Rosja: Kolejna ofiara Przełęczy Diatłowa?

Napisane przez Amon w Marzec - 12 - 2018

Ostatniego dnia lutego rosyjskie media poinformowały o zaginięciu 49-letniego Aleksandra Andriejewa z Jekaterynburga, który wybrał się samotnie na osławioną Przełęcz Diatłowa, gdzie w 1959 r. doszło do zagadkowej śmierci dziewięciu turystów. Co wiadomo o losach mężczyzny?

  • Rosyjskie media poinformowały, że na Przełęczy Diatłowa zaginął 49-letni sędzia ze Swierdłowska.
  • W 1959 r. w zagadkowych okolicznościach zginęło tam dziewięciu młodych ludzi.
  • Makabryczne okoliczności zdarzenia sprzed lat czynią z niego jedną z największych zagadek ZSRR.

Rosyjskie, a za nimi zachodnie media poinformowały, że 49-letni Aleksandr Andriejew – sędzia z Jekaterynburga (dawniej Swierdłowska) zaginął w rejonie owianej złą sławą Przełęczy Diatłowa na Północnym Uralu. To tam w lutym 1959 r., w drodze na pobliską górę Chołatczachl (zwaną przez miejscowych Mansów “Górą Śmierci”), zginęło w zagadkowych okolicznościach dziewięciu turystów. Ich makabryczna śmierć do dziś stanowi przedmiot dociekań i teorii spiskowych.

Od trzech tygodni nie dał znaku życia

Poszukiwania Andriejewa rozpoczęto, ponieważ mężczyzna nie dawał oznak życia od trzech tygodni, a z wyprawy miał wrócić 27 lutego. Jego celem była Przełęcz Diatłowa, oddalona o 130 km od 17-tysiącznego miasta Iwdel. Ten odludny rejon zyskał mroczną sławę dzięki tragicznej wyprawie, której uczestnikami byli członkowie Klubu Turystycznego przy Politechnice Uralskiej w Swierdłowsku: Igor Diatłow, Jurij Doroszenko, Ludmiła Dubinina, Aleksandr Kolewatow, Zinaida Kołmogarowa, Gieorgij Kriwoniszczenko, Rustem Słobodin, Nikołaj Thibeaux-Brignolle oraz towarzyszący im przewodnik z Kourówki k. Swierdłowska, Siemion Zołotariow. Pierwotnie w skład grupy wchodził także Jurij Judin, jednak z powodu choroby musiał odłączyć się od kolegów.

Ekipa, której przewodził mający doświadczenie w podobnych wyprawach Diatłow, miała w ciągu dziewięciu dni pokonać ok. 350 km i zdobyć dwa szczyty (w tym Otorten), upamiętniając XXI zjazd KPZR. Po wyruszeniu w trasę 27 stycznia, po grupie zaginął ślad. Ponieważ jej członkowie nie odezwali się, 21 lutego kierownictwo klubu oraz rodziny skłoniły władze do rozpoczęcia akcji poszukiwawczej. Było to nie lada wyzwanie, ponieważ nie wiedziano, gdzie mogą znajdować się zaginieni.

24 lutego mansyjscy myśliwi biorący udział w akcji poinformowali o znalezieniu śladów nart. Wkrótce natrafiono na opuszczony (w pośpiechu – na co wszystko wskazywało) namiot należący do Diatłowa i jego przyjaciół: “Rozcięto go od wewnątrz. Był pokryty śniegiem. Pozostawiono w nim wszystkie przedmioty należące do członków wyprawy, nawet buty” – odnotował jeden ze świadków.

Znajdowane kolejno zwłoki utwierdzały śledczych w przekonaniu, że stało się tam coś zagadkowego. 26 lutego poszukiwacz nazwiskiem Kotpiełow natrafił na ciała Kriwoniszczenki i Doroszenki. Leżały w pobliżu pozostałości ogniska, jakie mężczyźni rozpalili, zbiegłszy z namiotu. Obaj mieli ślady poparzeń. Nieco dalej znajdował się Diatłow, który – jak ustalono – zamarzł, próbując doczołgać się z powrotem do obozu.

Roztopy odsłoniły kolejne ciała, a z nimi dalsze zagadki. Okazało się, że kilkoro pozostałych członków ekipy odniosło ciężkie obrażenia. Słobodin miał pękniętą czaszkę, choć według biegłych zmarł z wychłodzenia. Zołotariow – najstarszy z nich, miał połamane żebra i krwotok wewnętrzny. Thibeaux-Brignolle (Francuz z pochodzenia) miał wgniecioną czaszkę, zaś Dubinina – najciężej poszkodowana, zmarła jako pierwsza z powodu urazów wewnętrznych wywołanych przez potężną “siłę uderzeniową”. Co ciekawe brakowało jej też języka.

Ustalenia biegłych wskazywały, że grupa opuściła namiot, próbując kilkakrotnie rozciąć go od środka. Wyglądało to tak, jakby przestraszyli się czegoś i nieubrani uciekli w dół zbocza. W międzyczasie musiało stać się też coś, od czego kilkoro z nich odniosło poważne obrażenia. Ci, którzy pozostali przy życiu – jak Doroszenko, Kriwoniszczenko i Diatłow – zajęli się rannymi i usiłowali wrócić do namiotu po ubrania. Coś ich jednak zatrzymało. Znalezione ślady wskazywały, że jeden z mężczyzn próbował nawet wspiąć się na drzewo, by spojrzeć w kierunku obozowiska. Niedaleko znaleziono też wygrzebany w śniegu prowizoryczny schron. Niestety wszystkich zabił wkrótce chłód.

Winne były “kule ognia”?

Mrożące krew w żyłach szczegóły śmierci członków grupy Diatłowa sprawiają, że każde nowe zaginięcie w tamtym rejonie przywodzi na myśl niewyjaśnioną sprawę sprzed lat. Na jej temat krążą różne, często sensacyjne teorie, a kontrowersje pogłębia fakt, że ubrania ofiar (np. sweter Dubininy czy pasek od spodni Kolewatowa) wykazywały podwyższony stopień radioaktywności.

Chcąc wyciszyć plotki, władze forsowały hipotezę o lawinie i źle wybranym miejscu na obozowisko. Inni sugerowali, że turystów musiało coś śmiertelnie przestraszyć. Śledczy brali pod uwagę rozmaite możliwości, choć – jak podkreślał dr Borys Wozrożdenny, który przeprowadzał sekcje zwłok ofiar – trudno było ustalić źródło siły, jaka zmasakrowała Thibeaux-Brignolle’a czy Dubininą. Ich obrażenia przypominały te u ludzi potrąconych przez samochód – pisał lekarz.

Inna hipoteza mówiła, że Diatłow i jego koledzy zostali otoczeni i pobici przez Mansów (przedstawicieli nielicznego ludu ugrofińskiego, rdzennego dla tego obszaru), których terytorium naruszyli. Nie znaleziono na to dowodów. Ponadto w późniejszym okresie zauważono, że góra Chołatczachl była dla tego narodu miejscem objętym tabu.

Zagadkę tego, co wydarzyło się na przełęczy nazwanej na cześć Igora Diatłowa pogłębiły zebrane przez prokuratorów relacje mansyjskich myśliwych wspominające o “kulach ognia” obserwowanych w pobliżu Chołatczachlu w czasie, kiedy grupa rozbiła tam obóz (czyli ok. 1-2 lutego). Jedna z nich mówiła też o “jasnym dysku o rozmiarach księżyca w pełni, który miał kolor niebiesko-biały”. Pojawiły się również pogłoski, że dziwne obiekty latające widywali jeszcze w marcu i kwietniu członkowie ekip poszukiwawczych.

“31 marca o godz. 4.00 dyżurny Meszeriakow zauważył duże ogniste koło, które w ciągu 20 min. zbliżyło się do nas, a następnie skryło za górę nr 800. Przed jego zniknięciem wewnątrz koła pojawił się obiekt w formie gwiazdy (…), który zaczął się potem od niego oddzielać. Prosimy o odpowiedź, czy jest to niebezpieczne, bo z naszego punktu widzenia było niepokojące” – brzmiała jedna z relacji.

Czy, jak sugerują internauci, ekipa Diatłowa została zaatakowana przez UFO? A może jej członkowie stali się przypadkowymi ofiarami zbłąkanego pocisku podczas ćwiczeń wojskowych?

Na to pytanie wciąż brak odpowiedzi. Większość ofiar tajemniczego incydentu z 1959 r. pochowano w Swierdłowsku na Cmentarzu Michajłowskim. Pogłoski mówią, że złożono ich w cynkowych trumnach. W 2013 r. spoczął tam także Jurij Judin do końca życia próbujący ustalić, co stało się z jego znajomymi z uczelni.

Sprawa śmierci na przełęczy przez wiele lat pozostawała w zapomnieniu. Dopiero w 2009 – w jej 50. rocznicę – przypomnieli o niej rosyjscy dziennikarze. Od tamtego czasu pojawiło się wiele hipotez próbujących wyjaśnić, jaki los spotkał ekipę Diatłowa. W 2016 r. opublikowano kilkusetstronicowe opracowanie, w którym zasugerowano możliwe rozwiązania. Jurij Kuncewicz – przewodniczący Funduszu Pamięci Grupy Diatłowa stwierdził, że tragedia nie jest żadną tajemnicą, a “dziewiątka” zginęła, znalazłszy się przypadkiem pośrodku tajnego wojskowego poligonu. W sprawie wciąż jest jednak mnóstwo niedopowiedzeń – zauważył Oleg Archipow, który odnalazł niepublikowane materiały na ten temat. Jak powiedział w 2016 r. w rozmowie z agencją TASS, na śmierć członków grupy Diatłowa zupełnie nowe światło rzucają niepublikowane dokumenty swierdłowskiego KGB. Archipow nie ujawnił ich jednak do dziś.

Zaginiony Aleksandr Andriejew miał jednak więcej szczęścia. Choć w mediach zrobiono z niego kolejną ofiarę złowrogiej przełęczy, już 1 marca “Moskowskij Komsomolec” informował, że mężczyznę odnalazł mansyjski myśliwy. Choć Andriejew był osłabiony i przemarznięty, odmówił przyjęcia pomocy. Dzień później został jednak zabrany w bezpieczne miejsce przez ekipę ratowników.

6 Udostępnień

jedna odpowiedz jak na razie.

  1. Marta pisze:

    “W sprawie wciąż jest jednak mnóstwo niedopowiedzeń – zauważył Oleg Archipow, który odnalazł niepublikowane materiały na ten temat.” Jakie niby? Archipow analizowal akta z prokuratury, który są dostępne dla dziennikarzy a na stronie diatlow.pl przetłumaczone na polski. Zołotariow nie był żadnym przewodnikiem! znowu odsyłam na diatlow.pl gdzie jest obszernie wyjasnione.

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat