Są kraje, gdzie nadal bada się UFO

Napisane przez Amon w Grudzień - 20 - 2016

Mało kto o tym wie, ale w wielu krajach świata, także europejskich, istnieją oficjalne państwowe organizacje zajmujące się badaniem fenomenu UFO. Ich wnioski zgadzają się co do jednego – istnieje pewien procent obserwacji, których nie da się wyjaśnić w racjonalny sposób, a pochodzenie i zamiary tych obiektów pozostają nieznane. Mocarstwa, które mogą wiedzieć w tej sprawie najwięcej, milczą od lat…

Kiedy we Francji zawrzało po serii obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających nad elektrowniami jądrowymi, w mediach przypomniano o grupie GEIPAN – dość niezwykłej komórce Francuskiej Agencji Kosmicznej (CNES). Powstała w 1977 r. jednostka stawia sobie za cel “zbieranie raportów o obserwacjach UFO oraz UAP (niezidentyfikowanych zjawiskach powietrznych), które miały miejsce na terytorium Francji, czego celem jest dostarczanie opinii publicznej wyjaśnień i odpowiedzi w tej kwestii” – czytamy na jej witrynie internetowej.

GEIPAN nie jest osamotniony w tym trudnym zadaniu. W ostatnich latach podobne jednostki, afiliowane najczęściej przy Siłach Powietrznych, powstały m.in. w Argentynie, Brazylii, Chile i Peru. Przez lata relacje o anomaliach powietrznych zbierano także w USA, ZSRR, Wielkiej Brytanii i Australii. Wnioski, do jakich doszli badacze, były dość zaskakujące.

UFO niepokoi Zachód

GEIPAN (Grupa ds. Badań i Informacji o Niezidentyfikowanych Zjawiskach Powietrznych) powstała z inicjatywy inż. Yvesa Sillarda jako GEPAN. W 1988 r. została zreformowana i pod nazwą SEPRA zajmowała się “rzadkimi zjawiskami powietrznymi”. W 2005 r. wrócono do wariantu starszej nazwy. GEIPAN jest finansowany przez państwo, posiada radę naukową, a w analizie przypadków współpracuje m.in. z Żandarmerią, Służbą Meteorologiczną oraz urzędami lotniczymi.

Motywacją do powstania GEIPAN były dekady spotkań z tajemniczymi obiektami i ich pasażerami. W 1954 r. przez Francję przetoczyła się ich prawdziwa fala. Jednym z najgłośniejszych przypadków było bliskie spotkanie Mariusa Dewilde – strażnika kolejowego z Quarouble, który 10 września stanął oko w oko z latającym talerzem i jego karłowatą załogą. W miejscu lądowania pozostało wgniecenie i ślady działania wysokiej temperatury. Podobny charakter miał incydent z Trans-en-Provence z 8 stycznia 1981 r., kiedy rolnik, Renato Nicolaï, pracując na polu, ujrzał lądowanie latającego talerza. “Musiał mierzyć ok. 1,5 metra wysokości, miał barwę ołowiu i obręcz dookoła” – mówił. GEIPAN po zbadaniu miejsca orzekł, że ślad na gruncie pozostawił obiekt o masie 3-6 ton generujący temperaturę do 600 stopni Celsjusza.

GEIPAN do tej pory zgromadził dane o ok. 6000 przypadków, z czego sześć procent dotyczy relacji pilotów lub pasażerów samolotów. Ilość obserwacji, dla których nie znaleziono wyjaśnienia i które mogą sugerować realność zjawiska UFO, francuscy badacze szacują aż na 22 procent.

W czasach zimnej wojny podobne ośrodki powołano też w kilku innych krajach. Przez kilkadziesiąt lat relacje o UFO zbierało brytyjskie Ministerstwo Obrony. W 2008 r. Archiwa Narodowe rozpoczęły stopniowe odtajnianie zgromadzonej tam dokumentacji. Niestety, materiał był nieuporządkowany, a ciekawe relacje przeplatały się z bzdurnymi i łatwymi do wyjaśnienia. Często zgłoszeń nie analizowano, ograniczając się jedynie do ich ewidencjonowania. Nie wiadomo też, co działo się z incydentami mogącymi mieć znaczenie dla bezpieczeństwa kraju. Przykładowo, akta brytyjskiego MON zawierają zaskakująco mało szczegółów o najgłośniejszym brytyjskim przypadku spotkania z UFO – sprawie z Lasu Rendlesham z grudnia 1980 r. Do zdarzenia doszło na terenie między dwoma bazami RAF, z których jedną dzierżawiono Siłom Powietrznym USA. Oprócz lądowania obiektu na polanie (do zbadania czego wysłano grupę rozpoznawczą), doszło tam również do rzekomej intruzji UFO w okolice arsenału z bronią jądrową.

Szczególnym przypadkiem w ufologicznej historii Europy była fala obserwacji “latających trójkątów” nad Belgią na przełomie lat 1989-90. Obiekty były widziane przez tysiące ludzi, w tym pilotów i żandarmów. W nocy z 30 na 31 marca 1990 r. radar natowski w Glons wyśledził nieznany cel w okolicach Ramillies. Po wysłaniu tam pary F16 okazało się, że są tam dwa obiekty wykonujące manewry, do których nie byłyby zdolne żadne pojazdy ziemskie. Sytuacja skłoniła ówczesnego ministra obrony Belgii, Guy’a Coëme, do wystosowania oficjalnego zapytania do Amerykanów, czy to aby nie oni eksperymentują z nowymi technologiami militarnymi. Otrzymał odpowiedź przeczącą. Z kolei gen. Wilfried de Brouwer, który nadzorował badania nad falą trójkątnych UFO, doszedł do następującego wniosku: “Było to zdarzenie unikatowe, a nasze lotnictwo nie było w stanie ustalić pochodzenia, natury ani intencji tych obiektów”.

Południowa Ameryka otwarta na problem

Najwięcej ośrodków badań nad niezidentyfikowanymi obiektami znajduje się w Ameryce Południowej. W 2010 r. Brazylia wprowadziła regulacje nakazujące Lotnictwu Wojskowemu gromadzenie informacji o wszelkich anomaliach w przestrzeni powietrznej. Brazylijskie wojsko miało już do czynienia z zagadką UFO w 1977 r., w ramach tzw. Operacji Spodek, kiedy gmina Colares w północnej części kraju stała się miejscem inwazji latających obiektów nieznanego pochodzenia. Zwane przez miejscowych “chupas-chupas”, dopuszczały się ataków na ludzi. Akcją dowodził kpt. Uyrangê de Hollanda z wywiadu lotniczego, jednak w 1978 r. nakazano mu zakończyć przedsięwzięcie.

W 2011 r. komórkę ds. powietrznych anomalii powołano przy Argentyńskich Siłach Powietrznych. Grupa CEFA, w skład której wchodzą eksperci wojskowi i cywilni, ma za zadanie analizowanie doniesień o UFO “z profesjonalnego punktu widzenia, wypełniając misję, jaką jest kontrola przestrzeni powietrznej” – informował ówczesny rzecznik Lotnictwa, kpt. Mariano Mohaupt.

Podobny projekt o nazwie CRIDOVNI od ponad 30 lat prowadzą Urugwajskie Siły Powietrzne, które zarchiwizowały do tej pory ok. 2100 przypadków obserwacji niezidentyfikowanych obiektów, z czego niewyjaśnionych pozostaje ok. 40. W Peru funkcjonują aż dwa podobne ośrodki – DINAE oraz OIFFA. Z kolei w 2009 r. w Chile reaktywowano Komitet Badań nad Anomalnymi Zjawiskami Powietrznymi (CEFAA), co było reakcją na częste obserwacje niezidentyfikowanych obiektów przez pilotów. W 2014 r. CEFAA opublikowała raport na temat zdarzenia, którego świadkami byli górnicy z kopalni miedzi Collahuasi w regionie Atacama. W kwietniu 2013 r. zaobserwowali oni dziwny obiekt w kształcie spodka, który poruszał się w poziomie i w pionie. Udało się również uchwycić go na fotografii.

Dlaczego mocarstwa milczą?

Najwcześniej na zjawisko UFO zareagowały Stany Zjednoczone, powołując w 1948 r. Projekt Sign (Znak), którego akta odtajniono dopiero w 1961 r. Pracujący przy nim uczeni uznali obiekty UFO za zbyt nieuchwytne, by można było badać je naukowo, a niektórzy przychylali się do hipotezy o ich nieziemskim pochodzeniu. Najdłużej trwał Projekt Blue Book (Niebieska Księga, 1952-69), w ramach którego próbowano ocenić, czy problem UFO ma znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego. Jego wnioski mówiły: “Żaden z raportów o UFO nie wskazywał na możliwość zagrożenia kraju. Siły Powietrzne nie znalazły też dowodów na to, że wśród zdarzeń uznanych za ‘niewyjaśnione’ są takie, które można przypisać technologii nieznanej nauce. Nie ma też dowodów, by za niezidentyfikowane przypadki odpowiadały pojazdy spoza Ziemi”.

Wnioski te stały się argumentem do zakończenia dyskusji o UFO na oficjalnym szczeblu, jednak późniejsze incydenty z udziałem obiektów o nieustalonym pochodzeniu, jak przypadek Cash-Landrum (1980), sprawa świateł z Phoenix (1997), pojawienie się latającego dysku nad Lotniskiem O’Hare w Chicago (2006) czy UFO ze Stephenville (2008), zmusiły amerykańskie władze i wojsko do reakcji.

Od końca lat 70. ub. wieku badania nad UFO prowadzono także w ZSRR, w ramach projektów Sietka-AN, którym kierowała Radziecka Akademia Nauk oraz siostrzanego Sietka-MO realizowanego w ramach Ministerstwa Obrony (kryptonim programu zmieniano potem na Galaktika i Gorizont). Badacze wysunęli trzy hipotezy: nieznane fenomeny powietrzne są dziełem ludzi, zjawiskami naturalnymi lub pojazdami pozaziemskimi. Reszta wniosków brzmiała podobnie jak te z Blue Book.

Czy istnienie jednostek monitorujących przestworza w poszukiwaniu UFO ma sens? Wydaje się, że tak, bo do tajemniczych incydentów w powietrzu dochodzi regularnie. Świadkiem jednego był pilot z 18-letnim stażem, Ray Bowyer, który 23 kwietnia 2007 r., podczas lotu nad Kanałem La Manche zauważył jaskrawożółty obiekt w kształcie “spłaszczonego dysku”. Kiedy zbliżył się do niego okazało się, że dalej znajduje się drugie podobne UFO. Długość obu Bowyer ocenił na ponad kilometr! Obiekty te widziało także wielu jego pasażerów oraz załoga samolotu przelatującego w pobliżu. Głośno było też o innych przypadkach – 19 lipca 2013 r. nieznany obiekt minął “o włos” Airbusa A320 niedaleko Heathrow, z kolei w marcu 2014 r. metaliczne “cygaro” nieomal zderzyło się z małym samolotem w pobliżu Perth.

Przedstawiciele ośrodków badających powietrzne anomalie nie stawiają między UFO a kosmitami znaku równości, twierdząc, że nie ma jednoznacznych dowodów na pozaziemskie pochodzenie tego fenomenu. Wiele wskazuje jednak na to, że nad naszymi głowami rzeczywiście dzieje się coś, czego nie potrafimy wyjaśnić. Najlepiej być może ujął to amerykański ufolog i pisarz, John A. Keel (1930-2009), który nazwał obiekty UFO “końmi trojańskimi”. Widzimy i pojmujemy tylko ich powierzchowność, jednak w ich wnętrzu kryje się coś, czego przekaz jest o wiele trudniejszy…

Autor: Piotr Cielebiaś, Źródło: Onet.pl

5 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat