Zakon Rycerzy Wewelsburga – w dążeniu do władzy absolutnej

Napisane przez Amon w Marzec - 22 - 2019

W 2010 roku (15 kwiecień) otwarto muzeum poświęcone zbrodniczej hitlerowskiej organizacji SS. W wyniku jej działania zginęło nie tysiące a miliony ludzi. Zbiory muzeum ukazują historię liczącej ponad milion członków przybocznej gwardii Adolfa Hitlera – i jej wodza Heinricha Himlera, którego osobisty dziennik zdobi starannie przygotowaną wystawę. Na liczącej tysiąc eksponatów wystawie znajdują się dwa „pierścienie z czaszką”, które otrzymywali starsi stopniem oficerowie. Na srebrnych obręczach wygrawerowano podpis Himmlera, a także czaszkę, swastykę i runę Sig, szczególnie rozpoznawalny symbol SS. Gdzie nasi zachodni sąsiedzi pokazali światu tę wystawę? No właśnie, i tu cały dodatkowy skandal. Na zamku w Wewelsburgu, w którym Niemcy modlili się do swych bogów o zwycięstwo, a po wojnie dla zatuszowania historii tego miejsca zorganizowali w nim schronisko młodzieżowe.

Zamek Wewelsburg imponująca, siedemnastowieczna rezydencja znajdująca się na szczycie wzgórza na południe od Hanoveru w środkowych Niemczech, odgrywała kluczową rolę w historii SS.Himmler wynajął go na ponad 100 lat w roku 1934, zaraz po tym jak partia nazistowska doszła do władzy, z zamiarem przekształcenia go w ośrodek szkoleniowy dla elity oficerów SS. Z czasem snuł on coraz ambitniejsze plany przejęcia okolicznej wioski i zbudowania stolicy dla SS, z zamkiem jako „centrum nowego świata” po osiągnięciu „ostatecznego zwycięstwa”.

Zakon Rycerzy Wewelsburga, był marzeniem Heinricha Himmlera, który pragnął utworzyć nowy, germański zakon. W tym celu między innymi odwoływał się do tradycji Zakonu Krzyżackiego. Nieopodal miasta Paderborn, w połowie drogi między Kolonią a Brunszwikiem, znajdowały się ruiny średniowiecznego zamku Wewelsburg. To właśnie to miejsce Himmler upatrzył sobie na siedzibę kierownictwa SS. W zamku przygotowano specjalne apartamenty dla dygnitarzy organizacji. Ich nazwy wywiedziono od sławnych postaci historycznych. Reichsfuhrer SS dla siebie wybrał apartament Henryka I. Wybudowano wielką komnatę o długości 35 i szerokości 15 metrów, w której miały odbywać się spotkania najwyższych rangą członków organizacji. W podziemiach utworzono sanktuarium zakonu, miejsce kultu krwi, gdzie organizowano tak zwane Bluttaufe (chrzty krwi), rytuały towarzyszące przyjęciu każdego młodego adepta. Na wybór miejsca wpływ miała podobno legenda głosząca, że przyszłemu atakowi ze wschodu oprze się tylko jeden zamek w Westfalii. Okazało się, że najmocniejsze mury ma właśnie Wewelsburg.

Dla Adolfa Hitlera

Nie wszyscy naukowcy uważają słowo „zakon”, przyjęte na nazwę organizacji, za trafione. Podkreślają oni na przykład, że Himmler i jego współpracownicy byli szczególnie zafascynowani postaciami Henryka I czy Henryka Lwa, zaś sam szef SS postrzegał siebie raczej jako kontynuatora ich tradycji niż wielkiego mistrza. Z drugiej strony profesor Gebhardt, jeden z bliskich przyjaciół Himmlera, uważał, że ten widział się mistrzem zakonu, który posiadał tylko jedną regułę – Adolfa Hitlera. Słowa te podkreślają religijną wręcz zależność Himmlera od Hitlera, którego chciał być rycerzem i obrońcą. Zdaniem Himmlera członkowie SS byli kontynuatorami tradycji rycerskich. Stąd niezmiernie ważna była dla niego zewnętrzna oprawa. Wprowadzono specjalne odznaki, które miały podkreślić znaczenie władzy SS oraz stworzyć atmosferę tajemniczości i mistycyzmu. Szefowie organizacji mogli należeć do jednej z trzech kategorii. Do każdej przypisane były specjalne insygnia: odznaka, kordzik i herb. Najmniej ważnym, choć równie pożądanym, był srebrny pierścień z emblematem trupiej czaszki.

Rycerze z piekła rodem 

Najwyższymi dostojnikami SS było dwunastu obergruppenfuhrerów. Każdy z nich miał własny, specjalnie zaprojektowany herb. Himmler w swoim postępowaniu opierał się na micie o celtyckim królu Arturze, który ucztował i odbywał narady ze swoimi dwunastoma najdzielniejszymi rycerzami. W wielkiej komnacie w Wewelsburgu ustawiono dębowy stół dla niego i jego wybrańców. Wokół znalazło się miejsce dla oznaczonych tarczami z herbami i nazwiskami każdego z „rycerzy” foteli. Pod północną wieżą zaprojektowano także sanktuarium z marmuru. W środku, na podwyższeniu, płonął wieczny ogień – miały być w nim palone “rycerskie” herby. Dookoła stało dwanaście grobowców, a pośrodku najważniejszy – należący do samego Himmlera. Wentylacja we wnętrzu nie była najlepsza, stąd w czasie ceremonii wypełniał je dym, który sprawiał wrażenie obcowania z duchami zmarłych. Himmler nakazał również dygnitarzom z kierownictwa SS odbywać specjalne ćwiczenia duchowe i niemal okultystyczne ceremoniały, w czasie których mieli odczuwać łączność z przodkami i czerpać z niej inspirację oraz siłę wewnętrzną niezbędną do realizacji wyznaczonego im posłannictwa.

27-letni historyk, który pomagał zaprojektować stałą ekspozycję, twierdzi, że trzymające pochodnie statuy lub strażnicy SS stali najprawdopodobniej na tych podestach. Obalił on jednak mit spopularyzowany przez jedną z niemieckich gazet, jakoby Himmler odprawiał w pełnej echa krypcie dziwne pogańskie rytuały. „Nie można tego udowodnić naukowo” – stwierdził. Nie można podobnie jak nie można zapewne głośno powiedzieć o próbie tuszowania historii, o której niemiecka prasa wolała milczeć.

Czy idea Himlera umarła razem z nim?

Wojna się skończyła, a jej wynik wymagał wytyczenia perspektywy dla wszystkich zawiedzionych. Właśnie na taki grunt trafiła ideologia kontynuowania pomysłów Himmlera. Czy zatem ponownie wybrano współczesnych, nowych rycerzy? Czy w tajemnicy werbowano członków, a organizacja rozwijała się? Mogła zarabiać na handlu bronią i kontroli możnych tego świata. Zaczęła osłabiać pozycję tych, których zakon postanowił zneutralizować. Wpływano na losy świata ukrywając się za plecami terrorystów? Cel był jeden – zbudowanie w Europie potężnego porozumienia, będącego konsekwencją tworzenia od setek lat koncepcji zastąpienia wartości chrześcijańskich i wiary w Boga nową doktryną.

Kiedyś instrumentem działania były zaplanowane wcześniej wojny, dziś zaś opierają się one na wpływie uzyskiwanym na przykład poprzez uzależnianie poszczególnych krajów od dostaw energii. „Cienie” pilnujące grobu Chrystusa zastąpiono cieniami pilnującymi swoich interesów. Czy ta historia jest nierealna? Z całą pewnością, podobnie jak 27-letni naukowiec należy stwierdzić, iż naukowo jest ona nie do udowodnienia.

Źródło: www.orwellsky.blogspot.com

Zdjęcia: Orwellsky

[sg_popup id=”9518″ event=”inherit”][/sg_popup]
2 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat