Potrójna metamorfoza ludzkiego ducha

Napisane przez Amon w grudzień - 18 - 2021


Metamorfoza ducha jest niecenzuralnym przezwyciężeniem. To dionizyjski przewrót. To syzyfowe przedsięwzięcie. Nie jest dla osób o słabym sercu, słabym umyśle, zadowolonych z siebie, czy tych, którzy trzymają się przestarzałych tradycji lub pielęgnują prowizorycznych bogów, aby zaspokoić swój własny lęk przed śmiercią.

Nie jest dla tych, którzy chcą pozostać niekwestionowanymi trybikami w kulturowym zegarze, ani dla tych, którzy chcą pozostać bezpieczni, wygodni i pewni siebie jako członkowie stadnego statusu quo. Metamorfoza duszy jest tam, gdzie instynkt stadny idzie na śmierć. Tam, gdzie śmierć super ego (współzależnej owcy) rodzi śmierć ego (niezależnego lwa), która rodzi ciągłe odradzanie się duszy (współzależnego feniksa).

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze…

Zależna Owca:

„Jako istoty ludzkie, jesteśmy zaprogramowani, aby szukać aprobaty tych wokół nas. Jednak radykalna i transformacyjna myśl nie ma szans bez gotowości do zakwestionowania konwencji.” ~Malcolm Gladwell

Współuzależniona owca to zablokowane koło, przestarzałe zakończenie, fałszywy ruch. Współuzależnione owce nawet nie wiedzą, że nie wiedzą, że są współuzależnionymi owcami. Nie wiedzą nawet, że duchowo stoją w miejscu w swojej współzależności od głęboko chorego społeczeństwa. Są nieświadomymi „ludźmi na tak” uwikłanymi w ruch przestarzałego systemu, który nie działa dobrze na zdrowych ludzi pragnących się zaktualizować i poprawić poprzez odważną transformację. Dławią się instynktem stadnym i ignorancko nazywają go powietrzem.

Aby nastąpiła pierwsza metamorfoza ducha (z owcy w lwa), musi nastąpić odważne „nie” zamiast ignoranckiego „tak”. Musi być dociekliwa odpowiedź, a nie ślepa akceptacja, zarówno w stosunku do samego siebie, jak i do systemu, który go otacza. To kwestionowanie musi być bezwzględne, przesłuchujące i zuchwałe. W przeciwnym razie jaźń będzie trzymać się swoich uwarunkowań. Musi być wbrew autorytetom i sposobowi, w jaki myślisz, że rzeczy są takie, jakie są. Ponieważ sposób, w jaki myślisz, że rzeczy są takie, jest dokładnie tym, co musi umrzeć, zanim zdasz sobie sprawę, że skok odwagi z wiary jest jedynym sposobem, aby przekształcić się z uzależnionej owcy w niezależnego lwa.

Dlatego pierwszą metamorfozą jest świadomość. Kiedy owca staje się na tyle świadoma, że kwestionuje stado i swój instynkt stadny, wtedy zaczyna się tworzyć kokon. Kokon duszy. Koniec początku jest w zasięgu ręki. Wszystko, co owca myślała, że wie, rozpływa się w lepkich kałużach prania mózgu, kulturowych uwarunkowań, religijnej indoktrynacji i politycznej propagandy. Zaczyna się unicestwianie własnego super ego. Gotuje się na wolnym ogniu. Przekształca się w doskonałą odporność. Odwaga rośnie i rozkwita w niezależną siłę natury, z którą trzeba się liczyć – potężnego lwa.

Niezależny Lew:

„Cena samozatracenia nigdy nie jest tania, a w pewnych sytuacjach jest nie do pomyślenia. Ale aby osiągnąć to, co cudowne, należy myśleć właśnie o tym, co nie do pomyślenia.” ~Tom Robbins

Niezależny lew jest odkręconym kołem, ruchem naprzód, proaktywną siłą natury. Zdolny do głębokich skoków odwagi, lew ma odwagę, aby rozciągnąć swoją własną strefę komfortu i środki, aby dostosować się i przezwyciężyć. Ma odwagę kwestionować wszelkie autorytety, ale ryzykuje, że utknie w swojej własnej dumie. Jego zaciekła niezależność rodzi potężne ego, które jest czubkiem włóczni prowadzącej go w jego własną podróż bohatera. Ale ta włócznia jest obosieczna, bo zawsze istnieje cienka granica między odwagą a głupotą. Lew ma odwagę, by ją przekroczyć. Aby mogła nastąpić druga metamorfoza ludzkiego ducha (z lwa w feniksa), musi nastąpić święte Tak! dla połączonego kosmosu. Musi nastąpić wyłonienie, a nie rozbieżność, koalescencja ja jako kosmosu i kosmosu jako jaźni. To wyłonienie się musi być przede wszystkim siłą natury, a w drugiej kolejności lwem. W przeciwnym razie lew będzie kurczowo trzymał się swojej niezależności.

Dlatego drugą metamorfozą jest śmierć ego. To rozbicie dysonansu poznawczego. To rozpadanie się na kawałki. Kiedy lew uświadamia sobie, że nie ma trwałości, śmierć ego rzuca go w przepaść. Początek końca jest na wyciągnięcie ręki. Nie ma tu kokonów. Długa Ciemna Noc Duszy dopada go, miażdżąc jego odwagę nihilizmem, miażdżąc jego odporność bezsensem, zmuszając go do wpatrywania się w pustą twarz własnej śmierci.

Potrzeba będzie każdej uncji odwagi, każdej uncji krzepy, by pozbierać się i odbudować swoje ego w drodze do wyjścia z otchłani. I to będzie bolało. Och, jak to będzie bolało, to łączenie się ego z duszą. Jak powolne przesuwanie papieru ściernego po długim kawałku skóry. Ale jeśli uda nam się zszyć kawałki rozproszonego ego razem z duszą i stopić odłamki dysonansu poznawczego z samozwyciężającą się naturą, wtedy mądrość i opatrzność będą jak potężna lina prowadząca nas z otchłani do nowego świtu, gdzie wszechogarniająca współzależność feniksa wiecznie się wznosi.

Współzależny Feniks:

„Teraz jestem zwinny, teraz latam, teraz widzę siebie pod sobą, teraz bóg tańczy we mnie.” ~Nietzsche

Współzależny feniks jest wiecznym kołem, nieskończonym ruchem, interaktywną siłą, potężnym samozwycięstwem. Zdolny do holistycznego spojrzenia z perspektywy lotu ptaka, feniks widzi jak wszystko jest połączone z wszystkim innym. Zdaje sobie sprawę, że jaźń nie jest niczym więcej niż maskami na całej drodze w dół, postrzegającymi złudzenia na całej drodze w górę. I tak bawi się zarówno maskami, jak i złudzeniami. Jak dziecko bawi się zabawkami – niepoważnie, z dystansem i poczuciem humoru, które śmieje się z wszystkiego. Zwłaszcza z kokonów, unicestwienia, śmierci ego, otchłani, ciemnych nocy duszy i Boga.

Aby nastąpiła trzecia metamorfoza, feniks musi tylko zniszczyć pierwszą maskę i odrzucić pierwsze złudzenie, którym się zabawiał. Wtedy zaczyna się prawdziwa gra o życie.

Trzecia metamorfoza jest nieustannym przezwyciężaniem siebie, ciągłym procesem życia-śmierci-odrodzenia. Jaźń staje się kosmiczna i skupiająca się na duszy, w przeciwieństwie do egocentrycznego ( lwa) lub pochlebcy ( owcy). Opatrznościowa współzależność przezwycięża obecne „ja”, które wykorzystuje gorące popioły starego „ja” i zamienia się w nowe popioły, z których wyłania się nowe „ja”. Trzecia metamorfoza jest ciągłym spalaniem się w popiół i powstawaniem z niego. Tutaj jaźń jest Bogiem i Bóg jest sobą. Śmierć i tworzenie nowych bogów jest tak samo drugą naturą, jak śmierć i odrodzenie ego. Feniks może tolerować tylko Boga, który tańczy – między odrodzeniem a odkupieniem, między ogniem a popiołem, między śmiertelnością a nieśmiertelnością. Obecny Bóg zjada starego Boga, aby stać się pokarmem dla nowego Boga. Tak to się dzieje.

W końcu (na początku) feniks jest zarówno szczytem, jak i otchłanią zjednoczoną jako jedno, spalającą się przez współzależność i niezależność, aby stać się antyfragiczną, samozwyciężającą się i współzależną. Co przychodzi po feniksie? Żaden Feniks tego nie wie. Ale przynajmniej jest świadomy tego, że wie, iż nie zna nieskończoności, która jest w nim samym. Jak stwierdził Leibniz: „W każdej chwili istnieje w nas nieskończoność percepcji, której nie towarzyszy świadomość ani refleksja; to znaczy zmian w samej duszy, których nie jesteśmy świadomi, ponieważ wrażenia są albo zbyt rzadkie, albo zbyt liczne.”


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat