Figurka z Nampy: dowód na istnienie dwumilionowej cywilizacji

Napisane przez Amon w wrzesień - 22 - 2022


W Nampa w Amerykańskim stanie Idaho podczas wiercenia w 1889 roku z głębokości dziewięćdziesięciu metrów wypłynęła na powierzchnię gliniana figurka o wymiarach około czterdziestu milimetrów. Archeolodzy szacują jego wiek na dwa miliony lat. Krytycy wciąż wątpią w jego autentyczność.

W 1887 roku James A. Pinney, Nathan Falk, Joseph Perrault, John Bernard i Mark A. Kurtz założyli firmę, która miała dostarczać wodę do przygranicznego miasteczka Nampa w stanie Idaho. W lipcu 1889 roku zostają wykonane pierwsze próbne odwierty. Szyb studni ma średnicę 15 centymetrów. Ciężkie żelazne rury są skręcone od góry do dołu, sekcja po sekcji, aby zapobiec przedostawaniu się piasku i gruzu do szybu. Po przebiciu się przez twardą skałę lawową prace wiertnicze zostają przerwane, a rura opuszczona, aby za pomocą pompy piaskowej przetransportować gromadzącą się skałę z warstwy ilastej na głębokości ponad dziewięćdziesięciu metrów w górę. Gdy Mark Kurtz przygląda się bliżej błotu i skałom, nagle pojawia się mały obiekt, który wprawia go w zdumienie. Jego pierwszą myślą było to, że nie pasuje tam. Po tym jak Kurz oczyścił to coś w strumieniu, ku swemu zdumieniu uświadamia sobie, że jest to mała, przypominająca człowieka postać. Kurtz był zdumiony i zafascynowany jednocześnie, ponieważ nie potrafi wyjaśnić, jak rzecz znalazła się w tym miejscu.

Przedsiębiorca pokazuje niezwykły artefakt niejakiemu Charlesowi F. Adamsowi, prezesowi Union Pacific Railroad, który akurat przejeżdża przez Idaho. Adams, który czytał książkę archeologa George’a Wrighta, opowiada następnie Wrightowi o sensacyjnym odkryciu w Idaho.

Wright prosi Kurtza o zdjęcie figurki. Kurtz pisze jednak, że nie widzi możliwości zrobienia zdjęcia, więc wysyła Wrightowi figurkę z następną przesyłką pocztową. Niedługo potem Wright potwierdza autentyczność artefaktu.

Wright analizuje, że artefakt został wykonany w połowie z gliny, a w połowie z kwarcu i że nie jest to produkt amatora, a raczej prawdziwego artysty. Na powierzchni występują ślady żelaza i plamy bezwodnego czerwonego tlenku. Ślady tego typu znajdują się również na glinianych kulach odnalezionych również w głębinach.

Wizerunek wysokiej cywilizacji?

Wright w liście do Kurtza pisze, że wygląd małej lalki jest jednoznaczny. Mała figurka ma bulwiastą głowę z ledwo dostrzegalnymi ustami, oczami i nosem, szerokie ramiona, krótkie grube ręce i długie nogi, z odłamaną prawą nogą. Znajdują się tam również słabe oznaczenia geometryczne, które mogą przedstawiać wzory ubrań lub biżuterii. Występują one głównie na klatce piersiowej, na szyi, na ramionach i na nadgarstkach.

Według Wrighta postać ta jest prawdopodobnie wizerunkiem przedstawiciela wysokiej cywilizacji o odpowiednio dobrej jakości ubioru. W porównaniu z artefaktami i kośćmi z ubiegłego wieku znalezionymi w Sierra Nevada w Kalifornii, artefakt z Nampy może być w rzeczywistości unikalnym odniesieniem do prehistorycznej cywilizacji w Ameryce Północnej, której szczątki mogą jeszcze dziś leżeć uśpione w głębinach. Wright pokazuje artefakt innemu ekspertowi, archeologowi F.W. Putmanowi z Uniwersytetu Harvarda. Ten ostatni pisze do Wrighta w raporcie z dochodzenia, że żelazna inkrustacja na powierzchni jest wyraźną wskazówką, że jest to relikt ze starożytności.

Doskonale wiemy, że zgodnie z darwinowską teorią ewolucji figurki takie jak artefakt z Nampy mogły być wykonane jedynie przez ludzi współczesnych, którzy po raz pierwszy ujrzeli światło dzienne około 200 000 lat temu. Zgodnie z tym oznaczałoby to, że współcześni ludzie istnieli już w obu Amerykach dwa miliony lat temu na granicy Plejstocenu.

Najstarsze artefakty postaci ludzkich pochodzą z okresu późnego paleolitu w Europie, czyli sprzed około 20 000 lub 30 000 lat. Z kolei w starożytnych sanskryckich pismach Indii współcześni ludzie są obecni od początku życia na ziemi. Świadczą o tym między innymi figury bogów i bogiń w indyjskich świątyniach, które według tradycyjnych źródeł są mniej więcej w tym samym wieku, co figura z Nampy. Wielu ekspertów, w tym liczni archeolodzy, dostrzegają pewne podobieństwo do glinianych figurek z europejskiego paleolitu. „Wenus z Williendorfu”, z przesadnie przedstawionymi kobiecymi cechami płciowymi, powiększonymi piersiami, szerokimi biodrami i ogromnymi pośladkami, jest jednym z najbardziej znanych artefaktów z tego okresu.

Choć wśród figurek z tego okresu panuje znaczna różnorodność, wszystkie wykazują jedną typową cechę: przesadną kobiecość. Natomiast gliniana figurka Nampa ma bardziej jakość figurki patyczaka. Zdecydowanie najważniejszym pytaniem dotyczącym autentyczności figurki z Nampy jest to, jak duża jest szansa, że tak kruchy artefakt przetrwa miliony lat nieuszkodzony – poza złamaną nogą.

Cieńszy niż fajkowy cybuch

W ciągu milionów lat miała miejsce cała seria kataklizmów z powodziami, ruchami skorupy ziemskiej, wybuchami wulkanów i związaną z tym akumulacją metrów piasku, żwiru i gruzu. Szansa, że mała gliniana figurka cieńsza od cybucha fajki mogła przetrwać ten ogromny proces niemal bez szwanku, może być właściwie wykluczona. A nawet gdyby tak było, siły kinetyczne pompy piaskowej mogły ją zmiażdżyć. Wright stwierdził, że nagromadzenie żelaza na powierzchni nie może być wyjaśnione w sposób naturalny, poza przyjęciem, że jest ono wynikiem powolnego rozkładu substancji żelaznej. Zdaniem badaczy wynik ten wynika wyłącznie z faktu, że jest to ocena naukowa z XIX wieku. Dziś wiadomo, że utlenianie żelaza występuje na glinie nawet wtedy, gdy jest ona celowo wypalana w ten sposób. Jest to proces dobrze znany archeologii, który w XIX wieku wielokrotnie prowadził do fałszerstw.

O tym, że w regionie rzeczywiście były inne ciekawe znaleziska tego typu, informuje m.in. autor Erdogan Ercivan w książce Missing Link der Archäologie, wydanej przez Kopp Verlag w 2009 roku. Ercivan pisze, że w 1930 roku archeolog Loui Sellbach podczas wykopalisk w suchych jaskiniach na południe od Idaho natrafił na artefakty bardzo podobne pod względem kształtu, formy i kunsztu wykonania do figurki z Nampy. Sellbach znalazł jednak przedmioty na głębokości zaledwie czterech do pięciu metrów.

Nie niekontrowersyjny lekarz i psychoanalityk Immanuel Velikovsky pisze w swoim dziele Erde in Aufruhr (Ziemia w zawierusze), wydanym w 1951 roku, że rzeczywiście doszło tam do ogromnego kataklizmu.

Autor pisze, że tysiące lat temu lawa wylała się na Columbia Plateau w Idaho na obszar mniej więcej wielkości Francji, Belgii i Szwajcarii. Dosadnie, Velkovsky pisze:

„Płynął nie jak strumień, nie jak rzeka, która rozerwała swoje brzegi: był to potop, pędzący od horyzontu do horyzontu, wypełniający wszystkie doliny, odparowujący wielkie jeziora, jakby były małymi otworami wirowymi, i pęczniejący coraz wyżej, stojący nad górami i grzebiący je głęboko pod roztopioną skałą – wrzącą i sączącą się na milę grubą, ważącą miliardy ton”.

Velikovsky twierdzi, że obszar ten był już wtedy zamieszkany przez ludzi. Jeśli to prawda, to szanse na przeżycie dla ludzi mogły być niewielkie. Jeśli więc chcieli ocalić swoje ciała, musieli opuścić region bez żadnego dobytku. To, co zostało, nadal spoczywa pod metrowej grubości skałą lawową. To, że artefakt wykonany z kruchej gliny mógł zostać odkopany prawie nieuszkodzony przez pompę piaskową podczas prac wiertniczych, jest prawie niemożliwe – twierdzą naukowcy. Nawet jeśli historia brzmi tak porywająco, trzymając w końcu w rękach dowód na to, że współcześni ludzie rzeczywiście istnieli dwa miliony lat temu, to jednak fizyczne okoliczności, w jakich znaleziono artefakt, przemawiają przeciwko jego autentyczności.

Oczywiście nie wyklucza to możliwości, że współcześni ludzie istnieli już dwa miliony lat temu. Wprost przeciwnie: jest na to nawet pół tuzina jednoznacznych dowodów. Starożytne pisma i artefakty z niemal wszystkich kultur mówią według mnie jasnym językiem.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat