Okultystyczny oddział Czeka

Napisane przez Amon w Kwiecień - 28 - 2019

Aleksandr Barczenko (fot. dp)


Jeden z ojców archipelagu GUŁag na rozkaz Lenina założył tajną komórkę sowieckich specsłużb zajmującą się parapsychologią. Jej członkowie szukali śladów dawnych cywilizacji i magicznych przedmiotów, wyprzedzając o kilkanaście lat hitlerowskich archeologów z Ahnenerbe. Prowadzili badania m.in. nad telepatią, hipnozą i przemianą ludzi w zombie.

Mało kto wie, że w kraju, gdzie zburzono tysiące cerkwi i w którym na wieki miał królować ateizm, pracownicy Czeka (Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Nadużyciami Władzy), OGPU (policja polityczna, zajmująca się również wywiadem i kontrwywiadem) i NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) walczyli o zwycięstwo komunizmu za pomocą… metod okultystycznych. Okazuje się – i dokumenty nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości – że służby specjalne nowego bolszewickiego państwa, które rodziło się na gruzach carskiej Rosji, interesowały się naukami tajemnymi!

Zaczęło się od wykładu, jaki jesienią 1918 r. wygłosił Aleksander Barczenko, niedoszły lekarz, hipnotyzer oraz autor powieści i opowiadań fantastycznych zafascynowany naukami markiza Alexandre Saint-Yyes d’Alveydre. Francuz ów twierdził, że w 1885 r. odwiedzili go tajemniczy mistrzowie ze Wschodu, mieszkańcy pozostającego w ukryciu podziemnego państwa Agharta (Szambala) i powierzyli mu sekrety starożytnej magii.

Dawno, dawno temu panował złoty wiek. Była to wielka wszechświatowa federacja narodów zbudowana na podłożu ideologicznego komunizmu. Ta epoka trwała na Ziemi 144 tysiące lat. Później skończyła się. Około 9 tysięcy lat temu, w Azji, na terenie dzisiejszego Afganistanu, Tybetu i Indii federacja, o jakiej wspominam, zaczęła się jednak odradzać
 – streszczał Barczenko rewelacje d’Alveydre’a piotrogradzkim marynarzom.

Okazało się, że ktoś go podsłuchiwał.
W październiku 1918 r. w czasie czerwonego terroru, kiedy ulice Piotrogradu spływały krwią, miłośnika fantastyki nieoczekiwanie wezwano do siedziby Czeka. Szedł z duszą na ramieniu, bo w tamtym czasie rozstrzeliwano ludzi pod byle pretekstem. Przeżył jednak miłe zaskoczenie. W gabinecie przywitało go kilku czekistów, którzy powiedzieli, że wprawdzie był na niego donos, ale oni nie wierzą, iż głosi antysowieckie hasła. Opowieściami o Agharcie najbardziej zainteresowany wydawał się eserowiec Jaków Bliumkin, który przedstawił autorowi wykładu propozycję współpracy ze służbami specjalnymi.

Hiperborau w Laponii

Pierwsza wyprawa zorganizowana w ramach wspomnianej współpracy zaprowadziła Barczenkę na daleką Północ. Latem 1920 r. wysłał go tam szef piotrogradzkiego Instytutu Mózgu, psychiatra i neurolog Władymir Biechtieriew, który od pewnego czasu wysługiwał się sowieckim specsłużbom, zajmując się badaniem wpływu hipnozy i telepatii na ludzi. Interesowało go zjawisko mieriaczenija, czyli rodzaj arktycznej psychozy. Choroba ta występuje u ludów Północy, m.in. kanadyjskich Indian, Eskimosów z Alaski i syberyjskich Jakutów. Zapadają na nią nieraz mieszkańcy całych wiosek. Jej główne objawy to halucynacje, wieszczenie przyszłości i bezwolne wykonywanie cudzych poleceń. Podczas napadów mieriaczenija chorzy krzyczą, płaczą i rwą włosy na głowie. W stan ten nierzadko wprowadzają ich szamani. Trans trwa od paru godzin do kilku dni, możliwe są też nawroty.

Jak łatwo się domyślić, ogarnięty szałem tudzież zamieniony w posłusznego zombie człowiek stanowił dla służb specjalnych nie lada kąsek. Bez trudu dawało się go nakłonić do wykonania różnych tajnych zadań, o których potem skutecznie zapominał. Nie istniała nawet konieczność likwidacji współpracownika.

Barczenko oficjalnie miał badać schorzenia i folklor mieszkających na Półwyspie Kolskim Lapończyków, zwanych też Saamami, oraz prowadzić doświadczenia nad przydatnością glonów morskich w produkcji karmy dla bydła. Ukrytym celem wyprawy było jednak poszukiwanie śladów legendarnej Hiperborei; krainy wiecznej szczęśliwości, która – według antycznych przekazów – znajdowała się gdzieś za siedzibą wiatru północnego. Lokalizowano ją m.in. na Grenlandii, w Karelii i na Wyspach Sołowieckich.

Oprócz Barczenki w wyprawie uczestniczyli: jego żona Natalia, sekretarka Julia Strucińska, studentka Lidia Szyszełowa-Markowa, reporter Siemionow i astrofizyk Aleksander Kondiajn. Głównym miejscem pobytu grupy był Murmańsk, skąd organizowano eskapady terenowe. Podczas jednej z nich, w rejon jezior Łowoziero i Sejdoziero (sejd to po lapońsku święty), Rosjanie dokonali niezwykle interesujących odkryć.

W głuchej tajdze znaleźli mianowicie granitowy monument, który nie wyglądał na dzieło przyrody, a przypominał piramidę. Ostre kąty figury wskazywały strony świata. Podobny kamień znajdował się na porośniętej mchem ścieżce w przesmyku między jeziorami. Z miejsca, gdzie leżał, można było ujrzeć brzeg Sejdoziera. Tam, na jasnych, pionowych skałach wznoszących się nad wodą widniał ogromny, kilkudziesięciometrowy rysunek człowieka z rozłożonymi ramionami.

Uczestnicy wyprawy przenocowali nad jeziorem w jednym z lapońskich szałasów. Następnego dnia postanowili podpłynąć do przeciwległego brzegu, by z bliska obejrzeć intrygujące malowidło. Jednak Lapończycy nie chcieli dać im łódki: obawiali się dziwnego wizerunku i przekonywali, że kto się doń zbliży, narazi się na wielkie niebezpieczeństwo. Nazywali go Kujwa (po lapońsku starzec). Powiadali, że to zły olbrzym, który w dawnych czasach walczył z Lapończykami – nie umieli sobie z nim poradzić, aż któregoś dnia szamanom udało się go zamienić w cień na skale. Wspominali też o tajemniczym plemieniu żyjącym pod ziemią, pokazywali jakieś jaskinie prowadzące do podziemnego świata. Były one jednak zasypane kamieniami, co uniemożliwiało jakąkolwiek eksplorację. Napomykali też o tajemniczej Wyspie Rogów na Łowozierze.

Mogli ją odwiedzać tylko lapońscy szamani. Leżało tam wiele poroży reniferów. Usłyszeliśmy,, że jeśli szaman poruszy takimi rogami, na jeziorze zacznie się burza. (…) Żyje tu jedna wiedźma, żona szamana, który zmarł 15 lat temu. O zmarłym, starcu Daniłowie mówili, że umiał leczyć ludzi i rzucać klątwy, a także sterować na życzenie pogodą
 – zanotował w swoim dzienniku Kondiajn.

Mimo obowiązującego zakazu członkowie ekspedycji postanowili się tam wybrać. Żaden z Lapończyków nie chciał im jednak pomóc. Na propozycję przystał dopiero syn miejscowego popa, który posiadał niewielką łódź z żaglem. Kiedy tylko zbliżyli się do wyspy, na jeziorze rozszalał się tak silny wicher, że maszt pękł na dwie części niczym zapałka. Z trudem przybili do innej wysepki i tam spędzili noc.

Wyprawa na daleką Północ zakończyła się jesienią 1922 r. Wkrótce w gazecie Krasnaia Zwiezda ukazał się wywiad z Barczenką, który oświadczył, że na Półwyspie Kolskim znajdują się pozostałości dawnej cywilizacji, bez wątpienia starszej od egipskiej, że do tej pory składa się tam ofiary w miejscach kultu religijnego i że najprawdopodobniej gdzieś w pobliżu można natknąć się na wejście do Hiperborei. Oświadczył ponadto, iż jego zdaniem Lapończycy wywodzą się z jakiejś innej rasy i są spadkobiercami nieistniejącej już cywilizacji.

W drodze do Szambali

Wypowiedzi kierownika wyprawy wywołały prawdziwą sensację. Wkrótce też otrzymał on zaproszenie do współpracy od Gleba Bokija, wysokiego funkcjonariusza Czeka, który od 1921r. pełnił funkcję dowódcy tajnego oddziału zajmującego się szyframi i parapsychologią. Jak się okazało, byli starymi znajomymi – jeszcze w czasach carskich obaj wstąpili do tej samej petersburskiej loży martynistycznej. Bokij poprosił pisarza, aby przeszkolił podległych mu czekistów w zakresie praktyk magicznych. Jednym z jego uczniów był Henryk Jagoda, późniejszy szef NKWD.

Zimą 1923 r. Barczenko poznał prawnika Piotra Szandorowskiego, ucznia Gieorgija Gurdżijewa – słynnego grecko-ormiańskiego mistyka i filozofa. Plotki mówiły, że Gurdżijew, który w tym czasie przebywał już na emigracji, specjalnie pozostawił Szandorowskiego w Piotrogradzie, by ten szerzył jego nauki. W 1924 r. Barczenko i Szandorowski założyli okultystyczną organizację Jedyne Robotnicze Bractwo, nad którą patronat objęło Czeka. Jego członkami zostali m. in.: Gleb Bokij, przyjaciel Stalina Iwan Moskwin, radziecki dyplomata Borys Stomniakow oraz kuzyn Gurdżijewa, rzeźbiarz Siergiej Mierkułow, autor monumentalnych pomników wodzów rewolucji. Członkowie stowarzyszenia studiowali nauki tajemne i badali możliwość ich wykorzystania w działaniach wywiadowczych.

Ponadto marzyli o odnalezieniu drogi do Szambali, która jawiła im się jako państwo idealnego komunizmu. Jednym z informatorów Barczenki w tej kwestii okazał się buddyjski mnich, Buriat z pochodzenia, Agwan Łobzan Dordżijew, inicjator budowy pierwszej buddyjskiej świątyni w Petersburgu. W okresie caratu był on agentem rosyjskiego wywiadu w Tybecie. Udało mu się przeniknąć do najściślejszego kręgu XIII Dalajlamy, a jego pseudonim operacyjny brzmiał, nomen omen, Szambala. Dordżijew twierdził, że prawdziwa Szambala leży na styku Indii, Nepalu i Sinciang w Chinach. Był to obszar zwany Ngari, którym – jako namiestnik – władał wówczas tybetański separatysta Naga Nawien zamierzający oderwać się od Tybetu przy pomocy Kominternu.

Wyprawę mającą na celu poszukiwanie legendarnej krainy zaplanowano na lato 1925 r. Patronował jej Bokij, który na kierownika wyznaczył Barczenkę, a komisarzem politycznym mianował Jakowa Bliumkina, tego samego eserowca, który wcześniej zwerbował Barczenkę do współpracy z Czeka. Zasłynął on m.in. tym, że latem 1918 r. zastrzelił z rewolweru niemieckiego ambasadora, hrabiego Wilhelma von Mirbach-Harffa. Potrafił doskonale obchodzić się z bronią, był mistrzem walki wręcz, poliglotą i doświadczonym zwiadowcą znającym warunki życia na Wschodzie.

Ekspedycja miała przejść przez Pamir i Hindukusz, po czym wkroczyć do Szambali przez jedną z dolin w Himalajach. Wszystko układało się dobrze, dopóki na przeszkodzie nie stanęły knowania nieprzyjaznych Bokijowi kolegów-czekistów, w tym dowódcy wywiadu Michaiła Trilissera oraz Henryka Jagody, którzy udali się do Grigorija Cziczerina, ówczesnego ludowego komisarza spraw zagranicznych i przekonali go, by wszystko odwołał. Selim Chazbijewicz w artykule Masoni, okultyści, sowieci i Stalin informuje, że wyprawa ta miała kosztować 100 tysięcy rubli w złocie i że Cziczerin wolał, by ekspedycja wyjechała do Lhasy, stolicy Tybetu. Dlatego poparł plany ekspedycji Mikołaja Roerichamimo że ten ostatni miał obywatelstwo amerykańskie. Jego współpraca z OGPU nie jest do końca wyjaśniona, jednak bardzo prawdopodobna.

Ostatecznie ani Bokijowi, ani Barczence nie udało się wyruszyć w Himalaje, uczynił to jednak w tajemnicy superagent Bliumkin. Poradził sobie bez wielkich pieniędzy i wiz, ponieważ, jak na wytrawnego szpiega przystało, potrafił przekraczać granice i kordony. Po otrzymaniu wszystkich potrzebnych map oraz informacji w przebraniu derwisza, z karawaną muzułmańskiej sekty izmailitów, dostał się do Indii.

Na granicy aresztowała go brytyjska policja, ale uciekł, kradnąc przy okazji ważne dokumenty. Później, w stroju mongolskiego lamy, przyłączył się do wyprawy Roericha, aby prowadzić rozpoznanie w Tybecie. Odwiedził ponad sto buddyjskich klasztorów i świątyń, zanotował mnóstwo dawnych opowieści i wszedł w posiadanie sporej kolekcji minerałów oraz ziół leczniczych. Niestety drogi do Szambali nie odnalazł. Powrócił do Moskwy przez zachodnie Chiny w czerwcu 1926 r.

Bolszewik czy mistyk?

Kim był Gleb Bokij, dowódca ezoterycznegooddziału funkcjonującego w ramach radzieckich służb wywiadowczych? Notka w Wikipediipowiada, że to komisarz polityczny, funkcjonariusz Czeka, OGPU i NKWD oraz przywódca czerwonego terroru w Piotrogradzie; jeden z najważniejszych twórców systemu obozów pracy GUŁag i główny kurator tamtejszego zespołu łagrów. Jego imieniem nazwano statek, którym transportowano więźniów na Wyspy Sołowieckie.

Niezwykle inteligentny, wysoki, szczupły, o ostrym spojrzeniu, urodził się w 1879 r. w Tyflisie. Pochodził ze starej ukraińskiej szlachty. Syn uczonego i generała Iwana Bokija, autora popularnego podręcznika chemii, który umarł na zawał serca, gdy zrozumiał, że wychował potomka na antycarskiego spiskowca.

Po ojcu odziedziczył wielkie zdolności w zakresie przedmiotów ścisłych. Podczas studiów w Sankt Petersburgu związał się z podziemnym ruchem anarchistycznym. Wielokrotnie aresztowany, przebywał na zesłaniu na Syberii. Walczył z białogwardzistami podczas wojny domowej. Członek Czeka od 1921 r., członek Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, laureat Orderu Czerwonego Sztandaru. Wsławił się m.in. tym, że zorganizował siedzibę NKWD na Łubiance w Moskwie.

Miał dwa wcielenia: był jednocześnie czekistą i… mistykiem. Nie wiadomo, czy zainteresował się parapsychologią tylko po to, aby móc rządzić ludzkimi masami i zaprowadzać stan światowej rewolucji, czy też naprawdę pociągały go nauki tajemne. W młodości należał do masonerii. W 1909 r. został przyjęty do loży martynistycznej, której członkami byli Aleksander Barczenko i Mikołaj Roerich.

Oba wcielenia Bokija spotkały się dzięki Włodzimierzowi Leninowi, który w 1920 r. zorientował się, że nowe państwo nie dysponuje odpowiednim systemem szyfrów do przesyłania informacji. Z tego powodu 5 maja 1921 r. powołano radziecką służbę kryptograficzną. Jej dowódcą został Gleb Bokij, który stworzył specjalny, szyfrowy oddział specsłużb. Zaczynał od zaszyfrowanych telegramów, a potem zajął się m.in. podsłuchem radiowym. Po śmierci Lenina i Feliksa Dzierżyńskiego podlegał bezpośrednio Stalinowi.

Oprócz oficjalnej działalności jego oddział prowadził badania nad zjawiskami parapsychicznymi. Współpracowali z nim uczeni różnych specjalności, a nawet syberyjscy szamani. Szukali niekonwencjonalnych środków przekazu dla szpiegów, śledzili aktywność Słońca i ziemskie pole magnetyczne, badali możliwości sterowania pogodą, prowadzili ekspedycje w poszukiwaniu legendarnych krain i magicznych artefaktów.

Wielu zazdrościło Bokijowi sukcesów i poważania u władz. Słynny był jego zakład z szefem radzieckiej dyplomacji Maksymem Litwinowem, który kiedyś zapytał, czym właściwie zajmuje się dowodzony przezeń tajny oddział. Bokij odparł, że wyjaśni mu to na przykładzie, a mianowicie dotrze do jego tajnego sejfu i sprawdzi, co jest w środku. Następnego dnia przerażony Litwinow znalazł w swej zamkniętej na dziesięć spustów kasie pancernej notatkę z podpisem Bokija. Więcej pytań nie zadawał.

Graal na Krymie

W tym samym czasie Barczenko został kierownikiem wyprawy na Krym. Komisarzem politycznym był teraz Bokij. Pojechał z nimi Kondiajn oraz paru ludzi od czarnej roboty. Wyruszyli pociągiem do Symferopola, stamtąd pojechali samochodami do Ałuszty, a dalej udali się pieszo w góry.

Ich uwagę przyciągnęła legenda o Złotej Kołysce. Według dawnych przekazów tuż po narodzeniu kąpano w niej władców prawosławnego księstwa Teodoro, istniejącego w średniowieczu w południowo- zachodniej części półwyspu. Miała ona spoczywać ukryta głęboko pod ziemią. Podobno mogli ją ujrzeć tylko wybrańcy, a wszyscy inni, którzy zetknęli się z mocą tego artefaktu, tracili zmysły. Wydaje się, że kołyska przypominała z wyglądu duży puchar. W jednej z krymskich cerkwi jeszcze na początku XX wieku widniały freski przedstawiające kąpane w kielichu dziecko, a nad nim siedzącego na tronie Boga Ojca.

Stolicą Teodoro była twierdza Mangup, a rządzący nim ród wywodził się z Bizancjum. Najstarsze wzmianki o tym państewku pochodzą z XII w. Podania utrzymują, że to właśnie tu mieszkańcy Konstantynopola ukryli jakąś cenną i obdarzoną magicznymi właściwościami relikwię. Czy był to kielich z Ostatniej Wieczerzy przechowywany podobno do 394 r. w kościele na górze Syjon, wzniesionym w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się Wieczernik? Czy trafił on później do Konstantynopola, tak jak wiele innych relikwii związanych z Męką Pańską? Tego nie wiemy. Wiadomo tylko, że w kościele bizantyjskim od IV w. istniało święto Odzyskania Świętego Kielicha Pańskiego.

W 1204 r., podczas IV krucjaty krzyżowcy napadli i spustoszyli Konstantynopol. Dziwnym zbiegiem okoliczności motyw cudownego pucharu, który przepadł i został dobrze ukryty gdzieś na Wschodzie, pojawił się wkrótce w średniowiecznej poezji tworzonej na Zachodzie Europy.
Według legendy Złota Kołyska należała do władców Teodoro do XIV w., kiedy to księstwo zaatakowały wojska tureckie. W tej sytuacji zrozpaczony książę, nie chcąc powierzać nikomu tak cennego skarbu, ukrył go w pewnej jaskini na zboczu góry Basman. Potem nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi i nikt już nie potrafił odnaleźć cennej relikwii. W 1475 r. maleńkie prawosławne państewko, ostatni spadkobierca bizantyjskiej cywilizacji, zostało zmiecione z powierzchni ziemi przez Turków.

Pracownicy Czeka szukali Złotej Kołyski na Krymie przez dwa lata pod płaszczykiem oficjalnych wykopalisk archeologicznych prowadzonych w rejonie dawnych miast Mangup i Czufut-Kale. W opinii Kondiajna wyprawa ta miała jeszcze jeden, ukryty cel. Chodziło o odnalezienie cudownego kamienia, który tysiące lat temu spadł na Ziemię z gwiazdozbioru Oriona. Nazwa Kamień z Orionapojawia się w średniowiecznym eposie rycerskim Wolframa von Eschenbacha Parsifal i jest alegorycznym określeniem Świętego Graala.

Czyżby więc archeolodzy z Czeka uważali, że legendarna Złota Kołyska to naprawdę Święty Graal, który jakimś cudem został ukryty w Bizancjum, a następnie przekazany do księstwa Teodoro na Krymie?

Barczenko dysponował ogromnym budżetem i miał nieograniczony dostęp do wszystkich państwowych archiwów. Niestety nie wiemy, czy w trakcie wyprawy eksploratorzy natrafili na jakieś istotne ślady. Podobno dokumenty związane z ekspedycją do dziś są utajnione. Ostatnia wyprawa Barczenki prowadziła na Ałtaj, gdzie badała zwyczaje i obrzędy tamtejszych szamanów.

Wszyscy pod ścianę!

W latach 30. ub. wieku w tajnej komórce radzieckich specsłużb zajmującej się parapsychologią pracowało około 200 osób. Jej działalność skończyła się nagle; mówi się, że przyczyną upadku  i śmierci Bokija był lekceważący stosunek do Generalissimusa. Wymsknęło mu się kiedyś: – A co mi tam Stalin! Mnie Lenin mianował na to stanowisko!

Aresztowano go 16 maja 1937 r. podczas czystek prowadzonych przez Nikołaja Jeżowa, ówczesnego szefa NKWD. W czasie przesłuchań przyznał się do założenia loży masońskiej o nazwie Jedyne Robotnicze Bractwo. Potem posypały się kolejne zatrzymania. Barczenko został oskarżony o współpracę z religijno-politycznym centrum “Szambala” znajdującym się na terenie jakiejś brytyjskiej kolonii, które ma szeroko rozwiniętą sieć filii w wielu azjatyckich krajach oraz w samym ZSRR, i pracuje nad podporządkowaniem sobie Związku Radzieckiego. Astrofizykowi Kondiajnowi zarzucono natomiast udział w kontrrewolucyjnej masońsko-faszystowskiej organizacji i przywództwo leningradzkiego oddziału Różokrzyżowców powiązanego z zagranicznym centrum masońskiej organizacji “Szambala”.

Bokija rozstrzelano jesienią 1937 r., Barczenkę kilkanaście miesięcy później. W obu przypadkach rozkaz egzekucji podpisał sam Stalin. Aresztowano i zabito większość członków Jedynego Robotniczego Bractwa. Jednym z nielicznych, który uszedł cało, był spokrewniony z Gurdżijewem Mierkułow. Bliumkina zlikwidowano jeszcze w latach 20. za kontakty z Lwem Trockim.

Utworzony przez Bokija oddział nadal funkcjonował w strukturach radzieckich służb specjalnych, co trwało przynajmniej kilka lat. Jak dziś wiadomo, później jego śladem ruszyli hitlerowscy archeolodzy z Ahnenerbe, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności prowadzili swoje badania w tych samych miejscach, co wcześniej Czeka.

W okresie głasnosti ujawniono część informacji na ten temat, co wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie współczesnych rosyjskich badaczy. Na Półwysep Kolski śladami Barczenki wyprawił się doktor filozofii Walery Diomin, który nazwał swą wyprawę “Hiperborea ’97”. W okolicy Sejdoziera odnalazł on obszar, na którym występują zjawiska anomalne, pojawiają się kamienie przywodzące na myśl prastare ruiny, a ludzie opowiadają o spotkaniach z yeti. Lapończycy do dzisiaj boją się zbliżać do rysunku olbrzyma na skale i rozmawiają w jego pobliżu szeptem. Natomiast na Krymie – jak donosi miejscowa prasa – członkowie miejscowego klubu turystycznego wciąż poszukują Graala.

Autor: Elżbieta Bielińska

Źródło: Nieznany Świat 11/2011

[sg_popup id=”9518″ event=”inherit”][/sg_popup]
3 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat