człowieka, który by sam sobie źle życzył, z czego wypływa wniosek, że w pewnych formach egoizmu tkwi również już zarodek budowy dobra.  Gdyby jednak ktoś z pobudek egoistycznych życzył swojemu bliźniemu źle, to ku jego przestrodze ujawnimy tu jedno z praw natury, działających jak automat. Otóż zło i złość, jako siły działania, mają własność odbijania się od ciała syderycznego osoby, na którą zostały skierowane. Odbijając się przy tym ze wzmożoną siłą (wzmocnioną siłą syderyczną odbiorcy), wracają do nadawcy.  W ten sposób ciało syderyczne odbiorcy ochrania siebie od niepożądanych wpływów, czyniąc to całkowicie instynktownie i automatycznie (bez udziału świadomości), powodując przy tym zawsze spięcie tych samych sił u nadawcy.

Chęć powodowania zła zawsze, więc szkodzi tej osobie, która je chce powodować.  Uogólniając powyższe, możemy też powiedzieć, ile to, co „rozsiewamy”, nie powinno zakłócać harmonii naszej wewnętrznej natury, a siejąc zło, sprawiamy spustoszenie przede wszystkim we własnym wnętrzu.   Odwrotnie – wytrwałe czynienie dobra zakiełkuje nawet w niesprzyjającym otoczeniu, powodując zaniechanie sporów i waśni. W Jogasutrach Patandżalego (2,35.) Powiedziano, że „stałe nie krzywdzenie istot przeistacza się w dobrotliwość wzajemną tak dalece, ile nawet dziki zwierz w zetknięciu z jogiem łagodnieje”.  W drodze do poznania tajemnic ważną rolę odgrywa troska o własne ciało, ale jeszcze ważniejszą rolę gra dbałość o higienę duszy, która jest warunkiem zdrowia fizycznego.  „Czyż nasz charakter z jego wadami i przymiotami nie jest pierwotnym źródłem szczęśliwego lub nieszczęśliwego obrotu spraw naszych?  I czyż, zatem nie jest rzeczą pierwszorzędnej wagi dążenie do doskonalenia się i

Rozwijania w sobie zdolności panowania nad sobą? Czyż cierpienia moralne nie są zarówno, a może nawet bardziej dotkliwe od cierpień Fizycznych naszego ciała i czy nie wywierają one niewątpliwego, nieraz bardzo widmowego rozdźwięku w ciele fizycznym naszego organizmu?  Przestrach, nagły i niespodziewany przejaw gniewu, niepokój, zmartwienia i rozmaite przejściowe wzruszenia – to są zazwyczaj punkty wyjściowe do powstania histerii, neurastenii i wszelkich zaburzeń nerwowych, które w ogólności są właściwie spotęgowanymi wyrazami oddziaływania cierpienia duszy człowieka na jego ciało. Strachowi zazwyczaj towarzyszy drżenie, przyspieszone bicie serca, nieraz nawet biegunka.  Nagły przestrach powoduje często chwilowe osłabienie władzy w kończynach (mówi się potocznie, że „ręce opadają” albo „nogi podcięło”) Smutek powoduje wydzielanie się łez, utratę łaknienia, brak strawności i uczucie ogólnego niedomagania. Na skutek silnego niepokoju powstają skurcze żołądka, bladość i wydłużenie się rysów twarzy, bezsenność itp.

Czyż objawy te nie są skróconymi symptomami neurastenii i histerii?  Ale na tym nie koniec.  Zaburzenia czynności organów i ustroju mogą w nich wywołać stałe zmiany, które trudno już wyrównać.  A gdy na skutek tego sprawność funkcjonowania narządów wewnętrznych zostaje upośledzona, wówczas uwaga chorego coraz bardziej jest zwrócona na cielesne niedomagania, dając podstawę do chorobliwych autosugestii.  I w ten sposób powstaje prawdziwe błędne koło, z którego jest coraz trudniejsze wyjście. A więc zło staje się źródłem coraz nowego zła”.  Odwrotnie, dobro rodzi stale nowe dobro.  Dobre i szlachetne uczynki wpływają na pogodne usposobienie – wpływają na zdrowie psychiczne, a tym samym na zdrowie fizyczne.

Moralność i etyka prowadzą do harmonii z prawami natury i dają również prawo do prawdziwej wiedzy.  Jeżeli wznoszenie moralne odbywa się stopniowo, to również stopniowo wzrasta zdolność do prawdziwej wiedzy.  Jeżeli jednak znajdzie się ktoś, który powie:, „Dlaczego nie posiadam wiedzy obiecanej i władzy obiecanej, chociaż obecnie jestem pod każdym względem bez zarzutu?” – Ten musi pamiętać, że wszystkie poprzednio popełnione złe czyny muszą być zmazane lub przynajmniej zneutralizowane. Następnie powinien on zanalizować siłę napięcia swoich uczuć i ich stopień szlachetności. Im siła ta będzie większa, tym czas osiągnięcia rezultatów będzie krótszy.  W pracy dla dobra ludzkości nie jest wymagane wybijanie się na czoło społeczeństwa, wystarczy praca dla bliźnich – w miarę swoich możliwości.  W pracy tej nie wolno się jednak zatrzymywać na jednym poziomie lub działać w celach samolubnych, gdyż jest to również egoizm i pewne tchórzostwo przed dalszym wypełnianiem obowiązków i przed dalszą walką.  Dobrem nie jest samo osiągnięcie pewnego poziomu, ale siła, którą się dąży do pozornie nieosiągalnej doskonałości.  Odejść i nie walczyć to najsilniejsza pokusa ludzi słabych, również marzących o szczęściu.

To zagłuszanie głosu sumienia. Tam, wewnątrz człowieka, pola marzeniami o pięknie ideałów działa równocześnie uczucie egoizmu, podsycane przez niższe składniki duszy, które buntują się przed obowiązkiem walki w ramach praw wszechświata.  Praca nad sobą samym prowadzi do poznania coraz więcej prawd ukrytych w płaszczyznach naszego mikrokosmosu, a więc do poznania całej prawdy.  „Sam czyn nie oddali niewiedzy, gdyż czyn nie jest wrogi niewiedzy. Tylko wiedza mnie zwyciężyć niewiedzę, jak blask słoneczny zwycięża zalewę ciemności”.  Wiedzy nie zdobywa się od razu; osiąga się ją krok za krokiem – w miarę własnego postępu.  A postęp idzie zawsze w parze z pracą wewnętrzną.  Jedynie sprawdzaniem tej pracy jest praca zewnętrzna, bo tylko w stosunku do otoczenia jesteśmy w stanie stwierdzić wartości zeszłych zmian.

Że zdobywanie wiedzy nie jest rzeczą łatwą, przekonuje nas prosty przykład.  Miłość stwarza cierpienia, a cierpienia mogą też wywołać nienawiść, to widać stąd, że cierpienie jest jak gdyby ośrodkiem duszy, która w rozpaczy i tęsknocie za przeczuwalnym wyższym bytem miota się w przeciwnościach.  Rozwój duszy jest, więc również płynny i zachodzi w stałym ruchu przeciwieństw. Na ten rozwój nie może, więc istnieć jedna recepta. Muszą się one stale zmieniać. Stare muszą być zastąpione nowymi, by znowu powrócić do dawnych, gdy już dały trwałe doświadczenie.  W tej walce istotny udział biorą uczucia, które są bodźcem do czynu, i energia, powodująca stały ruch.  Brak uczucia to bezwład, to pewien poziom bliski śmierci.  Nie ma celu nieosiągalnego -istnieje tylko brak siły moralnej dla osiągnięcia celu. Już sama chęć i mocne, niezachwiane postanowienie wystarczają do utorowania drogi, którą wskaże ci intuicja, pomagająca równocześnie w odróżnianiu dobra od zła.


Opracował Amon na podstawie książki ” EDWARD KLEMP OKULTYZM (wyd orygin. 1977)”
Dla www.strefa44.pl
1 Udostępnień

jedna odpowiedz jak na razie.

  1. piotrek pisze:

    Hmm, to co mają zrobić ludzie słabi? tacy są ???

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat