Sekretne przesłania w „Ostatniej wieczerzy” i kobieta u boku

Napisane przez Amon w czerwiec - 21 - 2022


Ostatnia Wieczerza autorstwa włoskiego malarza, rzeźbiarza i filozofa przyrody Leonarda da Vinci jest tajemnicza i cudowna aż do Dnia Ostatniego. Obraz powstał na zamówienie księcia Mediolanu Ludovica Sforzy w latach 1494-1497 i jest uważany za kulminację twórczości malarskiej Leonarda. W tym dziele mistrz pozostawił dla potomnych wiele pytań bez odpowiedzi w postaci ukrytych przesłań, które zainspirowały również amerykańskiego pisarza Dana Browna. Ale czy wielki mistrz mógł również uwiecznić samego siebie w swoich licznych przesłaniach?

Leonardo da Vinci był geniuszem w niemal każdej dziedzinie. Zarówno w filozofii przyrody, rzeźbie, jako wynalazca, jak i oczywiście jako malarz. Mistrz potrzebował trzech lat, aby ukończyć swoje największe dzieło: Ostatnią Wieczerzę. Zdobi on północną ścianę refektarza klasztoru dominikanów Santa Maria delle Grazie w Mediolanie.

Obraz ma wymiary 422 cm x 904 cm i przedstawia Jezusa w środku z dwunastoma apostołami, zaraz po tym, jak podczas ostatniego wspólnego posiłku w przeddzień ukrzyżowania powiedział im: „Jeden z was mnie zdradzi”.

Dzieło Leonarda jest migawką. Szkicuje reakcję apostołów i praktycznie ją zamraża. Jak na zdjęciu. Trudno jest przebić jego geniusz. Po lewej Bartłomiej, Jakub i Andrzej. Zbierają się w sobie i wydają się być zaskoczeni. Obok nich w cieniu widzimy Judasza Iskariotę, który również czuje się zaskoczony objawieniem się Pana. W linii poziomej jest on najniższy na obrazie. Piotr jest wściekły, a Jan pozornie mdleje, ponieważ Jan był najbardziej tajemniczym z dwunastu apostołów. Ale o tym więcej później.

Na lewo od Jezusa stoi Tomasz z uniesionym palcem wskazującym. Co on sądzi, co powiedział? Nie wiemy. Przyjmuje się jednak, że nie wątpił w zmartwychwstanie.

Jakub wygląda na smutnego i unosi ręce do góry. A Filip? Wydaje się, że żąda od Jezusa wyjaśnień. Są też Tadeusz i Mateusz, którzy zwracają się do Szymona i szepczą. Być może próbują wspólnie dowiedzieć się, czy zna on odpowiedź. Zwraca uwagę fakt, że na obrazie brakuje najważniejszego naczynia, którego nie powinno zabraknąć podczas żadnej komunii w kościele: wina.

Ostatnia Wieczerza bez wina?

Co myślał Leonardo, gdy po prostu pominął wino? Czy zrobiono to z czystej niechlujności, czy też mistrz miał tu na myśli jeszcze jedno ukryte przesłanie?

Leonardo pozostawił notatkę, w której szczegółowo opisuje różne postawy uczniów. Być może znajdziemy w nim odpowiedź:

„Ten, który zamierzał się napić, ale zostawił kielich na swoim miejscu i odwrócił głowę w stronę narratora. Inny, splatając palce rąk i marszcząc czoło, zwraca się do sąsiada. Inny, z otwartymi dłońmi, pokazuje swoją dłoń, podnosi ramiona za uszy i otwiera usta ze zdziwienia. Inny mówi coś do ucha sąsiadowi, a ten, słuchając, odwraca się w jego stronę i nadstawia ucha, w jednej ręce trzyma nóż, a w drugiej chleb pokrojony tym nożem. Inny, z nożem w ręku, odwracając się, przewraca tą ręką filiżankę ze stołu. Inny kładzie ręce na stole i wpatruje się przed siebie. Inny dmucha na swoje usta. Inny pochyla się do przodu, aby zobaczyć narratora, zasłaniając oczy ręką. Inny cofa się za pochylającego się do przodu i patrzy między ścianę a pochylającego się do przodu narratora”.

Przejdźmy teraz do najbardziej tajemniczej osoby w tym dziele: Jana, który siedzi po prawicy Jezusa. W tradycji kościelnej Jan jest utożsamiany z ulubionym uczniem Jezusa z Ewangelii Jana. Jan był jedynym uczniem, który stał pod Jego krzyżem. Jest spokojny o siebie, ponieważ wie, że nikt nie będzie go podejrzewał. Siedzi więc cicho i wydaje się opłakiwać to, co się stało – a może jest jakiś zupełnie inny powód, którego nie znamy?

Przyglądając się uważnie szczegółom, w porównaniu z innymi uczniami, natychmiast zauważa się piękne, szlachetne oblicze Jana, pełną wdzięku postawę głowy, wyraźnie kobiece, harmonijne rysy twarzy i długie, zadbane włosy. Jeśli powiększysz obrazek lub spojrzysz na niego przez lupę, może Ci się wydawać, że możesz dostrzec nawet zaczątki piersi. Dlaczego Leonardo namalował kobietę? Odkąd amerykański pisarz Dan Brown opublikował swój thriller Kod da Vinci, cały świat zadaje sobie to pytanie. Bestseller, który sprzedał się w ponad czterdziestu milionach egzemplarzy i który został sfilmowany w 2006 roku z Tomem Hanksem w roli głównej, wywołał kontrowersyjne dyskusje. Brown twierdzi, że Jezus był żonaty z Marią Magdaleną i że był nawet ojcem.

Autor pisze dalej, że jego potomkowie przetrwali do dziś i osiedlili się we Francji. Brown: „Małżeństwo Jezusa i Marii Magdaleny jest faktem historycznie potwierdzonym.

Brown twierdzi, że Kościół katolicki prześladował i oczerniał rodzinę Jezusa i że już w IV wieku cesarz Konstantyn kazał zniszczyć „tysiące manuskryptów”, które zawierały informacje o rodzinie Jezusa. Wreszcie, cztery znane dziś Ewangelie zostały spisane na polecenie cesarza, co w zasadzie fałszowało prawdziwe życie i działalność Jezusa. Tylko w zwojach z Qumran i w znaleziskach biblijnych w Nag Hammadi w Egipcie można odnaleźć prawdę o rodzinie Jezusa. Według Browna fakt, że Maria Magdalena i Jezus byli parą, został przekazany w formie kodu przez Leonarda da Vinci w jego dziele „Ostatnia wieczerza” – stąd oryginalny angielski tytuł Kod Da Vinci. Zgodnie z tym to nie ulubiony uczeń Jana siedzi u boku Jezusa, lecz Maryja, co tłumaczyłoby również brutalny gest stojącej obok osoby w postaci Piotra, który symbolizuje Kościół i wydaje się być gotów odciąć Maryi głowę. W swoim thrillerze Brown opowiada o największej operacji maskującej w dziejach ludzkości: tajne stowarzyszenia, wraz z frankijskimi królami Merowingami, templariuszami, masonami i „przeorem Syjonu”, przez wszystkie stulecia ukrywały niebezpieczną wiedzę, która po opublikowaniu skręciłaby kark kościołom chrześcijańskim.

Brown podkreśla, że fabuła jest fikcyjna, ale nie wspomina o dokumentach i faktach religijnych. Czy Brown ma rację w swoich twierdzeniach? W rzeczywistości istnieją teksty z czasów wczesnochrześcijańskich, w których Maria Magdalena jest opisana jako towarzyszka Jezusa.

Niektóre z tych pism zostały odkryte dopiero w ubiegłym wieku. Należy do nich trzynaście pergaminowych zwojów, które znaleziono w 1945 roku w glinianym słoju w Nag Hammadi w Górnym Egipcie. Zwoje zawierają nieznane wcześniej relacje z życia Jezusa w języku koptyjskim. W Ewangelii Filipa z IV wieku czytamy: „Towarzyszką Chrystusa jest Maryja, ta z Magdali. Pan kochał Maryję bardziej niż wszystkich uczniów i często całował Ją w usta. Gdy uczniowie to zobaczyli, rzekli do Niego: „Dlaczego miłujesz ją bardziej niż nas wszystkich?”. Pasuje to również do znaleziska małego żółtawo-brązowego fragmentu papirusu z IV wieku n.e., o wymiarach zaledwie 3,8 na 7,6 cm i mniejszych niż wizytówka.

Na obu stronach znajduje się tylko osiem wierszy, które również zostały zapisane w języku koptyjskim. Na froncie, wyblakłym atramentem, zapisano fragmenty rozmowy uczniów z Jezusem, dotyczące Maryi i jej miejsca w gronie uczniów.

Ale potem robi się ciekawie: w innym wierszu czytamy: „Jezus powiedział do nich: 'Moja żona'”. Papirus został po raz pierwszy zaprezentowany publicznie w Rzymie w 2012 roku. Amerykańska historyk Karen King zakłada, że dokument jest autentyczny i dlatego uważa za możliwe, że Jezus rzeczywiście był mężem Marii Magdaleny.

Muzeum w USA usunęło ze swojej wystawy pięć fragmentów słynnych zwojów znad Morza Martwego. Muzeum Biblijne w Waszyngtonie ogłosiło, że fragmenty te były fałszywe. Muzeum zwróciło się do Federalnego Instytutu Badań i Testowania Materiałów (BAM) z prośbą o zbadanie sprawy. Niemieccy eksperci doszli do wniosku, że fragmenty nie są wystarczająco stare. 900 manuskryptów odkrytych w latach 1947-1956 w jaskiniach Qumran w pobliżu Morza Martwego zawiera jedne z najstarszych znanych tekstów biblijnych w języku hebrajskim. Pierwsze dokumenty datowane są na III wiek p.n.e., ostatnie na I wiek n.e. Muzeum Biblii w Waszyngtonie wystawiało pięć fragmentów, które teraz okazały się falsyfikatami, od momentu otwarcia w listopadzie 2017 r. Zostały one jednak opatrzone informacją, że badanie autentyczności jest nadal w toku.

Wcześniejsze badania poddawały w wątpliwość ich autentyczność. Badacz Kipp Davis z Trinity Western University w Kanadzie stwierdził na przykład, że co najmniej siedem z wystawionych fragmentów to „współczesne falsyfikaty”. Muzeum ostatecznie przesłało pięć fragmentów do zbadania do BAM w Berlinie. Dan Brown również stwierdził w swojej powieści, że Maria była żoną Jezusa, – oraz: że para miała dzieci, ponieważ w tamtych czasach było właściwe, aby mężczyzna w wieku około 30 lat był żonaty w społeczności żydowskiej i miał potomstwo.

W wielu pismach Maryja jest opisywana jako doskonały rozmówca i prawa ręka Jezusa, ponieważ zadaje najwięcej pytań i jest chwalona przez Jezusa ponad wszystkich innych, a także dlatego, że po Jego śmierci rozdziela terytoria misyjne między uczniów. Brown uważa, że „Jezus był, że tak powiem, pierwszą feministką.

Teraz rozumiemy także wściekłość Piotra, umiejętnie zainscenizowaną przez Leonarda, który najwyraźniej chce dźgnąć Maryję w gardło. Według Ewangelii bowiem Jezus nie mianował Piotra zarządcą swojego Kościoła, lecz Maryję. To oczywiście rozwścieczyło Piotra. W Ewangelii Tomasza w wersecie 114 jest mowa o tym, że Piotr chciał odesłać „Mariham”, czyli Marię Magdalenę, z grona uczniów, uzasadniając to tym, że „kobiety nie są godne życia”. Na to Jezus podobno odpowiedział: „Oto Ja ją pociągnę, aby uczynić ją mężczyzną: „Każda kobieta, która uczyni się mężczyzną, wejdzie do królestwa niebieskiego””.

Zgodnie z oficjalną wersją Kościoła Piotr jest tym uczniem, z którym Jezus chciał założyć swój Kościół. W rzeczywistości jednak była to Maryja. Leonardo wiedział o tym i celowo umieścił Maryję po prawicy Pana. Brown pisze na ten temat:

„Aby odeprzeć trwałe zagrożenie, Kościół uporczywie przedstawiał Marię Magdalenę jako nierządnicę i niszczył wszystkie dokumenty, które mogłyby wskazywać ją jako małżonkę Chrystusa”.

Czy Maryja naprawdę była kimś więcej niż tylko towarzyszką? Nie będzie jednoznacznej odpowiedzi twierdzącej, ponieważ w języku aramejskim „towarzyszka” nie oznacza automatycznie „żona”. Towarzyszenie można tu rozumieć także na poziomie czysto duchowym. Gdyby Maryja była rzeczywiście tylko duchową towarzyszką Jezusa, pocałunek nie miałby znaczenia erotycznego, lecz raczej czysto duchowe, ponieważ w Ewangelii Filipa pocałunek jest wyrazem przekazywania wiedzy duchowej.

Rola kobiet w Kościele

Można założyć, że Leonardo da Vinci znał całą prawdę, a nawet jest bardziej niż prawdopodobne, że osoba stojąca u boku Jezusa to w rzeczywistości Maria Magdalena. Jeśli teoria ta jest słuszna, to mamy do czynienia z celową błędną interpretacją obrazu, za którą winę może ponosić Kościół katolicki – i to nie bez powodu.

Kobiety nadal nie mogą odgrywać żadnej roli w Kościele katolickim. Dominacja męska, aż po celibat księży i mnichów, zabrania tego, – zupełnie inaczej jest w zgromadzeniach gnostyckich, gdzie kobiety mogą pełnić role przywódcze. W związku z tym w obrazie Leonarda da Vinci nie ma miejsca dla kobiety. I tak Maryja stała się Janem. Paweł po prostu zignorował ulubionego ucznia i być może żonę Jezusa. Kobieta, która pozostała Mu wierna aż do gorzkiego końca na krzyżu. Jednak pomimo wszystkich przytłaczających dowodów, odpowiedź na pytanie, czy po prawicy Jezusa rzeczywiście siedzi kobieta, prawdopodobnie na zawsze pozostanie tajemnicą i pozostanie w sferze wyobraźni obserwatora….

Skoro już jesteśmy przy wyobraźni: przyglądając się uważnie pracy, można zauważyć coś jeszcze – mianowicie grupę trzech osób po prawej stronie stołu.

Co się tam dzieje?

Czy mistrz stworzył sobie pomnik? Można by wręcz odnieść niemądre wrażenie, że Leonardo namalował siebie jako ucznia na podobieństwo apostoła Tadeusza. Odwraca się od Jezusa i prowadzi ożywioną dyskusję z siedzącym przy brzegu stołu, ubranym na biało Szymonem Zelotesem, który na pierwszy rzut oka wydaje się być greckim filozofem Platonem. Ale przy prawej krawędzi obrazu jest jeszcze coś więcej do odkrycia, kolejna możliwa ukryta wiadomość od Leonarda: węzeł na końcu białej laki. W tłumaczeniu na język włoski węzeł oznacza nodo, co we Włoszech oznacza bliski związek z rodziną. Co Leonardo chce przez to wyrazić?

Czy jest to aluzja do rodziny Jezusa, czy też po prostu uważa on znakomitą grupę uczniów zasiadających przy stole za jedną wielką rodzinę? Tego też nie wiemy. Mówiąc o rodzinie, są nawet tacy, którzy uważają, że Leonardo sprytnie ukrył w Judaszu dziecko, które Maryja i Jezus mieli razem, co wymaga oczywiście dużej wyobraźni.

Innym, nie całkiem nieistotnym szczegółem, który również daje duże pole do interpretacji, jest kolor ubrania dwóch głównych postaci – Marii Magdaleny i Jezusa. Oboje są ubrani w kolorach niebieskim i czerwonym, co może wskazywać, że łączyło ich coś więcej niż tylko platoniczna więź na poziomie duchowym. Ciekawy jest też komentarz konserwatorki Pinina Brambilli Barcilona, które pracowała nad oryginalnym freskiem w Mediolanie. Na kopii Ostatniej Wieczerzy, którą można zobaczyć w opactwie Tongelo niedaleko Westerlo w prowincji Antwerpia w Belgii, odkryła, że dziewięćdziesiąt procent obrazu nie zostało wykonane przez samego da Vinci, lecz przez jego uczniów.

Jednak według Barciloni istnieją dwie figury, które zostały zainscenizowane przez samego mistrza: Jezus i apostoł Jan. Widać z tego, że te dwie postacie były ważne dla da Vinci.

Oznacza to również, że da Vinci znał dokładnie ewangelie apokryficzne ze względu na wiele drobnych szczegółów, że wiedział, iż zostały one odrzucone przez Kościół i wymazane z historii – tak jakby nigdy nie istniały. Leonardo da Vinci był rzeczywiście największym geniuszem renesansu. Mona Lisa”, „Madonna z goździkami” czy proporcjonalne studium „Człowiek witruwiański”, które zdobi rewers włoskiej monety o nominale jednego euro – wszystkie one w imponujący sposób pokazują, że Meistro miał niemal nadprzyrodzony talent, który będzie zadziwiał kolejne pokolenia.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat