Jeśli ostatnie dwa lata czegoś nas nauczyły, to tego, że ludzkość znajduje się obecnie w najbardziej krytycznym punkcie zwrotnym. Stoimy nad przepaścią wielkiego zwrotu w zachodniej cywilizacji – kulminacji tysiąclecia ludzkiego rozwoju, przełomowych wydarzeń, wiedzy i kultury. Niezaprzeczalnie, choć wcale nie jest jasne, w jakim kierunku zmierzamy, co przyniesie przyszłość i kto będzie w pobliżu, by zobaczyć, jak się ona urzeczywistnia. Nie jesteśmy jasnowidzami ani prorokami i nie możemy zajrzeć w przyszłość, ale możemy odczytać drogowskazy z przeszłości i teraźniejszości.

Mamy bogactwo wspólnych doświadczeń i ogromną żywą pamięć – zbiorową świadomość aktualizowaną i uzupełnianą każdego dnia. Jeśli przeszukamy archiwum ludzkości, znajdziemy odpowiedzi na wiele z tych pytań. Odpowiedzi te były zawsze dostępne, uzyskane dzięki zrozumieniu nas samych, naszej podróży jako rodziny i rasy ludzkiej.

Francuski powieściopisarz Alphonse Karr słynnie ukuł powiedzenie: „plus ça change, plus c’est la même chose”, czyli im bardziej rzeczy się zmieniają, tym bardziej są takie same.

Tak, byliśmy tu już wcześniej

Cofnijmy się do końca XIX i początku XX wieku – czasu wstrząsów i okresu wielkich turbulencji na wielu ludzkich frontach – politycznie, duchowo i technologicznie. Świat zachodni przeżywał kryzys egzystencjalny, ponieważ sekularyzacja przyniosła ze sobą dwie siły zakłócające tradycyjny porządek wiedzy i wpływów: powstanie intelektualistów i mass mediów. Być może nie jest przypadkiem, że świat znalazł się w bardzo podobnym impasie około sto lat później, z wieloma z tych samych warunków obecnych dzisiaj, tylko na znacznie bardziej wszechobecnym poziomie.

Podobieństwa między tamtym i obecnym okresem są zdumiewające. Nie należy tego postrzegać jako „powtórki z historii”, ale raczej jako bardziej intensywny przerywnik tego, co już się wydarzyło – tyle że tym razem wydarzenia rozwijają się z dużo większą prędkością, napędzane postępem technologii komunikacyjnych na skalę globalną, niewyobrażalną dla poprzednich pokoleń. Takie zmiany były równie głębokie w 1900 roku, podobnie jak przemiany, które zaszły w całym społeczeństwie. W miarę zbliżania się XX wieku teologia została wyparta przez naukę ewolucyjną. Wznoszący się autorytet darwinizmu przewodniczył egzystencjalnym pytaniom w rodzaju „Kim jesteśmy?” i „Jaki jest cel człowieka?”. Niewątpliwie był to burzliwy czas, intelektualnie i duchowo, z zajadłością prowadzącą do gorących wymian zdań między duchownymi i naukowcami, a nawet do gwałtownych konfrontacji. Jednak wraz z nowo uzyskanym statusem nieuniknione było, że świecka siła darwinowskiej nauki skolonizuje nauki polityczne i społeczne, a następnie da początek nikczemnej nauce o leczniczej hodowli znanej jako eugenika.

Najnowsza historia nie pozostawia wątpliwości, że jeśli nie powstrzymuje jej moralność i etyka, to w imię nauki i postępu dokonuje się niepohamowanych zniszczeń i niewiarygodnego cierpienia. Te siły nowoczesności materializują się w dzisiejszym postępie inżynierii genetycznej, który ponownie sprowadził nas do tego punktu: ludzkość stoi przed dylematem oparcia się zmieniającym grę postępom technologii i innowacji lub poddania się im i złożenia pokłonu na ołtarzu nauki i postępu.

Jesteśmy cały wiek w pełni zsekularyzowanym społeczeństwie Zachodu. Dzisiejsi guru technologii, szczepionkarze i urzędnicy zdrowia publicznego zajmują obecnie prestiżowe stanowiska i cieszą się szacunkiem zarezerwowanym niegdyś dla papieży, filozofów i laureatów poezji. Boskie tajemnice ustąpiły miejsca „boskiemu” algorytmowi, a ponadczasowa wzniosła proza – ulotności najnowszego modelu epidemiologicznego – od Gandhiego do Gatesa, Whitmana do Whitty’ego, w ciągu zaledwie kilku pokoleń. Jakże inaczej mógłby wyglądać człowiek taki jak dr Anthony Fauci, 80-letni karierowicz stojący na straży ponadnarodowego kartelu farmaceutycznego, wciąż zajmujący najwyżej opłacane stanowisko w rządzie USA, a ostatnio uznany przez People Magazine za „najseksowniejszego żyjącego mężczyznę”? Albert Camus powiedział kiedyś: „Nie ma nic bardziej nikczemnego niż szacunek oparty na strachu”. Rzeczywiście, gdyby nie fala masowej histerii i strachu, która ogarnęła świat w lutym 2020 roku, niewielu nawet wiedziałoby o doktorze Fauci, nie mówiąc już o czczeniu go jako półboga. Na jednym poziomie możemy się łudzić, że dzisiejsi krzykliwi ekshibicjoniści to zwykłe frywolności czystego medialnego spektaklu, ale za fasadą politycznej sławy kryje się bezlitosna ideologia zwana technokracją.

Często można usłyszeć tropy, że „więcej ludzi zostało zabitych przez religię niż cokolwiek innego”. Gdyby tylko było to prawdą. Wiek XX służy jako mocne przypomnienie mylnej natury tego stwierdzenia, ponieważ żadne inne stulecie nie było świadkiem czystej brutalności i zbrodni przeciwko ludzkości na skalę przemysłową popełnianych w imię różnych despotycznych interpretacji jakiejś odmiany darwinizmu społecznego lub nauk politycznych, osiągając poziom totalitaryzmu niespotykany nigdy wcześniej w historii ludzkości. Przykładów jest zbyt wiele: I wojna światowa, II wojna światowa, nazistowskie Niemcy, sowiecka Rosja, maoistowskie Chiny, Kambodża, Wietnam, Ameryka Środkowa, Afganistan i Irak, by wymienić tylko kilka. W prawie każdym przypadku zachowanie świeckich dogmatów miało pierwszeństwo przed życiem i duszami ludzi, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w krzyżowym ogniu „postępu”. Faszyzm, socjalizm, komunizm, neoliberalny kapitalizm – każdy z nich usprawiedliwiałby straty uboczne jako środek do osiągnięcia celu transformacji lub sformułowania nowego porządku.

W XXI wieku siły, które odziedziczyły płaszcz władzy – rodziny dynastyczne i specjalne interesy – przygotowują następny akt w tej światowej sadze.

Wielka narracja

Często mówi się, że w czasie wojny historię piszą zwycięzcy, którzy narzucają to, co nazywa się „żywą pamięcią” narodu lub ludzi, kroniką wspólnych doświadczeń, na ogół zbiorowych poświęceń podejmowanych dla większego dobra, i oddają hołd męczennikom. Stają się one narracjami, na których budowane są powojenne porządki i światopoglądy, centralnym filarem, wokół którego następuje reorganizacja społeczeństwa i gospodarki. Bez „narracji” rządzący establishment nie może prowadzić i sterować społeczeństwem w wybranym przez siebie kierunku.

Co się dzieje w przypadku braku prawdziwej wojny światowej? Czy elity mogą jeszcze zbudować równie przekonujące żywe wspomnienie, wokół którego ludzie mogą się zjednoczyć?

