Niezwykła historia lotu Japan Air Lines

Napisane przez Amon w Wrzesień - 18 - 2019

Boeing 747 należący do japońskich linii lotniczych transportował ładunek wina z Paryża do Tokio. Za sterami siedziało dwóch bardzo doświadczonych pilotów. Na pokładzie znajdował się też technik, który czuwał nad parametrami maszyny. Kiedy samolot znalazł się nad wschodnią Alaską, zaczęły dziać się rzeczy, które po dziś dzień stanowią zagadkę, a oficjalne wyjaśnienia w rzeczywistości tłumaczą niewiele.

W pewnym momencie, tuż po zwrocie w kierunku Talkeetny, trzej członkowie załogi dostrzegli po lewej stronie, kilkaset metrów poniżej, dwa obiekty latające wydające się przeczyć fizyce – przynajmniej w jej ziemskim rozumieniu.
Oba te obiekty, jak się później okazało faktycznie przypominające spodki, trzymały się słabiej oświetlonej lewej strony, unikając przejrzystego nieba na prawo od japońskiego samolotu.

O godzinie 17:18 pilot Boeinga skontaktował się z wieżą, by potwierdzić obecność innych samolotów. Na naziemnych radarach również widać było obiekty, choć załodze w Anchorage nie było wiadomo o jakichkolwiek lotach cywilnych lub wojskowych w tym miejscu i czasie. Co więcej, rozmowę przerywały silne zakłócenia, które ustąpiły dopiero kwadrans później. Jednak wcale nie to było najdziwniejsze.

Kapitan Kenju Terauchi, pilot z ponad 10 000-godzinnym doświadczeniem, mający za sobą służbę w armii i loty myśliwcami, opowiadał, że statki powietrzne, które napotkali nad Alaską, przeczyły prawom fizyki. Przyspieszały, zwalniały i zmieniały kierunki, jakby nie dotyczyła ich inercja.

„Obiekt leciał w taki sposób, jakby nie istniała dla niego grawitacja. Przyspieszał, potem się zatrzymywał, potem leciał z naszą prędkością, w tym samym kierunku, więc wydawało się, jakby stał obok nas. A potem, zupełnie nagle, zmienił kurs. Inaczej mówiąc, obiekt musiał pokonać grawitację!”.

Piloci mówili też, że gdy obiekty włączały tzw. ciąg wsteczny, wzbudzało to widoczne przez kilka sekund płomienie, których ciepło czuć było w kabinie Boeinga. Po mniej więcej dziesięciu minutach statki oddaliły się na wschód i zniknęły. Najdziwniejsze z doświadczeń miało jednak dopiero nadejść.

Po zniknięciu dwóch obiektów wydawało się, że to koniec przygód japońskich pilotów. Nic z tych rzeczy. Wkrótce potem oczom Japończyków ukazało się duże źródło bardzo jasnego, wręcz oślepiającego światła, które wydawało się poruszać na takiej samej wysokości, z taką samą prędkością i w tym samym kierunku co japoński Boeing.

Odczyt z radaru potwierdził obecność obiektu na godzinie 10 w odległości niecałych 14 kilometrów od samolotu. Kapitan Terauchi raz jeszcze skontaktował się z bazą w Anchorage i raz jeszcze otrzymał odpowiedź odmowną. Na naziemnych radarach obiektu nie było widać.

Kiedy samolot wystarczająco zbliżył się do Fairbanks, w światłach miasta zarysowały się kształty obiektu. Gigantyczny obiekt latający, wielkości dwóch lotniskowców, znajdował się na lewo od samolotu. Terauchi natychmiast zdecydował się na zwrot, by uniknąć kolizji, jednak obiekt skopiował manewr. Tak samo jak Boeing skręcił o 45 stopni, obniżył lot o 4 tysiące stóp i wreszcie zrobił koło, by powrócić na pierwotny kurs.

Mimo że na radarach w Fairbanks nie było widać obiektu, baza w Anchorage zaoferowała wysłanie samolotów wojskowych. Japoński pilot miał jednak w pamięci śmiertelny wypadek, który wydarzył się niewiele wcześniej w podobnej sytuacji i odmówił przyjęcia pomocy. Mimo to wysłano dwa samoloty, które miały potwierdzić obecność obiektu, jednak kiedy znalazły się wystarczająco blisko, statek zniknął.

Boeing 747 wylądował bezpiecznie w Anchorage o 18:20, a sprawą lotu zajęła się Federal Aviation Administration. Terauchi zeznał, że obiektem, który widział, musiało być UFO, a kilka tygodni później swoimi spostrzeżeniami podzielił się z prasą. Za karę został zdegradowany – odmówiono mu dalszych lotów i przeniesiono za biurko. Dopiero na chwilę przed emeryturą przywrócono go do służby.

FAA potwierdziło w prasie zaistnienie incydentu, jednak nikt nie chciał mówić o przyczynach. Wkrótce potem zwołano tajne zebranie z udziałem przedstawicieli FBI, CIA oraz grup badawczych urzędujących pod nadzorem prezydenta Reagana. Według jednego z uczestników, bardzo poważnie rozważano przyznanie, że po raz pierwszy udało się zarejestrować przy pomocy radarów obecność UFO.

Trzy miesiące później wycofano się ze wszystkiego, twierdząc, że cały incydent był li tylko wynikiem błędu urządzeń pokładowych japońskiego Boeinga. I choć uznaje się doniesienia pilotów, to jednak nie sposób potwierdzić ich wniosków.
Sprawa miała zostać zamieciona pod dywan, jednak wiele szczegółów udało się wydobyć na światło dzienne. Prasa okrzyknęła incydent podczas lotu JAL 1628 pierwszym przypadkiem, kiedy obecność UFO została zarejestrowana zarówno naziemnymi, jak i mobilnymi radarami oraz potwierdzona przez doświadczonych pilotów. Co więcej, dwa kolejne analogiczne przypadki miały miejsce w styczniu kolejnego roku.

Źródło: www.wykop.pl

Autor: RFpNeFeFiFcL

0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat