Zen w czasie wykonywania swoich zadań

Napisane przez Amon w Maj - 8 - 2021


Zen jest ostatecznie niedefiniowalny. Jest paradoksalny. To uczucie; medytacja nad przeciwieństwami i wzajemnym połączeniem w sposób przerywany. Jest pomostem pomiędzy pytaniem bez odpowiedzi a niepoznawalną odpowiedzią. Bez względu na to czym naprawdę jest Zen, medytujący, który stara się osiągnąć Zen jest Zen. Tak czy inaczej, praktyka Zen nigdy nie jest ważniejsza niż wtedy kiedy jesteśmy w rozsypce, w dołku, na dnie kolejki górskiej, doświadczamy Ciemnej Nocy Duszy. W takim stanie Zen jest wielkim korektorem, indywidualizującym mechanizmem wyrównującym. Pretekstem do wyjścia z Piekła i wejścia do Nieba. Albo przynajmniej z powrotem na równy grunt.

Pytacie: “Czym jest Zen?”. Odpowiadam: ‘Zen jest tym, co sprawia, że zadajesz pytanie’. Ponieważ odpowiedź jest tam, gdzie pojawia się pytanie. Odpowiedzią jest sam pytający.” ~Daisetz Suzuki

Przekształcanie cieni w ostrość:

“Akceptując nieuchronność naszego cienia, rozpoznajemy, że jesteśmy również tym, czym nie jesteśmy. To pokorne uznanie powstrzymuje nas przed szaleństwem prób wyeliminowania ze świata tych, których nienawidzimy lub których się boimy. Samopanowanie, dojrzałość i mądrość są definiowane przez naszą zdolność do utrzymywania napięcia pomiędzy przeciwieństwami.” ~Louis G. Herman

Zen jest esencją utrzymywania napięcia pomiędzy przeciwieństwami. Jest to proaktywna medytacja nad paradoksalnym stanem ludzkiej kondycji. Działa jak most pomiędzy nieświadomym cieniem a ciemnością uświadomioną.
Kiedy nasz cień jest przed nami ukryty lub stłumiony – albo podświadomie, albo przez świadomą ignorancję – czujemy się otępiali, niepewni, fragmentaryczni, zdezorientowani, nieświadomi i nie do końca kompletni. Ale kiedy nasza ciemność staje się świadoma, stajemy się cali, świadomi, otwarci i ostrzejsi w umyśle, ciele i duszy.

Zen uczy nas, jak pogodzić się z naszą ciemną stroną. Głęboko w okopach naszego cienia, Zen zasiewa ziarno ze znakiem zapytania wykonanym ze światła. Poprzez codzienne kultywowanie i praktykę (uwaga, świadomość, skupienie), światło rozjaśnia ciemność, a cień staje się istotnym, samoświadomym aspektem naszego ogólnego stanu. Światło powiększa cień, wyprowadzając go z represji i przekształcając w samorealizację.

Przekształcenie pewności w ciekawość:

“Pytam cię: czym jesteś? ‘nie wiem’. Zawsze utrzymuj ten umysł nie-wiedzy. Kiedy ten nie-wiedzący umysł stanie się jasny, wtedy zrozumiesz. Utrzymuj umysł nie-wiedzy zawsze i wszędzie. To jest prawdziwa praktyka Zen.” ~Seung Sahn Sunim

Najbardziej zwodniczym ze wszystkich “okopów” jest utknięcie w pudełku pewności. Wiara w to, że ktoś wie na pewno jest ostatecznym złudzeniem. Natomiast myślenie, że być może się wie, ale prawdopodobnie się nie wie, jest ostateczną ucieczką od złudzenia. Elastyczność i otwartość umysłu są kluczowe. Zen może nam pomóc w obu tych sprawach. Zen pomaga nam wejść w kontakt z pierwotnymi współrzędnymi połączonego kosmosu. Pomaga nam rozpoznać spektrum prawdopodobieństwa. Kiedy Sokrates powiedział: “Jedyną rzeczą, którą wiem jest to, że nic nie wiem”, mówił w kategoriach prawdopodobieństwa.

Lepiej używać Zen, aby utrzymać nas w przepływie. Kiedy jesteśmy płynni i dynamiczni w naszym myśleniu, jest mniej prawdopodobne, że damy się uwieść dogmatycznym przekonaniom. Zen utrzymuje nas w stanie kwestionowania do dziewiątego stopnia. Dzięki niemu jesteśmy otwarci na istotne przemiany, przez które przechodzi wszechświat. Zen jest sztuką dostosowywania się do przypływów i odpływów ciągłych zmian. Bycie świadomym tego głębokiego przepływu to bycie ciekawym. Ciekawość jest falą zmian rozbijającą się o kruchą strukturę naszej pewności. Bylibyśmy mądrzy, gdybyśmy przejechali się na tej fali prosto i wyciągnęli wnioski ze zniszczeń.

Przekształcanie niepokoju w artyzm:

Lęk jest jak otwarta rana w psychice. A kiedy jesteś w jej centrum, może to być paraliżujące doświadczenie. Kiedy przekształcamy lęk w sztukę, używamy stresu jako paliwa dla ognia naszej wyobraźni. Niepokój staje się rodzajem stresu wewnętrznego, który może być całkiem katartyczny. Napięcie staje się pomostem pomiędzy “stresem” a “twórczym ujściem”, gdzie stan niepokoju spotyka się ze stanem przepływu.

Czy jest to przekształcanie ran w mądrość, demonów w diamenty, czy niepowodzeń w kamienie milowe, katartyczne uwolnienie zmartwień i bólu może stać się aktywnymi składnikami pięknego dzieła sztuki. Ból przekształca się w farbę, nieszczęście w muzykę, psychoza w poezję. A przy odpowiedniej praktyce z duchowej i psychologicznej plastyczności może powstać rodzaj egzystencjalnego masochizmu – solidność staje się antyfragmentarnością.

Tak dalece jak ten egzystencjalny masochizm może być zastosowany do dobrze przeżytego życia, pojawia się humor zen, gdzie wszystkie tragedie są śmiesznymi aspektami ogólnego kosmicznego żartu. Życie samo w sobie staje się dziełem sztuki.

Przekształcanie hipokryzji w humor:

“Nikt nigdy nie dorasta. Mogą wyglądać na dorosłych, ale to tylko przebranie. To tylko glina czasu. Mężczyźni i kobiety w głębi serca są jeszcze dziećmi. Wciąż chcieliby skakać i bawić się, ale ta ciężka glina im na to nie pozwala.” ~Robert McCammon

Kierując się zasadą, że życie jest kosmicznym żartem, można dojść do wniosku, że lepiej jest śmiać się z tego żartu, niż płakać nad rozlanym mlekiem bycia jego głównym bohaterem. Pomóc w tym może upokarzający efekt Umysłu Początkującego. Przypomina nam, że wszyscy jesteśmy tylko omylnymi istotami zdanymi na łaskę kosmicznego żartu. Wszystko inne jest zwykłą hipokryzją. Zwłaszcza tytuł “dorosły”. Zen Umysłu Początkującego jest sztuką dotarcia do tej figlarnej niewinności, która nie chce być poważna, ale zawsze jest szczera. Przeciwstawia hipokryzję ludzkiej kondycji poczuciu figlarności. Z tego rodzi się twórcza adaptacja i improwizacja. Jesteśmy omylnymi istotami? Niech tak będzie. Jesteśmy obłudnymi nagimi małpami? Równie dobrze możemy mieć z tego poczucie humoru. To wszystko jest śmieszne w wielkim planie rzeczy? Równie dobrze możemy się pośmiać.

Poczucie humoru jest najlepszym narzędziem, które możemy wykorzystać będąc w tranzycie. Dzięki niemu możemy przetrwać prawie wszystko. A nawet jeśli nie, to przynajmniej się śmiejemy. Nasze wewnętrzne dziecko uczy nas, jak śmiać się i bawić przez nieszczęście, zamiast po prostu być nieszczęśliwym.

Przekształcenie piekła w niebo:

Nawet w okopach mamy wybór, czy chcemy być zdrowi, czy nie. Nawet w rynsztoku możemy albo utonąć we własnych łzach, albo przewrócić się na bok, wziąć głęboki oddech i spojrzeć na gwiazdy w ich estetycznym blasku. Tak. Nawet samo piękno może być uzdrawiające. A piękno w połączeniu z dobrym poczuciem humoru może być transcendentne… Przeskakiwanie przez piekło z dzwonkami na uszach. Śmiejąc się w otchłań. Kpiąc ze wszystkich diabłów, demonów, aniołów i bogów. Używając tego wszystkiego jako kamienia do ostrzenia.

Albo gramy ofiarę i użalamy się nad sobą, albo podnosimy się z “humorem najwyższego” i ośmielamy się stać się zdrowszymi. W alchemicznej transformacji ludzkiej kondycji, piekło jest kuźnią, która składa ostrze duszy na ostrzejszy instrument.

Nasza strefa komfortu po prostu nie jest wystarczająco gorąca. Niebo jest zbyt miękkie. Czyściec jest zbyt wygodny. Piekło jest w sam raz, o ile nie popełnimy błędu zatracenia się tam i wypalenia. Zen w okopach to nie spacerek po parku. Wymaga odwagi i elastyczności. Potrzeba odwagi i sprytu. Potrzeba dobrego poczucia humoru pomimo bezsensownego wszechświata. Potrzeba emocjonalnej alchemii i egzystencjalnego masochizmu, aby poradzić sobie z bólem i cierpieniem.

Praktykowanie zen w okopach to gwizdanie: “Zawsze patrz na jasną stronę życia”, gdy jesteś przybity do krzyża (Żywot Briana). To tworzenie znaczenia z nicości, budowanie mostów z bandaży, rodzenie Feniksa z popiołów. To śmiech, zabawa i taniec pomimo coraz ciaśniejszej śmiertelnej spirali.


Opracował: Amon
www.strefa44.pl
0 Udostępnień

Zostaw komentarz


*

code


  • Facebook

Szukaj temat