Wielkie zarządzanie narracją jest dokładnie tym, co Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) Klausa Schwaba próbuje osiągnąć od początku kryzysu „globalnej pandemii”. W 2021 roku WEF ogłosiło swoją inicjatywę „Wielkiej Narracji”, choć dowody na istnienie tego projektu można prześledzić znacznie dalej, w wielu ich dokumentach i prezentacjach internetowych.

Aby stworzyć wymaganą żywą pamięć, Schwab i WEF zastąpili zwykłą wojskową sztukę wojenną nową wojną z mikrobami. „Pandemia ujawniła ostrą potrzebę skupienia się na przyszłości i długoterminowym zdrowiu naszych społeczeństw” – powiedział luminarz globalistów. Choć retoryka brzmi niewinnie, wszystko, czego byliśmy świadkami w ciągu ostatnich 24 miesięcy, dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że ich hipercentralne planowanie „zdrowia publicznego” ma niewiele wspólnego ze zdrowiem jednostki, a bardziej z tym, jak jednostka może być skuteczniej zarządzana, aby służyć kolektywowi, który z kolei ma być zarządzany przez nową technokrację. WEF jest jedynie najnowszym awatarem tej elitarnej ideologii, której głównym celem jest zawsze spełnienie finansowych i konsolidacyjnych celów rządzącej oligarchii. Tak było 100 lat temu, tak jest i dziś. Podobnie jak w przypadku globalnego krachu finansowego w 2008 roku, kiedy to elity sprywatyzowały swoje zyski i uspołeczniły straty poprzez gargantuiczne rządowe akcje ratunkowe, tak samo elity będą dążyć do konsolidacji swoich baronialnych indywidualnych portfeli majątkowych i uprzywilejowanych klas aktywów, jednocześnie żądając nieskończonego poświęcenia dla wszystkich innych – wszystko oczywiście dla większego dobra. Chodzi również o zarządzanie oczekiwaniami, jak stwierdza WEF:

„Wielkie Spotkanie Narracyjne [w listopadzie 2021 roku] jest filarem inicjatywy Great Narrative, wspólnym wysiłkiem wiodących światowych myślicieli, aby modyfikować długoterminowe perspektywy i współtworzyć narrację, która może pomóc w kierowaniu tworzeniem bardziej odpornej, integracyjnej i zrównoważonej wizji naszej wspólnej przyszłości”.

Możesz zapytać: jaki jest ich endgame? Mówiąc najprościej, każdy nowy porządek świata potrzebuje finansowego resetu, a w Wielkim Resecie WEF plan polega na celowym nadmuchaniu i załamaniu obecnego systemu fiat money, wymyślonego na nowo i zastąpionego przez nowy zglobalizowany system gospodarczy wsparty nową powierzchowną klasą aktywów pod przykrywką „finansjalizacji natury”.

Ten plan zyskał znaczące oparcie w październiku 2021 roku, kiedy Fundacja Rockefellera i nowojorska giełda ogłosiły stworzenie nowej klasy aktywów, która skutecznie spienięży świat przyrody, jak również procesy leżące u podstaw wszelkiego życia. Wszystko w imię „zrównoważonego rozwoju”. Ratunkiem dla tego systemu będzie nowa Cyfrowa Waluta Banku Centralnego (CBDC), która będzie w pełni programowalna, co oznacza, że emitent waluty może określić, jak wydawane są cyfrowe pieniądze. Jest to najwyższa forma inżynierii społecznej, jaką można sobie wyobrazić, i może stać się mechanizmem płatniczym dla Uniwersalnego Dochodu Podstawowego, dając rządowemu emitentowi władzę nad tym, co wolno ci kupić. Może ograniczyć twoje transakcje do wydatków ekologicznych i działań „neutralnych węglowo”. Jest to również system zaprojektowany tak, aby wyeliminować mobilność w górę, chyba że zdobędziesz awans dzięki ekonomii politycznej.

Może to doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa technokracji. Jednak jego piętą achillesową może być to, że dąży do przebudowy świata w tak krótkim czasie, prawdopodobnie po to, aby ci panowie wszechświata mogli podziwiać swoje „niezwykłe osiągnięcia” w tym życiu – ostateczny akt pychy tych samozwańczych zarządców planety.

Oswald Spengler

Kiedy na początku XX wieku pojawił się ruch technokracji, współcześni myśliciele podnosili alarm, że pseudointelektualizm i zmechanizowany światopogląd wróży ostateczny upadek zachodniej cywilizacji. Ramy czasowe nie były jasne, a jedynie to, że jest on nieunikniony. Oswald Spengler w swoim historycznoliterackim dziele „Schyłek Zachodu” (1928) opisał horyzont zdarzeń, który w końcu pochłania wszystkie wielkie kultury, których żywotność jest ograniczona do około tysiąca lat. Za przykład posłużyło mu osiem wielkich cywilizacji: babilońska, egipska, chińska, indyjska, grecko-rzymska, majańsko-aztecka, arabska oraz europejsko-zachodnia. Przewidywał, że Zachód zostanie pochłonięty przez jej intelektualny wir:

Dzisiaj żyjemy tak stchórzeni pod bombardowaniem tej intelektualnej artylerii, mediów, że mało kto może osiągnąć wewnętrzny dystans, który jest wymagany do jasnego spojrzenia na ten potworny dramat. Wola władzy, działająca w czysto demokratycznym przebraniu, tak dobrze wykończyła swoje arcydzieło, że poczucie wolności obiektu schlebia najbardziej gruntownemu zniewoleniu, jakie kiedykolwiek istniało. Teraz uświadomcie sobie, o co chodzi. Nieskrępowana wizja elit z Davos może stać się ostatnią rewolucją w ramach większego cyklu cywilizacyjnego. Pseudo-pandemia Covid-19 byłaby jednym z katalizujących wydarzeń w tym procesie, po której nastąpiłaby globalna cyberwojna, a w końcu zakończyłaby się czymś bardziej skandalicznym, jak nuklearna pożoga przed wprowadzeniem Nowego Porządku Świata.

Taki przeciągający się wielofazowy przewrót oznaczałby koniec głównych cech współczesnej cywilizacji zachodniej: postwestfalskiego państwa narodowego, ery oświecenia i racjonalnej myśli, demokracji samorządowej i republikańskich form rządów. Świat przeniósłby się w to, co Zbigniew Brzeziński nazwał Erą Technetroniczną. W porównaniu z XX wiekiem przypominałaby ona bardziej scentralizowaną gospodarkę nakazowo-rozdzielczą i wysoce zautomatyzowane społeczeństwo. Pod względem praw jednostki wyglądałoby to jak neofeudalny wiek ciemny.

Cykl ten został omówiony przez amerykańskich pisarzy Williama Straussa i Neila Howe’a w ich książce The Fourth Turning (1997), która ilustruje, jak rozwój społeczeństwa anglo-amerykańskiego jest cechą znacznie większego wielowiekowego cyklu. Albo, jak to opisał włoski komentator Federico Dezzanides, „jak wąż gryzący własny ogon w ciągu jednego stulecia, anglo-amerykańskie społeczeństwa rodzą się, rosną, dojrzewają i umierają, tylko po to, by zmartwychwstać i rozpocząć nowy cykl”.

Szlachetne kłamstwo

W końcu wszystko wraca do Malthusa – maltuzjanizmu – który jest ostatecznie ideologicznym standardem podnoszonym przez takich jak Schwab, Bill Gates, Stanley Johnson, książę Karol i globalistyczne organizacje jak Komisja Trójstronna. Elity te wierzą, że ludzie muszą ponieść ciężar tego epickiego egzystencjalnego kłopotu, jakim jest przeludniona planeta w stanie terminalnego upadku z powodu człowieka i jego przemysłowych wyczynów, które podobno powodują antropogeniczne globalne ocieplenie do tego stopnia, że Ziemia nie będzie nadawała się do zamieszkania. Aby uratować ludzkość przed nią samą, musimy zostać zmuszeni do zaakceptowania faktu, że jest nas zbyt wielu, więc gramy w ich globalistyczną grę w muzyczne krzesła. Wiemy, o co im chodzi, ale nie powiedzą otwarcie swoich intencji, w każdym razie jeszcze nie teraz. Tylko że to nie jest prawda.

W Republice Platona, w dialogu mitu o metalach (kastach społecznych), Sokrates wyjaśnia, że aby utrzymać porządek i ciągłość społeczną, klasa rządząca musi działać pod egidą „szlachetnego kłamstwa”. Opiera się to na przekonaniu, że od czasu do czasu klasa rządząca musi karmić ogół społeczeństwa nobilitującą fikcją, aby utrzymać porządek i ciągłość. Szlachetne kłamstwo jest szlachetne, ponieważ przynosi korzyści duszy osoby, która w nie wierzy. Z perspektywy elit, jest to robione dla ich własnego dobra i aby mogli poczuć się lepiej ze swoją pozycją w życiu.

Jeśli pomyślisz o naszej żyjącej pamięci, lub o tym, co wydarzyło się na Zachodzie w ciągu ostatniego półwiecza, to było to kontinuum takich kłamstw, choć mało szlachetnych: zabójstwo JFK, incydent w Zatoce Tonkińskiej, broń masowego rażenia Saddama, 19 arabskich porywaczy w 9/11, szerzenie wolności i demokracji w Afganistanie, przeludnienie, chaos klimatyczny, zmowa Trumpa z Rosją, Covid-19, Wielki Reset, a wkrótce będzie to nadchodząca wojna z Chinami. Każda epicka przędza snuje się z pomocą 24/7 mainstreamowej i społecznej medialnej zapory propagandy i dezinformacji. Poprzez nieustanne pranie mózgów populacji, establishment tworzy iluzję „oddolnego konsensusu”, tak bardzo, że ludzie wierzą, że wspólnie doszli do oddolnego konsensusu.

Wypieranie szlachetnych kłamstw w XXI wieku stało się całkiem wydajnym procesem, w którym konsensus jest wymuszany przez cyfrowy dragnet: ośmiel się sprzeciwić jakiemukolwiek szlachetnemu kłamstwu stosowanemu przez kastę globalistów dla twojego własnego dobra w celu „reimaginacji” i reorganizacji systemów społeczno-ekonomicznych, a zostaniesz potraktowany tak samo jak bluźnierca w czasach średniowiecza – uciszony, ekskomunikowany, wygnany z widoku i nie wolno ci już mówić w przestrzeni publicznej. Deplatformowany, depersonalizowany, odwołany.

Jednocześnie jednak następuje bardzo realne wielkie przebudzenie z rosnącym poziomem politycznej i świadomej świadomości, o wiele szerszym i bardziej rozległym niż kiedykolwiek wcześniej w historii ludzkości. Jest to konsekwencja tego samego globalnego panoptikonu, którym elity władają przeciwko ludziom. Taka świadomość jest warunkiem wstępnym ostatecznego wyzwolenia, lub jak powiedział kiedyś filozof G.I. Gurdżijew: „Jeśli chcesz wyjść z więzienia, pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, jest uświadomienie sobie, że jesteś w więzieniu. Jeśli myślisz, że jesteś wolny, nie możesz uciec”. Co prowadzi nas z powrotem do filozoficznego i egzystencjalnego pytania: dlaczego tu jesteśmy? Jaki jest cel istnienia ludzi na tej planecie? Darwinowska nauka genetyczna mówi, że jesteśmy tu po to, aby rozpowszechniać nasze geny i rozwijać gatunek. Na podstawowym poziomie to właśnie czyni nas ludźmi. Ale nowa zielona technokracja mówi, że nie jest to już możliwe i musimy przyjąć wyższą prawdę – nowy altruizm zawarty w doktrynie Wielkiego Resetu.

Ironia polega na tym, że kolektywnie rzecz biorąc, ludzkość może nie przetrwać tej nowej inicjatywy „pustej planety”. Elitarni technokraci będą twierdzić, że tylko planowane społeczeństwo wzorowane na wizji Huxleya o technokracji zorganizowanej przez funkcjonalne kasty i selektywną hodowlę in vitro może uratować planetę przed rzekomym egzystencjalnym zagrożeniem, jakim jest ludzka konsumpcja i zmiany klimatyczne.

Czyja to zniewalająca przyszłość? Czy nie jest to „naukowa dyktatura”, którą przewidział H.G. Wells, z globalnym rządem prowadzonym przez elitarny komitet naukowców i technokratów, którzy sprawują władzę nad każdym aspektem życia i dyktują, jak społeczeństwo jest zorganizowane i prowadzone z minuty na minutę? To jest nieograniczony totalitaryzm. W takim systemie jednostka nie będzie miała władzy, sumienia, a w końcu duszy.

Ostatnie 250 lat to niezwykły postęp od monarchii do narodów demokratycznych, w których państwo ostatecznie przyjęło status boga. To ustawiło scenę dla tego, co zmierza do nas teraz: nadejście globalistycznego transhumanizmu i zjednoczonego państwa jednego świata.

To crescendo technokracji i perwersji „postępu” nie jest bynajmniej jego koronnym zwycięstwem, lecz odsłania, jak materializm i naukowe kapłaństwo nie są w stanie zadowalająco odpowiedzieć na podstawowe pytania, które zadawaliśmy od niepamiętnych czasów, na te wieczne pytania i boskie tajemnice, którymi zajmowali się mnisi, mędrcy i sannyasi. Siły nowoczesności nie są w stanie rozwiązać tego problemu, więc ludziom pozostaje poszukiwanie czegoś bardziej ugruntowanego – gdzie poprzez świat przyrody mogą poznać także to, co nadprzyrodzone. Po raz kolejny ludzie sięgają po religię i duchowość, aby znaleźć sens i cel, w tym co nie jest zaskakujące, jak mogłoby się wydawać….

Nie powinniśmy mieć złudzeń co do wyzwań, jakie przed nami stoją. Ale nawet poza świadomością tego, przed czym stoimy, trzeba mieć wizję świata, w którym chcielibyśmy żyć. Elity zawsze były biegłe w zajmowaniu umysłów ludzi propagandą, najnowszą wojną lub katastrofą, więc nigdy nie osiadamy na tyle długo, by sformułować naszą wizję fascynującej przyszłości. Zamiast tego nasza wizja jest pogrążona w niekończącym się procesie reaktywnych emocji, pozostawiając nas podatnymi na siłę sugestii – a „przekonująca przyszłość” jest zamiast tego nieustannie serwowana nam przez naszych władców. Tworzą oni problem (szlachetne kłamstwo), który wywołuje naszą reakcję, zanim przedstawią nam rozwiązanie, dla którego zazwyczaj nie ma alternatywy.

Nie popełniajcie błędu: wielcy i dobrzy w Davos są zajęci projektowaniem waszej „zniewalającej przyszłości” i jeśli nie zaoferujemy innej kontrnarracji, zdecydują o waszej przyszłości za was. To takie proste. Qui tacet consentit. W tłumaczeniu: twoje milczenie to twoja zgoda.

Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale praca nigdy nie jest skończona. Na przestrzeni dziejów zawsze tak było. Im bardziej rzeczy się zmieniają, tym bardziej są takie same.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz



  • Facebook

Szukaj temat