Juno, to bezzałogowa stacja międzyplanetarna NASA uruchomiona 5 sierpnia 2011 r. w celu zbadania Jowisza, to drugi projekt w ramach programu “Nowe granice”. Statek kosmiczny wszedł na orbitę polarną gazowego giganta 5 lipca 2016 roku. Celem misji było zbadanie pola grawitacyjnego i magnetycznego Jowisza, a także sprawdzenie hipotezy, że Jowisz ma rdzeń stały. Instrumenty sondy międzyplanetarnej Juno, wykryły pobliski sygnał o częstotliwości około 6,5 megaherca, który znajduje się w zasięgu fal radiowych o wysokiej częstotliwości. Na Ziemi są one używane do komunikacji jonosferycznej i pozahoryzontowego radaru, ale na orbicie Jowisza, ich źródło jest podobno naturalne.

Takie sygnały są znane od dawna: nazywa się je dekametryczną emisją radiową. Jednak po raz pierwszy statek kosmiczny zarejestrował je w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca pochodzenia. W rzeczywistości sonda przeleciała przez źródło rozbłysku radiowego, w pobliżu Ganimedesa, największego księżyca Jowisza.

Czujniki Juno obserwowały to zjawisko przez około pięć sekund, a następnie połączyło się ono z promieniowaniem tła. Biorąc pod uwagę prędkość sondy – około 50 kilometrów na sekundę – możemy stwierdzić, że obszar przestrzeni, w której generowany jest sygnał, ma około 250 kilometrów średnicy. Jak wyjaśnia NASA, znaleziona emisja radiowa o częstotliwości 10-40 MHz tworzy strumień elektronów wirujących w polu magnetycznym Jowisza. Generują one sygnał radiowy w wyniku procesu pewnej niestabilności masera cyklotronowego. NASA była tak strasznie zainteresowana tą niestabilnością cyklotronową, że postanowiono przedłużyć misję Juno na czas nieokreślony, a teraz błyskotliwi adepci są zajęci budową nowego statku, na który udało im się zdobyć pieniądze w rekordowo krótkim czasie.

Intryga polega na tym, że teoretycy spisku wiedzieli o tym promieniowaniu już w październiku 2020 roku, chociaż NASA wspomniała o nim dopiero teraz. Historia rozpoczęła się od pojawienia następującej wiadomości:


Zgodnie z tym niepozornym tekstem, który został napisany niejako przez oficera CIA, który uciekł jesienią 2020 roku. Powodem tego było oczyszczenie zespołu agentów, którzy usuwali i ukrywali informacje o odkryciu na orbicie Ganimedesa obiektu podobnego do międzyplanetarnej stacji kosmicznej, stworzonego przy użyciu jakiejś zaawansowanej technologii.


Juno, który 6 czerwca 2020 roku odkrył dziwny sygnał był bardzo silny i płynął w wąskiej wiązce, co nie zdarza się w naturze, więc satelita został spowolniony i przy następnym obrocie zwrócił się w stronę miejsca sygnału – skąd pochodzi wiązka.

Sygnał pochodził z obiektu w kształcie torusa, wewnątrz którego zawieszona była kula o średnicy około 1000 stóp. Kula była z substancji przypominającej metal, świecącej fioletowym światłem o zielonym zabarwieniu i obracającej się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W tym przypadku torus obracał się w odwrotnym kierunku. Wyglądało to również jakby kula została uszkodzona przez jakąś wewnętrzną eksplozję. Nikt nie miał pojęcia, co to było i uważano, że jest to dzieło protocywilizacji Ziemi, która próbowała skolonizować Jowisza. Rozważano również wersję obcego pochodzenia tego obiektu.


Kiedy ludzie czytali o tym w październiku, wszyscy entuzjastycznie się uśmiechali. Kiedy jednak NASA ujawniła odkrycie czegoś na Ganimedesie, wszyscy nagle zdali sobie sprawę, że wiadomość wydaje się być czystą prawdą i dlatego teraz, aby uciszyć informacje, NASA pilnie wydała swoją opowieść o tym, co się dzieje.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat