Sabine Hossenfelder, niemiecka fizyczka teoretyczna specjalizująca się w grawitacji kwantowej, opublikowała prowokacyjne wideo szczegółowo opisujące wewnętrzne funkcjonowanie „wysokiej” nauki. Omawia takie kwestie jak kłamstwa, fałszerstwa i pogoń za pieniędzmi, sugerując, że „odkrycia” są często sfabrykowane. Wideo zgromadziło ponad dwa miliony wyświetleń i wywołało komentarze wielu wybitnych naukowców. Niektórzy mogą powiedzieć, że to przesada. Jednak podstawowe przesłanie jest takie, że postacie takie jak Einstein mogą nie odnieść sukcesu w dzisiejszym klimacie naukowym. Innowacje takie jak mechanika kwantowa mogłyby nigdy nie powstać. Wynika z tego, że prawdziwe odkrycia naukowe zakończyły się około pięćdziesiąt lat temu, a zwroty takie jak „naukowcy nie wiedzą” lub „teoria nie została jeszcze opracowana” sygnalizują, że może nie być nadchodzących odpowiedzi.

Sabine, lat 47, pochodzi z Frankfurtu nad Menem i jest absolwentką Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie. Jej kariera obejmuje stanowiska w Instytucie Ciężkich Jonów w Darmstadt, na Uniwersytecie Arizony, Uniwersytecie Kalifornijskim i w Instytucie Fizyki Teoretycznej w Waterloo. Obecnie jest częścią Instytutu Zaawansowanych Problemów w swoim rodzinnym kraju. Jest członkiem Niemieckiego Towarzystwa Fizycznego i Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego. Jej znaczące prace obejmują „Czarne dziury w innych wymiarach”, „Pojawienie się cząstek w zmiennych polach grawitacyjnych” i jest autorką uznanego na całym świecie „Brzydkiego Wszechświata”.

Sabine wychowała się w rodzinie nauczyciela i księgowej, a jej babcia pracowała na poczcie. Opisywani jako „prości i normalni ludzie”, nie zatrudniali dla niej korepetytorów ani nie angażowali się zbytnio w jej edukację, ale zaszczepili w niej silną etykę pracy. Jako młoda dziewczyna zdobyła praktyczne doświadczenie pracując pewnego lata w fabryce, a następnie w banku, gdzie miała za zadanie zaklejać koperty.

W szkole pasjonowała się fizyką i matematyką, ale w klasie była sama, przez co Sabine czuła się jak odludek. Zanurzyła się w biografiach znanych naukowców, ich przełomowych odkryciach i debatach. Była pewna, że zostanie naukowcem i będzie ich naśladować. „Jaka byłam naiwna”, wspomina w filmie.

„Ale to były wczesne lata 90-te, nie było jeszcze Internetu i nie miałam nikogo, kogo mogłabym poprosić o radę. Teraz opublikowałabym post i otrzymałabym 2000 porad, w tym dwie propozycje małżeństwa” – zauważa z humorem.

Nie znała się na naukowcach. Gdy usłyszała „Nadchodzi profesor”, wyobraziła sobie bóstwo. Młoda kobieta bez trudu dostała się na Uniwersytet we Frankfurcie.

„To był wspaniały czas. Kłóciliśmy się o fizykę, politykę, filozofię i oczywiście alkohol” – wspomina.

Uniwersytet się skończył, dyplom jest czerwony. Co może pójść nie tak?

Sabine spodziewała się natychmiastowej oferty pracy, zwłaszcza na własnym uniwersytecie, biorąc pod uwagę, że była najlepszą studentką. Jednak ta oferta nigdy nie nadeszła i pojawiły się trudności finansowe. Jako przyszła fizyczka uciekła się do sprzedaży swoich obrazów, przyznając: „Nie jestem dobrą artystką”, co doprowadziło do tego, że wielokrotnie prosiła babcię o pomoc finansową.

Ostatecznie trafiła do instytutu na swojej macierzystej uczelni, gdzie szef uniwersytetu powiedział do niej jednoznacznie:

„Nie zatrudnię cię. Jesteś kobietą. Dla was, kobiet, jest specjalny program, stypendium. Jest ono opłacane przez państwo. Dlaczego miałbym płacić ci pensję, skoro zrobi to państwo?”.

Sabine złożyła wniosek, otrzymała stypendium i rozpoczęła pracę. Jednak brak formalnego zatrudnienia oznaczał, że nie kwalifikowała się do ubezpieczenia zdrowotnego, co jest poważnym wyzwaniem w Niemczech, i nie otrzymywała świadczeń emerytalnych. Ponadto jej przełożony często przypominał jej, że nie jest uważana za faktycznego pracownika. Sabine wyraża frustrację z powodu „programów dla kobiet”, które sugerują, że kobiety są inne, wadliwe i wymagają specjalnych warunków, co jej zdaniem nie jest prawdą.

Została wyrzucona z biura

„Szef instytutu czerpał znaczne dochody z publikowania podręczników, których nie był autorem. Studenci studiów licencjackich i magisterskich wspierają go, w wyniku czego nasze podręczniki są podstawowe i prymitywne” – stwierdza Sabine.

Sabine, odrzuciwszy propozycję podporządkowania, została natychmiast wezwana na reprymendę. Przywódca, zaczynając krzyczeć od wejścia, ogłosił:

„Nie tylko oszczędzamy cię z litości, ale także obnosisz się ze swoją arogancją”. „To ostatni raz, kiedy zapytam: zobowiązujesz się do pisania podręczników czy nie?”.

Sabine odmówiła, a kierownik, krzycząc „jesteś zwolniona”, chwycił ją za ramiona, obrócił i wypchnął z biura.

Nie miał jednak prawa jej zwolnić. Nie zatrudnił jej; państwo płaciło jej pensję. Tylko dziekan uniwersytetu miał prawo anulować jej stypendium. Szef instytutu, obawiając się reperkusji, milczał na temat swojego niewłaściwego postępowania i dlatego wahał się zgłosić Sabine do dziekana.

„Myślałam, że to potwór. Ale potem zdałam sobie sprawę, że nie chodziło o niego, ani o konkretny instytut. Wszędzie jest tak samo” – mówi Sabine.

Z czasem bunt młodej buntowniczki został okiełznany. Sabina wspomina, że zaczęła dostosowywać się do zasad, które są następujące:

„Ludzie nie biorą pod uwagę odkryć naukowych ani dążenia do wiedzy. Skupiają się tylko na pieniądzach” – stwierdza.

Kiedy młody naukowiec otrzymuje grant, jego część, od 15 do 50 procent, przeznaczana jest na „koszty ogólne” – termin, który jest dość niejednoznaczny. W rzeczywistości pieniądze te trafiają do kieszeni kierownika, sięgając dziesiątek milionów dolarów. Biorąc pod uwagę znaczny rozmiar tych dotacji i wiele zaangażowanych osób, jest to znacząca suma. W związku z tym menedżerowie zmuszają młode osoby do ubiegania się o granty, wiążąc je tymczasowymi umowami z fatalnym wynagrodzeniem. Lider instytutu zyskuje nie tylko korzyści finansowe, ale także uznanie. W publikacjach opisujących wyniki grantów, nazwisko kierownika często znajduje się na pierwszym miejscu, podczas gdy nazwisko współautora może pojawiać się na końcu lub wcale.

Istnieje jeszcze jedna subtelność. Uzyskanie grantu wymaga wybrania tematu, który jest istotny, ale nie narusza podstawowych zasad fizyki. Badania powinny być krótkie, co pozwoli na szybsze uzyskanie kolejnych grantów. Często prowadzi to do ogłaszania „odkryć”. A jeśli odkrycie nie zostanie dokonane? Fałszerstwo nie jest uważane za złe, ponieważ nadzór jest rzadkością. Wieczna nieuczciwość staje się normą.

„Fizyka jądrowa jest oskarżana o wymyślanie nieistniejących cząstek. Postanowiłam otworzyć dyskusję na ten temat, ponieważ reprezentuje on destrukcyjną ścieżkę dla nauki. Zakładałem, że wielu będzie chciało wyrazić swoje opinie, ale nie było żadnych uczestników. „Naukowców motywują wyłącznie pieniądze” – twierdzi Sabina – „Nauka akademicka stała się fabryką makulatury”.

Sabina opanowała sztukę zdobywania odpowiednich grantów i prowadzenia oczekiwanych badań.

„Przestrzegałam zasad, wypełniałam zadania, spełniałam wymogi grantu i otrzymywałam należyte wynagrodzenie. Jednak uznałam to wszystko za głupotę, porównywalną ze znaczną częścią współczesnych badań. Czułem się okropnie, zarówno na ciele, jak i na umyśle. Zadziwiające, że w wieku 35 lat udało mi się wyjść za mąż i mieć dwoje dzieci, pomimo życia w niekończącym się cyklu, przechodząc od jednego grantu do drugiego bez wytchnienia” – wyznaje szczerze.

„Wyjść? Nie ma wyjścia”, podsumowuje, a wideo jest trafnie zatytułowane. Moją aspiracją było przeprowadzenie „prawdziwego” badania grawitacji kwantowej, podważenie podstawowych koncepcji i dojście do głębokich, ale uzasadnionych wniosków. Jednak przez lata nikt nie był skłonny sfinansować takich badań, zwłaszcza po opublikowaniu takiego filmu.

Pod filmem Sabine znajduje się morze komentarzy, wiele anonimowych. Jednak Derek Mueller z Australii stoi otwarcie. Znany w sferze popularnonaukowej jako Veritassium, przeszedł od poważnego naukowca do blogera, podobnie jak Sabine, chcąc przyczynić się do rozwoju społeczeństwa.

„Po ukończeniu mojego doktoratu rada była prosta: „szukaj finansowania”. Czy to jedyny cel? Obserwowanie, jak najbystrzejsze umysły, które włożyły ogromny wysiłek w zdobycie doktoratu naukowego, zostały zredukowane do zwykłych fundraiserów, było głęboko przygnębiające” – powiedziała.

Jest całkiem możliwe, że Sabine Hossenfelder złożyła takie oświadczenie, aby wywołać szum, co jest powszechną strategią blogera. Czym jednak różni się to od krytykowanych przez nią naukowców, którzy szukają tematów badawczych, które mogą przyciągnąć uwagę?


Opracował: Amon
www.strefa4.pl
www.strefa44.com.pl
Kategorie: Nauka / Kosmos

2 komentarze jak na razie.

  1. Kamil Kizmajas pisze:

    Niestety to co ona mówi może być prawdą. A to oznacza, że ludzkość stanęła w miejscu i tam stoi od dziesięcioleci – jedyne co to pewne technologie są usprawniane (na przykład prędkośc działania sieci telekomunikacyjnych), ale brakuje nowej jakości. Fuzji jak nie było tak nie ma, na Księżyc nikt nie poleciał ostatnio. Na Marsie nikogo nie było. Jak się czyta niektóre książki SF to aż smutny śmiech człowieka ogarnia – około roku 2000 mieliśmy już opanować połowę Układu Słonecznego.
    W szczególności Europa to skansen biurokratyczny – tu się nic nie dzieje nowego. Stagnacja. Concorde już nie lata a nic innego nie ma na jego miejsce. Stawia się na jakieś idiotyczne technologie niskoemisyjne, które są do niczego nie potrzebne i tylko wszystkim utrudniają życie. Ludzkość stoi w łopocie a EU jest tego najeprzym przykładem.

  2. Wojtek pisze:

    Niestety, bardzo niewiele osób jest w stanie pracować naukowo – prawdziwy postęp naukowy dzieje się dzięki kilkuset albo kilkoma tysiącami naukowców na świecie. Pozostali szlifują to co jest, mozolnie sprawdzając i dodając jakąś odrobinę do tego co wiemy. Uczelnie muszą się z czegoś utrzymywać, i naukowcy którzy dostają granty i publikują są w cenie.

    Ja wyjechałem z Polski, głównie z powodu tego że w Polsce mój idealizm naukowy znikał bardzo szybko. Tam gdzie teraz jestem profesorem, jest trochę lepiej, ale generalnie, sytuacja jest bardzo podobna jak ta którą opisała Sabine.
    Główny problem jest taki, że większość pomysłow, które są przełomowe, nie sprawdza się. Dodatkowo, przełomowe pomysły które nie są pozwolą na zrobienie doktoratu i publikacje, mogą niszczyć kariery młodych naukowców. Więc wnioski o grant muszą być 'pewne’, i mogą zawierać tylko mały komponent który może okazać się niewypałem.

    Zostają mi 2 tygognie w lipcu, w wakacje, kiedy mogę takie pomysły testować (sam). Mimo wielu lat doświadczenia i wiedzy jednak nieporównywalnej z doktorantami czy post-docami, pomysły zazwyczaj się nie sprawdzają. A jak się sprawdzają (na tyle, że można by to opublikować po dużej ilości pracy), to jest też problem, bo atakowanie status quo musi być bardzo przemyślane, najlepiej, żeby recenzenci się nie zorientowali 🙂

Zostaw komentarz


Aby zatwierdzić komentarz skorzystaj z dolnego suwaka *


  • Facebook

Szukaj temat