Widok z góry Roan. Archiwum Stanu Tennessee

W południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych znajduje się miejsce, gdzie od tysięcy lat występują anomalie akustyczne, które wpływają na ludzki mózg w taki sposób, że ludzie zaczynają widzieć dziwne kształty. Jest to teren Mount Roan, pasma górskiego, które jest częścią systemu górskiego starożytnych Appalachów. Historia tych miejsc sięga odległych tysiącleci, kiedy żyli tu jeszcze rdzenni Amerykanie. To właśnie oni byli pierwszymi naocznymi świadkami tajemniczego śpiewu w górach. Około dwóch tysięcy lat temu indiańscy szamani donieśli, że na górze Roan mieszka bóstwo z innego świata. Jego posłańcy ostrzegali podróżnych swoim śpiewem, gdy zbliżali się do świętego miejsca.

Głosy w górach Roan przypominają opowieść o Odyseuszu, którego poproszono o przywiązanie do masztu, gdy statek zbliżał się do wyspy Syren. Dopiero syreny swoim słodkim śpiewem wzbudziły w żeglarzach niepohamowane pragnienie, by wyskoczyć za burtę i spotkać się ze śpiewaczkami, ale zamiast rozkoszy pożerały biedaków. Podobnie miejscowi Indianie ze strachu rzadko wspinali się na wskazane wzgórze.

Roan High Knob to najwyższy punkt Góry Roan, wznoszący się na wysokość 6 285 stóp.

Oczywiście współcześni naukowcy nie wierzą w istnienie żadnych bóstw i bytów z innych światów. Jednak do tej pory nie udało im się wyjaśnić natury śpiewu. Próby przypisania wszystkiego dziwacznej interakcji wiatru, skał i echa nie powiodły się. Co więcej, w różnych instytutach badano nagrania dźwiękowe zarejestrowane w tych stronach. Okazało się, że ludzie potrafią je wydawać, tylko ich struny głosowe powinny być 2-3 razy dłuższe, a w śpiewaniu nie ma przerw na oddech ani żadnych wahań poziomu barwy dźwięku.

W XIX wieku zorganizowano wyprawę badaczy na górę Rouen. Opisali oni wydarzenia, które ich spotkały, w następujących słowach:

„Nigdy nie udało nam się wejść na szczyt. Gdy zbliżyliśmy się do wskazanego punktu, zaczęliśmy słyszeć grę na harfie i dźwięczny śpiew niskich głosów. Nie przypominało to skowytu wiatru ani okrzyków zwierząt i ptaków. Słyszeliśmy chór, ale nie mogliśmy zrozumieć, kto wydaje te boskie dźwięki. Gdybym był wierzący, dziś uwierzyłbym w istnienie aniołów”.

Indianie uważali ten śpiew za wezwanie duchów ziemi i wiatru.

Z tej samej wyprawy, esej innego uczestnika:

„Oddział zatrzymał się mniej więcej w połowie drogi na szczyt góry Roan. Tutaj gęste lasy zostały wyparte przez otwarte polany. Nagle usłyszeliśmy śpiew. O dziwo, śpiewało tu dosłownie wszystko. Dźwięk dochodził z każdej strony. Nie nasilał się ani nie słabł, był wspaniały. Aby ustalić źródło śpiewu, postanowiliśmy rozbić obóz i przenocować, a rano wspiąć się jeszcze wyżej”.

Nie udało im się wspiąć wyżej. Całą noc słuchali śpiewu, jak zaczarowani, jakby nie pozwalał im zasnąć. Bliżej rana członkowie ekspedycji zobaczyli jasne sylwetki ludzi. Obawiając się o swoje zdrowie psychiczne, odkrywcy w pośpiechu opuścili górę i wrócili do Londynu.

Przez cały XX wiek dziesiątki tysięcy ludzi odwiedzało to miejsce. Wiele z nich słyszało tajemniczy śpiew, wielokrotnie udawało się go też nagrać. W 2001 r. na szczycie Roan przeszła silna burza. Podczas podmuchów wiatru dźwięczny śpiew nie ustawał, lecz stawał się nieznośnie głośny. Miejscowi, spadkobiercy Indian, wierzą, że to duchy ziemi toczą wojnę z duchami wiatru.

W 2012 r. trzydziestoosobowa grupa studentów udała się do podnóża góry, aby osobiście usłyszeć boski chór. Dzień później wszyscy trzydzieścioro z nich skarżyło się na silny ból głowy, a także na halucynacje wzrokowe w postaci jasnych sylwetek przemykających wśród drzew. Taki wpływ na ludzki mózg jest częstym zjawiskiem wśród osób, które odwiedziły Mount Roan. Przy długotrwałym oddziaływaniu takiego dźwięku na mózg, ośrodki percepcji ulegają przeprogramowaniu, co prowadzi do halucynacji wzrokowych, a także zmiany świadomości smaków i zapachów.

Tajemniczy chór można usłyszeć do dziś.

W 2014 r. zabrano uczestników na górę, gdzie spędzili około jednego dnia. Następnie dano im do powąchania różne aromaty. Zapach wanilii postrzegali jako zapach surowego indyka, a zapach Coca-Coli jako zapach smoły. To samo dotyczyło kubków smakowych. Kwaśne limonki były jedzone z wielką przyjemnością, natomiast kukurydza z puszki była odrzucana ze względu na niesamowitą gorycz.

Fenomen góry Roan nie został jeszcze rozwiązany. Jest mało prawdopodobne, aby duchy ziemi lub wiatru oddziaływały na ludzki mózg, ale fakt, że niektóre fale akustyczne po prostu przeprogramowują pracę ośrodków percepcji i nastawienia, został udowodniony. Nawiasem mówiąc, po 6-8 godzinach węch i kubki smakowe ludzi działały już prawidłowo. Warto więc zauważyć, że natura po raz kolejny udowodniła ludzkości, że na naszej planecie jest jeszcze wiele niezbadanych tajemnic.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat